"Dress code. Tajemnice męskiej elegancji" – recenzja

78 komentarzy

Moda męska zaczyna być w Polsce tematem budzącym coraz większe zainteresowanie, co mnie niezwykle cieszy. Powstają nowe blogi, prasa coraz częściej pisze o modzie w męskim wydaniu, ubiory mężczyzn zaczynają być komentowane na równi z paniami (słynny strój Tomasza Lista na festiwalu filmowym w Gdyni). Po wielu latach posuchy również rynek księgarski zaczyna dostrzegać znaczenie mody męskiej. Kilka miesięcy temu wydawnictwo BOSZ opublikowało książkę ?Gentleman. Mam zasady?, a kilkanaście dni temu premierę miała książka Krzysztofa Łoszewskiego ?Dress code. Tajemnice męskiej elegancji?.

Przyznam szczerze, że z niecierpliwością czekałem na tę książkę, bo ?Gentleman? był pozycją ciekawą pod względem merytorycznym, ale bez wątpienia jest to książka oderwana od polskiej rzeczywistości. Liczyłem na to, że Krzysztof Łoszewski przedstawi praktyczny poradnik stylu i elegancji w oparciu o temat przewodni ? ?dress code?, a więc pojęcie bliskie sporej części dorosłych mężczyzn w Polsce. Optymizmem napawał mnie fakt, iż autor od wielu lat związany jest z branżą mody, więc liczyłem na to, że w przeciwieństwie do książki ?Gentleman?, którą napisał anonimowy Adam Granville, będzie to spojrzenie osoby mającej wiedzę praktyczną i teoretyczną w ?ubieraniu?. Niestety przeliczyłem się.

To, co najbardziej mnie razi w tej książce, to fatalny wybór zdjęć, które przecież przy tego typu tematyce i formacie książki (poradnik) powinny być dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Powinny to być zdjęcia najlepsze z najlepszych. W zachodnich publikacjach, takich jak ?Dressing the man? A.Flussera, to właśnie ilustracje i fotografie są w mojej opinii jednym z najbardziej wartościowych elementów książki. Tutaj wybór fotografii jest bardzo przypadkowy, a w dodatku próżno tu szukać dobrze i klasycznie ubranych mężczyzn. Wiele fotografii jest po prostu słaba technicznie, nie wspominając już o błędach takich jak za duże kołnierzyki i marynarki, źle skomponowane zestawy. Spora część zdjęć pochodzi z tzw. internetowych banków zdjęć, gdzie trudno o wartościowe fotografie klasycznej mody męskiej. No i jeszcze nieszczęsne pomyłki: na stronie 52 całostronicowe zdjęcie dzianiny opisane jako tkanina, a na stronie 134 zdjęcie damskiego płaszcza, opisanego jako męski trencz. Takie błędy nie powinny mieć miejsca w tego typu publikacjach. Dziwi mnie, że przy tego typu książkach, które ocenia się przede wszystkim wizualnie, wydawnictwa idą na taką łatwiznę i prezentują kilkadziesiąt fotografii z tanich banków zdjęć. W kontekście tematu “dress code” rażą również zdjęcia awangardowych projektów polskich projektantów, które z klasyką mody nie mają nic wspólnego. Kiepsko wypada również zdjęcie samego autora na ostatniej stronie, gdzie występuje w t-shircie, z łokciami wystawionymi do obiektywu, w dodatku zasłonięty wieszakiem z ubraniami. Tych wpadek zdjęciowych jest niestety całe mnóstwo i dziwi mnie, że Krzysztof Łoszewski, który tyle lat pracował dla marek o dobrym poziomie artystycznym zgodził się na takie zilustrowanie książki i podpisanie własnym nazwiskiem.

Druga słaba cecha tej książki, to ogólnie mówiąc nietrafione porady, z których część pewnie można by uznać za dyskusyjne, ale sporo jest także zupełnie błędnych. Od książki o tytule ?Dress code? oczekiwałbym jednak porad bezdyskusyjnych, swego rodzaju żelaznych reguł, które nie będą budzić wątpliwości. Jedną z takich najbardziej dyskusyjnych kwestii jest polecanie koloru czarnego właściwie na każdą okazję i przy każdym elemencie garderoby (czarny garnitur na spotkania biznesowe, czarna marynarka jako podstawa smart casualu, czarne buty jako te ?najlepsze?, ?czarna teczka pasuje do wszystkiego?, ?czarne skarpety są najbardziej uniwersalne?). Rozumiem, że dla autora jest to ulubiony kolor, o czym pisze w jednym z rozdziałów, ale żeby robić z tego ?żelazne reguły? dla wszystkich, to już nadużycie. Czerń jest ?trudnym? kolorem i wbrew pozorom mało mężczyzn wygląda w niej dobrze, a już na pewno nie w każdej codziennej sytuacji. Kolejny wątpliwy przykład, to rekomendacja koszuli ecru do podstawowego zestawu koszul. Koszula o tym kolorze jest nawet polecana do czarnego i granatowego garnituru. W tym zestawie znalazła się także koszula blado szara, a brak jest chociażby różowej.

Moje zdziwienie budzi także polecanie węzła krawatowego four in hand dla panów o szerokiej twarzy, a węzła windsorskiego dla panów o szczupłej twarzy. Wystarczy spojrzeć na to jak krawaty wiąże Miedwiediew, by zobaczyć, że duży węzeł windsorski przytłacza szczupłą twarz. Wielkość węzła powinna być dostosowana do proporcji twarzy, a nie być jej przeciwieństwem. Inne chybione porady to m.in.:

  • sugestia zakupu pierwszego garnituru ?z domieszką sztucznego tworzywa?,
  • długość spodni do połowy obcasa (już widzę te załamania nogawki),
  • ?czarne buty pasują nawet do jasnych spodni? a przykładowe zdjęcie najlepiej pokazuje, że nie pasuje,
  • czarne skarpety są najbardziej uniwersalne,
  • buty z ażurem i bez są równie eleganckie,
  • biała koszula z podwójnym mankietem na spinki bez krawata i do marynarki sztruksowej,
  • ?krawat jest jedynym akceptowalnym dodatkiem do męskiego ubrania?,
  • autor pisze by wybierać klasyczne zegarki a pokazuje markę Alain Silberstein, której modele trudno uznać za odrobinę klasyczne. 
O poszetce autor pisze, że kiedyś ?zastępowano ją kawałkiem kartonu?, a obecnie ?już właściwie jej nie ma?. Szalik pokazany na jednym ze zdjęć opisany jest jako fular, a o musze autor pisze tak: ?ani poważna, ani rzeczywiście na luzie?. Krzysztof Łoszewski przytacza także historię studenta SGH, któremu radzi, że na rozmowę kwalifikacyjną może iść w jeansach ?pod warunkiem, że ich kolor będzie klasycznie granatowy lub lekko sprany?.

