Blogerzy modowi – mikrocelebryci czy nowe autorytety?

100 komentarzy

Dwa tygodnie temu uczestniczyłem w kolejnym barcampie organizowanym przez KielceCom.pl. Tym razem tematem przewodnim była moda w sieci. Jako bloger postanowiłem przedstawić prezentację dotyczącą środowiska blogerów modowych, a dokładniej tego, kim dla odbiorców są twórcy blogów o tematyce modowej.

KielceCom (1)

W ostatnich miesiącach było (i nadal jest) wyjątkowo głośno o blogerach. Nie ma tygodnia, by nie pojawiły się jakiś ranking, publikacja czy dyskusja w tym temacie. Jeszcze dwa-trzy lata temu wiele osób uważało, że blogi to chwilowa moda, a ich autorzy mają swoje pięć minut, które szybko przeminie.

Tymczasem te lata minęły i obecnie blogerzy stoją znacznie wyżej niż wtedy. I to pod każdym względem: popularności, opiniotwórczości, rozpoznawalności, profesjonalizmu. A te pięć minut trwa i wiele wskazuje na to, że potrwa jeszcze trochę.

Jeszcze gwoli wyjaśnienia: używając określenia “blogerzy” mam na myśli zarówno blogerów, jak i blogerki.

Definicje: mikrocelebryci i autorytety modowe
Zdefiniuję najpierw pojęcia z tytułu. Mikrocelebrytów w ostatnich latach namnożyło nam się wielu. To osoby, które pojawiają się znikąd, mają swój czas, lecz po kilkunastu miesiącach nikt o nich nie pamięta. Zazwyczaj są to osoby “znane z tego, że są znane”. Wszędzie ich pełno, ale w zasadzie trudno o nich powiedzieć, że są wpływowe, opiniotwórcze, czy też robią coś wartościowego. Przykłady: Jola Rutowicz, tancerze i tancerki z “Tańca z gwiazdami”, Grycanki, Małgorzata Rozenek, Natalia Siwiec. Wiele osób spoza środowiska blogowego wrzuca do tej kategorii blogerów modowych. Mówią o nich, że wylansowali się w internecie, pokazując ciuszki z sieciówek, a tak naprawdę nic nie znaczą w realnym świecie. W takim tonie wypowiadał się o blogerkach m.in. Marcin Tyszka w wywiadzie dla portalu LaMode.info.

Autorytety modowe to drugi koniec skali. To osoby, których styl wzbudza emocje, staje się wzorcem i jest naśladowany. Ich opinie i rekomendacje mają realny wpływ na postrzeganie marek i produktów, którymi się otaczają. To, co napiszą jest cytowane, rozprzestrzenia się w mediach społecznościowych i wywołuje dyskusje. Często są określani mianem ekspertów, pojawiając się w tej roli w mediach, pisząc felietony i występując w programach telewizyjnych. O sile opinii takich osób świadczy również to, że są zapraszani do kampanii reklamowych przez duże marki. Część z tych osób, wykorzystując własną pozycję i popularność, decyduje się stworzyć własne marki lub współtworzyć linie produktów dla znanych marek modowych. W odniesieniu do kobiet dość łatwo można wskazać takie osoby z rodzimego rynku: Małgorzata Kożuchowska, Małgorzata Socha, Maja Sablewska, Monika Brodka, Magdalena Cielecka, Anja Rubik, Magdalena Mielcarz.

Jeśli chodzi o męskie grono, to sprawa jest trudniejsza, gdyż moim zdaniem nie mamy wśród osób publicznych mężczyzn, których możemy zaliczyć do tej kategorii. Pojawił się kiedyś na blogu dłuższy tekst na ten temat, więc nie będę się teraz powtarzał. Oczywiście w różnego rodzaju rankingach na najlepiej ubranych pojawiają się: Tomasz Kammel, Hubert Urbański, Radzimir Dębski, Andrzej Chyra, Kuba Wojewódzki, Szymon Majewski, Sebastian Karpiel-Bułecka czy Olivier Janiak, lecz są to osoby, które wedle podanych przeze mnie kryteriów trudno uznać za autorytety modowe. Nie wspominam już nawet o najsłynniejszym polskim styliście, który twierdził, że “dobry t-shirt kosztuje 1500 zł”. Wymienione osoby regularnie pokazują się w kolorowych czasopismach i udzielają wywiadów, natomiast trudno o nich powiedzieć, że mają realny wpływ na rodzimą modę męską oraz na to, jak ubiera się męska część społeczeństwa.

Jak w takim razie sklasyfikować blogerów?
Zacznijmy od blogerek. Dziewczyny o pseudonimach Maff, Jessy Mercedes, Macademian Girl, Charlize Mystery, Harel, Alice Point, Styledigger to dla wielu kobiet i dziewczyn autorytety nie mniejsze, niż wymienione przeze mnie wcześniej celebrytki. Ich zasięg i popularność może budzić szacunek. Najbardziej znane blogerki mają co miesiąc grubo powyżej stu tysięcy czytelników, a ich strony fanowskie gromadzą od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy fanów (rekordzistka Maffashion ma ponad 140 tys. fanów). Wspominam o Facebooku, bo to w tej chwili najpopularniejsze narzędzie do pomiaru skali zainteresowania, jakie budzi dana osoba, marka albo produkt. Dla porównania: oficjalny profil Moniki Brodki zgromadził niecałe dziewięć tysięcy fanów, a Małgorzaty Sochy – niecałe trzy tysiące. Oczywiście należy wziąć pod uwagę fakt, że internet jest naturalnym środowiskiem dla blogerów, a celebryci dopiero zaczynają go doceniać, ale różnice w liczbie wirtualnych fanów są ogromne.

Blogerki coraz częściej pojawiają się w mediach tradycyjnych czy to w roli ekspertek, czy w formie inspiracji (przedruk zdjęć z bloga). Zdjęcia wielu z nich gościły już na łamach czasopism modowych z całego świata. Coraz więcej marek i projektantów zaprasza je na pokazy do pierwszych rzędów, co jeszcze trzy lata temu wydałoby się fantazją. Ale rzeczową relację z pokazu mody przeczytamy raczej u Harel niż w popularnych czasopismach, które skupiają się na tym, kto z kim przyszedł i w co był ubrany. To buduje renomę piszących blogerek (większość prezentuje raczej zdjęcia). Duże marki coraz chętniej wybierają do swoich kampanii blogerki, a nie celebrytki. Te pierwsze są na razie tańsze od celebrytek, ale przede wszystkim są bardziej wiarygodne dla potencjalnych klientów. Głośno było o kampanii Toni&Guy, która wchodząc na polski rynek stworzyła kampanię z czterema blogerkami, a nie znanymi celebrytkami.

