15 wkurzających zachowań ze sklepów odzieżowych

421 komentarzy

Stali czytelnicy bloga pewnie kojarzą, że mam spore doświadczenie w branży odzieżowej, bo wiele razy wspominałem o tym w komentarzach i w wywiadach. Łącznie uzbierało się tego ponad osiem lat i w tym czasie pracowałem dla marek Reserved, Vistula i Camel Active. Byłem zatrudniony na różnych stanowiskach, ale zawsze lubiłem obsługiwać klientów. Nawet jak pracowałem jako kierownik, to największą frajdę sprawiał mi kontakt z klientami, a nie obowiązki menedżerskie. Nieskromnie to zabrzmi, ale byłem dobrym sprzedawcą.

Od kilku lat jestem po drugiej stronie, a więc to ja jestem klientem i choć obecnie większość zakupów robię w sieci, to nadal dość często bywam w sklepach stacjonarnych i dzisiaj postanowiłem opisać praktyki i zachowania, które mnie jeszcze bardziej zniechęcają do odwiedzania tradycyjnych sklepów.

Wiem, że bloga czyta sporo osób z branży odzieżowej, zatem nie obrażajcie się za niektóre komentarze. Mam duży szacunek do osób, które pracują z zaangażowaniem w takich miejscach, bo nie jest to lekka praca, zarobki są mizerne, procedury czasem odbierają kreatywność, a klienci bywają upierdliwi. Ale zawsze można robić coś lepiej, by uniknąć sytuacji, które opisuję.

MrVintage pl 15 wkurzającychfot. themanual.com

 

PROMOWANIE RZECZY KTÓRYCH NIE MA W SPRZEDAŻY

– Dzień dobry, chciałbym przymierzyć taki garnitur i koszulę jak na tym manekinie.
– Niestety nie mamy tego garnituru w sprzedaży.
– To po co pokazujecie go na witrynie?
– Taką mamy instrukcję z centrali i w każdym sklepie musi być pokazany ten garnitur.
– No to przymierzę ten egzemplarz z manekina, bo to chyba mój rozmiar.
– Ale nie możemy go panu sprzedać, bo to jedyna sztuka.
– A to przepraszam, myślałem, że to sklep. Do widzenia.

Witryna i manekiny wewnątrz sklepu to jedne z największych zachęcaczy do zakupu konkretnej rzeczy. Mężczyźni są wzrokowcami, poza tym lubią takie gotowce, więc często pada prośba “Poproszę ten zestaw z manekina”. Pytanie tylko, po co pokazywać ubrania, których klient nie może kupić?

Podobna sytuacja dotyczy ubrań wykorzystanych w sesjach wizerunkowych, które później pojawiają się na plakatach i innych materiałach graficznych. To nawet jeszcze częstszy przypadek niż ten opisany powyżej. Wyobraźcie sobie, że widzicie w czasopiśmie albo na stronie internetowej fajną marynarkę. Idziecie do sklepu i to samo zdjęcie widzicie na witrynie. Chcecie kupić ten model, a sprzedawca informuje was, że “tej marynarki to już nie ma, uszyto tylko 50 sztuk na całą Polskę” albo “tej marynarki nie ma w sprzedaży w żadnym sklepie, uszyto ją tylko do sesji”. No i tu kolejne pytanie. Po co ładować do sesji wizerunkowej ubrania, których nie ma w każdym sklepie lub jest ich tak mało, że już po dwóch tygodniach nie można ich kupić?

 

ZDROBNIENIA

Marynareczka, skarpetki, spodenki, garniturek, kurteczka, krawacik, rozmiarek, pieniążki. No do jasnej cholery, dlaczego w sklepie z odzieżą dla dorosłych mężczyzn, sprzedawcy mówią do niego jak do dziecka? Ani to miłe, ani profesjonalne. Ma się ochotę wyjść z takich sklepików. Przepraszam, sklepów.

 

NIE DAJEMY KOSZUL DO MIERZENIA, BO SIĘ BRUDZĄ

Praktyka obrażająca klientów (sugeruje, że klient jest brudny) i potwierdzająca lenistwo części sprzedawców (bo nie chce im się składać). Trudno sobie wyobrazić by kupować marynarkę lub spodnie bez mierzenia, to niby dlaczego klient ma kupować koszulę bez przymiarki? Przecież poza samym rozmiarem ważna jest także tkanina, kształt kołnierza i kilka innych detali, które trudno ocenić nie zakładając jej na siebie.

Pewnie znacie te argumenty: “ale to jest standardowa rozmiarówka, więc nie ma sensu mierzyć”, “ale w koszuli najważniejszy jest rozmiar kołnierzyka, a ten pan przecież zna”, “nie dajemy koszul do mierzenia bo się brudzą”, “nie dajemy koszul do mierzenia, bo później mamy dużo składania”, “może pan zmierzyć tę koszulę, którą mamy rozłożoną, a tamta będzie leżeć tak samo”. Drogi sprzedawco, chcesz sprzedać koszulę czy wolisz by pozostała eksponatem, który można tylko oglądać jak w muzeum?

 

JEDNAK NIE MA, TO BŁĄD SYSTEMU

Pewnie nie raz mieliście taką sytuację. Chcecie zmierzyć jakiś produkt, ale okazuje się, że na sklepie nie ma waszego rozmiaru. Prosicie sprzedawcę o pomoc, ten sprawdza w komputerze i okazuje się, że jest jedna sztuka w waszym rozmiarze. No i zaczynają się poszukiwania. W magazynie, w szufladach, w szafach, na witrynie, telefon do kolegi i koleżanki, do kierownika, szybka inwentaryzacja. A klient czeka kilkanaście minut by dowiedzieć się, że to jednak pomyłka w systemie. Swoją drogą obwinianie systemów o wiele błędów ludzkich nie dotyczy w Polsce tylko tej branży. Pamiętacie ostatnie wybory? Podobno to wina komputerów :)

 

NAMOLNI SPRZEDAWCY

Nienawidzę gdy kilkadziesiąt sekund po wejściu do sklepu sprzedawca atakuje pytaniem “Czy mogę panu pomóc?”. Zwrot wyświechtany, nudny, wypowiadany jak z automatu. W żaden sposób nie zachęca do podjęcia rozmowy ze sprzedawcą, bo to pytanie słyszy się wszędzie. Zresztą jak będę potrzebował pomocy, to poproszę. Dajcie czas klientowi by się rozejrzał, zapoznał z ofertą i dopiero jak go coś zainteresuje, to oferujcie swoją pomoc. Nie chodźcie za nim jak za złodziejem, bo to jeszcze bardziej zniechęca.

Ja rozumiem, że firmy naciskają by nawiązać kontakt z każdym klientem, ale jest wiele innych sposobów, które to ułatwiają niż pytanie “czy mogę w czymś pomóc?”.

 

WYSOKA TEMPERATURA

Dla mnie jest to jeden z największych zniechęcaczy by pozostać w konkretnym sklepie dłużej niż kilka minut, a niejednokrotnie kończy się to wyjściem już po kilkunastu sekundach. Nie znoszę wysokiej temperatury szczególnie w przymierzalniach, gdzie klient powinien mieć komfortowe warunki do tego by pozostać tam jak najdłużej, bo to zwiększa szanse sprzedażowe. Problem nie bierze się stąd, że lokale sklepowe nie mają klimatyzacji, bo w dzisiejszych czasach jest to standardem w centrach handlowych, lecz w tym, że zazwyczaj obsługa sklepu ustawia sobie temperaturę pod siebie, a że często ubrani są w same koszule lub t-shirty, to przy temperaturze poniżej 21-22 stopni jest im po prostu zimno. Podkręcają temperaturę, a klienci, którzy mają na sobie marynarkę, sweter, kurtkę czy płaszcz po prostu się gotują i chcą jak najszybciej wyjść na zewnątrz, a przecież sklepy są dla klientów, a nie dla pracowników i to ci pierwsi powinni się tam czuć komfortowo.

 

I JAK TAM ROZMIAREK, PROSZĘ SIĘ POKAZAĆ

Jeszcze jeden zwyczaj związany z przymierzalniami. Ledwo wejdę do przymierzalni, nawet nie zdążę jeszcze zdjąć własnego ubrania, a tu pytanie “No i jak tam rozmiarek? Może się pan pokazać?” i za minutę to samo. Kurde, jak będę miał ochotę, to wyjdę, ale zazwyczaj wolę mierzyć w spokoju.

 

CZY TA FAKTURA MUSI BYĆ NA TERAZ?

A na kiedy? Skoro kupuję teraz towar, to dlaczego mam tracić swój czas i przychodzić po fakturę za kilka dni? Czy wydrukowanie faktury to naprawdę tak duże wyzwanie, że może to zrobić wyłącznie najwyższa osoba w sklepie, której jak na złość akurat dzisiaj nie ma?

 

PŁATNE PRZERÓBKI KRAWIECKIE

Ten przypadek dotyczy oczywiście produktów z wyższej półki cenowej. Jeszcze kilka lat temu standardem był bezpłatny serwis krawiecki praktycznie w każdym sklepie ze średniej lub wyższej półki. Obecnie wiele marek zrezygnowało z tego i pobiera opłaty lub odsyła swoich klientów do zaprzyjaźnionych zakładów krawieckich. Uważam, że jeśli klient płaci za marynarkę kilkaset złotych, a za garnitur 2000 zł, to firma powinna wziąć na siebie koszty związane z odpowiednim dopasowaniem tych ubrań do klienta. Marki z tej półki cenowej nie powinny wypuszczać klientów w źle dopasowanych ubraniach.

 

BRAK PODSTAWOWEJ WIEDZY I WCISKANIE KITU

Te spodnie nie są za długie. Tak ma być.
Proszę pana, rękawów nie skraca się od góry!
Ale na plecach marynarka może się marszczyć, przecież nikt tego nie zauważy.
Garnitury dwurzędowe już dawno wyszły z mody, nie mamy takich.
Muchy wiązane są starodawne, już się takich nie produkuje.
Proszę pana, teraz już się tak nie nosi!
Czarny garnitur będzie pasował na każdą okazję.
Ten garnitur się nie gniecie, bo jest z wełny wysokoskrętnej.
Wąskie krawaty są teraz hitem na całym świecie, dlatego nie mamy szerszych.
Marynarki w kratę są mało uniwersalne, dlatego ich nie mamy.
Spodnie nie mogą być tak krótkie, bo jak pan siądzie, to odsłonią skarpetki.
Te buty produkuje ta sama fabryka, co dla najdroższych zachodnich marek.
Ona nie jest za mała, zresztą teraz marynarek się nie zapina, jest lato.
Nie ma sensu zwężać tej marynarki, bo jak za rok pan przytyje, to co wtedy?

Ja rozumiem, że nie każdy jest pasjonatem mody męskiej i nie każdy musi wiedzieć czym jest płytka pacha w marynarce lub co to jest wełna solaro, ale nadal spotykam się z myleniem poszetki z brustaszą, robieniem wielkich oczu na hasło mucha wiązana albo krawat knit. To są podstawy, które obsługa sklepu powinna mieć w jednym palcu.

Ten brak wiedzy w wielu przypadkach dotyczy także kwestii rozmiarów i dopasowania. Nadal powtarzana jest żelazna zasada, że nogawka powinna sięgać do połowy obcasa, a rękawów marynarki nie trzeba skracać, bo jak się podniesie ręce to mankiet będzie za bardzo wystawał. Ja i osoby posiadające wiedzę, słysząc niektóre z powyższych haseł uśmiechną się pod nosem i postawią na swoim albo po prostu wyjdą ze sklepu, ale klient który nie ma takiej wiedzy “łyknie to” i będzie chodził z harmonią na spodniach uważając, że tak ma być, bo tak mu doradzili w sklepie.

 

ZA KWADRANS ZAMYKAMY, ZAPRASZAMY JUTRO

Pewnie nie raz widzieliście, że na kilkanaście minut przed zamknięciem niektóre sklepy przygaszają światła, wyłączają muzykę, przymykają wejście, albo co gorsza stawiają pracownika, który już nie wpuszcza klientów.

Tak, wiem że są upierdliwi klienci, którzy celowo przychodzą w takich godzinach i nigdy nic nie kupują, ale to nie ma znaczenia. Skoro sklep jest otwarty do godz. 21.00, to klient ma prawo wejść do niego nawet na dwie minuty przed zamknięciem, bo widocznie ma taką potrzebę. Może potrzebuje zestaw ubrań na poranne spotkanie, bo godzinę temu zaginął jego bagaż na lotnisku. Może kwadrans temu skończył pracę, jest z tego powodu wkur…  i ma ochotę kupić sobie buty na poprawę humoru.  A może po prostu wpadła mu w oko marynarka z witryny, którą właśnie mijał i chce ją mieć już teraz.

Pamiętam taką sytuację z czasów gdy pracowałem w sklepie Vistuli jako kierownik. Dziesięć minut przed zamknięciem wszedł klient, który chciał mierzyć większość rzeczy z salonu. Oczywiście pracownicy byli już przyszykowani do wyjścia, zrobione były rozliczenia, tabelki wypełnione. O 21.15 nic nie wskazywało, że coś z tego będzie, więc zwolniłem moich sprzedawców do domu i sam postanowiłem dokończyć obsługę. Facet wyszedł ze sklepu o 22.30, zrobił zakupy na ponad siedem tysięcy złotych i przez kolejne miesiące był jednym z naszych najlepszych klientów. Gdybym go olał i zaraz po jego wejściu zasugerował, że za kilka minut zamykamy i nie mamy czasu na jego obsługę, to zapewne nie zostawiłby ani złotówki tego dnia. Nadgodziny odebrałem sobie innego dnia.

 

NIE PRZYJMUJEMY ZWROTÓW

Ja wiem, że polskie prawo nie zmusza sprzedawcy do przyjęcia zwrotu, no ale w XXI wieku powinno to być standardem w cywilizowanych krajach. Szkoda, że wiele polskich marek, szczególnie tych obuwniczych nie zgadza się na to. Zagraniczne sieciówki dają na to nawet pół roku. Dla mnie jest to ogromny komfort jeśli nie jestem przekonany czy daną rzecz faktycznie chcę mieć. Mając możliwość zwrotu nie stanowi to problemu. Kupuję, w domu na spokojnie przymierzam i podejmuję decyzję. Nie mając możliwości zwrotu w takiej sytuacji, po prostu nie kupuję. Mężczyźni często potrzebują akceptacji żony, partnerki, kolegi, syna itp. Sami nie potrafią podjąć decyzji, więc możliwość zwrotu może być zachętą do zakupu.