Najgorzej wypada rozdział ?Smart casual?. Mam wrażenie, że autor nie rozumie na czym ten styl polega (lub myli go z casualem), bo jako jego bazę wymienia: dżinsy, sztruks, skórzaną marynarkę, koszule z krótkim rękawem, sportowe buty, sandały, szorty, bojówki, t-shirt z nadrukiem i czarną marynarkę. Ani słowa o spodniach chino, o koszulach button down, o mniej formalnych krawatach, o mokasynach, o koszulkach polo, o marynarkach innych niż ta nieszczęsna czarna. Klapki rekomendowane są do jeansów i sztruksów (!), a o t-shirtach autor pisze tak: ?Wystarczy wyprać, wysuszyć i włożyć bez prasowania?. Najlepszym podsumowaniem tego rozdziału będzie to zdjęcie i jego opis:

 

Wypadałoby wspomnieć o pozytywnych elementach tej książki, bo one też są, ale przy tej ilości błędów ciężko o dobry obraz całości publikacji, więc daruję to sobie. Podsumowując, uważam że pomysł na książkę był bardzo dobry, natomiast realizacja wypadła kiepsko. Dla osób ?początkujących? może być to lektura interesująca, ale pojawia się pytanie czy te osoby będą w stanie samodzielnie odfiltrować wartościowe treści od tych mniej wartościowych, a nawet błędnych. Osoby ?zaawansowane? już po kilkunastu stronach stracą nadzieję na jakieś ciekawe treści ? tak było w moim przypadku.

Dress Code. Tajemnice męskiej elegancji

Autor: Krzysztof Łoszewski
Wydawnictwo: BOSZ
Liczba stron: 208

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

78 komentarzy do ""Dress code. Tajemnice męskiej elegancji" – recenzja"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Grzegorz Szopiński
Gość

Faktycznie, jakieś mało przekonujące te porady, nie wspominajac o zdjęciu, no i do tego ten postawiony kołnierz, brrr… Może komuś się to podoba, ale w moim odczuciu ma to więcej wspólnego z tanim lansem z remizy niz dobrym wyglądem;)

Anonymous
Gość

jednym słowem ta ‘książeczka’ to pomyłka jeśli tak jest jak tu czytam. ”Krawat jest jedynym akceptowalnym dodatkiem do męskiego ubrania”??? Co to ma wogóle być??? A tak wogóle to świetna recenzja, miło się czyta:)

Anonymous
Gość

Może to publikacja opisująca stan zastany? Tzn. faszyn from raszyn. Klasyczna elegancja to tam czarny, połyskujący garnitur, koszula z krótkim rękawem i poliestrowy krawat śledzik :/ Ooooo albo kamizelka do krótkiego rękawa- klasa i szyk
Więcej “porad” tego typu i nic się w tym kraju nie zmieni :/

Anonymous
Gość

O boże, tragiczne to zdjęcie.. mówi za wszystko.

Anonymous
Gość

Recenzja wiele mówi o poziomie książki…, ale ja darowałem sobie zakup tej książki ,już jak w mediach przewinęły się relacje z imprez ją promujących. Gdy zobaczyłem autora książki “Dress code”, który nie dość, że źle dobrał garderobę, to jeszcze wyglądał jak za przeproszeniem fleja, to podziękowałem za jego “tajemnice męskiej elegancji” :P

Pozdrawiam

Sergiusz Muszyński
Gość

Wielkie dzięki za recenzję. Także oczekiwałem na tę książkę – teraz już wiem, że nie warto jej kupować.

Anonymous
Gość

W popularnym programie śniadaniowym pewnej prywatnej stacji, której nazwa zaczyna się na literę T, autor książki bardzo krytycznie odnosił się do postawionych kołnierzyków. Patrzę na zdjęcie i oczom nie wierzę? “Postawiony kołnierzyk i wszystko pod kontrolą”? Chyba nie za bardzo. Szczególnie z głową autora.

Mr.Vintage
Gość

W tym samym programie Autor mówił, że koszulka polo pochodzi “pewnie gdzieś ze Stanów”. Rene Lacoste przewraca się w grobie :)

Anonymous
Gość

Oby tylko w TVN dalej tego wydawnictwa nie promowali bo ludziom bzdur do głowy nakładą. Potem będze: “a Łoszewski pisze, że kołnierz wywija się do góry” itp. Ta książka to dzieło szatana :-).

Rdk

Mr.Vintage
Gość

Swego czasu z cyklem porad wystąpił tam Macaroni Tomato. Niestety tylko 2 razy. Ktoś uznał, że jest za dobry i może wygryźć innych “fachowców” TVN.

Anonymous
Gość

O nie wiedziałem. Przypuszczam, że sytuacja z końcem Macaroniego w tej stacji mogła wyglądać tak. “Panie MT dobrze się Pan zna na ubraianmich? – zapytała osoba odpowiedzialna za dobór ludzki w stacji.
– tak, wiem dużo ciekawych rzeczy, jest to moja pasja, stale pogłębiam wiedzę, mam duże grono czytelników.
– Rozmumiem. A Pan, Panie Jacyków
– eee Jestem gejem i wydaję 1500 zł na koszulkę. Tańsze to są szmaty, Polacy chodzą w szmatach, bo nie kupują takich rzeczy jak ja 1500zł” I po chwili jeden z Panów kupił za 29.99 na allegro torbę LV a drugi powrócił do swojego bloga.

Pewienpan.pl
Gość

Bardzo mi się podoba to podsumowanie :)
Na marginesie podejrzewam, że książka została napisana przez copywritera, nie znającego przy tym zupełnie tematu, a autor tylko udzielił swojego nazwiska. Szkoda, bo mógł ją najpierw przeczytać.
Celem tej książki nie jest propagowanie klasycznej elegancji a efekt marketingowy.

meqoq
Gość

@pewienpan: Jeśli w ogóle, to ghostwritera.