KielceCom (2)

Zawodowi dziennikarze zwracają jednak uwagę, że większość blogerek prezentuje głównie zdjęcia własnych stylizacji, zaś wartościowych tekstów jest jak na lekarstwo. Faktycznie tak jest, co nie oznacza, że takie blogerki nie mogą być nowymi autorytetami dla masowej publiczności. Po pierwsze, żyjemy w czasach tabloidyzacji mediów, w których większą rolę odgrywa obraz niż tekst. Po drugie, modę odbieramy głównie wzrokiem, więc dobre zdjęcia są wartościowe i inspirujące. Scott Schuman, autor bloga The Sartorialist, stał się jedną z najbardziej wpływowych osobistości w branży modowej właśnie dzięki zdjęciom, a nie tekstom, których praktycznie nie ma na jego blogu.

A co z blogerami piszącymi o modzie?
O tych najlepszych bez wątpienia można powiedzieć, że są autorytetami. Przynajmniej dla swoich czytelników, których ciągle przybywa. Nieskromnie zacznę od siebie. Przez ostatnie dwanaście miesięcy liczba czytelników mojego bloga wzrosła o ponad 100%. Dostałem propozycję napisania książki o modzie męskiej, pojawiło się też kilka innych, równie ciekawych ofert, potwierdzających, że jestem traktowany jak ekspert, a nie jak osoba “znana z tego, że jest znana”. Wiem, że mojego bloga czyta większość firm związanych z modą męską, a kilka tekstów wywołało u nich zamieszanie (m.in. ten o brzydkich butach polskich marek). Moje teksty od dłuższego czasu generują żywe dyskusje (ok. sto komentarzy praktycznie pod każdym wpisem), ale nie dotyczy mnie problem “hejterów”.

Ciekawy przykład autorytetu zbudowanego na blogu to Macaroni Tomato, który obecnie jest bardziej przedsiębiorcą niż blogerem. On zdecydował się na budowę marki, wykorzystując potencjał konsekwentnie budowany przez trzy lata prowadzenia bloga. W tamtym czasie pojawiał się w mediach jako ekspert od mody męskiej, dostał własną rubrykę w miesięczniku Maxim (niestety właściciel polskiej edycji ogłosił upadłość i pismo znika z rynku), jego nazwisko stało się rozpoznawalne. Uznał, że jego pozycja jest na tyle mocna, że zdecydował się na sprzedawanie produktów z wysokiej półki pod własną marką, a nie pod szyldem znanych firm, działających od lat na rynku.

KielceCom (3)

Kilka dni temu rosnącą siłę blogerów potwierdził także Szarmant, pisząc krytyczny tekst o braku gustu i znajomości podstawowych zasad ubioru wśród polskich elit. Wpis wywołał ogromne zainteresowanie w sieci. Ale, co najważniejsze, został odebrany nie jako czepialstwo jakiegoś tam blogera, lecz jako rzeczowa krytyka fachowca. Tego typu teksty budują autorytet autora, a coraz trudniej o nie w tradycyjnych mediach, które w dodatku tracą na znaczeniu. Przykładowo miesięcznik Logo kupuje co miesiąc ok. 35 tys. osób (dane: wirtualnemedia.pl), a na blogi wymienionej trójki blogerów wchodzi co miesiąc łącznie ponad 100 tys. osób. Ponadto czytelnicy przychodzą tu dla nas. Trudno sobie wyobrazić, by mój blog działał dalej, gdybym zdecydował się go sprzedać albo zaprzestać aktywności. Tymczasem czasopisma i programy telewizyjne są wydawane mimo ciągłych zmian redaktorów naczelnych i dziennikarzy.

Co sprawia, że blogerzy stają się atrakcyjni dla otoczenia?

KielceCom (4)

Na powyższym zdjęciu widać, że do Oliviera Janiaka wiele mi brakuje. Nie jestem tak przystojny i szczupły ani nie mam tak drogich ubrań jak on; nie mam nawet tylu włosów. Mimo to co miesiąc kilkadziesiąt tysięcy osób wchodzi na mojego bloga, a część z nich zapewne uważa mnie za dobrze ubranego mężczyznę i autorytet w tej kwestii. To obrazowa odpowiedź na pytanie: “Dlaczego blogerzy stają się atrakcyjniejsi niż celebryci?”. A szczegółowo poniżej:

  • Nie jesteśmy ideałami. O celebrytach mówi się, że są zbyt wyidealizowani, a wręcz sztuczni. Trudno w nich szukać odbicia samego siebie. Blogerzy są postrzegani jako “bardziej prawdziwi” i naturalni. Przeciętnemu facetowi łatwiej będzie wzorować się na blogerze, który na pierwszy rzut oka nie jest ideałem, niż na znanej osobie z telewizji czy okładki czasopisma.
  • Topowi blogerzy sami swoją ciężką pracą zbudowali własny autorytet. O mikrocelebrytach bardzo często się mówi, że istnieją dzięki znanym nazwiskom, prowokacji, a nawet głupocie.
  • W kontakcie z blogerem nie czuć dystansu. Można do nas napisać, można publicznie skrytykować, a my odpisujemy na maile i komentarze. Wielu czytelników traktuje nas jak kumpli, a właśnie takie osoby w wielu przypadkach są dla nas autorytetami, także modowymi.
  • Nie zarabiamy tyle, ile celebryci. Ich zarobki to nadal drażliwy temat w Polsce. Komentarze o tym, że celebryci biorą kasę za nic, są powszechne. To wywołuje negatywne uczucia.

Co dalej z blogerami?
Najlepsze blogerki i blogerzy to osobowości, których rozpoznawalność, opiniotwórczość i popularność jest często większa niż osób dotychczas uznawanych za modowe autorytety, np. projektantów i dziennikarzy modowych. Droga do stania się celebrytą jest zatem dla nich otwarta. Czy tak się stanie, czas pokaże. Nie będzie w tym nic złego, pod warunkiem że blogerzy nadal będą robić to, co robią obecnie. Należy też wziąć pod uwagę, że za cztery-pięć lat blogi mogą przestać istnieć, ale to nie ma znaczenia ? najlepsi blogerzy już teraz stają się wartościowymi markami. Jeżeli blogi stracą na znaczeniu i w konsekwencji znikną, to najlepsi autorzy nadal będą istnieć dzięki wypracowanej marce. Swoją popularność blogową mogą wykorzystać do realizacji wielu innych, mniej lub bardziej komercyjnych, przedsięwzięć.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

100 komentarzy do "Blogerzy modowi – mikrocelebryci czy nowe autorytety?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kuba
Gość

Mnie w blogerach denerwuje jedno – są przerysowani. Bloger modowy nie daruje sobie, jeśli do naprawdę fajnej stylizacji nie dorzuci przynajmniej butów lub gadżetu pochodzącego z zupełnie innej bajki. Celebryci, oczywiście ci dobrze ubrani (bo chyba nie ma sensu rozwodzić się nad Borysem Szycem) przeważnie mają wyczucie i te ich kompozycje są spójne.

