Gdy kilka tygodni temu zacząłem planować swój urlop, to jednym z podstawowych kryteriów miał być hotel z bezpłatnym dostępem do internetu. Wakacje wakacjami, ale jako osoba dla której internet jest środowiskiem naturalnym i która każdego dnia spędza przy komputerze zazwyczaj kilkanaście godzin, wydawało mi się to zupełnie normalne. Na wakacjach nie zamierzałem oczywiście tyle czasu marnować w świecie wirtualnym, ale w wolnych chwilach chciałem mieć dostęp do poczty elektronicznej, bloga i portali społecznościowych (głównie Instagram). Typowy bloger.
Ostatecznie co prawda wybrałem hotel z dostępem do internetu, ale postanowiłem nie zabierać laptopa, a w smartfonie wyłączyć wszystko co związane z internetem. Po prostu na 10 dni chciałem się odciąć od świata wirtualnego i była to świetna decyzja. Polecam każdemu, kto podobnie jak ja, spędza przed komputerem sporą część dnia. Czy przez ten czas ominęło mnie coś ważnego? No raczej nie. Maile? Odpisałem po powrocie. Komentarze na blogu? Przeczytałem po powrocie. Ważne informacje? Brak.
W planach wakacyjnych rozważałem różne europejskie kierunki, ale po raz kolejny skończyło się na Grecji. Uwielbiam ten kraj, szczególnie ich wysypy, a że jest ich kilkaset, więc mam co zwiedzać do końca życia :) Co mnie tam tak przyciąga?
PRZYJAŹNI LUDZIE – tam nawet kierowca ichniejszego pekaesu z uśmiechem wita i odpowiada na pytania turystów.
KLIMAT – nie znoszę upałów, ale mimo, że w Grecji temperatury często przekraczają trzydzieści stopni, to czuję się tu dobrze. Na małych wyspach zupełnie inaczej odczuwa się wysokie temperatury. Łagodniej.
NIESPIESZNY STYL ŻYCIA – to jedna z cech z którą sam wyjątkowo się utożsamiam, a jest to cecha narodowa Greków. Nie ma pośpiechu, a odpoczynek to ważna rzecz. Amen.
ARCHITEKTURA – na wyspach greckich najbardziej lubię miasta i miasteczka z ciasną zabudową i wąskimi uliczkami. Nie jest to jakaś wybitna architektura, w wielu przypadkach to prowizorki jakich nie znajdziemy nawet na polskiej prowincji, ale ma to swój klimat, szczególnie w barwach biało-niebieskich. Oczywiście jest także architektura z poprzednich stuleci, a nawet tysiącleci, która robi ogromne wrażenie nawet na koneserach tego tematu i to niewątpliwie jeden z największych atutów całej Grecji.
SMACZNA KUCHNIA – grecka kuchnia nie jest może jakaś wybitna, ale prostota dań tak charakterystyczna dla kuchni śródziemnomorskiej to jest coś, co lubię.
RÓŻNORODNY KRAJOBRAZ – weźmy taką Kretę. Na stosunkowo niewielkiej wyspie można zobaczyć bajeczne piaszczyste plaże, góry skaliste, wąwozy, niziny pokryte bujną zielenią i oczywiście zabytków co niemiara.
Wszystkie te cechy sprawiają, że po prostu czuję się tam błogo, a przecież o to chodzi w wakacyjnym wypoczynku. Tym razem nastawiałem się na Santorini, czyli prawdopodobnie najpiękniejszą grecką wyspę, która trochę niesłusznie jest uważana za mocno snobistyczną i drogą. Zachodnia część wyspy, czyli ta znana z białych miast „przeklejonych” do ciemnych skał, faktycznie nie należy do tanich (zlokalizowane są tam głównie prestiżowe hotele butikowe i drogie pensjonaty), ale jest też wschodnia, nizinna część wyspy z tańszą bazą hotelową, którą wreszcie odkryły polskie biura podróży, dzięki czemu rodzinne wakacje z bezpośrednim lotem można spędzić na Santorini nie wydając kwot pięciocyfrowych.