Anonymous
Gość

Książki nie czytałem i po tej recenzji nie zamierzam na nią tracić czasu.
Wciąż:
“czarne buty jako te ?najlepsze?, ?czarna teczka pasuje do wszystkiego?, ?czarne skarpety są najbardziej uniwersalne?” — przy pierwszych półbutach wiadomo, że lepiej pójść w czerń, niż w brąz, bo brąz nie w każdej sytuacji wypada. Czarne skarpety nie pasują do wszystkiego, ale rzeczywiście są najbardziej uniwersalne (jeśli ktoś nie gustuje w brązach to chyba w każdym zestawie “przejdą”… może z wyjatkiem białych spodni i białych butów, ale mało kto tak się nosi i rzadko kiedy wygląda to dobrze). Teczkę też bym czarną polecał, jeśli ktoś ma mieć tylko jedną.

” rekomendacja koszuli ecru do podstawowego zestawu koszul. Koszula o tym kolorze jest nawet polecana do czarnego i granatowego garnituru.” — miałem kiedyś koszulę button down ecru/kość słoniowa (już prawie w żółć wchodzącą) i z jeansami wyglądała genialnie, więc nie rozumiem czemu by jej nie polecać do granatowego garnituru. Tylko trzeba wziąć pod uwagę, że taki zestaw będzie mniej formalny, niż z białą koszulą, no i pewnie nie do każdej karnacji będzie pasował.

“węzła windsorskiego dla panów o szczupłej twarzy” — chyba autorowi chodziło, że jak twarz jest szczupła to automatycznie pociągła i tę pociągłość ma zbilansować pozioma linia węzła. Tak czy owak samą twarzą nigdy bym się nie kierował, ważne są też ramiona i jakie są ich proporcje względem twarzy. No a już ponad wszystko nie znoszę węzła windsorskiego, więc go nie wiążę, półwindsorski w zestawach formalnych za to lubię, no ale to już kwestie estetyczne. Myślę, że w sytuacjach kołnierzyków i węzłów różnorakimi poradami można się co najwyżej sugerować, ale ostatecznie trzeba zobaczyć się w lustrze jak to wszystko wygląda w praniu :).

Mnie sam dobór rzeczy na ostatnim zdjęciu nie razi, ba!, stylizacja względnie mi się podoba. Ale sposób noszenia jest tragiczny (śmiesznie malutki węzeł krawata [w ogóle jakoś dziwnie ten krawat wygląda, ale po czarno-białym zdjęciu nie będę się wypowiadał], “nonszalancko” wystający pasek i — last but not least — podniesiony kołnierzyk koszuli rodem z dyskoteki w Wyszkowie). No i dżiny z wyższym stanem byłyby dużo lepsze, biodrówki nadają się moim zdaniem tylko do t-shirtów (wyłączając sytuację, gdy model ma nieproporcjonalnie długie nogi, np. David Duchovny dobrze wygląda w biodrówkach).

Rollin

Mr.Vintage
Gość

Ale autor nie pisze o “pierwszych butach”. Zresztą używanie sformułowań “czarne buty są najlepsze” jest zbyt daleko idące. Czarne skarpety też trudno uznać za uniwersalne. Do brązowych spodni czy wspomnianych beżowych nie będą pasować. Ja mam ponad 20 par butów i ani jednej pary w kolorze czarnym.

Koszula ecru do granatowego garnituru może pasować, ale do czarnego? Zresztą jak sam zauważyłeś w kolorze ecru mało który mężczyzna wygląda dobrze.

Nie sądziłem, że ten zestaw z ostatniego zdjęcia komuś się spodoba :)

Anonymous
Gość

Hm… Jak tak teraz myślę to ja też prawie nie mam czarnych butów — jedynie półbuty na formalne okazje i całkiem czarne nike’i, ale to tylko do joggingu, poza tym nigdzie w nich nie chodzę. No ale butów mam o jakąś połowię mniej od Ciebie :).
Skórzana marynarka to dla mnie jedyny typ marynarki, który najlepiej komponuje się z jeansem. Ten krawat bym wywalił, ewentualnie zamienił na dzianinowy knit. Dla mnie w samej koncepcji jest potencjał (choć rozumiem, że nie każdemu musi się podobać; mi chyba z nastoletniej fascynacji rockiem zakorzeniła się sympatia do denimu i skór), ale taki podniesiony kołnierzyk nawet genialną stylizację by zepsół ;p.
Rollin

Mr.Vintage
Gość

Problem polega na tym, że to nie jest skórzana marynarka :)

Anonymous
Gość

Hmm… jeśli dobrze pamiętam, to autor chyba właśnie pisał i butach na początek, i że najlepiej jakby były czarne. Tak przynajmniej to zrozumiałem, chociaż może się okazać, że mylnie zinterpretowałem o co mu chodziło.

Dla konesera i kogoś kto ma w szafie 20 par butów porada może być bezwartościowa. Ale jeśli ktoś szuka jedynych butów, to czarny moim zdaniem na pewno będzie praktyczniejszy. Sam kupiłem kiedyś brązowe, bo wolę brąz niż czerń. Nie nadawały się praktycznie do niczego – a już na pewno nie do tego, do czego je kupiłem.

Trzeba wziąć pod uwagę, ze głównym odbiorcą tej książki będzie zapewne osoba, która do tej pory uważała koszulę z krótkim rękawem i krawat jako szczyt elegancji. Wrzucenie ich na szeroką wodę, rozpisanie się na temat koniecznej ilości butów i sypnięcie cenami odpowiednich strojów za kilka tysięcy, większość by zniechęciło.

Porady może niezbyt trafione, czasem błędne, ale nie specjalnie szkodliwe.

