Od tygodnia tematem numer jeden w kraju są garnitury Donalda Tuska. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie kontekst w jakim się pojawiły. Prześwietlanie przez media wydatków partii politycznych doprowadziło między innymi do ustalenia, że w ciągu trzech lat Platforma Obywatelska wydała 242 tysiące złotych na ubrania dla działaczy partii i ponad 70 tysięcy zł na usługi stylistów. Tabloidy i portale „pudelkowe” podchwyciły temat i od tygodnia głoszą, że to skandal by władza biednego kraju nosiła dobre garnitury.
Nie rozumiem skąd to oburzenie. Prezydent, premier a także przedstawiciele rządu mają nie tylko prawo, ale i obowiązek wyglądać najlepiej jak to tylko możliwe, szczególnie podczas wystąpień publicznych w kraju i podczas oficjalnych wyjazdów zagranicznych. To samo dotyczy osób, które im towarzyszą. Przez ostatnie dziesięciolecia kultura męskiego ubioru zeszła w Polsce na psy, a „afera garniturowa” potwierdza, że dla wielu osób ubiór, to nadal tylko ciuchy za które nie warto płacić zbyt wiele, a nie element profesjonalnego wizerunku.
Nieważne z jakiej partii mamy premiera obecnie i z jakiej będziemy mieć za trzy czy osiem lat. Osoby reprezentujące nasze państwo publicznie powinny być ubierane na koszt państwa. Premier kraju oraz jego żona/partnerka powinni mieć do dyspozycji fundusz reprezentacyjny zarówno na ubrania i dodatki, jak również na stylistę jeśli zajdzie taka potrzeba. I nie chodzi tutaj o eksperta od protokołu dyplomatycznego (bo tacy są), lecz osobę, która odpowiednio dobierze buty, dodatki, zadba o odpowiedni rozmiar, proporcje, długości nogawek i rękawów. Nie ma w tym nic złego czy wstydliwego, że osoby publiczne korzystają z pomocy różnego rodzaju specjalistów. Jeśli zachodzi potrzeba, to trzeba to robić. Gdy osoba publiczna ma problemy z wysławieniem, to idzie do logopedy. Jeśli ma problemy z sylwetką, to idzie do trenera. Więc niby dlaczego doradca od ubioru miałby być czymś wstydliwym? To jego brak może być nieraz powodem do wstydu. Pamiętacie sukienkę żony premiera Millera podczas wizyty w Japonii albo wiejski (nie mylić z wieśniackim) garnitur ministra Rostowskiego na oficjalnym spotkaniu w Brukseli?
Premier Tusk jest obecnie jednym z lepiej ubranych szefów rządu w Europie, więc jak widać wydatki na ten cel były dobrą inwestycją. Wystarczy spojrzeć jak Donald Tusk wyglądał kilkanaście lat temu. Pytanie tylko czy aby osiągnąć taki efekt trzeba było korzystać z produktów takich marek jak Ermenegildo Zegna?
Garnitury tej marki w zależności od linii kosztują od sześciu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Takie szczegóły już mogą bulwersować, bo w czasach kryzysu bez wątpienia można zrezygnować z tak luksusowych produktów. Tym bardziej, że osoby znające temat mody męskiej doskonale wiedzą, że za najtańszą linię Zegny można uszyć garnitur w opcji full bespoke w dobrej pracowni krawieckiej lub zamówić dwa porządne garnitury w opcji MTM (made to measure). Najwyższe osoby w państwie powinny wspierać rodzime marki i producentów.
Pozostaje zatem pytanie jaką kwotę na fundusz reprezentacyjny można uznać za bulwersującą? Czy ćwierć miliona złotych wydane przez trzy lata to dużo, czy mało? Jeśli przeliczymy to na liczbę miesięcy, to wyjdzie sześć tysięcy na miesiąc urzędowania. Czy taka kwota jest skandaliczna? Dla mnie nie, bo dobra jakość ma swoją cenę, choć mam wątpliwości co do wyboru produktów. Wolałbym by premier wydawał takie kwoty u polskich marek lub rzemieślników (krawcy i szewcy), tym bardziej, że nie mamy się czego wstydzić jeśli chodzi o jakość. O wiele bardziej bulwersuje kwota ponad miliona złotych, jaką kancelaria premiera wydaje każdego roku na przeloty Donalda Tuska na trasie Gdańsk-Warszawa-Gdańsk. Wobec takiej rozrzutności premiera dziwni mnie, że to on sam kilka lat temu zlikwidował fundusz reprezentacyjny swojej kancelarii, czego konsekwencją jest m.in. „afera garniturowa”.
Premier RP, niezależnie od tego czy nazywa się Tusk, Kaczyński czy jeszcze inaczej, powinien wyglądać godnie – zgodnie z rangą zajmowanego stanowiska. I ja chcę za to płacić z moich podatków, bo są to koszty reprezentacyjne nie tylko tych konkretnych osób, ale też naszego kraju.