No ale widocznie Santorini nie było mi pisane w tym roku, bo gdy już wybrałem wczasy i chciałem kupić konkretną ofertę, to system rezerwacji wyrzucił mnie w trakcie zatwierdzania płatności, a gdy za kilka minut chciałem ją powtórzyć, to okazało się, że sprzedane zostały wszystkie miejsca w samolocie, którym miałem lecieć, więc trzeba było szukać alternatywy. Ponieważ byłem ograniczony do konkretnych terminów wylotu i powrotu, to wybór nie był zbyt duży. Padło na Kos, trzecią pod względem wielkości wyspę z archipelagu Dodekanez, który leży bliżej Turcji niż Grecji, a tworzy go dwanaście największych greckich wysp z tego regionu. Są to: Rodos, Karpathos, Kos, Astypalia, Kalimnos, Kasos, Leros, Nisyros, Patmos, Symi, Chalki, Tilos. Warto sprecyzować słowo „największe”, bo w przypadku setek wysp, które należą do stosunkowo niewielkiego terytorium Grecji, nierzadko oznacza to wyspy porównywalne z powierzchnią średnich i dużych polskich miast. Kos zamieszkuje ok. 30 tys. Greków, a maksymalna szerokość wyspy to niecałe 50 kilometrów. Tak małe wyspy wprost stworzone są do pokonywania ich niewielkimi pojazdami. Osobom aktywnym polecam różnorakie rowery, którym Kos jest wyjątkowo przyjazny. Północą część wyspy pokrywają niezłe drogi rowerowe (również stolica wyspy ma wydzielone drogi dla rowerzystów), a wypożyczalnie jednośladów są na każdym kroku. Bardziej leniwi mogą wybrać skutery, motocykle i oczywiście samochody. Główne drogi są raczej puste i bezpieczne, ale oczywiście trzeba się przyzwyczaić do bardzo wąskich, krętych i stromych odcinków gdy chce się wjechać w południową część wyspy. Na wyspie jest także całkiem sprawna i tania komunikacja publiczna (autobusy KTEL), ale można nią dojechać tylko do kilku miejscowości.
Na wyspie Kos jest kilka pozycji obowiązkowych, a ja wymienię te, które dla mnie były najbardziej interesujące, choć uczciwie zaznaczam, że wszystkich na pewno nie odwiedziłem. Zresztą moja relacja nie jest żadnym przewodnikiem po Kos (na pewno znajdziecie lepsze w sieci), to po prostu obrazkowy zapis tego, co uważałem za warte utrwalenia.
Na początek Kefalos, miejscowość turystyczna położona w zachodniej części wyspy, której największą atrakcją jest bardzo ładna plaża w pobliżu której można zobaczyć ruiny bazyliki Agios Stefanos oraz leżąca kilkadziesiąt metrów od brzegu malutka wysepka Kastri, do której można dopłynąć wpław. Z daleka widać na niej białą kapliczkę z niebieskim dachem – to chyba najpopularniejszy kadr z widokówek i zdjęć promujących Kos oraz podobno najpopularniejsza na wyspie miejscówka do sesji ślubnych.
Inna miejscówka, której największą atrakcją są piękne widoki, to Zia – najwyżej położone miasteczko na wyspie Kos (350 m n.p.m.). Podobno to stamtąd można obserwować najpiękniejsze zachody słońca. Z tarasów widokowych miejscowych tawern roztacza się malowniczy widok na północną część Kos oraz na sąsiednie wyspy i wybrzeże Turcji. Osoby aktywne, z dobrą kondycją i dysponujące odpowiednim obuwiem mogą spróbować wspiąć się jeszcze wyżej, bo to właśnie tu ma początek pieszy szlak na szczyt Dikeos Christos, który jest najwyższym punktem Kos (846 m n.p.m.). Szlak nie należy do łatwych, droga na szczyt zajmuje dwie godziny, ale podobno widoki są fantastyczne.
Do miasteczka Zia można dojechać komunikacją publiczną z miasta Kos (są również kursy wieczorne), w ramach zorganizowanej wycieczki z biura podróży i oczywiście wynajętym samochodem lub innym pojazdem mechanicznym (roweru nie polecam, wjazd pod górę może być bardzo męczący).
Pisząc o największych atrakcjach wyspy nie sposób pominąć miasto Kos, które do dużych nie należy, ale każdy znajdzie tam coś dla siebie. Są ciekawe ruiny antyczne, jest ładny port i plaże, są sklepy, kluby, restauracje, muzea i cały przekrój wielowiekowej architektury. W niewielkiej odległości od miasta Kos jest także jedna z największych perełek wyspy, czyli Asklepiejon. To ruiny antycznego ośrodka leczniczego, które imponuje rozmiarem i położeniem. Niektórzy uważają, że to właśnie to miejsce można uznać za pierwszy na świecie szpital.