 

TEGO TO NIE OBSŁUGUJ

Jakże częsty przypadek w drogich butikach. Wchodzi kiepsko ubrany mężczyzna lub kobieta, obsługa mierzy ich wzrokiem od dołu do góry, pod nosem uśmiecha się ironicznie i w głowie pojawia się myśl “człowieku, po co tu wchodzisz, tylko podłogę mi brudzisz”. Nawet nie powiedzą takiej osobie “dzień dobry”, no bo przecież kiepsko ubrany klient nie jest tego godzien, bo i tak nic nie kupi. Ocenianie ludzi po wyglądzie to naganny zwyczaj, nie tylko w sklepach odzieżowych, ale ogólnie w życiu. Można się srogo pomylić.

 

PRZEŁADOWANE WIESZAKI

Chcę obejrzeć jeden krawat, a po jego dotknięciu z wieszaka spadają trzy inne. Odwieszam wszystkie trzy, ale za chwilę spadają kolejne. I tak w kółko. Jak domino. Czasem zastanawiam się kto projektuje tak nieergonomiczne wieszaki i meble sklepowe.

 

GDZIE JEST CENA?

Oj nie lubię tego. Nie dość, że metki czasem przypominają małą książeczkę, to jeszcze cena w wielu przypadkach wydrukowana lub zapisana jest w tak mało widocznym miejscu, że jej znalezienie nie jest łatwe albo co gorsza,  nie ma jej wcale, jakby sprzedawcy wstydzili się ją podawać.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

421 komentarzy do "15 wkurzających zachowań ze sklepów odzieżowych"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Grzegorz
Gość

Ja jeszcze dodałbym często zbyt nachalny i intensywny zapach rozpylany w sklepie, np Bytom w Łodzi. Zawsze, gdy przechodzę obok, mój nos uderza skądinąd ładna woń, która jednak nigdy nie jest tłem dla zwiedzania sklepu a czymś co rozprasza klienta

Maciej
Gość

To samo jest w salonach MD :)

Kasia
Gość

Akurat ja lubię zapach w MD :) Dzięki temu wyróżnia się na tle innych sklepów.

Ja najbardziej nie lubię śledzenia mnie wzrokiem. Czuję się, jakby z góry zakładali, że chcę coś ukraść. Okropne i zniechęcające do zakupów!

Kasia
Gość

Zapomniałam dodać, że zniechęca mnie nachalne i niekończące wychwalanie i namawianie do zakupu. Jeśli coś mi się podoba, to to kupię. Jeśli nie jestem pewna, to sprzedawca nie przekona mnie do kupna za małych butów, naprawdę! ;)

Don2
Gość

Śledzą wzrokiem, bo w Polsce jest pełno złodziei, którzy kradną w sklepach. Niestety.

doors58
Gość

Też lubię ten zapach. Ciekawe czego używają.

doors58
Gość

A propos Duttiego. Lubię u nich kupować, ale zawsze irytuje mnie to samo – w przymierzalniach nie mają łyżki do butów. W skarpetach wychylam się zza kotary i pytam czy mają. Mają, przynoszą.

Agata
Gość

W Massimo używa się nuty czarnej ambry. W Zarze Home sprzedawany jest zapach “Black Amber”, który proponuje się klientom, którzy pytają właśnie o “to, czym pachnie w Massimo”. To też taki “smaczek”, jeśli chodzi o zachwalanie produktu.

Magdalena
Gość

Dokładnie tak! Jak powąchałam w Zara Home tę linię, od razu skojarzyła mi się z MD i zakupiłam tam mydła o tym zapachu :)

Jarek
Gość

Ten zapach to po prostu tlący się zapach . “Cynammon”

Grzesiek
Gość

To chyba nie byli Panowie nigdy w Hollisterze albo A

Sylwester
Gość

Zapach Hollistera całkiem niezły i ubrania długo pachną ale muzyka jest zdecydowanie za głośno… :)

Mateusz
Gość

A mnie osobiście bardzo podoba się taki zabieg :)
Mam tu na myśli amerykańską markę Abercrombie & Fitch i ich “tańszą” markę, dostępną również w stolicy – Hollister. Wchodząc do takiego sklepu nie dość, że jesteśmy od razu witani luźno i przyjaźnie zwykłym “hey, jak leci?”, to na dodatek w sklepie panuje specyficzny dla tego sklepu zapach perfum. Mi się przyjemniej robi zakupy w takich sklepach i mam zawsze ochotę do nich wrócić.

Robert
Gość

A byliście w sklepie SCOTFREE?
Dla mnie zapach nie do zniesienia niestety…

Piotr
Gość

Akurat przechodząc obok Bytomia w Galerii Łódzkiej nie czuć zapachu Bytomia tylko Kazar. Ten sklep ma tak intensywny zapach, że czuć go będąc na niższym piętrze.

Anna
Gość

Podczas konferencji “Technologia i marketing” w Poznaniu, prowadziła wykład jedyna senselier w Polsce, czyli specjalistka od kreowania marki zapachem. Opowiadała, że zdarza się w naszym kraju, nawet często, że zarządzający danym oddziałem sieci, nie przestrzegają zaleceń senseliera i zamiast rozpylać zapach w określonych ilościach i odstępach czasu, mówią: “Ja tam nic nie czuję. Psiknij raz jeszcze”. No tak, nic nie czuje, bo przebywając cały dzień w jednym pomieszczeniu uodparniamy się na zapachy.

Justyna
Gość

Temperatura pod klienta hmm ciekawe. czyli sprzedawcy mają chorować na zapalenie płuc bo co tam klient najważniejszy, pamiętajmy o tym, że komfort sprzedawcy też mocno wpływa na obsługe. Kompromis byłby tu najlepszym rozwiązaniem.

cezary
Gość

Dzięki!Wreszcie ktoś to powiedział.

Maciej
Gość

Fajne podsumowanie sytuacji sklepowej :) dodałbym jeszcze “Obsługa z permanentnym fochem” – ogólne obrażenie, że klient przychodzi i czegoś chce a sprzedawca musi podać 6 marynarkę do przymierzenia, 5 spodnie lub poszukać rozmiaru płaszcza (w moim przypadku za każdym razem trafiam na taką obsługę w salonach Bytomia).

Filip J.
Gość

Nigdy nie zapomnę świetnej obsługi Burberry w Silesia CC. Wchodzę, od razu jestem witany z ciepłym uśmiechem. I czekają. Później pytam o płaszcze, dają po kolei do przymierzenia. Jedna osoba z obsługi szuka mojego rozmiaru, a druga w tym czasie coś rozmawia ze mną. Dobra obsługa to taka, która pozwala klientowi poczuć się jak ktoś wyjątkowy.

Inna sprawa, że zacząłem blednąć przymierzając trencz za 8000.

A potem z tym samym urzekającym uśmiechem zostałem pożegnany. Taka powinna być obsługa w każdym sklepie.

MAciek
Gość

Na Śląsku Burbery, a kto tam to kupuje.

Kamil
Gość

“Dobra obsługa to taka, która pozwala klientowi poczuć się jak ktoś wyjątkowy.”
I w tym chyba jest właśnie problem. Nie idziecie do sklepu, by coś kupić, tylko by poczuć się wyjątkowym. Ja wiem, ze obsługa powinna być życzliwa, ale nie przesadzajmy z tym oczekiwaniem, że ekspedientka zawsze będzie nas witać z “urzekającym uśmiechem”. Sprzedawcy to też ludzie i po ośmiu godzinach pracy – tak pracy, klient często nie rozumie, ze to ciężka praca – nie zawsze jest siła na to, by wymusić na sobie ten uśmiech. Chcesz, żeby cie jakaś pani zalotnie obdarowywała urzekającym uśmiechem? To idź do burdelu.

Sergiusz
Gość

Bardzo trafny wpis. Zawsze cholernie mnie denerwuje i zawstydza gdy wchodzę do niewielkich sklepów i czuję wzrok oraz oddech sprzedającego, choć na wstępie już zdążyłem odpowiedzieć, że nie potrzebuję, to ci dalej łażą za mną, co jest nieprzyjemne, zwłaszcza gdy wchodzi się do bardziej eksluzywnego sklepu nie prezentując się jak potencjalny wydawdza kilku tysięcy złotych, nerwowo zawsze sięgam po telefon…

Tomasz
Gość

Mnie w całym systemie sprzedaży odzieży w Polsce denerwują szczególnie dwie rzeczy:
-niedbale prowadzony sklep internetowy. To, jak wyglądają rzeczy z Vistuli na zdjęciach woła o pomstę do nieba.
-niedouczona obsługa. To, co opisane w artykule
-brak potrzeby zarabiania pieniędzy przez sprzedawców. Nie wiem, jak są rozliczani, ale za każdym razem, gdy to ja muszę pytać o to, czy można sprowadzić mój rozmiar z innego sklepu, albo co gorsza sprzedawca… nie, nie sprzedawca – ekspedient robi skwaszoną minę, że będzie musiał gdzieś dzwonić, mam ochotę poprosić właściciela sklepu i umówić się z nim, że kupię daną rzecz z rabatem, za który z wynagrodzenia zapłaci leniwy pracownik. Nawet symbolicznie.

Jakub
Gość

Odpowiem tobie jako sprzedawca. Przeważnie zarobki są trochę większe niż najniższa krajowa, system premiowy nie jest wcale zachęcający. Ja z zasady staram się sprowadzać dla klientów wszystko, nawet jak bym musiał się mocniej postarać. Wieżę, że dobrze obsłużony klient wróci do nas nie raz …
… ale patrząc z innej strony, gdybyś chciał by sprowadzić powiedzmy płaszcz, garnitur czy marynarkę za około 1000 zł, i byś go kupił (czego nie ma gwarancji) to sprzedawca dostaje w przybliżeniu 10 zł (oczywiście zależy to od firmy) premii. Żeby sprowadzić trzeba czasu, podzwonić po salonach i się dogadać . W tym czasie, nie może obsługiwać klientów i wykonywać innych bieżących obowiązków na salonie, wiec traci potencjalny utarg. Czy te 10 zł jest tego wtarte … i tak i nie. A co gdy klient chce za mniejszą kwotę ? No właśnie. Dlatego niektórzy robią, to niechętnie, ale powinni, to robić, bo należy to do ich obowiązków.

Tomasz
Gość

1% prowizji od sprzedaży. :D To ładnie tam macie.

Jakub
Gość

W porywach do 2% ;)

Agata
Gość

A gdzie tak wysoko? Co prawda nie w odzieży, ale te parę miesięcy temu moim procentem od sprzedaży było 0,07%

ja
Gość

dają i 5% plus dodatkowe konkursy i premie.

sprzedawca
Gość

Od kwoty netto do podziału na cały sklep, przy wyrobionych targetach, wskaźnikach, no i oczywiście od tego odprowadza się jeszcze podatki. Podsumowując, dostajesz za miesiąc 60,00 ( sześćdziesiąt złoty netto do pensji najniższej krajowej). No po prostu już lecę “rączki całować…”.

Anna
Gość

A ja w pracy w ogóle nie dostawałam premii, to miałam źle wykonywać swoje obowiązki i strzelić focha. Nie tylko w sklepach z męską odzieżą tak jest. W spożywczym też pani za lady wita wzrokiem bazyliszka.

Jan
Gość

niestety nie ma juz dzis etosu pracy. pokolenie roszczeniowe. sprzedawca powinien byc ktos z predyspozycjami do tego a nie przypadkowi ludzie z lapanki. sam moge dac tip do reki 10% jesli czlowiek potrafi obsluzyc klienta.

Niktwazny
Gość

1500 netto => człowiek z łapanki , ci którym zależy awansowani są na kierowników, zarabiają więcej a jednocześnie nie zajmują się tym w czym są najlepsi – taki urok sieciówek które sprzedają koszule,płaszcze, bieliznę, t-shirty,garnitury , spodnie, paski,rękawiczki .
Analogicznie jak w dyskoncie/hipermarkecie.

Konrad
Gość

To polecam zmienić pracę i iść na produkcję. Jak będziesz stać przy taśmie 8 godzin rozmyślając nad procesem produkcji kiszonych ogórków to docenisz spokój, ciszę i możliwość porozmawiania z ludźmi.

puszek
Gość

Jaki spokój? muzyka na full cały dzień, walk in ok.1000 osób dziennie, klieci mówiący jednocześnie(oczywiście każdy jest ważniejszy od innych), wewnętrzne procedury, które jeśli chcesz wykonać, ledwo pozostawią czas na przerwę.

Wiktor
Gość

Co do Vistuli to sie nie zgodze z zarobkami ,byłem na rozmowie w Łodzi w Manu i zaproponowali mi 1500 brutto toz to woła o pomste do nieba kto za takie ochłapy bedzie robił ,a wymagania iscie dyrektorowoskie,wiec skoro wymagaja od pracownika to niech go tez szanuja

Rafał
Gość

Jeszcze jeden klasyk z ust “specjalistów” od mody męskiej:

“Ta koszula musi mieć trochę poliestru, dzięki temu się nie gniecie i łatwiej prasuje”.

KarloS
Gość

“Czyli macie koszule tylko z taniej, kiepskiej jakości bawełny. Skąd zatem tak wysokie ceny?”

Don2
Gość

Surowce nie mają zbyt wielkiego znaczenia w cenie produktu. Poliester czy nie.

KarloS
Gość

To tylko przykład riposty. :)

Natomiast poliester w koszuli sugeruje, że mamy do czynienia z tanimi tkaninami. Unikam koszul 100% bawełny marki, która oferuje również poliester. Takie z pewnością będą się gniotły.

Moje niewielkie doświadczenie (100+ koszul) pokazuje wyraźną korelację między ceną i jakością tkaniny (wyższa cena = wyższa jakości tkaniny i niższa gniotliwość bawełny).
Oczywiście należy wykluczyć produkty designerskie, gdzie płaci się głównie za przyszycie logo a także uwzględnić koszty wystawiennicze, które bywają dużo wyższe dla produktów premium. Więc ta zależność nie jest prosta – powyżej pewnej ceny jakość znacząco nie wzrasta.
Koszule z sensownych materiałów – w pełni bawełnianych, przyjemnych, mało gniecących się, można kupić już za około 300,- PLN (list price, lub poczekać na wyprzedaż). Poniżej, moim zdaniem, ciężko znaleźć coś ciekawego. No ale jakość to spełnianie potrzeb klienta, wiec definicji jest subiektywna. :)

Mariusz
Gość

Czy mógłby pan szerzej opisać swoje doświadczenia z koszulami różnych marek? Na które warto zwrócić uwagę, jeśli chodzi o stosunek cena/jakość? Czy koszule takich marek jak Tommy Hilfiger czy Calvin Klein są warte swojej ceny?