Anonymous
Gość

W kwestii zdjęcia napiszę jeszcze tak — mimo wieśniackiego “szlifu” mam ochotę go pobronić choćby po to, żeby nie potępić w czambuł, jak się w polskim światku blogowym przyjęło, stylizacji jeansów + marynarka sportowa. Mi fakt, że w którymś momencie cała telewizja powkładała taki zestaw nie przeszkadza w lubieniu takiego połączenia. Trzeba tylko pamiętać, że nie wszędzie taki zestaw wypada. Gdyby zmienić to, co napisałem powyżej, byłoby, moim zdaniem, ok.
A to z czego jest ta marynarka?
A jeszcze co do kwestii czarnych butów do jasnych spodni:
?Do ubrań uroczystych i szarych pasuje obuwie czarne, do jasnych ? w różnych odcieniach brązu. Obuwie czarne ma znacznie szersze zastosowanie, można je bowiem nosić z jasnym ubraniem? (Edward Pietkiewicz, “Protokół dyplomatyczny”, Warszawa 1998, s. 267). Zgodzę się, że jasne spodnie wyglądają lepiej z brązowymi, ale nie mogę się zgodzić, że połączenie z czarnymi jest nie do przyjęcia. Wiem, Michale, że nie lubisz czerni i jej nie nosisz, a nawet smoking, gdybyś kiedyś szył, wybrałbyś w kolorze midnight blue. W porządku, Twój wybór, u mnie też akurat w szafie czerni tyle, co kot napłakał. Ale to już wybory estetyczne, które nie są uniwersalne. A nie da się ukryć, że czarne rzeczy mają podług etykiety najszersze spektrum zastosowań (wyłączając garnitury oczywiście).
Rollin

Anonymous
Gość

Pierwsze zdanie z Pietkiewicza zaprzecza drugiemu.
Beżowe spodnie z czarnymi butami wyglądają po prostu źle.

Mr.Vintage
Gość

Anonimowy 15:28
Ja nie podważam tego, że czarne buty są dobre i warto je mieć, ale używanie zwrotów typu “czarne są najlepsze” może namieszać w głowie czytelników, którzy zaufają, że Autor jest autorytetem.

Wbrew temu co piszesz, obawiam się, że grupa docelowa tej książki jest uplasowana nieco wyżej. Przynajmniej takie było żałożenie. Zresztą sam tytuł o tym świadczy. Dress code nadal istnieje w bardzo niewielkiej ilości firm w Polsce.

Anonimowy 23:47
Ja też nie mam nic przeciwko zestawom jeansy+marynarka, ale to, co widać na tym nieszczęsnym zdjęciu jest okropne.

Marynarka jest zapewne z jakiegoś poliestru lub elany.

Czarne smokingi też mi się podobają :)

Pewnie, że beżowe spodnie z czarnymi butami są do przyjęcia, ale czy o takie rady chodzi w takich książkach, które mają uchodzić za wzorce? Do przyjęcia jest także zakładanie koszuli na spinki bez krawata, ale czy wygląda to dobrze?

?f(x)dx
Gość

Kolejna bezwartościowa publikacja modowa. Gorsza nawet od “Jak czytać modę” wyd. Arkady (książka o zerowej wartości poznawczej). Nie trzeba być specjalistą w sprawach mody, by wiedzieć, że porady w książce są nietrafione. Wystarczy mieć odrobinę gustu.

Bartosz
Gość

Może Pan napisze lepszą :) ? (nie to nie sarkazm to zapotrzebowanie rynku woła!)

Mr.Vintage
Gość

Trzeba mieć: znajomości lub znane nazwisko lub wsparcie dużego sponsora. Może kiedyś…

Jan
Gość

Cieszę się, że jednak udało się tak szybko :)

Charlie
Gość

Nie trzeba. Druk nie jest drogi i jeżeli zaryzykujesz własne pieniądze to wydawnictwo się znajdzie.

Olfaktoria
Gość

Czytając Twoją recenzję wydaje się, że jest kiepsko. Widać, wydawnictwo “poszło” po kosztach – wykorzystali zdjęcia z banków? Lekka przesada. Zgadzam się z Twoją tezą – poradnik powinien być wydany na ładnym papierze, z ładnymi zdjęciami, zwłaszcza ten poświęcony modzie, która jest przecież jedną z dziedziny sztuki! Inaczej jest to jedynie próba wyłudzenia pieniędzy, smutne!

Mr.Vintage
Gość

W Polsce mamy mnóstwo zdolnych grafików i fotografów. Dziwi mnie tak niski poziom, bo wydawnictwo BOSZ wydawało ładne albumy.

Wróbelek
Gość

Widzę, że jesteś bardzo opiniotwórczy, bo komentujący nawet nie mają zamiaru zobaczyć czy faktycznie masz racje.
Trochę będę broniła tej książki i chętnie po WFS wypowiem się na ten temat :)))))
Pozdrawiam wszystkich :))))

Anonymous
Gość

Ja tam poszedłem do księgarni z zamiarem zakupu, ale po obejrzeniu stwierdziłem, że będzie to 50 zł wyrzucone w błoto, więc odpuściłem sobie. Podobnie jak Mr.Vintage uważam, że książka prezentuje fatalny poziom wizualny – zdjęcia jak z katalogów Quelle z lat 90. Wstyd coś takiego pokazywać. Po co taką książkę wydawać w XXI wieku?

Dochodzą jeszcze te “kwiatki” typu uwielbienie do koloru czarnego czy promowanie H&M i Zara.

Jacek

Mr.Vintage
Gość

Z tym Quelle bardzo trafiona uwaga.

Wystarczy obejrzeć jakąkolwiek pozycję Taschen, Daab i wielu innych zachodnich by zobaczyć jak powinna wyglądać książka ze zdjęciami w XXI wieku.

Male World
Gość

Kupiłem, przeczytałem i hmmm… była to moja pierwsza publikacja, którą przeczytałem na temat mody męskiej, z książki dowiedziałem się kilku ciekawych rad, ale tak jak piszesz, niektóre mnie troszkę zszokowały, dały do myślenia, jak np, rada dotycząca czarnych butów zakładanych do jasnych spodni – jak dla mnie nie do przyjęcia. Książkę kupiłem z myślą, że w razie czego zawsze będę mógł do niej zajrzeć, ale niestety, po niektórych wtopach autora, ciężko mi “zaufać” tej książce (poradnikowi).