Na samym Kos atrakcji jest co prawda sporo, ale jeśli ktoś chce zwiedzać codziennie i intensywnie (szczególnie przy pobycie dłuższym niż tydzień), to polecam zainteresować się pobliskimi wyspami, których w promieniu 10 kilometrów jest kilka i można do nich dotrzeć szybko i tanio. Zorganizowane wycieczki na okoliczne wyspy można wykupić w lokalnych biurach podróży lub u rezydentów polskich biur podróży (zazwyczaj kilkanaście euro drożej). Można też płynąć na własną rękę korzystając z lokalnych linii promowych (to opcja najtańsza, ale trzeba samodzielnie dotrzeć do portu). Ja korzystałem z zorganizowanych wycieczek i odwiedziłem trzy pobliskie wyspy: Pserimos, Kalimnos i Nisyros. Zdjęcia z tej ostatniej pokażę w kolejnym wpisie, a dzisiaj kilka słów o tych dwóch pierwszych.
WYSPA PSERIMOS
Wyspa Pserimos oddalona jest zaledwie kilka kilometrów od Kos i wybrzeża Turcji. To jedna z najmniejszych zamieszkanych wysepek z archipelagu Dodekanez. Na stałe mieszka tu kilkadziesiąt osób. Nie ma tu szkoły ani lekarza, a domy nie mają nawet dostępu do słodkiej wody, zatem musi być ona dostarczana statkami z Kos, a następnie rozwożona cysternami po wysepce.
Malutki port jest w stanie pomieścić tylko małe jednostki, więc prawdopodobnie turyści podróżujący większymi promami lub jachtami się odwiedzają tego miejsca. Pserimos żyje swoim niespiesznym życiem. Hasło „malutka, prawie bezludna wysepka” pasuje tu idealnie. Wystarczy oddalić się o kilkadziesiąt metrów od portu by poczuć kompletną ciszę i brak cywilizacji. Aż chciałoby się tu zostać kilka dni, by całkowicie odciąć się do świata.
WYSPA KALIMNOS
Ostatnim punktem rejsu była wyspa Kalimnos. Zbliżając się do jej głównego portu – miasta Pothia, będącego stolicą wyspy, u mnie pojawiły się skojarzenia z piękną wysepką Symi, którą miałem okazję zobaczyć kilka lat temu w ramach wycieczki z wyspy Rodos. Tutaj również główny port otoczony jest wzgórzami na których można zobaczyć ciasną, stromą i wielokolorową zabudowę mieszkalną, a powyżej niej dość obfitą roślinność iglastą.
Wyspa Kalimnos znana jest przede wszystkim z pięknych miejsc do wspinaczki sportowej oraz pozyskiwania i obróbki naturalnych gąbek, które są jednym z najpopularniejszych produktów turystycznych na całym archipelagu Dodekanez. I tu jedna z ciekawostek – gąbki wydobywane z dna morza nie są roślinami, lecz zwierzętami. Produkcja gąbek była kiedyś jednym z podstawowych zajęć mieszkańców wyspy, obecnie jej wydobyciem zajmuje się już tylko kilkanaście rodzin, ale Pothia nadal odwołuje się do tej tradycji i zarabia na tym. W zasadzie w każdym sklepie można kupić naturalne gąbki, a wokół portu rozstawionych jest mnóstwo straganów z tym asortymentem. Również w tawernach czuć klimat wyspy poławiaczy. W wielu z nich można zobaczyć stare zdjęcia, narzędzia do obróbki gąbek, a także stary ekwipunek nurków (m.in. mosiężne hełmy). W uliczkach odchodzących od portu działa nadal kilka tradycyjnych fabryczek zajmujących się ręczną produkcją gąbek. Można w nich podejrzeć jak z kawałków wydobytych z dna morza powstają gotowe produkty.
Na wyspie przetrwała także tradycja hucznego żegnania poławiaczy gąbek w Święta Wielkiej Nocy. Kiedyś była to umowna data, gdy wypływali oni w półroczny rejs i żyła tym cała wyspa. Przez tydzień spędzano czas na wspólnym biesiadowaniu, śpiewie i tańcach. Pożegnania były tak huczne i długie, ponieważ nie każdy z takiej wyprawy wracał. W tamtych czasach korzystano z bardzo prymitywnych metod nurkowania, zatem ryzyko zgonu było bardzo duże. Złoża surowca leżakowały zazwyczaj na głębokości kilkudziesięciu metrów i przez wiele lat poławiacze schodzili do nich bez żadnego specjalistycznego sprzętu, czyli na bezdechu. Nietrudno sobie wyobrazić, że zejście na taką głębokość i powrót na powierzchnię wody wymagało co najmniej kilku minut. By przyspieszyć zniżanie, śmiałkowie przywiązywali do ciała kamienie. Często dochodziło do utraty przytomności, niedokrwienia kończyn, a wielu poławiaczy cierpiało na chorobę dekompresyjną i w młodym wieku stawali się kalekami. Ci, którzy jesienią wracali żywi, byli witani jak bohaterowie.