przynajmniej tyle, że jak premierem będzie Kaczyński, to nie będzie problemu z kolorystycznym doborem garnituru, bo nosi zawsze czarny (żałoba).
Jak wygra (oby nie), to będzie koniec żałoby :)
wiele wskazuje na to, że wygra i raczej nie ma z tego powodu co tragizować, bo gorszego rządu niż obecny nie da się stworzyc ;)
zresztą reprezentacja kraju nie może się opierać tylko na garniturach, trzeba jeszcze coś umieć zrobić. premier brak tej umiejętności nadrabia garniturami – chociaz tyle :D
Po pierwsze, to nie jest forum polityczne.
Po drugie, każdy ma prawo do swoich osądów zgodnych z indywidualną perspektywą.
Po trzecie, gorszy rząd niż obecny już był – PiS z ostatecznie pożartymi przystawkami.
Akurat pierwszy głos polityczny był od gospodarza bloga — „jeśli wygra (oby nie)”. Akcja rodzi reakcje. Było więcej niż pewne, że ktoś prędzej czy później na to odpowie.
był gorszy? ciekawe, które resorty masz na myśli i które działania ;) ale racja – to dyskusja na inne forum ;)
W odpowiedzi do Seba,
Które resorty – w kolejności największej żenady:
MSiT – p. Lipiec
MSZ – p. Fotyga
MRiRW – p. Lepper
MEN- p. Giertych
MF – p. Gilowska.
Żeby nie było to ja wcale się nie upieram żeby rządziło PO .. marzy mi się jednak partia, w której głównym interesie będzie leżało to JAKA ta Polska będzie (znaczy, nowoczesna, postępowa, inteligenta, przedsiębiorcza i bogata) a nie CZYJA ona jest (bo jest nas wszystkich, którzy się do niej przyznają)? Niestety na horyzoncie nie ma ani jednej takiej partii, wybór pada więc na mniejszych „oszołomów”.
Ja akurat trzymam kciuki za Jarka, wprawdzie kiepsko się ubiera, ale wie jak dobrze rządzić :)
Jak zauważyłem po stworzeniu rządu zmieniają się różne poglądy. Nie obawiam się więc złego smaku ponieważ i tak w miarę szybko nabieramy ogłady a w dodatku są media boleśnie punktujące wpadki. To jakie poglądy ktoś wyznaje ma mniejsze znaczenie w tym wypadku niż jakie ma poczucie dobrego smaku. Z kazdym rokiem więc jest lepiej. W dodatku przechodzi to na sam dół drabiny społecznej choć kwestie finasowe są tutaj pewną barierą. Faktycznie jednak podoba mi sie stwierdzenie pana Kedziory zwracające uwagę na kwestie akcentu jakim byłoby zakupienie garnitura u krawca lub ogólnie polskiego krajowego produktu. Bez problemu każdy premier wybroniłby się… Czytaj więcej »
Dokładnie tak. Wolę swojsko ubranego, uczciwego człowieka niż oszusta w garniturze od EZ.
„(…)Premier RP, niezależnie od tego czy nazywa się Tusk, Kaczyński czy jeszcze inaczej…(…)” Szczęśliwie premier Polski nie nazywa się i nie będzie nazywał się Kędziora.
Też zauważyłem, że Pan Jarek chodzi wciąż w czerni – i garnitur i krawat. Z tą żałobą to już wg mnie przesada jest z lekka…
Jakby wygrał jakieś stanowisko typu szef rządu, czy prezydent to sądzę, że nadal chodziłby w czerni, a żałoba byłaby jeszcze bardziej nagłaśniana.
Człowieku zastanów się co piszesz. Kaczyńskiemu w tym roku zmarła matka, więc chyba żałoba jest uprawniona, nieprawdaż. Nie chciałbym tu wprowadzać polityki ale fakty są jak pisze
nie sądzę, żeby Kaczyński jako szef rządu zmienił kolorystykę. tak jak napisałem w innym komentarzu – ważniejsze dla mnie jest to, co rząd robi, a nie jak się ubiera ;)
zresztą nawet chyba lepiej mu pasuje czerń niż granat, którego używał jak był po raz pierwszy premierem.
Kaczyński z powodu żałoby po matce MUSI obecnie nosić czarne garnitury. Niezależnie od sposobu budowania swojego wizerunku, zbierania popularności politycznej po katastrofie smoleńskiej i osobistych uczuć. Protokół dyplomatyczny i ogólne reguły savoir-vivre wymagają od niego obecnie czerni. Więcej tutaj: http://krajski.wordpress.com/2012/06/19/zaloba-po-mamie/ .
Wpis bardzo mi się podoba :) Trochę inne spojrzenie na tę całą sprawę ^^ Ponadto kolor garnituru Pana Premiera przypadł mi do gustu.
Zgodzę się z tym, że władze państwowe powinny mieć doradców w sprawie wizerunku.