Dostrzegam też inne zagrożenie – blogerów stających się celebrytami. Wydaje mi się, że podświadomie każdy bloger do tego dąży i o tym marzy, ale internet jest póki co na szczęście zbyt słabym ku temu medium. Nie zmienia to jednak faktu, że stawianie grubych kresek między tym dwoma pojęciami to swego rodzaju kokieteria.

Adrianna
Gość

Zgadzam się z wypowiedzią Kuby, niestety coraz więcej blogów modowych zamienia się w blogi osobiste. Nie prezentujący już własnych stylizacji, czy recenzji pokazów, coraz częściej są relacje z wycieczek, modnych eventów czy współpracy z rozmaitymi markami. Aż strach pomyśleć czy pojawiające się coraz rzadziej stylizacje to własne pomysły, czy sponsorowane (może ładniej będzie sprezentowane) elementy garderoby. Nie chcę tu wytykać nikogo palcami ani być klasycznym hejterem ale widzę, jak zmieniły się niektóre blogi i boję się co będzie dalej.

Rafał
Gość

Praca jak każda inna. A jeśli praca to i zarobki. A jeśli zarobki to konieczność dostosowania się. Nigdy nie robiłaś niczego wbrew sobie pracując? Sama praca jest robieniem czegoś wbrew sobie, przecież wolałbyś posiedzieć w domu i odpoczywać, iść na spacer, pojechać na wakacje itp. ale utrzymać się trzeba.
Każdy chciałby wygłaszać swoją, wykutą opinie i symultanicznie odbierać duże pieniążki. Trendy wyznacza ten kto ma kapitał (liczony w milionach) pozostali, tylko tańczą do jego zachcianek. W tym worku tancerzy znajdziesz zarówno blogerów i celebrytów.

rCZyska
Gość

jeżeli ktoś ma pretensje do blogera, że zarabia na swoim blogu, to rozumiem, że ma pretensje do każdego autora książek, że czerpie z niej zysk, sprzedając ją, skoro mógłby zrobić wersję elektroniczną i rozsyłać za darmo mailem

andrzej
Gość

ja szanuje blogera za to, że mu się chce zbierać, pisać, przejmować się i ile jego blog cokolwiek wnosi do rzeczywistości, coś zmienia a nie jest tylko odtwórczą zbieraniną sieciową gdzie dzięki nazwisku (jakaś tam TUSK) można zamieścić ileś tam reklam i mieć z tego kasę.
Celebryta wystarczy, że jest i media wciskają go nam nawet do lodówki- w sumie nic nie robi poza byciem.

Tomek
Gość

Dobry tekst, niby długi, ale po przeczytaniu ma się niedosyt: ) A mam jedno pytanie: skąd Ci wiadomo, że np. tekst o brzydkich butach wywołał zamieszanie? I jakiego rodzaju było to zamieszanie? Czyżby przerazili się niektórych własnych brzydactw oraz wzrostu świadomości konsumenckiej i od następnego sezonu planują wprowadzić klasyczne kolekcje ze skórzaną podeszwą :) ?

Mateusz
Gość

Moim zdaniem nie powinno nazywać się mianem autorytetów modowych kogoś kto po pierwsze ubiera się w same markowe ciuchy powszechnie niedostępne dla zwykłych śmiertelników, po drugie ludzi którzy są wychwalani przez innych celebrytów tylko ze względu na znajomość po trzecie nie powinno też określać się mianem bożyszcza modowego kogoś kto większość ciuchów itp dostaje od firm tylko za reklamę. Mam alergię na ludzi którzy nie dopuszczają do siebie słów krytyki a na samokrytykę ich nie stać.Często pisząc niezbyt pochlebny komentarz jednemu czy drugiemu blogerowi automatycznie zostajesz nazwany “hejterem” a w psychologii nazywa się to po prostu efektem wyparcia i nie mówię tu wcale o Mr.Vintage ale o innych blogach, mam nadzieje że ktoś czytając ten komentarz automatycznie w pamięci przywoła niektóre ..

Katarzyna
Gość

Wydaje mi się, że o tym czy jest się “mikrocelebrytą” czy autorytetem decyduje jednak jakość i ilość wiedzy, jaką dany bloger reprezentuje. Wśród blogów też niestety jest wiele takich, które nie oferują nic poza prezentacją najnowszej stylizacji z witryny Zary ale na tle przydomowego skwerku. Mimo zadziwiająco, dla mnie, dużej oglądalności trudno tutaj mówić o autorytecie. Może należałoby postawić pytanie: czym jest autorytet? Może takie blogi mają tyle wejść bo ludzie szukają w nich nie wiedzy ale potwierdzenia, że sami wyglądają dobrze? Umiejętność ładnego ubrania siebie nie czyni jeszcze z nikogo fachowca od mody. Z pewnym rozbawieniem obserwowałam rozpoczętą około 2 lata temu paradę blogerek po telewizjach śniadaniowych, mających przekazywać nieoświeconemu społeczeństwu wiedzę o modzie.
Ale są też blogi, które naprawdę inspirują, wiedza ich autorów jest duża i cały czas poszerzana, i tutaj można naprawdę mówić o autorytecie. A co jest godne podziwu, często są to hobbyści początkowo bez wykształcenia w danej dziedzinie, którzy naprawdę musieli poświęcić dużo prywatnego czasu aby tą wiedzę zdobyć. I jeśli teraz takie osoby zaczynają pojawiać się w innych niż internet mediach to świadczy tylko o wejściu na kolejny szczebel rozwoju.
Inna sprawa to poziom wiedzy dziennikarzy mody, piszących do wiodących gazet. Mój ulubiony przykład to notoryczne nieodróżnianie atłasu od aksamitu, chociaż nawet na zdjęciu widać, że całkiem inaczej odbijają światło. Mylenie epok, marek czy inne tego typu grzeszki też się zdarzają. Tym bardziej wtedy zaczynam cenić blogerów, którzy nie mając dostępu do takiego zaplecza imponują wiedzą.
I z pasją przekazują nie tylko wiedzę ale pewien sposób życia. Poza tym można ich traktować jako świeże oko, może już nie spoza, ale ze skraju branży. Może nasi rodzimi dziennikarze, czując na plecach oddech wirtualnej konkurencji przyłożą się bardziej do pracy?
a na marginesie, ucieszyło mnie, że typujesz na autorytety autorów, także moich ulubionych blogów. Taki, na przykład internetowy świat “Alice Point”. Dziewczyna z kompletnie z innej bajki niż moja, ubiera się w zupełnie innym stylu a jednak potrafiła mnie na tyle zainteresować, że czytam jej bloga od kilku lat. I może to jest magia autorytetu? Pewna doza uniwersalności?