KarloS
Gość

Jak dla mnie “Tommy Hilfiger” czy “Calvin Klein”, to marki, gdzie znakomita część ceny stanowi przyszycie logo.
Mam kilka koszul i polówek Hilfigera i mam wrażenie, że jakościowo są podobne do całkiem przyzwoitych produktów, ale o połowę tańszych. Raczej unikam produktów manifestujących duże logo.
Zwracam przede wszystkim wagę na mięsistą tkaninę, unikam popeliny. Jak pisałem – są miłe w dotyku, ładnie wyglądają, mniej się gniotą. Niestety, ciężko wyrazić słowami i z doświadczeniem, dotykając tkaninę, czujesz jak się będzie zachowywać w przyszłości.

Odnośnie koszul, polecam wątek:
https://forum.butwbutonierce.pl/topic/1172-koszule-dyskusje-i-porady-jako%C5%9B%C4%87-ulubione-marki/

Ben
Gość

w albione 190zł koszule 100% bawełna, chyba wysokiej jakości bo super się prasują

Jacob
Gość

To nic! Ja w salonie Recmana spotkałem się z jeszcze lepszą sytuacją. Salon był dość mały i na zmianie była tylko jedna kobieta. Nawiązaliśmy rozmowę i było bardzo miło. Kiedy jednak przeglądałem poszetki i stwierdziłem, że nie mieli ani jednej z naturalnego tworzywa, mowię kobiecie, że ubrania są nawet ładne, a poszetki mają ciekawe wzory, szkoda tylko, że wszystko sztuczne. A ona mi na to:
“Ale to przecież wszystko są też tworzywa naturalne, tylko podane obróbce chemicznej. Dlatego nazywa się poliester.”

Po tych słowach nawet nie miałem siły na dalszą rozmowę, grzecznie podziękowałem i wyszedłem, żeby nie powiedzieć, że uciekłem.

P.S. Ciekawe gdzie rośnie poliester…

Adam
Gość

Rośnie :)na polach naftowych:):)

Maks
Gość

Mr.Vintage nie rozumiem twojego podejścia odnośnie mierzenia koszul. Jeżeli w sklepie w weekend jest 15 20 klientów i jazdy prosi Cię o rozłożenie koszuli to później składasz je kolejne dwie godziny. Odnośnie białych koszul to sam chyba nie chciał byś mierzyć koszuli po kimś. W tym wypadku jest na salonie rozłożony jeden model koszuli we wszystkich rozmiarach i sprawa załatwiona. Wkurza mnie takie obrażanie sprzedawców jakby byli jakimiś służącymi.

Piotr
Gość

Koszule “modelowe” mają prawo bytu tylko jesli wszystkie inne mają identyczny krój i wymiary, a tak jest bardzo rzadko.Zdarzyło mi się naciąć na kupowanie w ciemno swojego rozmiaru koszuli w Vistuli. Model Collin, rozmiar 40/176-182 slim. Miałem już jedną taką i bardzo mi się podobał krój. Kupilem w ciemno bez mierzenia taką samą w innym kolorze. Jakież było moje zdziwienie w domu kiedy okazalo się, ze jest większa. W sklepie odpowiedzieli, że tolerancja wynosi /-1cm. Czyli moje koszule mogły różnić się aż o 2 cm, a to już sporo.Dlatego nigdy nie kupuję niczego bez spokojnej przymiarki o ile sklep nie przyjmuje zwrotów co najmniej w ciągu 7 dni od zakupu. Bez akceptacji zwrotów sklepy stacjonarne w moim przypadku przegrywają z kretesem z zakupami online.Poza tym czysto praktycznym argumentem, niechęć do podania koszuli lub innej nie bieliznianej części garderoby do przymiarki po prostu może obrażać klienta sugerując, że albo jest brudny i nie dba o higienę albo w ocenie sprzedawcy i tak nie kupi, ergo jest zbyt biedny…

Kris
Gość

Czyli zależy ci na przymierzaniu koszul, ale jeśli sklep nie przyjmuje zwrotów, to wtedy “przegrywa z kretesem” bo wybierasz opcje kupowania “on-line” czyli na ślepo, bez w ogóle żadnego przymierzania? Gdzie tu logika?

Anna
Gość

Sprzedawca nie jest służącym ale pracuje w USŁUGACH dla ludności.

Monika Stankiewicz
Gość

Bycie służącym to może dziś nieczęsty zawód, ale jednak to godne zajęcie. Nie wiem, skąd niechęć do służenia innym.

Krzysztof
Gość

To tutaj jest ładny ukłon ze strony P&C, różne modele koszul mają wywieszone w różnych rozmiarach na wieszakach. Przymierzasz egzemplarz z wieszaka, kupujesz poskładany z półki.

radek
Gość

Witam

Na wstępie gratuluję bloga , robi Pan kawał porządnej roboty.
Co do zachowań sprzedawców ww. to przy zarobkach jakie mają ciężko oczekiwać pełnego zaangażowania i znajomości perfekcyjnej obsługi klienta .Z moich obserwacji bardziej starają się kobiety po 30 i starsze z czego to wynika nie wiem :).

Poszukuję butów w miarę dobrych do 300 zł typu derby lub brogsy ? czy to w ogóle realne ?

https://www.zalando.pl/pier-one-oksfordki-brown-pi912a0e3-o11.html
https://www.rylko.com/pl/produkt/IPKE02_JP4,84804,28.html
http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0235870003.html
http://www2.hm.com/pl_pl/productpage.0267793004.html

Któryś model z tych butów nadawałby się na rozpoczęcie przygody z takim obuwiem, czy lepiej przeczekać i dołożyć trochę na coś porządniejszego ?

Pozdrawiam

Wojtek
Gość

Niedawno kupiłem dokładnie takie jak te z drugiego linka (Ryłko). Jeszcze niewiele o nich mogę powiedzieć bo nawet nie zacząłem jeszcze w nich na dobre chodzić, ale są raczej wygodne i wyglądają na solidnie zrobione :)

Ale jednego się boję bo miałem nieprzyjemną przygodę z podobnymi butami (raczej z mojej winy) – i w tym miejscu pytanie do Michała:

Jak zadbać o takie byty, żeby się nie zniekształciły i nie zmieniły koloru po konserwacji?

Podobne buty, które wcześniej miałem (tj. mam i wierzę, że jeszcze coś wymyślę, żeby je przywrócić do normalności ;) ) dosyć mocno się zniekształciły i zmieniły kolor. Najpierw były jasnobrązowe, z takiej dosyć delikatnej, matowej skóry (nie wiem jak to fachowo określić). Zakonserwowałem je najpierw takim tłuszczem: https://www.rylko.com/pl/produkt/TLUSZCZ,59331,39.html. Bardzo pociemniały, ale to by było jeszcze do przeżycia, chociaż dawny kolor mi się bardzo podobał… Później były tylko gorzej ;p Miejscami, gdzie skóra wchłonęła chyba więcej tłuszczu, zrobiła się prawie czarna. Z kolei na zgięciach zaczęła się robić jaśniejsza. Próbowałem sobie z tym poradzić nakładając na jaśniejsze miejsca dodatkową warstwę tłuszczu. Trochę pomogło, ale z kolei zostały te czarne przebarwienia… Próbowałem je usuwać środkiem Saphir Reno Mat, ale niewiele pomaga…

Nie wiem, czy z moimi starymi butami uda się coś jeszcze zrobić, ale mam pytanie, co zrobić, żeby te nowe – o które pyta Radek, też nie skończyły podobnie. Tłuszcz już się boję nakładać. Dać tylko pastę bezbarwną?

radek
Gość

do brązu nigdy przenigdy nie używać pasty bezbarwnej !!. Kilka miesięcy temu kupiłem pastę bezbarwną( podobno jakość dobra w sklepie firmowym Kazara ), buty z jasnego koloru stały się koniakowe wręcz :)

.Zauważyłem również że skóra stała się jakby mniej elastyczna .

mikk7
Gość

– Zapach w MD jest tandetny bardzooo.
– Poruszyłbym kwestię oświetlenia potrafiącego w niektórych sklepach wypaczyć lub zdeformować kolorystykę.
– Lubię P&C bo obsługa się nie narzuca, a salony mają mniejszy/ większy dostęp do światła dziennego.
– I jeszcze tekst: ostatnio szwagier kupił i jest bardzo zadowolony…!

kalinka
Gość

sklep Bytom – Katowice CH 3stawy – Panie z obsługi nie chcą mi dać do przymierzenia białej koszuli, twierdzą ze tak robia zawsze i w ogule taki jest u nich zwyczaj. w koncu z łaską dają przymierzyć ale następnej o ktora prosiłem juz “zapomniały” mi podac. Cos ze szkoleniem Personelu w Bytomiu jest nie tak.

Karol
Gość

Jeśli można zapytać. Jak można zostać takim pracownikiem sklepu? Wymagane są do tego jakieś specjalne umiejętności? Czy np. jest możliwość podjęcia takiej pracy jako dorywczej dla np ucznia lub studenta?

Adam
Gość

To jest najbardziej dorywcza praca jaką można znaleźć. Do garniturowych czasem mile widziany jest tajemniczo brzmiący “kurs stylisty”, ale do bardziej sieciowych odzieżówek zatrudniony zostaniesz bez żadnych kwalifikacji.

Iza
Gość

Mnie denerwuje niekompetencja. Kiedyś będąc z chłopakiem w Recmanie przez 10 minut sprzedawca mi wmawiał, że poszetka, to kieszonka a chusteczka jest butonierką. Niestety nie dał się przekonać, zbyłam go uśmiechem ale do dzisiaj uważam go za niedouczonego pajaca.

I zgadzam się co do gorszego traktowania osób “gorzej ubranych” – to zdarza się również w damskich sklepach i niejednokrotnie zostałam tak potraktowana. Nie moja wina, że na zakupy wolę się ubrać wygodnie i nie mam potrzeby błyszczeć jak milion dolców w galerii handlowej.

Janek
Gość

Co do osób gorzej ubranych standardem jest przecież, że idąc kupić ciuch nie będę się ubierać wyjściowo tylko luźny sweter, spodnie i buty które mogę szybko zdjąć i założyć. Ja wiem że w porównaniu do kreacji na blogu wyglądam jak typowy janusz szmaciarz. Przemawia prze zemnie praktyczne podejście. Mylę się?

Gdy wchodzę do sklepów np levisa lub mających mających aspiracje premium np MD czy RC to zaczyna się ta sama szopka. Mina sprzedawczyków sugerująca skąd Cię tu przywiało, grymas, oburzenie. Po sklepie ganiają jak lis za kurą patrząc na ręce, a w przymierzalni to już jest popis chamstwa i bezczelności typu “i tak pan nie kupi”.
Nie wiem kto o zdrowym zmysłach przyjmuje takich sprzedawczyków ale rzutuje to na cały sklep.

A najbardziej boli to że w porównaniu do takiego RC najlepsze szmateksy mają niesamowicie pomocną i miłą obsługę przy rachunku końcowym niższym nawet o 90%.

KarloS
Gość

Podobieństwa sie przyciągają. ;)
Wspomniany ‘Szmaciarz’ (osoba, która ubiera sie casualowo, tak lubi), raczej nie bedzie stałym klientem sklepów premium, z elegancka odzieżą. Czysta kalkulacja, prawdopodobieństwo i statystyki, analizy ABC, lub bardziej znane Pareto…
Można sie pomylić, a i owszem, ale wyjątki nie wpływają zbytnio na całokształt. A jeśli tak, to coś z modelem nie gra.

Hexe
Gość

Czy kwestia “kupi-nie kupi” naprawdę ma jakieś znaczenie? Kultura osobista i szacunek jest zarezerwowana wyłącznie dla potencjalnego nabywcy? Jak ktoś wyniósł z domu nawyk osądzania ludzi po stanie majątkowym, to zapewne tak, ale standardem powinno być uprzejme traktowanie wszystkich, “szmaciarza” również.

Don2
Gość

Nie wypada chodzić w samym swetrze po mieście. Sweter to odzienie domowe. Kurtesia na to, albo marynareczka. Na cmentarz też pójdziesz w swetrze?

Łukasz
Gość

@maks, przykro mi ale rola sprzedawcy jest rolą służalczą wobec klienta. Ma pomóc, obsłużyć i ułatwić zakup. Jak nie akceptuje tej roli, niech zmieni pracę.

Michal
Gość

Prawdopodobnie o to Ci wlasnie chodzilo, ale rola sprzedawcy nie jest “sluzalcza”, tylko “sluzebna”.
Drobiazg, ale ma znaczenie. Pierwsza forma ujmuje godnosci, a druga juz nie :)
Pozdrowienia!
Michal

Monika Stankiewicz
Gość

Nie “służalczą” a “służebną”. Co do reszty – zgadzam się.

Monika Stankiewicz
Gość

Widzę, że Michał mnie wyprzedził :)

Patrycja
Gość

Miałam tego pecha/ szczęście pracować w sklepie odzieżowym- sieciówce. Może jakiś 1% klientów wchodzących na 5 minut przed zamknięciem sklepów zrobiłoby zakupy za dużą kwotę i stałoby się stałym klientem. Może akurat u Pana tak się zdarzyło, ale na przykład przy pracy 14 miesięcy w jednym sklepie mi się nie zdarzyło. Ja nie zarobie jeśli muszę zostać pół godziny dłużej, nikt mi za to nie zapłaci. To szczyt brak kultury ze strony klientów, że wchodzą w takich godzinach do sklepu. A propos błędu w systemie. Zdarzają się i nie koniecznie, a raczej powinnam powiedzieć najczęściej, nie są winą sprzedawców. Skoro przyszła bluzka ze złym kodem kreskowym to dowiem się tego tylko jeśli ją “sczytam”. Gdy przyjmuje się dostawę towaru – 1000 sztuk odzieży, którą trzeba wyjąć z foli uprzednio odhaczając każdą rzecz z listy przewozowej, ocenować i założyć klips, do tego poprawiać towar na półkach po klientach i obsługiwać ich będąc samemu w całym sklepie to jak uniknąć błędu w systemie? Nienawidziłam podchodzić do każdego klienta, ale jeśli na sklepie był kierownik to musiałam tak robić. Nawet jeśli kierownika nie było to widmo tajemniczego klienta napawa lękiem. Skoro pracował Pan w sklepie odzieżowym to powinien Pan wiedzieć, że sprzedawca sam z siebie nie podchodzi, nie zagaduje nie wymawiam formułek- to standardy obsługi jemu to nakazują. Pozdrawiam

tajemniczy
Gość

widmo tajemniczego klienta napawa lękiem? sory ale lekiem powinno napawac lenistwo i niekompetencja pracownikow i kierownictwa czy tez bzdurne procedury, tajemniczy klient tylko ocenia co widzi i porownoje do wytycznych zleceniodawcy czyli wlasciciela marki ktory chce miec taki o to standard obslugi klienta. tajemniczy klieny to ktos nie oceniony gdyby nie on wiele sklepow nigdy nie zauwazyloby swoich bledow, niemogloby ich poprawic i w efekcie straciloby klientow i upadlo. tak sprzedawca sklep jest dla klienta. i to klientowi za wszelka cena ma zrobic dobrze jak nie zrobi dobrze to pojdzie gdzie indziej, monopole sie koncza i konkurencja zwrasta wiec nie ma co liczyc jak nie ten to inny..