Akurat kolor jest dobrany przez PR’owców bo niebieski budzi zaufanie. Tusk na każdym ważniejszym przemówieniu, w trakcie którego musi mniej lub bardziej załagodzić kolejne porażki swojego rządu ubiera się w tą samą kolorystykę co w moim przypadku budziło odczucie jakby nosił tylko jeden garnitur (może wydał te kilkadziesiąt tysięcy na jeden z najlepszej lini Zegny po prostu ;) ). Pokazuje to też, że albo raz mu to doradzono i starannie się tego trzyma, lub nie jest w stanie wykazać się własnym wyczuciem stylu i ubierają go non stop styliści…
A może poprostu dobrze wygląda w tym kolorze. Jakoś słabo go widze w czerni lub graficie. Dobrze wygląda tak jak jest, a czy sam na to wpadł czy doradził mu stylista to już mnie nie interesuje.
A ja uważam, że w czerni byłoby mu do twarzy :)
Bardzo fajny wpis. Faktycznie kwestia doboru marki (i przede wszystkim ceny) powinna być poddana dyskusji, ale jak najbardziej najważniejsze osoby w państwie powinny ubierać się reprezentacyjnie. Pomysł z korzystaniem z usług rodzimych dostawców bardzo ciekawy, ale obawiam się, że nie przejdzie, bo raczej nie słyszy się, żeby jacyś politycy, czy celebryci afiszowali się z korzystaniem z usług rodaków. I będzie tak niezależnie od tego, kto będzie rządził. Każdy będzie wydawał tyle samo. Być może zmienią się marki.
Tak czy inaczej bardzo fajny wpis i podziwiam za odwagę poruszenia „politycznego” tematu. Zaraz może się tutaj rozpętać prawdziwa polityczna burza w komentarzach
No i właśnie na tym polega problem z polskimi celebrytami, że nie wspierają rodzimych biznesów krawieckich. Gwiazdy i celebryci nierzadko zadłużają się na kwestie wizerunkowe kupując zachodnie marki, a w tej samej cenie chociażby wystarczy przejść się do Pana Zaremby. Tylko oczywiście tutaj wychodzi brak wiedzy w tym temacie dobrych sztukmistrzów krawieckich. Ta sama kasa wyrzucona w błoto na jakieś potworki modowe, które za rok będą niemodne i znów będzie trzeba się zapożyczać, może być o wiele lepiej wydana, bo raz a porządnie i starczy na lata.
Michał, z całym szacunkiem, ale Twoje oburzenie jest bezpodstawne. Ludzie wkurzają się nie o to, że PO wydało tyle kasy na garnitury, ale o to, że wydali na to publiczne pieniądze z budżetu państwa, więc również Twoje. Dotacje na partie polityczne są przeznaczane na ich działalność (przynajmniej powinny), a nie na stroje liderów. Ja też chcę, by ludzie rządzący moim krajem wyglądali odpowiednio do stanowiska, tyle, że na ten cel mają przeznaczone pieniądze ” z urzędu” a nie z dotacji na partie polityczne. Wspomniane garnitury nie były dla Tuska czy Komorowskiego, tylko dla drugorzędowych polityków, ew. ministrów, którzy potrafią tylko… Czytaj więcej »
Dlatego ja jestem za przywróceniem funduszu reprezentacyjnego dla premiera (prezydent chyba nadal ma) – wtedy są jasne zasady. Nie byłoby tej afery gdyby taki fundusz nadal istniał.
Nie słyszałem by te garnitury były dla drugorzędnych polityków PO. Wszędzie jest informacja, że korzystał z tego głównie D.Tusk.
Polecam sprawdzenie tego zagadnienia naprawdę dokładnie. „Istnieje fundusz dyspozycyjny Prezesa Rady Ministrów. Jego wysokość od pięciu lat planowana jest na tym samym poziomie i wynosi 1 670 tys. zł.” Tusk sam zlikwidował fundusz reprezentacyjny dla premiera, prezydent faktycznie nadal go posiada. Jeśli mam być szczery, to powiem tak – te barany, mówię o wszystkich 460 posłach, dostają sromotne pensje, dodatki za posiedzenia komisji (mają nawet zapewnioną odprawę, mimo, że na 4 lata przed końcem kadencji wiedzą, że ten koniec nadejdzie!) niesamowite pieniądze. Niech za nie się ubierają, a nie wydają na to pieniądze, których pierwotne przeznaczenie jest zupełnie inne. Cały… Czytaj więcej »
Po pierwsze primo fundusz reprezentacyjny i dyspozycyjny, to nie jest do końca to samo. Po drugie primo, pensje pobierają tylko posłowie i senatorowie zawodowi, a jak wiadomo, nie wszyscy nimi są ( reszta otrzymuje diety ), a po trzecie primo-optimo odprawę dostaje jedynie parlamentarzysta, który nie został wybrany na następną kadencję.
Pozdrawiam
Sromotnie mozna w d… Dostac a nie pensje, prosze pisac po polsku!