Pozdrawiam :)
http://mw-maleworld.blogspot.com

Anonymous
Gość

A ja zupełnie z innej bajki :)

Idzie lato, rozglądam się za garniturem na ciepłą pogodę. widziałem ostatnio ciekawy garnitur w sklepie, moją uwagę zwróciły materiały. Co sądzicie o mieszance lnu i wełny? Daje nadzieję na przewiewność a jednocześnie wydaje się, że taka mieszanka będzie się mniej gnieść niż czysty len.
A moze to kompletna pomyłka?

Mr.Vintage
Gość

Na lato to dobry pomysł, aczkolwiek trzeba się przygotować na częste prasowanie. Ja bardzo lubię połączenie len+wełna.

Anonymous
Gość

Dziękuję!

Anonymous
Gość

Wczoraj czytałem tę książkę w empiku i również zauważyłem że coś nie gra… Najbardziej w pamięci zapadło mi zdjęcie czarnych butów i dobranych do nich bardzo jasnych spodni (chyba białych lub piaskowych)…

Mr.Vintage
Gość

Zdjęć zapadających w pamięć jest wiele, niestety w tym negatywnym znaczeniu.
Ten damski trencz, to już totalna wpadka.

Anonymous
Gość

Michał,
Chciałbym kupić sobie marynarkę na allegro. Cena jest fajna (dlatego nie podaję linka:)), materiał też, ogólnie jest fajnie. Tylko jest jedno ale. Jak ją dobrać? Jest to marynarka w stylu sportowym i ma być krótsza niż tradycyjne. Ja mam 182 cm wzrostu. Czy jak marynarka ma przez plecy dł. 82 to będzie na mnie leżeć jak klayczna czy bardziej sportowo?
Czy “ta końcówka wzrostu” nam coś podpowiada?
Dzięki za odp.
A co do książek to mamy ostatnio same wtopy na rynku wydawniczym. Adam Granville piszę o planowaniu rezydencji, zatrudnianiu służby, a to wszystko w garniturach Bytom, a teraz to.
Mnie zastanawia jeszcze jedno. W Polsce ludzie dzielą się na dwie grupy (podział modowy): tych świadomych ubioru i tych, których szata nie zdobi i o nią nie dbają. Ta książka nie jest dla tych pierwszych, bo oni znają się lepiej. Dla drugich robi raczej więcej szkody niż pożytku.
Czytając blogi szarmanta, MT, Twój, czy mensside (on akurat jako poglądowy, ale w swojej kategorii bardzo dobry) można dowiedzieć się znacznie więcej niż z książki za kilkadziesiąt zł. Trochę żerujemy na Was, ale liczę, że się nie gniewacie :D
Pozdrawiam,
MaTTi :)

Mr.Vintage
Gość

Taki już los blogerów :)

Jeśli chodzi o marynarkę, to proponuję nie sugerować się rozmiarem z metki, lecz sprawdzić szczegółowe wymiary podane w aukcji. Najlepiej porównać to do jakiegoś egzemplarza, który mamy w szafie i który leży dobrze.

Pewienpan.pl
Gość

Marynarka o długości 82 cm (mierząć długość tyłu – od linii wszycia kołnierza do dołu) jest zdecydowanie marynarką klasyczną. Przy Twoim wzroście (182cm) bardziej sportowa będzie marynarka w przedziale 77-80cm.
Zwróć też uwagę na szerokość ramion i obwód klatki piersiowej, które również mają duży wpływ na charakter.
Tak jak pisze MrVintage – najlepiej też porwónać z jakimś modelem, któe obecnie nosisz.

Anonymous
Gość

Dzięki za Wasze rady.
Pozdrawiam :)

Anonymous
Gość

Dzięki za recenzję. :) Czyli nadal w Polsce brakuje dobrej książki o DC…

Anonymous
Gość

Według mnie dobrym poradnikiem jest książka pt. “Mężczyzna sukcesu :jak dobrać garderobę, by zdobyć i utrzymać posadę”, wydawnictwa Muza z 2005 roku. Autorami są Kim Johnson Gross i Jeff Stone. Książka bardzo dobra merytorycznie, ale trochę nieprzystająca do polskich realiów.

Anonymous
Gość

Z ciekawości poszedłem dzisiaj do księgarni i niestety potwierdzam uwagi autora bloga. Książka jest bardzo słaba nie tylko wizualnie, ale i merytorycznie. Obok stała książka wyśmiewanej Jolanty Kwaśniewskiej i przyznam szczerze, że wypada ona o niebo lepiej.

Jestem przekonany, że robiąc “kopiuj – wklej” z Twoich najlepszych tekstów i kilku innych blogerów, powstałaby książka dużo lepsza niż tych pseudoekspertów jak Granville czy Łoszewski.

Anonymous
Gość

O mój Boże, to jeśli nawet książka JK (grafomańska wg mnie) wypada lepiej, to jest naprawdę tragicznie…

Co do zdjęcia na dole wpisu – kto wie, może ten styl niedługo zaproponuje nam Macaroni. Wtedy tylko marynarka będzie granatowa i bespoke, a krawat z grenadyny, szeroki na 3 oczka ;-) No i Macaroni ma wygląd dojrzałego mężczyzny, a model ze zdjęcia to ładny chłopczyk.

qb

Anonymous
Gość

Przynajmniej jedna ładna rzecz na zdjęciu;p

Anonymous
Gość

Nawet ładna buźka modela nie uratuje jednak tego zestawu…zresztą, autor książki udzielał się chyba też w różnych artykułach z poradami nt. budowy autorytetu itd. Zazwyczaj jego poglądy nt. krawatów, casualu w pracy itd. są nieco dziwne…

qb

Mr.Vintage
Gość

Też tak uważam, że wiele tesktów u Macaroniego, Szarmanta i u mnie jest na dużo wyższym poziomie merytorycznym i przede wszytskim lekko i przyjemnie się je czyta.

Jeśli chodzi o Granville’a, to jego książka jest bardzo dobra merytorycznie, tyle, że oderwana od rzeczywistości przeciętnego czytelnika, nawet tego “zaawansowanego”.

Anonymous
Gość

Posztekę ?zastępowano kawałkiem kartonu”???!!!
Jakieś wiarygodne żródło?