Joanna
Gość

Nie widzę wśród blogerek Twojej “odpowiedniczki”, Michale, tzn. blogerki która pisałaby o modzie damskiej w taki sposób, jak Ty piszesz o modzie męskiej. Trafiłam tutaj niedawno i jestem pod wrażeniem Twojej ogromnej wiedzy na temat ubrań, tkanin, krojów, tego co w ubiorze “wypada” a co nie, itp. Nie znam żadnego bloga “damskiego” (jeśli taki istnieje, proszę o link!), który traktowałby o byciu dobrze ubranym, o tym jak kupować dobre rzeczy, tak jak Twój blog. Zamiast tego mamy np. Maff czy Jess, które wprawdzie wyglądają świetnie, ale są przebrane, udziwnione, człowiek się zastanawia, gdzie do cholery mógłby się tak się ubrać? No i jak im nie jest zimno w miniówkach i rozpiętych płaszczach na mrozie…? Warstwę tekstową pominę milczeniem, bo właściwie nie ma o czym mówić. Maff nie pisze chyba wcale, nie odpowiada też na komentarze z tego co widziałam. Wchodzę na jej bloga, robię skrol-skrol-skrol i wychodzę. I podobnie na innych. Nie znam żadnej blogerki, która faktycznie znałaby się, że tak powiem, na ubraniach, a nie na modzie. Chciałabym znaleźć bloga z którego faktycznie mogłabym “coś wynieść”, a nie tylko oglądać co jakaś tam laska sobie ostatnio kupiła na wyprzedaży, albo co jadła i piła w modnej knajpie. Przyjmij moje wyrazy uznania za pracę, jaką tutaj wykonujesz. Twój blog jest ekstra.

AB
Gość

Podoba mi się ten tekst. Nie jest to typowe “celebryci to cieniasy, a blogerzy to klasa”. Wskazałeś bardzo trafnie argumenty, które potwierdzają rosnącą siłę blogerów, która jak sam zauważyłeś, wynika ze słabości osób, od których możnaby oczekiwać wysokiego poziomu stylu.

Magda
Gość

Tak jak kolega powyżej, również mam niedosyt po przeczytaniu tekstu. Znalazłam się tu przypadkiem i tak spodobał mi się Twój styl pisania oraz charakter bloga, że przesiedziałam nad nim parę godzin:) Naprawdę świetna robota i życzę żeby nie skończyła się za kilka czy nawet kilkanaście lat.
Co do blogerek to również widzę trochę parcia na szkło. O blogerach nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ za dużo blogów nie znam. Kiedyś wchodziłam na jakiegoś amerykańskiego top blogera ale jakoś nie przypadł mi do gustu.

Marek
Gość

Ojj Panie Vintage … Troszku Pana wyobraźnia poniosła w tym wypadku bo od blogera, którego czyta 5tyś osób a do celebryty rozpoznawanego w całej Polsce to naprawdę długa droga. Chyba za dużo Pan ostatnio przebywa na spotkaniach z blogerami bo mimo że bardzo cenie to co Pan robi dla męskiej mody chyba przecenia Pan jednak swoje znaczenie i powoli zaczyna zachłystywać się szumem który robi ostatnio dookoła siebie blogosfera :)

Piotr Poznański
Gość

Michała wcale wyobraźnia nie ponosi. A nawet jeżeli to co złego w tym, że marzy mu się, aby kiedyś w przyszłości za swoją dobrze wykonaną robotę popartą pasją i przede wszystkim wiedzą, dostawał czasem inną nagrodę niż samo uznanie? Ja nie widzę w tym nic złego i nie wiem skąd u Ciebie tyle agresji.

W artykule podane są oprócz samych rozważań, także wspierające je fakty. I chyba nie za bardzo doczytałeś najważniejsze przesłanie. A mianiowicie takie, że świadomi wyglądu i jego roli w życiu faceci nie idą po poradę do celebrytów, tylko do np do mr vintage. Ja za namową celebryty nigdy bym nie kupił żadnego ciucha, bo dlaczego mam ufać komuś kogo nie znam i dodatkowo wynosi się ponad mnie? Natomiast z Michałem wiem, że mogę na FB porozmawiać i doradzi mi to i owo gdy będę potrzebował pomocy. Znajomość internetowa, ale jego opinia wpływa na moje decyzje zakupowe. O to chodzi w autorytetach i opiniotwórczości.

Maks
Gość

Oj Panie Marku statystyki mówią same za siebie, a z Pana wpisu delikatnie powiało nieudaną uszczypliwością i trochę zawiścią może zazdrością…..
Fatalny blog to prowadzi faszionelka, no nie pokazywać nic, ewentualnie ciuchy co nosi co 2 kobieta na ulicy i mieć tysiace wejsc no to jest sztuka… Ale ona zagospodarowała tę nijaką cześć przeciętną masę internetowych dzieci. Dziwia kampanie reklamowe na jej blogu bo sila nabywcza jej grupy docelowej, czytelników, jest relatywnie niska, ja bym tam swojego produktu nie zareklamował.