Patrycja
Gość

A może tak: polskie znaki, duże litery na początku zdań, przecinki i nie z przymiotnikami razem…Też czasami robię błędy w komentarzach, ale dlatego, że pisze się je spontanicznie i na szybko. W Twoim komentarzu jest ich tyle, że ciężko się to czyta. Nie będę rozmawiać z kimś kto najwidoczniej się nie zna a wypowiada.

Jacek
Gość

Bardzo merytoryczne odniesienie się do komentarza kolegi – gratulacje. Mystery shopping to bardzo skuteczna metoda na obnażenie wszelkich niedociągnięć ze strony obsługi. A za szczyt braku kultury uznałbym raczej tupanie nogą na klienta, który przychodzi 10 minut przed zamknięciem sklepu.

Michal
Gość

Sadze ze prawda lezy po srodku.
Jestem zwyklym klientem i rozumiem ze sklep jest otwarty do konkretnej godziny. Nie przyjde wiec na 5 minut przed zamknieciem zeby przez pol godziny ogladac i przymierzac, bo sprzedawca to tez czlowiek i uwierzcie ze tez ma zycie prywatne poza praca.
Jesli natomiast mam upatrzona konkretna rzecz i chce ja kupic to oczekuje ze zostane obsluzony nawet jak wejde w ostatniej chwili. Wchodze, kupuje, wychodze. I kropka.
Pozdrawiam
Michal

Danie Hoffmann
Gość

A może przyjdziesz 10 min po zamknięciu salonu razem z rozwydrzona zgraja dzieciaków i będziesz narzekał ze sklepy już są zamykane?

Radosław
Gość

Zgadzam się z Tobą Patrycjo, sam pracowałem kiedyś ( bardzo dawno) w sklepie z odzieżą ( sportową) i choć minęło tyle lat przenigdy nie wchodzę do jakiegokolwiek sklepu za 5 min. przed zamknięciem. Po prostu nie. Kto takich cwaniaków nie doświadczył na własnej skórze, którzy wchodzą za pięć i mają wtedy najwięcej pytań ten nie zrozumie. A szkolenia sprzedażowe?!? Klepanie formułek na pamięć, scenki sprzedażowe przerabiane do bólu aż umiało się walić schematami aż obrzydzenie brało – jak automaty. I nagonka/osaczanie na każdego kto wejdzie do sklepu – bo kierownik patrzy. Obawiam się, że Vintage trochę zapomniał jak to bywało… Niektórzy mają skłonności do wybielania przeszłości.
A ocenianie po wyglądzie??? A czymże jest w końcu moda! Tak, tak ubieramy się dla siebie, ale skoro dla siebie to dlaczego tak przestrzegamy szeregu reguło aby nie wyglądać źle? To już taka nasza polska hipokryzja. Oczywiście że wszyscy oceniamy po wyglądzie. Bez wyjątku. Na tym właśnie opiera się cały wielomiliardowy przemysł Mody i setki blogów o modzie.
Pamiętam doskonale, jak w pewnym momencie zacząłem zarabiać większe pieniądze i kupowanie ubrań w cenie 500-1000 PLN przestało być problemem. Początkowo miałem wielkie trudności w sklepach z lepszą odzieżą. Nikt nie traktował mnie poważnie w dżinsach za 150 PLN i butach z CCC. Niewątpliwie oceniano mnie w tych sklepach po wyglądzie – cóż, taka kultura. Trzeba to zaakceptować.

Danie Hoffmann
Gość

Pana opinia jako TK jest mdla, widać ze jesst to pana praca dorywcza ( byleby dorobić 150 zł brutto), a dodając pana ego co do wymagań ( brak normalnych stałych zakupów – stad doświadczenie minimalne ) Pana opinia jest bezużyteczna dla większości forumowiczów.

NOL
Gość

“Nienawidziłam podchodzić do każdego klienta”
Mam nadzieję że piszesz to z jakiegoś zakładu zamkniętego.

Wujek
Gość

Panowie i panie, czy ktos pracowal w sklepie z ubraniami?

1. Sprzedawcy nie moga byc ekspertami – gdyby wiedzieli wszystko o kazdej szmacie, to by je projektowali a nie sprzedawali.
2. Temperatura w sklepie – to zalezy wylacznie od centrum handlowego i zarzadcy. A na klimie zawsze sie oszczedza, bo to kosztuje.
3. Blad systemu. To blad systemu, nie sprzedawcy.
4. Zdrobnienia – tego ucza od zawsze, aby nie zdrabniac. Blad sprzedawcy.
5. Namolni sprzedawcy – fakt, czasami tak jest. Ale jak do wyrobienia planu brakuje 1%, a jak nie bedzie tego procenta, to nie bedzie 500 stowek, to sorry. Excel musi sie zgadzac, premii nie dostaje sie za bycie milym, ale skutecznym. Zazwyczaj im badziej marudzaca osoba sprzedajaca, tym ma wiekszy utarg.

Itd itp.

PS kupujac rzecz za 60 zl nie spodziewajmy sie obslugi na poziomie zakupu autra za banke ;)

Kamil
Gość

Nie wyobrażam sobie jak przez usta Mr Vintage przechodzi niewysublimowane słowo “wkurzających”.

Arturaso86
Gość

Ostatnie zdanie tragedia, jak można usprawiedliwiać takie podejście?

Tomasz
Gość

Sprzedawcy nie mogą być ekspertami – przerażające. Ja uważam, że jeśli ktoś coś sprzedaje, to powinien się znać na tym. Najgorzej kiedy sprzedawca bierze się za doradzanie, a nie ma pojęcia o czym mówi. Taki sprzedawca cwaniaczek, byle wcisnąć towar klientowi.

Patrycja
Gość

Wiesz jak wyglądają rekrutacje w większości sklepów odzieżowych? Pracują i są tam przyjmowani w większości studenci….Nie dlatego, że to ich pasja. Ktoś tam ich przyjął. Szkoleń sprzedażowych itd jak na lekarstwo. Proponuje wyrozumiałość i zmienić nastawienie. Kierowników sklepów nie obchodzi samopoczucie i stan zdrowia sprzedawcy, on ma sprzedać= zarobić pieniądze dla firmy, nie dla siebie.

Monika Stankiewicz
Gość

Ale czy my, jako klienci, mamy się na to zgadzać? Współczuć sprzedawcom i strać się ulżyć ich losowi i dostosowywać swoje plany zakupowe biorąc pod uwagę trudności, z jakimi walczą na co dzień? Niestety, to tak nie działa. Jako klient mogę wymagać pewnego standardu obsługi, a sprzedawca jest pracownikiem, który dobrowolnie podpisał umowę, że tę obsługę mi zapewni. Jeśli nie zapewni, to mogę mu współczuć, ale kupować pójdę gdzie indziej (na przykład do sieci). I swojej prowizji ten udręczony sprzedawca również nie zobaczy…

Bres Lauer
Gość

Najbardziej mnie bawi, że wrażliwa Patrycja pewnie nie miałaby oporu, żeby np. pójść odebrać prawko jazdy w urzędzie na kilka minut przed końcem godzin pracy owego urzędu.
I pewnie czułaby się (zresztą całkiem słusznie) urażona faktem, że urzędas w okienku jest naburmuszony bo musi ją obsłużyć tuż przed końcem swojego dnia pracy.

Agata
Gość

Porównanie niekoniecznie trafne, bowiem jeśli na 10 minut przed końcem pracy podejdziesz do urzędnika, to ten ma tylko kilka papierków do zaksięgowania. Jeśli jednak wchodzisz do posprzątanego sklepu, 10 minut przed zamknięciem i wybierasz około 10 sztuk odzieży, najlepiej w rozmiarach L (bo te znajdują się na spodzie), to jak sprzedawca ma być zadowolony? Ostatnio 20 minut po teoretycznym “zamknięciu”, klientka stojąca już przy kasie rozmyślała jak wyglądałby jej paragon bez tego swetra? “Hmm, a może tę koszulę jeszcze bym zmierzyła…”. Sprzątania jest bardzo dużo a faktycznie nikt nie płaci za nadgodziny. Nie macie współczuć sprzedawcom, a nie być “piekielnym klientem”. Nawet jeśli zrobicie paragon na 2tys (od czego sprzedawcy w wielu sklepach i tak nie mają żadnego procentu), a zepsujecie godzinną pracę wielu osób na sklepie, żaden w duchu nie będzie się do was uśmiechał. Taki jest jednak obowiązek, i może wbrew pozorom (jakie nasunęła moja wypowiedź) ja, i wielu innych sprzedawców podchodzimy do klienta profesjonalnie i z kulturą. Sklep jest faktycznie – dla klienta, jednak ci, co pracują, bądź pracowali w takowych, stara się nie utrudniać pracy innym.

Monika Stankiewicz
Gość

Wiele osób nie ma pojęcia, jak wyglądają obowiązki sprzedawców i dlatego niezamierzenie narażają ich na dodatkową, niepłatną pracę. Ale tak samo – jak widzę powyżej – można nie mieć pojęcia o obowiązkach urzędników (“tylko kilka papierków do zaksięgowania”).

puszek
Gość

Dokładnie tak. Sklep jest czynny do konkretnej godziny więc nie rozumiem roszczeń klientów i np. wchodzenia minutę przed zamknięciem,a potem półgodzinnej dywagacji ‘kupić nie kupić’. Częśc osób do pracy w większym mieście dojeżdza i taki klient zatrzymując mnie w pracy sprawia, że spóźniam się na dojazd do mojej miejscowości i muszę czekać następną godzinę. nikt mi za to nie płaci.

Don2
Gość

Klienci szukają taniuśkich okazji, możliwie najniższych cen. Niech więc nie wydziwiają, że sprzedawcy tną koszty i zatrudniają mało wyszkolonych pracowników. Także cichosza! Albo idź sobie do sklepu, gdzie zapłacisz dwa razy drożej :D

Kamil
Gość

W zagranicznych sklepach odzieżowych są organizowane duże większe wyprzedaże niż w naszych i nie wpływa to na obniżenie jakości obsługi. Myślę,że polscy sprzedawcy ciągle mają problem ze zrozumieniem zasady, że to oni stanowią wizytówką danej marki i swoją postawą wpływają na wyobrażenie o niej samej. Brak utożsamiania się personelu z celami firmy to zawsze wyraz braku profesjonalizmu, niezależnie od branży. A cięcia kosztów przy takich standardach obsługi mogą się tylko pogłębiać.
Problem polega na tym, że w polskiej mentalności konieczność “obsługiwania” kogoś postrzegana jest jako dyshonor co po części bierze się z idiotycznych kompleksów, których nie mają inne nacje.

Don2
Gość

Trochę tak, ale proszę pamiętać, że za granicą w tych sklepach jest duży popyt na produkty w cenach regularnych. W Polsce to znacznie mniejsza część obrotu.

KarloS
Gość

Ad. 3. Ten ‘błąd systemu’ leży najcześciej miedzy krzesłem a klawiaturą. Najcześciej nieefektywność systemów informatycznych wynika z czystości i pielęgnacji danych podstawowych i błędów w danych transakcyjnych. ‘Garbage in, garbage out’, czyli w wolnym tłumaczeniu jeśli wrzucasz śmieciowe dane (lub ich nie aktualizujesz) to masz śmieciowe wyniki.
System jednak działa zgodnie z założeniami (które potrafią sie tez zdezaktualizować;)) oraz ich konkretną implementacją.

Magda
Gość

Zgadzam się. Wynik musi się zgadzać. To premie za wyrobiony plan miesięczny powodują, że wypłatę da się znieść. W większości marek podstawa to najniższa krajowa do 1500zł przy funkcji sprzedawcy.
Nie wyrobisz planu 3 miesiące z rzędu masz plan naprawczy a potem do widzenia.

Jan
Gość

Jeśli chodzi o ciemnotę i niewiedzę, to jeszcze przypomniało mi się:
– To może do tej koszuli jeszcze jakiś krawat dobierzemy?
– W sumie czemu nie?
– Świetnie. Jaką sukienkę będzie miała partnerka?
– Niebieską
– To najlepszy będzie krawat niebieski! Będziecie się państwo świetnie razem komponowali.

I analogicznie taką samą ciemnotę wciska się w salonach mody ślubnej, gdy mowa o kolorze koszuli i sukni panny młodej.

I jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała a propos zamykania przed czasem / po czasie:
Wczoraj spacerowałem sobie ul. Nowogrodzką w Warszawie i natknąłem się na pewien salon specjalizujący się w szyciu na miarę. Nie spojrzałem na godziny otwarcia, więc mimo godziny 18:03 pociągnąłem za klamkę i zobaczyłem pracowników szykujących się do wyjścia. A jednak zostałem zaproszony do środka i bez żadnego pośpiechu oprowadzony po salonie. Bardzo duży szacun!

rCZyska
Gość

Ciemnotą jest, że krawat i sukienka w jednym kolorze ładnie współgrają?…

Karolina
Gość

miałam podobną sytuację pracując w butiku odzieżowym w małym miasteczku. Już miałam zamykać sklep, gdy weszła klientka. Strasznie wybrzydzała, przymierzyła chyba połowę asortymentu w jej rozmiarze, zastanawiała się i wahała, ale ja niezmordowana z uśmiechem na twarzy donosiłam kolejne egzemplarze do przymierzalni i doradzałam, co będzie wyglądało dobrze na jej figurze gruszki… Klientka wyszła zadowolona z 5 rzeczami, ja premii nie dostałam, ale miałam za to poczucie dobrze wykonanej pracy.

Oskar
Gość

Jeszcze kilka miesięcy temu spotkałem się z kilkoma sytuacjami opisanymi przez Ciebie. Aby kupić odpowiedni garnitur odwiedziłem kilkanaście sklepów. Miałem to szczęście, że trafiłem chyba na ekspedientki z sercem które znały się na rzeczy i doradziły mi chyba najlepiej jak mogły. Pamiętam do dziś jak przemiła Pani Lavard’zie sama zaproponowała mi przymierzenie koszuli (nawet nie miałem szans jej o tym poinformować), lecz powiadomiła mnie, że aby nie rozpakowywać kilku koszul da mi przymierzyć jakąś inną koszulę będącą na wieszaku tylko po to aby dopasować rozmiar do sylwetki. Okazało się, że wystarczyło rozpakować tylko jedną koszulę która okazała się strzałem w dziesiątkę. Fajny patent. Kupując tam garnitur dostałem precyzyjną informację o składzie i gramaturze (w większości sklepów sam w przymierzalni po kryjomu musiałem sprawdzać metki ze składem).