Mr.Vintage
Gość

Też chciałbym je poznać.

wuner
Gość
Anonymous
Gość

Wydaje mi się, że kiedyś w przypadku tanich garniturów wieszakowych wsadzali do brustaszy kawałki kartonu zamiast poszetki. Pewnie wiele osób, nieświadomie, tak się nosiło po mieście. Nie wiedzieli po co to, a skoro fabryka dała, to trzeba nosić.
Obecnie często widzi się osoby noszące koszule z podwójnym mankietem, zapinanym na plastikowe spinki zaślepki które znajdują się w opakowaniu z koszulą.

Anonymous
Gość

A ja właśnie zamówiłem książkę Jeffrey’a Banksa i Dorii de La Chapelle pt. “Preppy: Cultivating Ivy Style” i czekam na nią ze zniecierpliwieniem. O polskich wydawnictwach w temacie mody męskiej nie da się mówić inaczej niż z zażenowaniem. Pozostaje więc zaopatrywać się w książki zagraniczne i płacić jak za zboże, bo wiadomo, że i tak nigdy polskiego przekładu nie będzie:(

Anonymous
Gość

qb jeśli nie widzisz różnicy w stylowej ewolucji macaroniego a powyższym zdjęciem to nie wiem co tu robisz.

m.z

Anonymous
Gość

@m.z
“Why so serious???”.

Ale zaraz, co ja tu robię? Przepraszam, czy ktoś wie co ja tu robię? Kolega oburzył się prawie jak “Szarmą” na wspomnienie o założeniu t-shirtu ;-)

Ok – jaja na boczek, czyli żarty na bok:
1. Nie wiemy, gdzie skończy się “podróż” Macaroniego
2. Ewolucja stylu Macaroniego zaprowadziła go na razie wg mnie na manowce (co drugi zestaw jest nadal dobry) – gość wygląda ostatnio jak ubrany w Zarze i H&M tylko wydaje na to 20x większe pieniądze, ale takie jego prawo, a Twoje prawo zachwycać się tym, albo chociażby nieśmiało chwalić.
3. Zestaw, który w trybie przypuszczająco-żartobliwym pozwoliłem sobie przypisać do Macaroniego, poza tym, że jest fatalny, to jest też udziwniony. Mam wrażenie, że Macaroni też głowi się wieczorami co by tu udziwnić…

Poza tym, nie przejmuj się kolego moimi komentarzami – za klasykiem: “melduję posłusznie, że idiota” ;-)

qb

Anonymous
Gość

tzn. co konkretnie macaroni udziwnia? nie lubię wszystkiego z jego stylu, nie noszę dżinsów, nie podoba mi się fascynacja nimi, czasem dopasowanie jest przesadzone, ale prawda jest taka, że czy tego chcemy czy nie to jedyny polak zauważony w poważnej zachodniej sartorial-blogosferze. podoba mi się że eksperymentuje, bo ja tyle odwagi nie mam, a wolę się uczyć na jego błędach niż na własnych, wychodzi per saldo taniej. ;D
po prostu śmieszy mnie jak ktoś powtarza te brednie o zarze i hm bo byłem parę razy i nie widuję tam spodni z mankietami, grenadynowych krawatów, oxfordów, ba, nawet marynarek (te ich żakieciki marynarkami raczej nie są). chyba że miałem tak ewidentnego pecha, w takim razie przepraszam i chylę czoła. macaroni zbliża się do granicy fashion, ale robi to z dużym umiarem i moim zdaniem dystans jaki dzieli go od śmieszności jest tak kolosalny, że nie warto o tym wspominać.

Anonymous
Gość

Macaroni kiedyś sam pokazywał się w marynarce z Zary, która wyglądała zupełnie normalnie, ale to już inna bajka.

Co udziwnia? Ano właśnie jeansy do wszystkiego, ostatnio opinacze, które wyglądają słabo. Wszystkie marynarki mają nakładane kieszenie, co samo w sobie nie jest niczym złym, ale summa summarum w każdym zestawie się ten motyw powtarza. Dziwne zestawienie rewelacyjnej szarej marynarki z GM z kraciastą koszulą i niepasującym krawatem, rękawiczki w brusztaszy (bardzo ładnego) płaszcza itp. Mnie osobiście ZNACZNIE bardziej podobały się zestawienia sprzed 1,5-2 lat, ale to już zupełnie inna bajka.

Co do zauważenia na zachodniej sartorial-blogosferze – no i co z tego? Zauważyli faceta, bo rzeczywiście sporo publikował, opisywał swoje doświadczenia, a czasami wychodziły mu rzeczy bardzo fajne. Dlaczego ja jednak mam się koniecznie podpierać autorytetem “zachodniej sartorial-blogosfery?”. Wg mnie nadal bardzo wiele zestawów MT wygląda jak z Zary/H&M, mimo że są skomponowane ze znacznie lepszych jakościowo elementów.

Nie chodzi mi wcale o to, że coś się czasem nie uda – raz na jakiś czas każdy bloger i każdy z nas ubierze się jak pajac i tego nie da się uniknąć. Chodzi mi o zwrot od stonowanej i wyważonej stylistyki, do nowoczesnego smart-casual w dziwnym wydaniu. Cel tego zwrotu stał się dla mnie jasny po ogłoszeniu otwarcia sklepu MT. Samą inicjatywę uważam zresztą za bardzo obiecującą i liczę na to, że znajdą się tam elementy nie tylko jak z the latest MT look :-)

qb

Anonymous
Gość

prawdę mówiąc nadal niewiele z tego wynika. dżinsy jak najbardziej ok, ale nakładane kieszenie to dla mnie świadomy wybór stylistyczny. ja inspirowany stylem patricka johnsona też zawsze je wybieram. może mam inną wrażliwość estetyczną, ale rękawiczki w brustaszy mi nie przeszkadzają, natomiast jeśli w zarze są dwurzędowe płaszcze w jodełkę, garnitury i marynarki takie jak te z gest mody, to chyba wykupię cały asortyment. eksperymentuje – to oczywiste, raz lepiej, raz gorzej, ty zawsze masz rewelacyjne zestawy? ja nie. a że je publikuje tym lepiej dla nas, uczymy się od niego błędów (nawet w najgorszym dniu nie założysz już takiego zestawu jak ten z koszulą w kratę)
Z zary widzę u niego jedynie bardzo nowoczesne dopasowanie, chociaż bez przekroczenia pewnej granicy, które zazwyczaj bardzo mi się podoba. poza tym ciężko oceniać jego ewolucję skoro od jakiejś połowy 2010 publikuje swoje zdjęcia, od roku pełen relacje fotograficzne, a nie pisze teorie o poszczególnych elementach wzbogacone obrazkami z sartorialista i styleforum.