Marek
Gość

Maks … patrzę z perspektywy osoby która z blogami i blogerami ma do czynienia od 8 lat pracując w jednej z większych agencji w Polsce zajmujących się właśnie całą blogosferą i przeraża mnie co ostatnio dzieje się dookoła. Jeśli kiedyś blogowanie było przyjemnością (chociaż geneza bloga jest także komercyjna i rozpoczęta przez firmy, które chciały odpowiednio skierować swój content do ludzi utożsamiającymi się z tłumem), teraz każdy myśli że zrobi na tym interes (to coś co sam Pan zaznacza) i zaczyna komercjalizować swoje JA a rzeczy typu content, jakość wpisów itd.. spada na 2 plan. U Pana widzę coraz słabsze wpisy a ten potwierdza mnie w tym przekonaniu … Rozumiem, trzeba zareklamować laptopa który dostaje się od producenta – to robią wszyscy, ale pisanie poematów taki jak ten?
Nie jest zupełnie moją intencją szczypać tutaj kogoś – podchodzę do tego jak najbardziej na zimno, analizuję dziesiątki tego typu blogów dziennie i widzę że ten powoli staje się taki jak inne co mnie trochu smuci.
Panie Michale – nie można porównywać świeżego bloga do Logo, które po 1 pojawiło się jakiś czas temu w formie elektronicznej, po 2 ludzie zrazili się na gazecie gdzie 50% to reklamy a po 3 przejadło się już dawno bo nie ma tam nic wartościowego.
Mimo wszystko analizując statystyki blogerzy dalej mają niszowy impakt, zakładam że ma Pan ok 10tyś regularnych czytelników – czy to jest dużo dla danej marki? Marketingowcy mówią nie, ale traktują to jako kolejny interesujący kanał dystrybucji w internecie bo inne formy niestety się już znudziły.
Można by pisać i dyskutować o tym wieki podając twarde statystyki ale to niestety coś z czym walczę codziennie, więc troszku wiem o czym mówię.

MaleWorld
Gość

Hmmm bardzo interesujący tekst, niestety muszę się zgodzić to co zauważyłem w wielu komentarzach, szczególnie jeśli chodzi o blogerki to nie da się ukryć, ale niektóre z nich mają ogromne parcie na szkło (nie mówię oczywiście o wszystkich), nie sztuką jest założyć buty z czerwoną podeszwą czy pstryknąć sobie kilka fotek z drogą torebką od znanego projektanta, osobiście wolę oglądać kreatywność blogerów niż świecenie metkami. Jeśli chodzi o blogerki to w moim osobistym rankingu pierwsze miejsce zajmuje bezapelacyjnie Macadamian Girl, pomijając jej styl i pomysłowość bije od niej po prostu szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość w tym co robi. Z kolei jeśli chodzi o blogerów to oczywiście Mr Vintage (i nie jest to podlizywanie się :D), tu zawsze dowiem się czegoś nowego, ale przede wszystkim szczerość, rzetelność i brak owijania w przysłowiową bawełnę.

Pozdrawiam :)
http://mw-maleworld.blogspot.com

paero
Gość

Mr V., o czym jest ten artykuł i co mnie obchodzą Wasze, blogerów, przemyślenia na temat własnej wartości/ważności/wielkości? Naprawdę Ty, bloger, przygotowałeś prezentację pt.”Dlaczego my blogerzy jesteśmy wspaniali ale nie docenia się nas tak jak na to zasługujemy”? :-)Taka laurka jest, moim zdaniem, nieco pretensjonalna…
Odnoszę wrażenie, że jakoś tak na siłę chcesz pomóc awansować ekspresowo blogerom w rejony celebryckie na zasadzie bloger=autorytet=elita=celebryta=robi kasę. Czy Wy, blogerzy, nie oczekujecie “odcinania kuponów” własnej popularności za szybko? Trochę cierpliwości, ileż to lat prowadzicie blogi, że już oczekujecie tak powszechnego uznania spoza kręgów innych niż Wasi czytelnicy?
I jak cenię Twoje pisanie tak nie chciałbym oglądać Cię w modowych kampaniach reklamowych, dobrze wyglądasz w swoich stylizacjach ale nie rozpalasz wyobraźni potencjalnych kupujących :-). Widzisz jakąś potencjalną markę, w której strategię byś się wpasował?

Piotr Poznański
Gość

A skąd masz dane, że nie rozpala wyobraźni kupujących? Ja sam znam kilka osób, które dzięki artykułom na tym blogu zakupiło to i owo. Podejrzewam, że wpływ tych artykułów nie ograniczył się do tych kilku osób.

Co do zdeprecjonowania wartości pracy jaką przez 3 lata Michał włożył w bloga przez użycie wyrażenia ?odcinanie kuponów?, to proponuję abyś sam włożył tyle pracy za darmo przez następne 3 lata. Zobaczymy jak długo dasz radę skoro uważasz, że potrafisz lepiej, bo o ile artykuły na tym blogów czytelników obchodzą, to Twoje pisanie, że Ciebie nie obchodzą przemyślenia blogerów nie wnosi zupełnie nic wartościowego dla reszty czytelników.

Jak Ci się nie podoba to po prostu nie czytaj. Nikogo nie obchodzi to, że Tobie się nie podoba.

paero
Gość

Poznański,

– chodzi mi o rozpalenie wyobraźni przez udział twarzy w kampanii reklamowej. MrV. to typ urody Z.Zamachowskiego, W.Fibaka czy T.Karolaka, mało osób porwałby swą fizjonomią.(vide zdjecie Janiak vs MrV) Zobacz jacy celebryci pojawiają się w reklamach, i nie mówię tu o jajcarskch przekazach jak.Majewski, Makłowicz czy Kot, To nie typ Błaszczykowskiego, Clooneya, czy Beckhama, na których przyjemnie patrzyłoby się nie wiedząc nawet kto zacz.
– odcinanie kuponów – chodzi mi o to, ze MrV słusznie czerpie z komercyjnych propozycji (konkursy, prezentacje, konsultacje, recenzje etc.) ale nie rozumiem jednak dlaczego uważa, że zasługuje na szersze niż zasięg jego wpływu uznania społeczeństwa. To taka M.Gessler z czasów przedkuchennorewolucyjnych, była autorytetem kulinarnym dla klientów jej restauracji i świata kulinarnych pasjonatów być może. A teraz “odcina kupony” biorąc udział w reklamach przypraw i środków para-farmakologicznych
– “proponuję abyś sam włożył tyle pracy za darmo przez następne 3 lata. Zobaczymy jak długo dasz radę skoro uważasz, że potrafisz lepiej” gdzie napisałem, że potrafię lepiej, coś Ci się pomieszało, drogi kolego komentujący
– “Twoje pisanie, że Ciebie nie obchodzą przemyślenia blogerów nie wnosi zupełnie nic wartościowego dla reszty czytelników. Jak Ci się nie podoba to po prostu nie czytaj. Nikogo nie obchodzi to, że Tobie się nie podoba.” nie interesuje mnie reszta czytelników, komentuję ten artykuł i jest to mój głos. A to, że coś mi się nie podoba w treści bloga powinno obchodzić 1 osobę – MrV, któremu teoretycznie powinno zależeć na dużej liczbie odwiedzin w celu realizacji swych planów.