Boli mnie tylko to, że dość spora liczba sklepów nadal ma nas za idiotów i wciskają drogie garnitury ze składem 60 % poliester mówiąc, że ”to dobry garnitur”. Dla dobra ogółu nie będę cytować tych marek, po prostu od tamtej pory wiem do jakiego sklepu wchodzić, a do jakiego nie :) – i tego brakowało również w twoim zestawieniu :D

wuner
Gość

O, widzę, że agencja reklamowa, z której usług zrezygnowało Giacomo znalazła nowego zleceniodawcę :D Przepraszam, ale Lavard troszkę szaleje z cenommi i oferuje dużo gorszy asortyment, niż konkurencja, za to w znacznie wyższych cenach. Poziom cenowy Lavarda na wyprzedaży, to cena regularna w Vistuli, bądź Bytomiu.

Oskar
Gość

Tutaj się nie zgodzę, dla mnie Bytom już dawno stracił swoją reputację wciskając garnitury z bawełny czy taniego poliestru po wygórowanych cenach. Dla mnie osobiście było wszystko jedno gdzie kupię garnitur, gdyż nie zwracam uwagi na metki tylko skład, krój, kolor, stopień ewentualnych poprawek i oczywiście pomoc ekspedientek i właśnie te wyznaczniki pokierowały mnie w stronę salonu Lavard. Byłem również w salonie Vistuli ale nie przypominam sobie aby ceny były porównywalne, bo proponowano mi garnitur 500 zł droższy – faktycznie miał nieco lepszy skład od tego którego posiadam teraz, jednakże nie mogłem sobie pozwolić na jego zakup gdyż jetem studentem, a jak to w naszym życiu bywa utrzymują na jeszcze rodzice :D

wuner
Gość

Lavard wg mnie podryfował w całkowicie złym kierunku. A byłem fanem, zdarzało mi się nawet co nieco w salonach owej marki kupić, a obsługa zawsze była w porządku (sprzedawca z jednego z salonów nawet sprowadził dla mnie marynarkę, po czym wysłał ją do salonu do innego miasta, gdzie w końcu ją odebrałem). Problemem u Lavarda wg mnie właśnie są składy surowcowe. Owszem, można znaleźć garnitur z wełny VBC za 1500 PLN (Bytom takowe oferuje za 1200, za 1400 były np garnitury z wełny Cerruti), ale obok tego garnituru wisi marynarka o składzie 90% bawełna, 10% poliester za 900 PLN. To jest pomyłka… Z wzornictwem też bywa nie najlepiej, zdarzają im się ładne modele, ale też i takie na maksa przestylizowane, przekombinowane (kolorowe przeszycia, jakieś udziwnienia).
Tak, jak napisałem powyżej, szkoda. Lubiłem ich rzeczy :)

Oskar
Gość

To prawda, w każdej marce znajdują się produkty lepsze i gorsze jakościowo. W marce Bytom również nie brakuje koszmarków. Bo wchodząc do salonu od razu wpada w oko bawełniany gnieciuch za 700 czasem 900 zł :)

Konrad
Gość

To są normalne zabiegi. Jak mamy Lidl, Biedronkę i Tesco to też w każdym z nich są rzeczy ciut tańsze, natomiast inne są droższe.

Na dobrym garniturze za ileś tam zł robi się renomę a na garniturze z poliestru za tyle samo robi się kasę.

Sebastian
Gość

Czytając Wasze wypowiedzi aż zazdroszczę pracownikom w sklepach, w których robicie zakupy, gdyż tak świadomych Klientów nie spotkałem na swojej drodze, a zajmuje się sprzedażą odzieży od prawie dwóch lat. Fakt, że sprzedajemy odzież outletową, natomiast złości mnie jak informujemy Klienta, iż właśnie ogląda marynarkę uszytą np. w 100% z wełny, bardzo dobrej marki, ładnie odszytą i to za ok 130-160zł, gdzie jej cena regularna wynosiła ok 900zł, a ten grymasi, że drogo :-(

Jakub
Gość

Na wstępie zaznaczę pracuję jako doradca klienta. Sam też zdarza mi się być klientem i zgadzam się z tym co napisałeś.

1. Szkoda, że nie podzieliłeś tego artykułu na dwie części. Jeżeli pracowałeś w tej branży, wiesz dobrze ile drażniących tego typu sytuacji powoduje polityka firmy. Później sprzedawcy muszą świecić oczami.

2. Brak wiedzy, profesjonalizmu, nieodpowiednie doradztwo… są dla mnie niedopuszczalne. Jestem przewrażliwiony na tym punkcie. Dobrze, że piętnujesz niektóre zachowania sprzedawców.
2.a Patrz jednak na to, że dla firm tego typu liczy się sprzedaż. Sprzedawca o dużym utargu miesięcznym jest bardziej wartościowy niż, ktoś kto ma dużą wiedzę i doświadczenie. Wysokie wyniki sprzedażowe i wiedza nie zawsze idą w parze. Przykład mam u mnie w salonie. Jedna z pracownic, ma zaledwie podstawową wiedzę ( myli poszetkę z butonierką), nasze wyniki nie różnią się zbytnio. Dla pracodawcy jesteśmy podobnie wartościowi. Zarabiamy niemal identycznie.
2.b Co ma zrobić sprzedawca ? Klient ma kupić garnitur za 1500zł, jemu się podoba, choć leży fatalnie … w takiej sytuacji mam powiedzieć, że niech Pan go nie kupuje ? Nie sprzedam Panu, bo źle Pan wygląda. Pomniejszam swój wynik i premię. Ile razy straciłem tak klientów, bo chciałem być profesjonalny. Na szczęście nie mogę narzekać, na wyniki … ale mogły by być jeszcze lepsze, gdyby nie moja nadgorliwość w byciu profesjonalnym doradcą. Ja czuje się z tym dobrze, bo nie oszukuje ludzi i staram się być rzetelny… ale tracę na tym pieniądze i pozycję w firmie.

3. Zarobki doradców w branży męskiej odzieży z wyższej półki, bardzo często są mniejsze od pracowników popularnych sieciówek gdzie nie ma takiej odpowiedzialności i jest “samoobsługa” . Mimo tego trzeba mieć dużo więcej wiedzy, doświadczenia etc. Szkoleń właściwie nie ma, materiały szkoleniowe mają często błędy. Wiedzę trzeba zdobywać samemu, w wolnym czasie. Gdyby nie była to moja pasja, to bym tyle nie wiedział. Dla mnie jest problemem, że od sprzedawców się oczekuje bardzo wiele. Oczekują klienci i pracodawca, a zarobki są trochę powyżej najniższej krajowej, brak szkoleń doceniania profesjonalnej obsługi a nie tylko sprzedaży … jak czołowe firmy chcą być profesjonalne, kiedy oszczędzają na pracownikach jak mogą ?

ona
Gość

popieram Pana w 100 procentach w tym co Pan napisał

Piotr
Gość

Pełna zgoda: niekompetencja i ukierunkowanie na “targety” sprzedażowe (opchnąć co się da, a najlepiej wszystko co najdroższe) wynikają z rachunku ekonomicznego (niskie pensje i programy premiowe).
Będąc realistą – nie spodziewam się wiedzy od osób pracujących za najniższe stawki możliwe, które często do odzieżówki przechodzą z zupełnie innej branży, bo po prostu muszą jeść.

Niejako “dla pokrzepienia” dodam, że kiedy tylko spotykam wśród obsługi kogoś kompetentnego, trzymam się go jak rzep psiego ogona. Z miłą chęcią wracam do takiego sklepu dla sprzedawcy/czyni (Panowie z wiedzą w dziedzinie męskiej elegancji trafiają się dużo częściej niż panie). Wtedy wchodząc albo sam wyszukuję tą osobę, albo pytam o niego. Więc na wynik takiego kogoś jednak wpływ mam :)
Czasami prowadziło to do komicznych sytuacji, kiedy de facto umawiałem się z innym facetem, pytając kiedy go zastanę w salonie w przyszłym tygodniu :)

Michal
Gość

Ad. 2b – tego typu sytuacja spotkala mnie w sklepie Albione w Fashion House w Piasecznie.
Obslugujacy mnie sprzedawca powiedzial mi wprost ze odradza mi wymyslony przeze mnie zakup. Dobieralem wtedy dodatkowe spodnie do garnituru. Klopot byl taki ze pomimo tego ze byly z tego samego materialu, to byly z roznych partii. Argument sprzedawcy byl taki ze jesli ten sam material byl ciety w inna strone (np. obrocony o 90 stopni), to inne ulozenie wlokien moze powodowac minimalnie inny kolor.
Zakupu dokonalem w tym wlasnie sklepie innym razem, jestem zadowolonym klientem, i wyslalem tam juz kilku znajomych.
Sprzedawca nie musial tego robic, mogl sprzedac mi towar pomimo swoich watpliwosci. Nie zrobil tego, doradzil nawet za cene oddalenia sprzedazy w czasie. Wygral tym kilka kolejnych transakcji, oraz pozytywny buzz na pewnym forum o modzie meskiej :)
Pozdrowienia!
Michal
PS: swoja droga byl najbardziej kompetentnym sprzedawca na jakiego do tej pory udalo mi sie trafic w sklepie z ganiturami w Polsce – choc oczywiscie nie bylem we wszystkich :)

Slawek
Gość

Co jest złego w słowie skarpetki? Przecież to nie jest zdrobnienie a w języku polskim istnieją obydwie formy skarpetki i skarpety.

Jan
Gość

Jako polonista przyznaję Ci rację :)

Paweł
Gość

Świetnie wypunktowane te zachowania. Myślałem, że tylko mnie wkur… te spadające, upchane ciasno rzeczy z wieszaków czy lektura kartoników nawtykanych w ubranie, by dotrzeć do ceny. Odetchnąłem z ulgą :)

ona
Gość

Pracowałam w sklepie z koszulami naprawdę skladanie i rozkładnaie to nie problem ale jak panowie oddaja koszule ubrudzona fluidem ale przesiąkniętą potem to nie wiem czy którys kolejny klient ma ochote taka koszule mierzyć. A co mówienia klientom dzień dobry czy innych sformułowań to skoro mamy tak kulturalne społeczeństwo to dlaczego spora część osób nie odpowiada dzień dobry? jak się do nich mówi, a ja np. wole jak sprzedawca podaje mi rozmiar lub pomaga w obsłudze bo po pierwsze nie na rozwalam jemu na sklepie, po drugie często osoby w nim pracujące znają bardziej asortyment niż .

Piotr
Gość

Racja – nie wszyscy klienci są kulturalni, ale wszyscy sprzedawcy muszą tacy być – taka rola.

Zgadzam się – też wolę pomoc obsługi w wyszukani i “wygrzebaniu” rozmiaru lub odnalezieniu czegoś spośród asortymentu. Z tą różnicą, że tylko wtedy, kiedy o to poproszę.

W moim przypadku wygląda to tak: wchodzę do sklepu, witam się i kieruję swoje kroki w kierunku:
1. sprzedawcy i pytam o coś od razu
2. regałów/wieszaków etc. – w tym wypadku wydawało mi się, że jeśli się witam i idę w innym kierunku, to chyba czytelnie dałem do zrozumienia: “widzę Cię, jak będę potrzebował, dam znać lub podejdę” :)

To czego nie toleruję, to stada wygłodniałych drapieżników krążących po sklepie wokół zwierzyny i prześcigających się, kto pierwszy dopadnie zdobycz już 15 sekund po wejściu do sklepu!

W takich przypadkach najzwyczajniej mam ochotę wyjść tak szybko jak się da! Na zakupach potrzebuję spokoju, żeby zapoznać się z ofertą i się nad nią zastanowić, a nie już po wejściu odpowiadać, na pytanie “w czym mogę pomóc?” po raz 100 (tak wiem, sprzedawca też zadaje je po raz 100 i proszę mi wierzyć, to też da się wyczuć w głosie i postawie i tym bardziej to irytuje).

Jeśli sprzedawcy i osoby definiujące instrukcje dla personelu, tego nie pojmą, to będą zarabiać coraz mniej.
Dla mnie to proste – przed komputerem mogę oglądać ofertę sklepu on-line ile tylko chcę, zamówię kilka rozmiarów “obok” tego który zwykle noszę albo nawet kilka kolorów/modeli (na wypadek złego odzwierciedlenia na zdjęciach). Spokojnie po 4 dniach przymierzę, wybiorę a resztę zwykle bez dodatkowych kosztów odeślę, a po kolejnych 3-10 dniach mam zwrot środków. Wystarczy karta kredytowa z odpowiednim limitem (do kupowanych produktów). Sklep stacjonarny, o ile nie umożliwi tego samego (spokojne zapoznanie się z ofertą, przymiarka w dobrych warunkach i prawo do zwrotu, w razie gdyby jednak “coś było nie tak/inaczej wyglądało niż w sklepie”), stanie się tylko “pogotowiem ratunkowym” w nagłych przypadkach = na już.

gaq
Gość

Tego to nie obsługuj – normalnie jak w filmie “Pretty woman” :).

Mnie osobiście wkurzyły niedawno dwie rzeczy: chciałem kupić poszetkę Lantiera z promocji za 49,99 zł w salonie Vistuli. Wchodzę, pytam – nie ma. Pani oferuje pomoc w zlokalizowaniu jej w jakimś innym sklepie w mieście. Pyta czy znam kod produktu. Taaa… jasne, na pewno znam nielogiczny ciąg liter i cyfr. Okej, to sprawdzi w sklepie internetowym. Znalazła kod, wklepała do swojego systemu informatycznego. I znalazła: jest jeden egzemplarz w sklepie w centrum handlowym na obrzeżach miasta. Pytam, czy nie można jej przetransportować do tego salonu. Nie, bo ta opcja jest dostępna jeśli towar kosztuje przynajmniej 150 zł. No nic, myślę sobie, zapytam w innym salonie. W innym salonie, pani stwierdziła, że nie mają tej poszetki na stanie, a ona nie jest w stanie sprawdzić, czy jest gdzieś indziej :). Koniec końców, musiałem dygać na przedmieścia…

Druga sytuacja: też Vistula: wchodzę do salonu zachęcony pana niedawnym wpisem. Patrzę, a towar mocno wybiórczy. Ot, np. marynarka z wełny i lnu tylko jedna (możemy sprowadzić z Bydgoszczy pana rozmiar). Dobrze, dobrze, ja nie wiem jeszcze czy ten najmniejszy to jest “mój rozmiar”, ale dziękuję za propozycję. Pochodziłem, popatrzyłem na asortyment, wyszedłem. Poszedłem do innego salonu. Pytam, o marynarki Lantiera w rozmiarze 170/92. Jak one będą za małe, to najwyżej kupię 170/96. Po przeszukaniu całego sklepu w końcu pani zanalazła coś w rozmiarze 170/92. Zakładam, za duże. Decyzja: trzeba będzie spróbować w końcu ze Suitsupply :).