Anonymous
Gość

Co prawda nigdy w życiu nie kupiłem nic w Zarze, ale Inditex (firma, której marką jest Zara) to ciekawy case, przerabiany zresztą na wielu kursach MBA. W modelu chodzi o 2 rzeczy:
1. Zarządzanie magazynami – długo nikt nie rozumiał, po co Inditex buduje przewymiarowane magazyny
2. Zdolność skopiowania dowolnego trendu i wprowadzenia do sprzedaży w 2-4 tyg.

I tak, na wystawach Zary można zobaczyć np. 2-rzędówki w prążki. Z daleka wyglądają całkiem ciekawie, a czar pryska po obejrzeniu z bliska. Płaszcze, spodnie itd.? Myślę, że będzie to, co będzie pojawiać się w obserwowalnych trendach…

qb

Anonymous
Gość

http://allegro.pl/krawat-lacoste-dzianina-granat-jak-darmo-trend-i2425005763.html widział ktoś kiedyś krawat z takim dużym logo? Czy jak się to zawiąże na zewnętrzną stronę to nie będzie widać logO?
Zastanawia mnie też, co konkretnie oznacza “dzianina” w tym przypadku. Chyba lacoste nie wyprodukował krawatu z plastiku.

dejko
Gość

Obawiam się, że ten krawat jest tak samo 100% oryginalny jak 99% wszystkich 100% oryginalnych koszulek polo Lacoste dostępnych na Allegro ;)

dejko
Gość

Mam wyrażenie, że ?Dress Code? powstała z myślą o początkujących, którzy właśnie powinni przeskoczyć z bluz polarowych i sportowych butów na coś poważniejszego. Kierowana jest do studentów, którzy właśnie mają zacząć swoją pierwszą sensowną pracę na sensownym stanowisku, gdzie ktoś może wymagać od nich eleganckiego wyglądu.

Co do krytyki zdjęć ? nawet nie zwróciłem na nie uwagi. Faktycznie, są średnio dopasowane i tak jakby ktoś musiał wybierać je ze wcześniej stworzonego zbioru.
Jeśli chodzi o błędy, to nie są one w większości wypadków znowu aż tak krytyczne, żeby skompromitować ?młodego eleganta? który zacznie się do nich stosować.

1. Podoba mi się, że autor wspomina o H&M czy Zarze. Naprawdę, jak przeczytałem ?Gentelman moda ponadczasowa? to się załamałem. Okazało się, że abym był dobrze ubrany i elegancki, powinienem zainwestować w kilka par butów szytych na miarę po kilka tysięcy za parę, w garnitur szyty na miarę (albo najlepiej kilka) za kilkanaście tysięcy złotych, w koszule za półtora tysiąca, płaszcz za sześć koła i tak dalej. Na zakupy w związku z tym jeździć do Londynu, Paryża albo Mediolanu bo części z wymienionych marek próżno szukać w Polsce. Jednym słowem aby się jako tako ubrać, trzeba wziąć kredyt na 100 000 PLN, kupić kilka książek, przeczytać kilka blogów i kompletować. Większość po takich przemyśleniach rzuci taką książkę w kąt, popuka się w głowę, wytłumaczy sobie, że nie jest psychiczny i nadal będzie chodził w bluzach z kapturem, szerokich dżinsach i butach Nike.
Tutaj autor starał się ulokować to wszystko w Polskich realiach, gdzie wydanie ponad 100 zł za koszulę, to dla niejednego już przekroczenie granicy zdrowego rozsądku. Mógłbym się przyczepić do tego, że nie próbował uczulić czytelnika na jakość kupowanych produktów. Polecanie koszuli 60/40 cotton/poliester bo się łatwiej pracuje i mniej gniecie to coś, czego w takiej książce być nie powinno. Zabrakło porad dotyczących oceny jakości zakupywanego produktu.

2. Podobają mi się porady dotyczące doboru ubrania do sylwetki ? chociaż nie wiem na ile są trafne. W każdym razie to coś co powinno być poruszane częściej. No bo nie oszukujmy się… jak masz 185 wzrostu i budowę atlety, to nawet w worku na kartofle będziesz dobrze wyglądał.

3. Dużym niedopatrzeniem, jest pominięcie typowo Polskich zboczeń. Autor co prawda pisze, że koszula z krótkim rękawem jest nieelegancka i nieprofesjonalna (przez co nie nadaje się do noszenia w określonych sytuacjach), ale robi to zbyt delikatnie i mało dosadnie. Czytelnik po przeczytaniu książki, powinien być przekonany co do tego, że noszenie koszuli z krótkim rękawem i krawata (+ nieraz marynarka) jest czymś, czego nigdy nie powinien robić. Z treści za to wynika, że co prawda nie wypada, no ale jak nie zależy ci na profesjonalizmie…
Nie znalazłem też chyba informacji dotyczących np. długości rękawów koszuli czy marynarki. Wspomniane jest ile koszula ma wystawać spod marynarki, ale nie dokąd powinna sięgać. Mało poświęcone doborowi właściwego rozmiaru. Właściwie wspomniane tylko, aby nie kupować na zapas.

4. Po macoszemu potraktowany rozdział z dodatkami. Ani słowa o parasolach, portfelach, etui na telefon czy na klucze, papierośnicach, zapalniczkach, gadżetach (scyzoryk np.), piórach ani długopisach. Jeszcze bardziej po macoszemu potraktowane są zegarki. Jeśli chodzi o zegarki, to nie tylko w tej książce są regularnie olewane. Cos o czym można napisać solidną książkę, w takich wydaniach zajmuje max 2-3 strony. Gdzie piramida prestiżu, leksykon marek, dobór właściwego zegarka do ubrania, opis idealnego garniturowca, teorie na temat noszenia zegarków podrabianych lub kradzionych, opis typów zegarków (kieszonkowy, skeleton, chronograph, diver, elektroniczny, mechaniczny, automatyczny, z okrągłą kopertą, kwadratową itd) i propozycje do czego by się nadawały?!

No i to chyba tyle. Jak coś jeszcze sobie przypomnę, to dopiszę.