Pozdrawiam

Paweł
Gość

Hejterów tu brak, bo blog jest bogaty merytorycznie i nie ma tu ściemy. Widać, że Mr. V. to pasjonat, a przede wszystkim specjalista. To się szanuje. Życzę powodzenia.

milex
Gość

Jest teraz ogromny boom na bycie bloggerem, ale wątpię, że ta sytuacja utrzyma się przez następne lata. Może być swietnym punktem to zaczęcia innych projetków i szczęściarze moga mieć ciekawe wpływy na przyszłość z prowdzenia bloga.

Łukasz
Gość

Martensy-kultowe buty. Sam znosiłem swego czasu 2 pary. Teraz 36 lata na karku i coś mnie wzieło żeby kupić sobie nową pare wysokich czarnych martensów. Rozchodzi się o model 1460 lub 1490.Czy wypada?

Kuba
Gość

Ja mam 37 na karku i właśnie kupiłem :-) Taka nostalgia za czasami minionymi, chociaż akurat martensy sie nie zestarzały :-)

Styleman
Gość

Świetny wpis, jednak – mimo obszernej treści – odniosłem wrażenie pewnego niedosytu. Brakuje mi głębszego podsumowania, ale oczywiście to moje subiektywne odczucie. Ogromnie się cieszę z jednego tematu, który poruszyłeś Michale – mianowicie: “Blogerzy/blogerki, którzy piszą mało lub wcale, oraz których wpisy opierają się głównie na zdjęciach”. Według mnie – pomimo słusznego wniosku, jakim jest postępująca tabloidyzacja – zdjęcia same w sobie dają wyłącznie inspirację. Uważam, że do właściwego (i świadomego) rozwoju potrzebna jest – oprócz inspiracji – również pewna wiedza. Niestety – co również zauważasz – obecnie w blogosferze trudno doszukać się wielu (podkreślam słowo: wielu) osób, które dzielą się i wiedzą, i inspiracją (sam na blogu staram się to wypośrodkować mimo faktu, iż dopiero “raczkuję”). Stąd wynika swego rodzaju “elitarność”, którą charakteryzuje się m.in. Twój blog. Osobiście mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni na lepsze (już zaczynam zauważać pewne zmiany w świadomości Polaków w temacie mody). W końcu taki przyświeca nam – blogerom – cel: dawanie inspiracji i wiedzy, która pobudzi czytelników do doskonalenia się w tym temacie. Jeszcze raz – dzięki! :)

Filip

Karczmarz
Gość

Michale, hejterow napewno nie brakuje. Napewno spora czesc czytelnikow denerwuja pewne rzeczy w Twoim blogu i czesto pisza to w komentarzach. Fakt, bardzo cenie Twoj blog takze za bardzo merytoryczne dyskusje czytelnikow (sam nie wiem jak do tego doszlo, ze kultura w tym miejscu jest odmienna od innych blogow), ale nie ukrywajmy, negatywne opinie tez sie pojawiaja zwlaszcza pod wpisami pseudocelebryckimi (jak ten chociazby). Napewno jest duza czesc czytelnikow, ktorym przeszkadza celebrytyzacja blogerow. Mnie osobiscie strasznie drazni cytat “taki profesor Miodek mody meskiej” wyeksponowane na stronie – naprawde uwazasz ze jestes jak prof. Miodek?

Boli mnie gdy czytam kolejne wywiady z blogowymi ekspertami, gdzie Ci eksperci na swoja eksperckosc pracowali moze kilka miesiecy, gora z poltora roku, do tego czysto hobbistycznie i wiekszosc ich wiedzy pochodzi z przeklejania/tlumaczenia informacji gdzie indziej dostepnych w sieci. Boli gdy blogerzy sami kreuja sie na ekspertow i zaczynaja tracic ten dystans za ktory ich tak bardzo cenimy. Nie wystarczy przeczytac 3 ksiazek i napisac 50 wpisow aby byc autorytetem. Wystarczy aby byc inspiracja i dla mnie Twoj blog jest zarowno inspiracja jak i punktem do rozpoczecia pewnych refleksji, ale jesli spytasz mnie czy jestes dla mnie autorytetem to powieka mi nie drgnie gdy odpowiem bez zawahania, ze nie jestes.

Tylko prosze nie pisz mi, ze nikt nie kaze mi czytac twojego bloga i ze moge sobie isc stad, bo lubie Twojego bloga, bardzo szanuje Twoja prace i podziwiam za zapal i serce jakie w to wkladasz, ale mimo wszystko odbieram Twoje wpisy jako wpisy kolegi, kogos kto wiedze na temat mody meskiej zdobywa z podobnych zrodel co ja i tyle. Do autorytetu jeszcze bardzo bardzo daleka droga.

Karczmarz
Gość

Zawsze gdy mysle o blogerach-celebrytach przypomina mi sie ten swietny tekst: http://www.vice.com/pl/read/blogerem-byc

Ana
Gość

Potencjał blogów zaczynają już dostrzegać także celebryci i ….. zakładają własne blogi :)

Michał
Gość

Myślę, że ten tekst w jakimś sensie sam sobie zaprzecza. Gdyby był prawdziwy, to powinien wyjść spod pióra nie Mr. Vintage, tylko kogoś innego. A tak wygląda jak próba przykręcania śruby i wzmocnienia promocji przestrzeni blogowej, która nawet jeśli płonie, to chwilowym płomieniem (kto dziś pamięta o blogu Macaroni jak przygasły wpisy?).

Kilka uwag na boku.

1. Pisanie jednocześnie o blogomodzie męskiej i damskiej to wrzucanie do worka zupełnie innych rzeczy. To tak jakby pisać o popularności ligi mistrzów i pisać jednocześnie o piłkarzach i piłkarkach. Jedno i drugie to zupełnie inna bajka, zupełnie innym fenomen. Motywy, które kierują do wchodzenia na stronę mrvintage są zupełnie inne niż na stronę maffashion.

2. Blogi gromadzą kilkadziesiąt tysięcy wejść, ale to samo z siebie nic nie znaczy (i jak porównywać to z gazetą, za którą ludzie muszą płacić?). Blog dochodzi w pewnym momencie do ściany. Autor uzbiera kilka tysięcy unikalnych użytkowników i pytanie “co potem?”. Trzeba się od tego oderwać i pójść w coś zupełnie innego jak np. Macaroni, albo Szarmant, którzy mają w założeniu pójść w biznes.