A co do długości nogawek, rękawów itp. historii, to wojny z krawcami są tematem na oddzielny wpis.

Spytam jeszcze z ciekawości: co to jest wełna solaro?

ona
Gość

Witam serdecznie

czekam również na wpis z Pana strony na temat który pokaże też sytuacje, zachowania klientów w sklepach

Jakub
Gość

Mnie najbardziej razi brak znajomości fachowego nazewnictwa. I nie u studentek, które pracują dorywczo jako ekspedientki tylko u osób od lat związanych z biznesem odzieżowym, nierzadko właścicieli takich sklepów. Mieszkam w mieście wojewódzkim, gdzie salonów z modą męską jest sporo i jeszcze nigdy nie spotkałem się by wiedziano co oznacza pojęcie button-down. Za każdym razem gdy pytam o koszule z takim zapięciem reakcje wskazują jakby to ze mną było coś nie w porządku.

Oczywiście również nie toleruję gdy ekspedientka lepiej ode mnie zna moje potrzeby.

doors58
Gość

Ostatnio z przyszłym zięciem wybraliśmy się do dużej galerii handlowej w dużym mieście w poszukiwaniu butów na uroczystość ślubną (swoją drogą nie wiem po jaką cholerę pojechaliśmy tam, wiedząc jaki jest asortyment w naszych sklepach obuwniczych). Nikt nie wiedział co to są buty typu oxford !!! Szok. Buty już kupione w internecie. Super.

Michal
Gość

Najzabawniejsze jest to ze gdybyscie powiedzieli ze z zamknieta przyszwa to prawdopodobnie wcale nie poprawiloby to Waszej sytuacji.
Choc w gruncie rzeczy to wcale nie jest zabawne.
Pozdrawiam
Michal

Marcino
Gość

Plus dla obsługi H.E. by Mango w Poznaniu – wiedzą co to monki :) P.S. Tam się nigdy nie narzucają, po prostu nigdy, dzień dobry to mówię dopiero przy kasie, jeśli już coś zdarzy mi się wybrać.

Emil
Gość

Czy mógłby ktoś z czytelników bloga polecić dobry zakład krawiecki w Krakowie?

Olga
Gość

Św. Gertrudy 8 :-)

Wojtek
Gość

Michał mam pytanie odnośnie pielęgnacji obuwia. W Twojej książce przeczytałem aby najpierw użyć kremu do butów z woskiem a potem pasty. Mógłbyś coś polecić jakiś krem i pastę w budżetowej cenie?
Ja znalazłem coś takiego ale nie wiem czy się nadaję
http://allegro.pl/krem-pasta-do-butow-wszystkie-kolory-aplikator-i5170231183.html

tattwa
Gość

Nie byłam nigdy osobiście w takiej sytuacji, ale ekspedientka w sklepie z butami Gabor (tanie nie są) w Galerii Krakowskiej wypaliła do mojej przyjaciółki, gdy ta poprosiłą ją o zdjęcie modelu z wyższych półek:
– I TAK PANI NIE STAĆ.

Problem polegał na tym, że przyjaciółkę stać, tyle, że wygląda jak 15-latka, a tego dnia wracała jeszcze z siłowni i nie wyglądała jak kobieta biznesu. Na co dzień pracuje w kancelarii prawniczej :) Skończyło się to pogadanką z managerem, ale niesmak został.

Z drugiej strony słyszałam kiedyś (nazwy sklepu już nie pamiętam), jak ekspedientka rzuciła do klientki “no, w pani rozmiarze to my nic nie mamy” i to sprawiło, że aż się skuliłam w sobie. Nie dość, że chamskie, to jeszcze niesamowicie podłe.

Ostatnio robiłam większe zakupy z przyjacielem w Krakowie i bardzo przypadła mi do gustu obsługa w Masimo Dutti (Bonarka), P&C (Galeria Krakowska) i Próchniku (M1) – w tym ostatnim wręcz nas rozpieszczali, ale faktem jest, że tam się trochę bliżej znam z obsługą i mnie już rozpoznają :) Z damskich nieodmiennie cenię sobie Simple (Galeria Krakowska), a ostatnio miło zaskoczył mnie Aryton (Szpitalna): jest fachowo i sprawnie, pracownicy we wszystkich tych miejscach znają się na rzeczy i sa w stanie doradzić laikowi. W przypadku tak drogich ubrań, do tego eleganckich, to jest naprawdę ważne. Obecnie niewiele zawodów wymaga noszenia codziennie garnituru, wielu mężczyzn po prostu zakłada go na maturę, studniówkę, ślub, a potem w zasadzie już tylko wesela, pogrzeby i im podobne uroczystości. Często ten garnitur ślubny służy o wiele za długo, podobnie jak nierzadko widzi się studenta podczas sesji donaszającego ten studniówkowy, na 2-3 roku już wyraźnie źle dopasowany do sylwetki. Garnitur to nie t-shirt, tu wiele osób potrzebuje pomocy. Kiedy się zatrudnia do H&Mu, nie trzeba wymagać od pracownika cudów, ale ktoś, kto obsługuje klienta w tak drogim sklepie, MUSI się znać na rzeczy. Po prostu.

Xena
Gość

mam pytanie odnośnie skracania rękawów marynarki od góry – tak sie na prawdę da???
Niby szyje sukienki, bluzki ale cięcie wykroju od góry odpada

Jakub
Gość

Da się skrócić od góry, jednak nie jest to proste. Większość krawcowych albo nie potrafi, albo się boi takich korekt.

Nebelwerfer
Gość

Oczywiście, że się da, tylko to jest nieco wyższa szkoła jazdy dla krawca i wyższa półka cenowa dla klienta. Ale przy konieczności skrócenia rękawa na długim odcinku nie ma innej metody. Chyba, że komuś nie przeszkadza, że końcówka rękawa wypadać będzie na guziku :)

Tomek
Gość

Jak najbardziej da się skracać rękawy marynarki “od góry”. Tylko ryzyko takiej operacji jest ogromne. Ja skracałem tak 3 marynarki u bardzo dobrego krawca – w przypadku jednej kupionej super okazyjnie w nieco bardziej ekskluzywnym “szmateksie”, cena operacji przerosła cenę marynarki, ale i tak się opłacało, bo teraz wygląda obłędnie :)

Tomek
Gość

W 4F w Galerii Mokotów w Warszawie światło jest tak jaskrawe, jak na stoku w słoneczny dzień. Podziwiam ludzi, którzy tam pracują. Często sklepy są słabo oświetlone i trudno się obejrzeć, ale tam akurat trzeba przychodzić w okularach przeciwsłonecznych.

Bartłomiej
Gość

Sytuacja której nigdy chyba nie zapomnę, a mianowicie po wejściu do małego prywatnego sklepiku z zaplecza wyłonił się właściciel. Był ubrany w koszmarne zestawienie srebrno-grafitowego kompletu z morską koszulą. Dodatkowym aspektem był połysk źle zrobionej poliestrowej marynarki doprawionej okruszkami śniadania. Uznałem jednak, że może towar jest lepszy niż pierwsze wrażenie więc spytałem o marynarkę jaką chciałem kupić. Pan zignorował moje preferencje dając zamiast marynarki w stylu mundurków wyższych uczelni np. w Wielkiej Brytanii, zwykłą marynarkę z obszyciami w kontrastowym kolorze. Była ona lekko przyduża, wiec po założeniu na cienki swetr który tego dnia miałem na sobie widać było, że owinę się nią z 1,5 raza. Oczywiście powiedziałem otwarcia, że jest za duża i źle na mnie leży. I tu cały punkt kulminacyjny, bo sprzedawca skwitował mnie słowami “Bo na takim dziadowskim sweterku to marynarka nie leży dobrze jak na koszuli”. Pomijając fakt stosunku do klienta dodam, że swetr nie był dziadowski, a zrobiony z wełny Merino. Wtedy wiedziałem, że nie należy wdawać się juz w dalszą polemikę.

Don2
Gość

Ciekawi mnie historia tego swetra…

Paweł
Gość

Witam,

Zgadzam się z prawie wszystkimi punktami, ale do dwóch mam uwagi:

“Niekompetencja sprzedawców” – w idealnym świecie oczywiście sprzedawcy powinni wiedzieć wszystko o sprzedawanych przez siebie towarach. Ale ja jestem realistą, nie oczekuję że osoba pracująca za minimalną pensję krajową i 0,1% prowizji będzie świetnym fachowcem z olbrzymią wiedza. To w moim interesie jest zrobić jak najlepszy zakup, w interesie sprzedawcy (niestety) jest bym zrobił zakup jak najdroższy. Nie denerwuje mnie niewiedza pracowników, bardziej polityka kadrowa i płacowa sklepów, które nie chcą przyciągnąć i zatrzymać u siebie fachowców.

“Za kwadrans zamykamy” – Na brak pieniędzy nie narzekam, też zdarza mi się wydać w sklepie kwoty rzędy tego, jak klient z Pana przykładu. Ale nie wyobrażam sobie, by przetrzymywać sprzedawcę półtorej godziny po zakończeniu jego pracy. To jest elementarny brak szacunku dla drugiej osoby. Zgadza się, ja mogę mieć ochotę kupić sobie coś na poprawę humoru, bo miałem zły dzień – ale może sprzedawca ma ochotę wrócić o normalnej godzinie do żony i dzieci? Takie przetrzymywanie sprzedawcy “bo ja mam dużo pieniędzy to mogę więcej” jest wyjątkowo mało eleganckie, by nie rzec dosadniej – prostackie.

Jagna
Gość

Ale i dużą arogancją jest niewpuszczanie ludzi do sklepu przed godziną zamknięcia.

gaq
Gość

Miłą praktyką byłoby, gdyby fakt, że sklep otwarty jest do np. 21:00 oznaczał, że po 21:00 nie wpuszcza się nowych klientów, a nie, że o 21:00 ostatni klient musi wyjść.

A.
Gość

Nie, nie byłoby miłą. To, że sklep jest czynny do 21 nie oznacza, że można do niego wejść o 20.59 i zostać dwie godziny. To, że sklep jest czynny do 21 oznacza, że swoje sprawy (oglądanie, przymierzanie, finalizacja) trzeba zakończyć do 21.00. Ilu z Was lubi za darmo zostawać po godzinach w pracy?

doors58
Gość

Podzielam opinię.

doors58
Gość

Opinię Pawła, żeby nie było nieporozumień.

SARDU
Gość

Do wkurzających rzeczy w sklepach odzieżowych dodałbym jeszcze (choć tu są winni producenci, nie sprzedawcy(:

– Poukrywane metki. Coraz częściej spotyka się ciuchy, które mają dumnie wyeksponowane tekturowe/papierowe przywieszki z logo firmy, słowami typu “authentic, “original”, “heritage” i podobnymi marketingowymi bzdurami, ot takie małe ulotki reklamowe. Za to WŁAŚCIWE metki, ze składem, są niewielkie i poukrywane gdzieś w środku, często trzeba zupełnie rozwinąć ciuch, by do nich dotrzeć (to akurat już wina sprzedawców, że tak układają) – jestem przekonany, że gdyby nie obowiązek prawny, to producenci w ogóle by ich nie wszywali.

Michal
Gość

Kolejnym takim slowem dodawanym czesto do przywieszek bywa “vintage” ;)
Pozdrowienia!
Michal

Maciek
Gość

Na wstępie zaznaczę, że pracuję jako sprzedawca w jednym, dość znanym sklepie sportowym. Fakt, nie jest to długi okres czasu, ale jednak zaobserwowałem już pewne zachowanie moich kolegów z pracy jak i samych klientów.

Co do bycia zbyt nachalnym, jeżeli chodzi o sprzedawców, fakt często tak jest, ale niestety mamy od kierownictwa narzucone plany dzienne tj. sprzedaży, utargu, a pod to wszystko podchodzą jeszcze wskaźniki, których nie będę tłumaczył, bo mija się to z celem. Trzeba wziąć pod uwagę, że często pracujemy nie z przyjemności i spełniania się w pracy, ale dla tej wypłaty która wpływa na nasze konta “dziesiątego”. Im wieksza sprzedaż i wyrobienie norm, tym większe premie itd.

Rozumiem gdy sprzedawca “atakuje” nas w przymierzalni, może być to nieprzyjemne, ale wyobrażmy sobie sytuacje, gdy jednak weźmiemy ze sobą zły rozmiar. chyba nikomu nie chce się ubierać i iść kolejny raz przejrzeć wieszak i znowu wracać i powtarzać czynność “rozebrać się-przymierzyć-ubrać się”. W takiej chwili pytanie sprzedawcy od dobry rozmiar może być przydatne. Oczywiście sprzedawca powinien zachować umiar.

Jeżeli chodzi o niedouczonych pracowników, to w pełni się z tym zgodzę, nie powinno mieć to miejsca. Gdy zaczynałem pracę dostałem identyfikator z napisem “uczę się”, oraz ponad 3GB materiałów do nauki na temat technologii zastosowanych w odzieży oraz obuwiu. Po tygodniu pracy zostałem przepytany przez kierowniczkę, i gdy odpowiedziałem na jej wszystkie pytania poprawnie ( a nie stało się to za pierwszym razem, jak mam być szczery ), mogłem przypiąć sobie plakietkę z własnym imieniem do mojej koszulki.

W wielu komentarzach przeczytałem, że sprzedawca jest w pewnym stopniu sługą. Zacznijmy od tego, że też jest człowiekiem, zdarzają się klienci, którzy po prostu … wymęczą, swoim zachowaniem i podejściem do sprzedawcy. Oczywiście są konsumenci, którzy przyjdą się rozejrzeć, bo czekają na żonę/syna/córkę/frytki w McDonald’s, a naszą rolą jako sprzedawcy mimo wszystko jest przywitanie się i w odstępie czasu do 2 minut, jest podejście i wypytanie o potrzeby. Akurat w sieci sklepów gdzie ja pracuję, jest kategoryczny zakaz zadania klientowi pytania zamkniętego, czyli ” w czym mogę pomóc ?” bądź ” czy szuka Pan/Pani czegoś konkretnego ? “. Mamy zadawać pytania otwarte, jezeli widzimy, ze klient ogląda buty do biegania i oczywiście posiadamy wiedzę aby “pomóc” w doborze takiego obuwia, podchodzimy i zadajemy pytania otwarte np. “Jakiego rodzaju obuwia Pan/Pani szuka ” , “Czy ma być to obuwie stabilizujące, naturalne czy neutralne” itp.