Przez wiele wieków w wodach wokół Kalymnos były duże zasoby gąbek, dopiero w ostatnich kilkudziesięciu latach zaczęło ich brakować, ponieważ starsze złoża przestały się regenerować wskutek biologicznej degradacji. Na okolicznych wyspach w zasadzie wymarł zawód poławiacza gąbek, natomiast mieszkańcy Kalimnos zaczęli importować dodatkowy surowiec z łowisk w pobliżu Libii i Tunezji.
Niestety na Kalimnos zwiedziliśmy jedynie portowe miasto Pothia, a szkoda, bo podobno cała wyspa jest piękna i wcale nie taka mała jak mogłoby się wydawać. Na Kalimnos mieszka około 16 tys osób (z czego 12 tys w stolicy wyspy), co czyni ją trzecią wyspą Dodekanezu jeśli chodzi o liczbę stałych mieszkańców. W przeciwieństwie do Kos, na chwilę obecną na Kalimnos nie powstały ośrodki masowej turystyki, jest to raczej wyspa odwiedzana 1-2 dniowo przez turystów podróżujących indywidualnie jachtami po Morzu Egejskim lub mniejsze grupy szukające specyficznych atrakcji (np. wspinaczki skalne).
Po zwiedzeniu jednej z fabryczek gąbek naturalnych, odłączyłem się od grupy i zanurzyłem się w strome uliczki miasta Pothia. Akurat była to pora sjesty, zatem nagle ucichły skutery i większość sklepów, lokali i mini muzeów zamknęła swoje drzwi.
W następnym wpisie relacja z wyspy Nisyros, która zrobiła na mnie największe wrażenie. Tam mógłbym zamieszkać na stałe.
PS. 1. Pozdrawiam czytelniczkę bloga, która rozpoznała mnie na jednej z wycieczek.
PS. 2 W nawiązaniu do obecnych upałów, przypominam ciekawe wpisy o tematyce letniej z poprzedniego roku:







































































Piękne zdjęcia, Grecja naprawdę potrafi zaskoczyć.
wow świetne zdjęcia oddają klimat
Fajna relacja. Dobre foty. Jakim sprzetem robiliscie zdjęcia?
Dzięki :)
Sprzęt raczej amatorski, więc jakość nie powala.
Kompakt Nikon P610.
Jak na zdjęcia czysto wakacyjne, to moim zdaniem daje rade :)
Piękne zdjęcia. Odrazu zatęskniłem za moją ulubioną Kretą :). Pozdrawiam
Bardziej liczyłem na wpis „jak ubierają się Grecy”, zdjęcia podpatrzonych ciekawych stylizacji przy okazji itp.
Mam nadzieję, że urlop był bardzo udany, ale osobiście nie oczekuję/nie chcę kilku foto relacji z urlopu, bo i blog nie jest lifestylowy i w mojej opinii mimo, że zdjęcia bardzo ładne, to nie wnoszą wartości dodatniej dla bloga w ilości większej niż jeden wpis.
Pozdrawiam
Grecki styl ubierania nie zasługuje na wpis :)
Nie wiem, nie byłem, ale rodzynki można znaleźć wszędzie :) Mnie co drugi rok bardziej ciągnie na południe, każdy lubi inne miejsca :)
Na szczęście, bo gdyby tak wszyscy się zjechali w jedno miejsce, to trudno byłoby o komfort. Za to też lubię Grecję. Niby jest bardzo popularna, ale nigdy nie są to jakieś szalone tłumy czy to na plażach, w restauracjach, czy w atrakcjach turystycznych. Jest kameralnie.
Zgadzam się, że pod względem estetycznym nie, ale może masz jakieś obserwacje co do materiałów?
(Nawet pośród zwykłych ludzi nie przywiązujących uwagi do wyglądu.)
Styl większości Greków na wyspach turystycznych nie wyróżnia się niczym specjalnym, jest po prostu przeciętny. Młodsi noszą zwykle kolorowe t-shirty, polo, szorty i sneakersy (najczęściej New Balance), starsi natomiast bawełniane koszule i długie spodnie w ciemnym kolorze.