Warto robić w życiu rzeczy z rozmysłem. A czy Drogi Autorze zastanawiasz się nad tym, gdzie możesz być za 5 lat i z czego czerpać korzyści? Jak myślisz, ile więcej ludzi można przekonać do wejścia na stronę blogową i na co to może się przełożyć poza droższym buttonem reklamowym?

Książka będzie ryzykowną inwestycją. Książki źle się sprzedają, a książki poradnikowe w szczególności. Nie mówiąc o tym, że połowa Czytelników tego bloga przychodzi się inspirować/konfrontować niż edukować. Spora część z tego co zostanie nie wiadomo, czy będzie chciała zapłacić za kupienie papierowej książki jednego autora, skoro może za darmo grzebać w dużo bogatszych czeluściach internetu.

Moja osobista rada – jesteś Autorze bardzo utalentowany i masz ciekawe wyczucie (gdyby nie te kolorowe spodnie! ;) ). Jak znajdziesz ciekawą komercyjną ofertę (np. projektowanie butów, czy ubrań), to bierz od razu. Twój wpływ zaznaczy się dużo mocniej na polskim rynku.

Powodzenia

MaleWorld
Gość

A ja uważam, że książka to bardzo dobry pomysł i nie ważne ile osób po nią sięgnie, kupią ją Ci, którzy będą się chcieli czegoś dowiedzieć, osobiście po książce Pana Łoszewskiego moja wiedza na temat Dress Codeu jest delikatnie mówiąc nieuporządkowana i liczę na książkę Mr Vintage, że będzie to poradnik dopięty i uporządkowany w najdrobniejszym szczególe i ogóle, na swoim blogu prezentuję moje osobiste podejście do mody i stylizacji codziennych, ale w mojej głowie jest niedosyt wiedzy na temat mody eleganckiej, klasycznej itp dlatego z niecierpliwością czekam na ukazanie się książki.

Pozdrawiam :)
http://mw-maleworld.blogspot.com

Karczmarz
Gość

Michal, ale przeciez to tak dziala: Blogerzy pisza o blogach, i innych blogerach, zapraszani sa przez blogerow aby iim udzielac wywiadow, jezdza na spotkania blogerow i rozmawiaja tam o blogowaniu. Tworza swoiste samowystarczalne srodowisko :)

joanna
Gość

Te firmy obuwnicze maja tupet i ani grama krytycznego spojrzenia na wlasne produnkty. Szkoda.
I jak tu oczekiwac zmian..?

Paweł Mazur
Gość

Panie Michale ! Pierwszy raz komentuje na pańskim blogu , ale zabiorę głos . Trafiłem na pana blog przypadkiem , forma ,treść i sposób przekazywania informacji jest normalny , poczułem się jakbym rozmawiał przy piwie z kolegą ktory zna się na rzeczy . Od tego czasu powoli zacząłem wprowadzać do własnej szafy zasady i inspiracje z bloga . Nigdy nie interesował mnie t-shirt’y Ed-Hardy czy paski D-Squared :) , ale też nigdy nie wiedziałem gdzie i jak posiąść podstawową wiedzę jak się ubierac elegancko ale i z delikatnym luzem – dzięki pańskiemu blogowi mój styl robi się już zauważalny dla narzeczonej i bliskich – oczywiście wrażenia są pozytywne. Polecam każdemu koledze który również nie wie jak zacząć wyglądać w miarę sensownie , właściwie jest już nas grupka 10 chłopaków z jednego towarzystwa które reklamuje pańskiego bloga w szczecińskich pubach i klubach podczas rozmów i prezentując inny styk niż większość :) Książka – świetny pomysł . Kupię na pewno ! Jak większość osób która jest zadowolona z fajnej formy i poradnika jak się dobrze ubierać – który jest zawsze pod ręką – wystarczy wejść na blog .
Przesyłam wyrazy uznania za duża pracę włożoną w bloga i podziwiam pasję .
Życzę sukcesów !!!!

Paweł
Gość

Ciekawią mnie porównana ilości wejść na blog Michała do ilości osób kupujących Logo. Czy naprawdę uważacie, że wszyscy nabywcy Logo kupują je dla części “modowej”? Odpowiedź jest prosta – oczywiście że NIE.
Tak więc porównanie zasięgu bloga ze wspomnianym czasopismem wypada jeszcze bardziej na korzyść bloga i na nic tu argumenty, że za gazetę trzeba zapłacić.

Grzegorz
Gość

W kontakcie z blogerem nie czuć dystansu… i to jest ta główna różnica pomiędzy blogerami a celebrytami. Celebryci biją niechęcią i wymownym gestem mówią: nie podchodź, nie zaczepiaj, nie zagaduj, bo jestem znany i nie będę tracił czasu na rozmowę z jakimś tam szarym ludkiem”
Takie jest moje odczucie, celebryci odpychają, swoim zachowaniem, manierami, bogactwem i olewem…:)
Miłego dnia

mikk
Gość

Ameryki wprawdzie nie odkryję, gdy powiem, że to marketingowcom ze swoim produktem (autami, ubraniami, gadżetami, etc.) zależy na dotarciu do blogosfery. Konsument dawno przestał ufać oficjalnemu przekazowi reklamowemu. Dziś to lider opinii kreuje trendy, jednak… do czasu. Konsumenci są bardzo wyczuleni na ściemę i zaczyna do nich docierać, że blogerzy to coraz częściej sprzedajne słupy. Myślę, że blogosfera rozpadnie się (jeśli już się ten proces nie zaczął) na dwie części: kominkopodobni blogerzy komercyjni i ci konsekwentnie odrzucający zaloty marketingowców. Mnie jednak o wiele bardziej interesuje kolejne wcielenie blogosfery w kontekście reklamowego/trendsetterskiego zaplecza.

Remy
Gość

Reklam na stronie nie ma.
Teksty z reklamami bądź sklepami pojawiają się rzadko.

Jeżeli są to sklepy branżowe czyli odzieżowe to nawet bardzo chętnie oglądam, co można z nich wybrać.

Komercja o ile jest to jest minimalistyczna.

A jak się pojawia reklama to można coś wygrać (były dwie elektryczne maszynki) lub dostać rabat.

Porady są rzeczowe.

Brakuje mi trochę powrotu do korzeni- czyli większej ilości stylizacji mr Vintage.

Z drugiej strony musiały to być stylizacje z istniejących sklepów.
Do pasji mnie doprowadzało gdy zobaczyłem super marynarkę, koszulę w kratkę czy spodnie, których nie można było kupić bo pochodziły z second handu.