Co do błędów w systemie. Bardzo często się zdarza, jak już ktoś wcześniej w komentarzach, trafnie zauważył, że w dostawach gdzie jest po 1000 rzeczy wkradnie się błąd. Możliwe, że z winy sprzedaży, kuriera, osoby przygotowującej zamówienie, ale błędy się zdarzają. W szczególności gdy magazyn jest pełny po brzegi, czesto sa porozrzucane kartony z obuwiem, bo w “godzinach szczytu” nie ma czasu tego sprzątnąć. W takich sytuacjach, gdy nie możemy znaleźć danego rozmiaru, prosimy o zostawienie telefonu, bądź dajemy wizytówkę sklepu.

Podsumowując tak dużo jak można zarzucić sprzedawcom, tak samo dużo można samym klientom, którzy bardzo często na hasło “Dzień Dobry “, odburknął coś pod nosem, lub odwrócą głowę. Bądź wymagają od sprzedawcy pełnego poświęcenia uwagi ich osobie, nie zważając, że obsługuje w sobotnie godziny szczytu dwie inne osoby. Oczywiście, że zawsze znajdzie się kilka przypadków “nachalnego, niekompetentnego sprzedawcy”, ale wg mnie standardy i tak idą w górę i coraz częściej mozna się natknąć na wykwalifikowaną obsługę.

Na sam koniec, pochwalę artykuł, ponieważ pokazuję rażące błędy obsługi, których należy unikać. Liczę również na kontr-artykuł na temat “wkurzających zachowań klientów”

Paweł
Gość

Sprzedawca nie jest “sługą”, czasy niewolnictwa w USA mamy już dawno za sobą.
Sprzedawca ma być partnerem, doradcą w doborze dobrego produktu. Ma być oczywiście fachowcem i posiadać autorytet. Sprzedawca gra z klientem “do jednej bramki”, czyli klient ma wyjść dobrze ubrany ze sklepu.
Szacunek ma być po obu stronach, słowo “sługa” przynajmniej mi kojarzy się z brakiem szacunku strony obsługiwanej.
Bycie “służalczym” w niczym tu nie pomoże. Taki sprzedawca to nic innego jak podawacz.

Kwestia marnych (jak mówią moi przedmówcy) zarobków to już inna kwestia. Skoro firma ma narzut 100-150% to powinna się nic dzielić ze sprzedawcą w większej części. Myślę jednak, że to też wina pracowników, skoro godzą się na takie warunki płacowe, widocznie im to nie przeszkadza w dłuższym rozrachunku.

ps. W Próchniku w M1 Krakowie jest pewien denerwujący sprzedawca, ma straszną manierę w głosie i sprzedaje jakby opychał ruskie rolexy “bzzzzdura, co tanie to drogie!!!” :)

Filip J.
Gość

Sprzedawca nie jest partnerem, jest sługą. Płaci się mu za to, żeby pomagał. W relacji usługodawca-klient klient jest zawsze nadrzędny. Ale trzeba do tego zdefiniować służbę. Praca lekarza jest służbą w takim rozumieniu jakie ja mam na myśli, i nie ma to nic wspólnego ze służalczością czy niewolnictwem.

Monika Stankiewicz
Gość

Owszem, ja w swojej pracy też służę klientom (choć akurat nie jestem sprzedawcą). I nie widzę w tym nic złego – za to mi płącą. Też czasem świecę oczami za politykę firmy, zmagam się z systemem komputerowym, przyznaję się do niewiedzy i szukam odpowiednich informacji, ale za to też mi płacą. I za uprzejmość, i za uśmiech dla poirytowanego klienta – zgodziłam się robić to wszystko, gdy podpisywałam umowę. Nie wypada mi teraz grać skrzywdzonej ofiary systemu, nad którą musi się litować klient, najlepiej zmniejszając swoje wymagania, choć akurat on żadnej umowy nie podpisywał i może sobie w każdej chwili wyjść, jeszcze po drodze skarżąc na mnie przełożonym.
Zawsze jestem miła dla sprzedawców i staram się nie utrudniać im pracy, ale nie obniżam wymagań, bo byłby to dla firmy sygnał, że może zatrudniać przypadkowe osoby, płacić im mało i niewiele wymagać.

Paweł
Gość

Zgadzam się. Sługa w Polsce ma pejoratywny wydźwięk, a prawda jest taka. Klient Nasz Pan. ;-) Pracuje w branży informatycznej, gdzie zarobki są bardzo dobre.. ale jesteśmy sługami. My tworzymy produkt dla klienta i musimy go sprzedać.

Tomek
Gość

Witam,

ja nie mogę jednego znieść, kiedy wchodzę do przymierzalni a tam 3231 stopni :) Dla mnie rzecz nie do przejścia, kiedy stoję i leci ze mnie pot w miejscu gdzie powinienem czuć się komfortowo.
Muszę powiedzieć o jednej sytuacji. Raz byłem w małym sklepie obuwniczym i pytam się czy Pani ma Oxfordy, gdyż potrzebuję do garnituru – na to Pani z ewidentnym brakiem zrozumienia i wiedzy co to jest – przynosi mi mokasyny i mówi, że te się teraz bardzo dobrze sprzedają. Powiem szczerzę wyszedłem z uśmiechem ze sklepu.

inne tym razem
Gość

Panie Michale przeczytałem artykuł i muszę to z siebie wyrzucić przedstawiając markę sklepu w którym pracowałem jakieś 9 lat temu. Na szczęście nie pracuję już w branży i też jestem klientem i wszystko to co Pan tu pisze to prawda podpisuję się rękami i nogami pod tym ale nie można nie mówić o drugiej stronie medalu bo to grzech?

Pracowałem w Reserved w CH Carreforu targówek. Praca przypominała bardziej obóz pracy dla skazańców niż zwykłą pracę. Poniżanie pracowników przez kierownika i straszenie codziennie to była norma. Siedzenie po godzinach w pracy średnio 1-1,5h dziennie standard za który nie było nawet grosza czy zwrotu godzin. Raz w miesiącu remanent od 22 do 6 rano w warunkach gorszych niż mają Chińczycy w ChRL. Dziewczyny w pracy płakały prawie każdego dnia.
Najgorsze było napuszczanie pracowników na siebie przez kierownika sklepu. Ten kto stał na kasie danego dnia rządził. Po złości potrafili nabijać sprzedane ubranie komuś innemu. Sam kiedyś w weekend wypracowałem 140% planu (7 kurtek zimowych sprzedanych tego dnia za 300 zł każda to było jakieś 100 planu) liczyłem w pamięci a na koniec dnia z nabitych numerków wyszło mi 20%, taka kara że się postawiłem. Jak komuś zabrakło z 2-3% do planu w danym dniu musiał coś kupić ze sklepu. Gdybym teraz z tą wiedzą tam pracował podałbym do sądu tego kierownika i jego zastępcę.
Zabieranie stanowisk za kary, jednej koleżance po 2 latach pracy zmienili stanowisko ze starszego konsultanta na ?. Uczę się? oczywiście z obniżeniem pieniędzy na okres 3 miesięcy.
Niestety LPP o wszystkim pewnie wiedziało ale zamiatało pod dywan bo najważniejszy był utarg jeden z lepszych w wawie.
I co wy na to?

teoś
Gość

Co my na to? Normalka, polski rynek pracy. Zarządzeni poprzez mobbing.

Monika Stankiewicz
Gość

Trochę się dziwię, że ktokolwiek godził się na takie traktowanie w sytuacji, gdy zdobycie pracy sprzedawcy (zwłaszcza, gdy ma się już jakieś doświadczenie) nie jest szczególnie trudne. I to jeszcze w Warszawie. Godząc się na takie praktyki sami jesteśmy sobie winni. Zrozumiałabym to, gdyby pozwalała się tak traktować samotna matka trójki dzieci w powiatowym mieście na prowincji, pracująca u jedynego pracodawcy w promieniu trzydziestu kilometrów. Ale młode osoby w stolicy? Przyznam, że trudno mi to sobie wyobrazić.

inne tym razem
Gość

Nic nie ubarwiam, poczytaj stare fora o LPP. Na dodatek rekrutował ludzi nie z Warszawy tylko przyjezdnych w większości ludzi którzy nie pochodzili z bogatych domów czy ze znajomościami. Nie można udawać, że tego nie ma bo nie bo żyjemy w UE i wszystko jest ok, bo to jest krzywdzące dla takich sprzedawców w takich sieciach.
Dodam, że sam pracowałem tam tylko pół roku i zmieniłem na o wiele lepszą na szczęście nie Polskiego właściciela.

Paweł
Gość

Nie wiem co ma polski właściciel do tego. Pracowałem w różnych firmach (z innej branży) i ten amerykański był najgorszy. Dałeś d*py. Trzeba było zgłosić do odpowiednich służb – dla dobra swojego i przyszłych pracowników.

Pozdrawiam

Michał
Gość

Dodał bym jeszcze muzykę w sklepie, kiedy to obsługa hołduje swoim (czasem mało wysublimowanym gustom) puszczając na cały regulator jakąś młóckę. Taka oprawa dźwiękowa plus wspomniana temperatura wygania mnie ze sklepu po kilkunastu sekundach. W ogóle nie cierpię robić zakupów w chłodniejsze pory roku kiedy w kurtce wchodzi się do sklepu w którym właśnie jest ze 22 stopnie i po minucie człowiek się poci jak mysz, a do tego jeszcze gimnastyka w przebieralni wielkości metr na metr i odechciewa mi się kupowania czegokolwiek, o niesprzątanych przebieralniach w których czasem są kłęby kurzu wielkości średniego kota już nie wspomnę. Żeby nie było jednostronnie, czasem współczuję sprzedawcom bo ja na ich miejscu niektórych klientów po prostu zadusiłbym krawatem i zostawił w przymierzalni, ale ja w ogóle nie przepadam za ludźmi ;)

Ada
Gość

Muszę się podzielić sytuacją która spotkała mnie i mojego partnera w sklepie obuwniczym Wojas. Za pasem była obrona magisterska i z szałem po obfitej lekturze bloga postanowiliśmy zadać szyku ^^. Prosto z pracy (pracuję w terenie), w roboczych butach i niezbyt okazałej odzieży wpadam do owego sklepu. Za ladą cisza… tak jak Pan pisze, z góry do dołu panie spojrzały, coś tam już szeptają między sobą, no ale nie zrażona łażę między półkami i usiłuję nawiązać kontakt ze sprzedawcą. W końcu gdy wyciągnęłam rękę po parę butów za 700 zł Pani, chyba gnana obawą o zniszczenie świętych butów, podeszła zapytać “w czym może pomóc”. Mówię, że eleganckie buty do garnituru proszę, na wyjątkowe okazje. I Pani mnie wlecze do najtańszego modelu, parszywych koszmarków i prezentuje jak największy skarb. I nadeszła moja chwila chwały: powiedziałam że raczej interesują mnie buty z zamkniętą przyszwą. Pani zdębiała, próbowała pokazać inne, i w końcu w męce przyznała, że nie wie co to. Ha, może to i płytkie i “cebularskie” z mojej strony, ale troszkę mnie to ucieszyło:) Powiedziałam tylko Pani, że “nie zapunktowała w tym momencie”. Niestety nie mieli takowych w ofercie (bardzo się zdziwiłam). Mam nadzieję, że było jej potem głupio. Dodam tylko, że była to kierowniczka sklepu.

Piotrek
Gość

Bytom w Manufakturze, Łódź – używanie zwrotu “Proszę Pana” co najmniej raz KAŻDYM zdaniu: Dzień dobry proszę Pana, proszę Pana nie ma tego rozmiaru, już się proszę Pana wyprzedał, zaraz sprawdzę proszę Pana, proszę Pana, moim zdaniem rozmiar dobry, ale to już sam Pan musi ocenić proszę Pana….no litości, trudno czasem zachować powagę:)

Piotr
Gość

Odnośnie kupowania koszul bez mierzenia, to raz zrobiłem taki nabytek w Kastorze – WSZYSTKO było w niej złe! Materiał nie przepuszczał powietrza i zbierał kurz (niby 100% bawełna), kołnierzyk brzydko odstawał i do tego trochę cisnął, w klatce piersiowej i pod pachami była opinająca a ze spodni wyłaziła – mimo, że rozmiar na metce zgadzał się z rzeczywistym, a na niestandardową figurę nie narzekam. Nigdy więcej kupowania koszul w ciemno w sklepie stacjonarnym – na odległość jest przynajmniej zawsze prawo zwrotu.

kami
Gość

Może jakby Pracownicy sklepów byli lepiej wynagradzani, mieli umowy o pracę, pewność tej pracy byli by milśi lepsi i bardziej by im zależało. a tak to odstać te 12 godzin i wyjść jak najprędzej…

Łukasz
Gość

A co powiecie na temat oświetlenia w sklepie?

Ja np. nie jestem w stanie kupić niczego w sklepach Hollister czy A&F. Tam po prostu nic nie widac:)

czesto stosuja przezroczyste naklejki z rozmiarem np. spodni. Trzeba sie bardzo mocno napracować ustawiając kąt z którego będzie można zobaczyć ten rozmiar:)

Czy mało swiatła to też przebadany zabieg?