Mr.Vintage
Gość

Ja podtrzymuję opinię, że wizualnie książka wypada beznadziejnie. Pisząc książkę o elegancji nie można korzystać z tak kiepskich zdjęć. No i jeszcze ta wpadka z damskim płaszczem.

Ad.2
Rozdział o sylwetkach jest niezły, ale moim zdaniem też nie do końca są tam trafne porady. Autor nic nie wspomina o wzroście danej osoby a skupia się na określeniu czy jest to gruszka, jabłko czy jeszcze inny kształt. Proponowane są ślepo dla wszystkich marynarki 3-guzikowe, a osoba o wzroście poniżej 170-175 cm nie będzie wyglądać w tym dobrze.

Ad.3
Właśnie brakuje mi takiej stanowczości: to jest dobre, a to nie. Jest wiele porad porad, które ja odbieram tak: “niby to jest złe, ale w zasadzie ujdzie”.

Ad.4
Zgadzam się. Jeden akapit o zegarkach to za mało.

redtangerinejewels
Gość

Nie przeczytałam książki ale zmieszczenie wszystkiego w jednym wydaniu nie wydaje mi się możliwe – przykładowo zegarki to temat rzeka i trzeba by napisać o tym drugą książkę. Trudno omówić temat rzeczowo na kilku stronach i wymaga to wiedzy zegarmistrzowsko -jubilerskiej. Natomiast zdjęcia są podstawą w modzie i wszelkich sztukach estetycznych. Nauka proporcji i zasady dobrego projektu opierają się głównie na ocenie wzrokowo -porównawczej, dlatego mogę wyrazić opinię, że przykładowe zdjęcie jest straszne. Jedyną ozdobą jest piękny mężczyzna reszty lepiej nie widzieć.

Broniłabym jednak rady zakupu pierwszego garnituru z domieszką syntetyku. Uszlachetnione mieszanki są dużo łatwiejsze i trwalsze w noszeniu. Nie gniotą się mocno a dla mężczyzny niewprawnego i nie mającego doświadczenia w tym co szkodzi wyglądowi garnituru jest to pomocne. Oczywiście trzeba wiedzieć jaką mieszankę włókien wybrać ale to inny temat.

Anonymous
Gość

Ja natomiast domieszkę syntetyku, podobnie jak koledzy wcześniej, będę krytykował. Dlaczego? Dobrej jakości wełna czesankowa jest bardzo komfortowa, trochę się gniecie, ale odwieszona na wieszak sama odchodzi. Jeśli nie czysta wełna czesankowa, to np. jedwab jest znacznie lepszą niż syntetyki domieszką – usztywnia nieco, ale zapobiega również zagniataniu. Na szczęście nie każda domieszka jedwabiu powoduje, że tkanina zaczyna błyszczeć :-)

Co do zegarków, to jako miłośnik ciekawych klasycznych zegarków wiem, że napisanie o nich czegokolwiek sensownego na kilkunastu stronach, które autor mógłby poświęcić byłoby trudne. Za dużo, żeby nad tematem się prześlizgnąć, za mało, żeby napisać coś konkretnego…

qb

Mr.Vintage
Gość

Problem polega na tym, że tu nawet nie było “prześlizgnięcia” po temacie zegarków.

Anonymous
Gość

Skrytykował Pan tę pozycję książkową, a czy jest jakaś warta polecenia?

Mr.Vintage
Gość

Zależy czego szukamy. Jeśli ogólnej wiedzy o modzie męskiej, to polecam książkę “Gentleman. Moda ponadczasowa”. Jeśli bardziej szczegółowych porad nt. dopasowania ubrań, proporcji, kolorów itp. to polecam “Dressing the man” Alana Flussera. Niestety ta druga pozycja nie jest dostępna w języku polskim.

Anonymous
Gość

alan flusser – dressing the man

m.z.

Anonymous
Gość

Ja, jak zwykle, trochę z innej beczki – Michał, jaki krawat założyłbyś co takiego: http://24.media.tumblr.com/tumblr_m5v10iSPud1r81reso1_1280.jpg prążka i ciemno-granatowej marynarki? Może coś z bieżącej oferty wólczanki? Myślisz, że 99zł za 3 ich krawaty to sprawiedliwa promocja?

Klaudia Wojciechowska
Gość

Bardzo ciekawa i uzasadniona recenzja. Argumentacja bardzo trafna. Nie wiem czy pozycja na polskim rynku się obroni i czy autor K.Łoszewski będzie nadal uważany za eksperta w dziedzinie mody męskiej. Polecam jeszcze w temacie dress code nazwiska autorów i wydawców poradników, którzy mają coś do powiedzenia : James Basil, Alan Flusser, Andy Gilchrist, Bernard Roetzel. Nie przejrzałam jeszcze wszystkich pozycji ( nagminny brak czasu ). Jeśli Wy dacie radę napiszcie co sadzicie;) Pozdrawiam. Kto z Was wybiera się WFS?

rippticca
Gość

Wydaje się, że sam bardzo dużo wiesz o męskiej modzie. Skoro nie ma w Polsce jeszcze dobrej książki, może taką napisz? ;)

Anonymous
Gość

I o takie recenzje chodzi! Bez owijania, prosto z mostu, żadnego grania z prądem medialnym. Bravo!

Mati
Gość

Mr. Vintage nie ma ani jednej pary czarnych butów? To co Mr.Vintage nosi do cravate noir albo do jaskółki?

BNN
Gość

Wpisując imie i nazwisko autora w google, dowiemy się, że pan Krzysztof faktycznie ma tylko jedna marynarkę, czarna…

Ola
Gość

Świetna recenzja. Znalazłam tą książkę wczoraj na przecenie i zastanawiałam się czy po nią nie wrócić. Jestem po kursie z mody męskiej i po,przeczytaniu tych “horrorków” wiem że oszczedziłam pieniądze ;). Dzięki! Jestem ciekawa czy jest może jakaś porządna książka, która opisuje zasady męskiego dress-code’u? Pozdrawiam.

MC01
Gość

piszac Miedwiediew ma Pan na mysli rosyjskiego premiera? Wypadaloby jednak napisac premier Miedwiediew;) A co do recenzji absolutnie sie zgadzam.

wpDiscuz