Mr Vintage częściej powinien kupić kilka rzeczy w sieciówkach, zrobić sesję zdjęciową i je zwrócić.

To oczywiście wymaga czasu i np. 1tys. zł (marynarka+spodnie+koszula) i jeszcze jakieś dobre buty za… no właśnie. W polskich sklepach koszmary to trzeba szukać dobrych zagranicznych marek.

Z drugiej strony wycieczka do sklepu Macaroni Tomato, jakieś stylizacje to byłby ciekawy pomysł.
Fajne rzeczy tam można znaleźć.
Cenowo Warszawa to inna bajka, zatem odbiór będzie taki a nie inny ze względu na ceny.

agafm
Gość

Niewiele jest blogów o modzie kobiecej, które mi odpowiadają (nawet te które polecasz lub linkujesz nie do końca mi pasują). Młode dziewuszki biegają po tanich sieciówkach i ciuchlandach i tworzą z tego jakieś dziwadła, trochę starsze robią ze swoich blogów sposób na zarobek i wchodzą w dziwne relacje również ze sklepami sieciowymi, a jeszcze inne proponują zestawy, które niekoniecznie wpisują się w biurowy lub szkolny dress code. Brakuje mi profesjonalnego i nienadętego bloga dla trochę starszych i bardziej starszych kobiet, które lubią ubrać się w dobrych (także polskich) sklepach. Z rozczuleniem wspominam cudowny wpis o garderobie Mamy Styledigger (chociaż, zapewniam, że daleko mi do jej wieku :).
U Ciebie czuję się naprawdę komfortowo i przegląd blogów często (o ironio!) zaczynam od Twojego. Pocukrzyłam trochę. :) Na zdrowie!
A osoby znane z tego, że są znane, totalnie pozostają poza moimi zainteresowaniami.

Joanna
Gość

Ooo ale mi miło!

agafm
Gość

A poza tym Twój blog powinien otrzymać nagrodę np. “Kaganek oświaty”, bo pomaga mi reformować Najwspanialszego. A trudne to jest niezwykle.

expert
Gość

z kategorii blogów modowych polecam: http://mensweardog.tumblr.com/
naprawdę ciekawe stylizacje :P

Vislav
Gość

Blog Mr.Vintage jest z pewnością ciekawym zjawiskiem i odpowiada na potrzeby znacznej grupy czytelników szukających “kaganka oświaty”, ewentualnie lubiących sobie podyskutować na szmatkowe tematy.
Bezspornie ma dużą popularność i w męskiej kategorii tego zjawiska największą. Jest dobrze prowadzony i zgodnie z głównym nurtem włączył się w komercyjną stronę działalności.

Dla jasności rozważań zmieniłbym jednak określenie blogosfera na chociażby “modosfera”, bo chociaż spektakularna to z pewnością nie jedyna. Blogosfera obejmuje chyba wszystkie aspekty ludzkiej działalności i wszelkie możliwe zainteresowania. Moda, styl, sposób ubierania się to tylko drobny fragment życia większości z nas.
Również celebryci, to nie tylko wieszaki na ubrania :-)

Sama statystyka w “modosferze”. Z pewnością blogerki biją na głowę blogerów w tym zakresie. Wcale nie topowa grupa opisana w tym temacie miewa 5-10 tysięcy wejść dziennie.
Natomiast dane z FB są “trochę” zafałszowane. Ilość fanów na niektórych profilach wynika głównie z konkursów “giveaway”, których główną zasadą jest: polub mnie i sponsora na FB i coś tam jeszcze. Niekoniecznie ma związek z zawartością merytoryczną bloga. Jest raczej miarą atrakcyjności i liczby konkursów, czasami z gadżetami o małej wartości finansowej.

Mm
Gość

Zadałem sobie trud zerknięcia na wymienione blogi kobiece. Trzeba przyznać, że jest merytoryczna przepaść w porównaniu do najpopularniejszych blogów traktujących o modzie męskiej. Chodzi zarówno o treść poruszanych tematów jak i przede wszystkim sposób podejścia do nich. W tym kontekście nie dziwi brak hejterów na tym blogu.

Gnievku
Gość

@Vislav – “Niekoniecznie ma związek z zawartością merytoryczną bloga. ” – wyrażenie “zawartość merytoryczna” w przypadku kobiecych blogów modowych to zwyczajne nadużycie. Najczęściej jest to zestaw zdjęć z proponowaną stylizacją, akapit składający się z trzech-czterech zdań oraz linki do stron sklepów/aukcji allegro. Jak wspominał Mr.Vintage – tekstu jak na lekarstwo.

Przyczynę sukcesu Mr.Vintage, Macaroniego Tomato czy Szarmanta widzę w postępującej profesjonalizacji. Nie tylko podnosi się poziom panów wiedzy teoretycznej, ewoluuje także sprawność językowa i stylistyczna. Dlatego właśnie dziennikarze będą krytykować i deprecjonować blogerów – zaczynamy deptać im po piętach na wielu polach.

Vislav
Gość

Hmmm… nie czytuję regularnie zbyt wiele blogów: cztery męskie i jeden damski z polskich, coś tam z zagranicznych i to wszystko. Całą resztę sobie odpuściłem.
Nie szukam wiedzy, tę potrafię sam znaleźć. Raczej różnych spojrzeń na tematy mnie interesujące. No i czasami lubię coś tam dopisać.

Przyczyną mojego zainteresowania tymi kilkoma blogami rzeczywiście są przekazywane treści, nie muszę się z nimi w całości zgadzać, ale przynajmniej są :-)

modologia
Gość

Cieszę się, że taki akurat temat poruszyłeś, bo wlaśnie trybiki pracują mi nad polemiką. Czego miałaby dotyczyć? Przede wszystkim tego, że większość osób zaklasyfikowanych jako “blogerzy/blogerki modowe” nie rozróżnia mody od ubioru – a wbrew pozorom to nie jest to samo. Po drugie, wrzucanie do jednego worka Maffashion, Harel i Styledigger zaciemnia obraz tego, kim jest blogerka “modowa”. Maff prezentuje własne stylizacje, więc jej blog zaklasyfikowałabym jako “personal style”, Harel pisze głównie recenzje, natomiast Styledigger zmierza bardziej w kierunku “lifestyle” czy “fotografia”. To są zupełnie odmienne stylistyki i ich porównywanie to jak wykazywanie wyższości ogórka nad fasolą lub odwrotnie. Niemniej: dziękuję za tekst, bo właśnie się zastanawiałam, o czym ma być kolejny wpis, a tu proszę – temat sam się pojawił :)

wpDiscuz