Bajor
Gość

Robiąc zakupy w Massimo Dutti często proszę o możliwość wyjścia poza sklep celem oceny koloru artykułu. Niestety już kilka razy mocno zdziwiłem się oglądając rzeczy po powrocie do domu…

Łukasz
Gość

Kupiłem kiedyś kurtkę w MD z myślą, że kupuję granatową, a okazało się w domu czarna : )

dicnar
Gość

Ha ha! Problem temperatury w sklepach dotyczy nie tylko branży odzieżowej. To jeden z powodów przez które przestałem odwiedzać Empiki :)

Tomek
Gość

Pracuję w sklepie obuwniczym znanej marki i wiem jak to wygląda z mojej strony. Zgadzam się z kwestiami typu zbyt wysoka temperatura. U siebie ustawiam klimatyzację na 21.5 – 22.0 st. Celsjusza, już nie raz klient po wejściu do sklepu głośno i z uśmiechem na ustach kwituje, że nareszcie tutaj jest przynajmniej normalna temperatura (reszta sklepów 23 i więcej).
Co do “czy mogę Panu/Pani jakoś pomóc?” – tu pojawia się problem. Niektórzy mają taki wyraz twarzy, że lepiej nie ryzykować jakąś błyskotliwą uwagą na temat mierzonego przezeń obuwia. Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jak ktoś chce pomocy, to o nią poprosi – ja nie czytam klientom w myślach, a oni chyba wiedzą, że chcą zasięgnąć rady? Niestety, nie zawsze. Niektórzy oczekują, że w samoobsługowym sklepie będzie się wokół nich skakało. Niektórzy potrafią zamiast “do widzenia” zmierzyć cię wzrokiem i nie odpowiedzieć, bo ich nie obsłużyłeś. Poza tym, jest wiele osób typu “poklep mnie po pleckach i powiedz, że kupuję ładne buty”. Siedzą, wstydzą się poprosić o pomoc a jedyne czego im potrzeba to “bardzo ładne buty”. No cóż, dorośli ludzie a zachowanie dziecka.
Niekompetencja pracowników to standard i się nie dziwię. Zwykły sprzedawca sam nie interesuje się tematem a wiele firm ma gdzieś szkolenie pracowników najniższego szczebla. Zaś kadra przeszkolona myśli, że pozjadała wszystkie rozumy i powiela standardowe błędy. Ale tu jest jedno ale. Przychodzi facet – szuka butów do garnituru. Pokazuję mu klasyczne, czarne wiedenki. I zaraz “paaaanie, a tu jakieś przeszycie (chodzi o to na nosku), w ogóle jakieś nieładne te buty jak na pogrzeb / dla starego dziada”. Koniec końców ja się zmywam a on wybiera buty z kwadratowym czubem, alladyny, no ale bez przeszyć – klasyczne!
Na koniec perełka. Godzina 21:00, zamknięcie sklepu. Pięć minut przed wchodzi klient i zaczyna przestawiać wszystko po kolei, bo przecież on szuka butów. Człowiek zajęty rozliczaniem kas, a on jeszcze podchodzi i prosi o inny rozmiar na magazynie. No fuckin’ way, bez urazy. Za grosz kultury i empatii. Na dobrą sprawę instrukcje BHP zalecają, a wręcz nakazują wyproszenie takiego klienta ze sklepu (po godzinie zamknięcia). Ale nie, on jest wielkim panem, przychodzi do centrum na 30 minut przed zamknięciem i wolnym krokiem zagląda do każdego sklepu nawet jeśli nic nie chce w nim kupić. Czasami się zastanawiam, czy nie istnieje jakaś grupa osób o takich upodobaniach?

Pozdrawiam,
Sprzedawca

Monika Stankiewicz
Gość

Tu istnieje chyba pewne nieporozumienie. Normalnie człowiek zakłada, że jak sklep otwarty do 21.00, to drzwi są otwarte do 21.00. I może wejść. I coś kupić. Ale nie zakłada, że pracownikom płacą tylko do 21.00, a potem tyrają za darmo. I dlatego już od wpół do dziewiątej są poirytowani na widok każdego wchodzącego, bo już muszą podliczać, sprzątać i zamykać interes. Tu jest problem w polityce firmy, która tak zapewne oszczędza na wynagrodzeniach, z czego w dużych sieciówkach robią się naprawdę spore sumy. Które ogromnie cieszą akcjonariuszy.

Tommy
Gość

To ja po raz pierwszy skomentuję. Temat, o którym często myślę będąc za granicą.

W pełni zgadzam się z uwagami autora. Dodam jeszcze jedną – często zauważalną – taka “nieobecność” w rozmowie. Niby rozmawiamy, ale mowa ciała pokazuje jednoznacznie, że sprzedawca tylko myśli, kiedy skończy pracę.

Rozumiem podejście sprzedawców – klienci są różni i niektórzy zapewne potrafią nieźle napsuć…. Ale – przynajmniej ja osobiście – wyznaję zasadę – albo się czymś zajmuję na serio i poważnie, albo nie zajmuję wcale. Dlatego też niezrozumiałe jest dla mnie narzekanie, że za X PLN to nie warto się uczyć, itd.

Myślę, że wiedzą tajemną nie jest, że w dłuższej perspektywie lepsze wyniki sprzedaży osiągną Ci, którzy mają wiedzę, którzy doradzą (nie narzucając się), a wręcz odradzą kupowanie czegoś. W dłuższej perspektywie. W krótkiej oczywiście wygrywają Ci, którzy 100 razy zapytają czy mogą pomóc. Na marginesie – tego bloga jak widać czytają też sprzedawcy – proszę zapytajcie kiedyś klientów “Jak mogę Pani / Panu pomóc”. Zróbcie test 1 dzień i zobaczycie różnice.

A w ogóle to polecam wszystkim sprzedawcom wizytę w jakimś sklepie za Oceanem. Chociażby w NYC. Wtedy zobaczycie: (1) jak nawiązują kontakt sprzedawcy, (2) że nie ma najmniejszego problemu z przynoszeniem, wyszukaniem, odpakowaniem, mierzeniem dziesiątek rzeczy (sam sprzedawca proponuje); wszystko jest kwestią mentalności;

z ciekawszych doświadczeń (wcale nie była to mega topowa marka) – sprzedawca bierze numer telefonu i do mnie dzwoni za kilka godzin informując, że uwaga – już sprowadził daną rzecz z innego sklepu!; albo sprzedawca osobiście sam przynosi do hotelu rzecz, za którą zapłaciłem, ale która wymagała drobnych poprawek; nie wspominając już o tym, że niemal każdy sprzedawca daje czas na zastanowienie, odkłada rzecz na bok (just in case you decide to take it, I will keep this till the end of the day), zostawia swój numer telefonu, żeby dać mu znać jeżeli chcemy jeszcze o czymś porozmawiać.

Myślę, że wiele osób wie o czym piszę. Mała próbka tego – zakupy przez internet w Herringshoes i kontakt z legendarnym już Kenem.

Podsumowując – rozumiem sprzedawców, ale jak ktoś zauważył DOBRY sprzedawca to skarb. A jak ktoś uważa, że wyuczonymi formułkami przekona klienta to się myli. Jest coś takiego jak mowa ciała. Ona zdradza wszystko.

A z innej beczki – bo niektóre sytuacje zdarzają się również w innych branżach. Zabrzmi to niewiarygodnie, ja osobiście nie wierzyłem w to co słyszę, ale to prawda.

Kraków, hotel 5* przy Starym Rynku. Wychodzimy po południu “na miasto” i pytamy miłą Panią w recepcji o rekomendację co do restauracji. Odpowiedź (uwaga!) – nie znam żadnej bo nie chodzę….. Z całym szacunkiem, ale to tak jakby lekarz zapytamy o to jaki środek na ból gardła powiedział – nie znam żadnego, bo mnie nigdy gardło nie boli :-)

Michal
Gość

Potwierdzam wylacznie pozytywne doswiadczenia z Herringshoes.
Customer Service na najwyzszym poziomie.
Pozdrawiam
Michal

Bartek
Gość

Właśnie jakość obsługi sprawia, że od lat chętnie wracam do sklepów P&C (Warszawa). To już pewnie trochę przyzwyczajenie, ale czuje się że chcą pomóc i nakleić tę małą naklejkę.
No i w przymierzalni jest półeczka na okulary – niby nic a cieszy (zachęcam do kopiowania)!

Corvax
Gość

Zgadzam się w 100% ze wszystkimi uwagami. Obsługa w sklepach odzieżowych to duży problem.
Mnie jeszcze bardzo zniechęca do wejścia do sklepu widok sprzedawcy, lub częściej sprzedawców opartych o ladę na wprost wejścia do sklepu i lustrujących wzrokiem każdego wchodzącego. Klient wchodzi i jest jak “na patelni”. Taka inwigilacja. Zwierzyna wchodzi, daje się jej z 10 sekund i już leci zapytać czego mu trzeba. Tylko po co? Wystarczy dać mu się chwilę rozejrzeć a jak zacznie się rozglądać za obsługa po prostu podejść i spytać, czy w czymś pomóc.

Drugie irytujące zachowanie – wchodzę do sklepu i oglądam krawaty. Podbiega pani i pyta jakiego krawata szukam. I co tu można odpowiedzieć? Ładnego? Wg mnie krawat to coś tak subiektywnego, że po prostu musi wpaść w oko i się spodobać…kolor, wzór, faktura, tkanina. Jeszcze gdyby spytała na jaką okazję to miałoby jakiś sens.
Inne głupie pytanie to …”A do jakiej koszuli ten krawat, białej czy niebieskiej”? Tak jakby to było jakimś wyznacznikiem.

I na koniec, jest sobota, wchodzę w dżinsach i pytam o białą klasyczną koszulę. W 99% przypadków automatycznie pada pytanie “…do ślubu?” :) No bo przecież facet w dżinsach koszulę zakłada raz w życiu na ślub. Nie ma opcji, żeby w ciągu tygodnia nosił garnitur :)

Dobra, nie mogę się powstrzymać…mam coś jeszcze. Pytam o tę koszulę (już wytłumaczyłem, że nie do ślubu :)). Mówię dalej, że kołnierzyk 42, biała, gładka, włoski kołnierzyk, mankiety na guziki. Reakcje zwykle są 2 możliwe. Albo rozbrajające “Trochę za dużo wymagań” albo po rzekomym wysłuchaniu czego szukam, Pani się odwraca i podaje mi kraciastą koszulę ze szpiczastym kołnierzykiem i mankietami na spinki. Zazwyczaj zgadza się tylko rozmiar kołnierzyka. A potem foch, że coś mi nie pasuje. Ojjj, książki można by o tym pisać :)

KarloS
Gość

– Jakiego krawata pan szuka/czy szuka pan czegoś konkretnego?
– czegoś ładnego.

Ja właśnie tak odpowiadam, i wychodząc bez zakupu pozwalam im wyciągnąć wnioski samemu. ;)

Corvax
Gość

Tu się też zgadzam. Znalezienie ładnego krawata w sklepie stacjonarnym graniczy z cudem. Z mojego doświadczenia jedyna szansa to Emanuel Berg ale i oni klepią już te same wzory od lat i powoli chodzenie tam przestaje mieć sens. Serio, granat w czerwone kropeczki w jednym sezonie, granat w zielone kropeczki w kolejnym. Ile lat można jechać kropeczkami? :)

Jan
Gość

A ja też nie lubię, gdy daję do zrozumienia sprzedawcy, że mam jakieś tam pojęcie o kupowanych produktach, a on tego nie zauważa i tłumaczy mi rzeczy dla mnie oczywiste. Na przykład przymierzam marynarkę, a sprzedawca mówi:
– Proszę nie zapinać dolnego guzika.
– Wiem przecież…

Albo mówię:
– O, widzę, że macie koszule z tkanin Tho…!
(sprzedawca wcina się w pół zdania)
– Tak, proszę pana, to Thomas Mason. To bardzo dobry producent tkanin. Klienci bardzo go sobie chwalą.
A ja wtedy sobie myślę: kobieto, daję ci do zrozumienia, że wiem, co to Thomas Mason, a ty mi mówisz, że “klienci sobie go chwalą”…

A wracając do tematu “tego to nie obsługuj”, to gdzie się z tym spotkaliście? Mnie do tej pory nikt w ten sposób nie potraktował, nawet gdy 7 lat temu zaglądałem w studniówkowym za dużym garniturze do butików na Placu Trzech Krzyży :)

robert
Gość

Jubiler w Poznaniu w centrum niedaleko Empiku. Czy mógłbym zobaczyć ten pierścionek? Nie sądze by Pana było na coś tu stać… Fakt, kosztował ponad 3k pln, i zarabiałem wtedy niewiele więcej, ale skąd ta baba wiedziała czy nie zbierałem na niego 5 lat??? Ps. kupiłem w Aparcie, ładniejszy i sporo droższy ;)

Monika
Gość

jedyne co mnie wkurza, zostało tu również poruszone to “TEGO NIE OBSŁUGUJ”, mam niestety albo stety styl ubierania się luźny czasami niedbały i niechlujny, częściej sportowy niż elegancja francja, ale również pracuję i zarabiam i stać mnie na wiele, zwłaszcza w sklepach pokroju Solara czy podobnych tego typu, nie rzadko niestety spotyka mnie takie zachowanie ekspedientek, wręcz są w stosunku do mnie opryskliwe, najbardziej dotkliwe było w jednym ze sklepów z włoskim obuwiem, kiedy Pani z góry założyła, że nic nie kupię i jej praca związana z podawaniem butów do mierzenia była największym udręczeniem, była dla mnie nie miła, a co najgorsze mówiła do mnie bezosobowo.
Może rzeczywiście nie wyglądam na swój wiek, często ludzie traktują mnie jak siuśmajtka, ale mam wrażenie, a właściwie oczekuję, że obsługa w sklepie z butami po 1000 zł, będzie conajmniej na poziomie dobrym, nie mówię już o wzorowym.
Oczywiście Pani się nie zawiodła, więc zapewne utrwaliłam w niej przekonanie, że jak ktoś w tramkach odwiedzi ich sklep to nie kupi przepięknych czułenek, lub kozaków za 800zł ….. trudno, moje intencje były z goła inne, pragnęłam tych butów, ale kupiłam je w zupełnie innym sklepie właście przez tą Panią!
Ostatnio stałam się fanką zakupów przez internet, w związku z tym

Robert
Gość

Ojjjj to i tak nic w porównaniu z perfumeriami ;) Tam to dopiero wiedza leży… a poprosić o perfum na lato bądz na wieczór? To dają za każdym razem Cool Water Davidoffa bądz czarnego adidasa hehehe ;)
Ja jestem mile zaskoczony obslugą w jednym z salonów Vistuli….. poważnie.Jest taka parka kobieta i mężczyzna i zawsze świetnie doradzają…. przynajmniej ja wychodzę zadowolony z obslugi.Nie jest co wlewanie jak to pan świetnie w tym wygląda , ale nawet między sobą konsultują w czym mnie lepiej.Bardzo lubię tam obslugę :)
Ogólnie pierwszy raz slyszę , że można nie dawać koszul do przymiarki:) ale ludziska tak jak salony różne są ;)
Generalnie potrafi być w innych salonach obsluga tragiczna , ale świadomość klienta na poziomie zerowym też nie pomaga.Bylem już świadkiem jak sprzedawca dobrze doradzal…. a klient uparty jak osiol ” krawat mu się podoba i ch….” ;)

Łukasz
Gość

Jak się mówi “poproszę o PERFUM na lato” zamiast o “perfumy na lato”, to nie dziwię się ekspedientkom, że ciągle podają Ci czarnego adidasa.

David
Gość

Mistrzowski komentarz ;-)

wpDiscuz