Fenomen japońskiego dżinsu

42 komentarze

Ponad sto lat temu Stany Zjednoczone stały się kolebką dżinsów. Zrodziły tak kultowe marki jak Levi’s, Lee, czy Wrangler, które stale budowały amerykańską potęgę. Wydawałoby się, że w świecie denimu osiągnęli wszystko. Tymczasem dżins został wyniesiony na zupełnie nowy, jeszcze wyższy poziom, w całkowicie odmiennej kulturowo Japonii. Pasjonaci z Kraju Kwitnącej Wiśni uczynili z produkcji dżinsu formę sztuki oraz rzemiosło, w którym zdobyli absolutny szczyt.

To kolejny gościnny wpis autorstwa Darka Lemańczyka z bloga The Sartorius.

Dżinsy pojawiły się w Japonii za sprawą amerykańskich żołnierzy, którzy okupowali to państwo po drugiej wojnie światowej. W czasie wolnym zamieniali mundury na spodnie i kurtki Levis’a wzbudzając fascynację japońskiej młodzieży. Swoje “nadwyżki” odsprzedawali chętnym, których stale przybywało. W latach 50-60 popularność błękitnej tkaniny eksplodowała wraz z pojawieniem się na ekranach takich postaci jak James Dean, czy Marlon Brando. Dżins stał się dopuszczalną formą buntu w społeczeństwie, które usiłowało podnieść się po wojennej traumie. Gdy popyt przerósł podaż, grupa japońskich detalistów zaczęła sprowadzać dżinsy z USA, głównie Levis i Lee. Niestety dla większości młodych konsumentów okazały się zbyt drogie, a często też nie miały vintage’owego charakteru, preferowanego przez Japończyków. Tak narodził się pomysł, aby stworzyć własny denim. Jak na ironię, to właśnie Amerykanie przyczynili się do powstania największej konkurencji dla swoich kultowych dżinsów.


Dżinsy marki ONI. Źródło: heddels.com

Japonia posiada kilka regionów słynących z wiekowych tradycji tekstylnych. Jednym z nich jest Kojima w prefekturze Okayama – miejsce narodzin japońskiego dżinsu. Obecnie prosperuje tam ponad 30 firm produkujących gotowe dżinsy oraz około 200 firm powiązanych z branżą. Bogate skupisko obejmujące mniej więcej 40% krajowej produkcji sprawiło, że Kojima stała się magnesem dla wielu przedsiębiorców i entuzjastów dżinsu nie tylko z Japonii, ale i całego świata.

To właśnie tam mieściła się fabryka Maruo Clothing, która już w połowie lat 60. próbowała swoich sił w produkcji własnego denimu. Konstrukcja i szycie dżinsów nie stanowiły dla pracowników zakładu tajemnic, ponieważ nabrali doświadczenia przerabiając i dostosowując do japońskich rozmiarów spodnie importowane od lat 50. z USA. Główną przeszkodą okazały się techniki farbowania materiału. W rezultacie Maruo była zmuszona sprowadzić z amerykańskiej tkalni Canton pięćdziesiąt rolek denimu, z których w 1965 r. powstała pierwsza, uszyta w Japonii linia dżinsów, sygnowana nazwą fabryki z USA – Canton. Dwa lata później firma Maruo wypuściła na rynek drugą markę – Big John, która początkowo również korzystała z amerykańskich tkanin, choć tym razem z legendarnej Cone Mills zaopatrującej m.in. Levis’a.


Canton to marka pierwszych dżinsów uszytych w Japonii z amerykańskiego denimu. Źródło: negobundle.blogspot.com

Dopiero w 1972 r. fabryce Kurabo udało się wyprodukować tkaninę dżinsową, którą nazwano Kurabo KD-8. Materiał posłużył do stworzenia w 1973 r. pierwszych, w pełni japońskich dżinsów uszytych i sprzedawanych przez Big Johna. To wydarzenie stało się zaczątkiem rewolucji, która trwa do dziś.


Big John to pierwsze, całkowicie japońskie dżinsy. Źródło: nytimes.com

Japończycy od początku wzorowali się na amerykańskich dżinsach. Nawet, gdy stali się samowystarczalni, próbowali wiernie kopiować ich styl. W ciągu zaledwie kilku lat przemysł oparty na rodzimych dżinsach dosłownie eksplodował. Doskonale obrazują to liczby, które przedstawiają ogromny wzrost sprzedaży z 7 000 000 par w 1969 r. do 45 000 000 par w 1973 r. Lokalne wytwórnie denimowej odzieży namnażały się lawinowo. Azjaci jeszcze bardziej ugruntowali swoją pozycję w latach 80, dzięki obniżającej się jakości dżinsu od amerykańskich potentatów. Zakłady w USA zaczęły używać nowocześniejszych i szybszych maszyn oraz syntetycznych barwników, nastawiając się na masową produkcję, podczas gdy w Japonii obrano zupełnie inny kierunek. Pozostając przy starych krosnach wahadłowych, byli wierni tradycyjnym metodom barwienia z użyciem naturalnego indygo. Skupiali się na detalach i technikach, które stały się nieużyteczne w globalnym przemyśle.

Zauroczenie dżinsem i chęć jego ulepszania pchnęło wiele tekstylnych zakładów do dostosowania się i wyspecjalizowania w produkcji denimu i szytej z niego odzieży. Rozbudowaną branżę i dużą ilość tkalni trzeba zaliczyć na poczet zalet azjatyckiego denimu. Wiele z nich ma wypracowane własne metody i indywidualny styl. Dzięki temu powstaje przeogromna różnorodność faktur i odcieni, niespotykana w innych częściach świata.


Różnorodność faktur i odcieni japońskiego dżinsu jest ogromna. Źródło: selvedgerun.com

Jedne z najbardziej znanych japońskich fabryk denimu to Kurabo, Nisshinbo, Kaihara, Nihon Menpu, Kuroki, Toyoshima, Collect, Shinohara Textile. Najstarsze z nich rozpoczęły działalność tekstylną ponad sto lat temu. Włókiennicze dziedzictwo Kurabo sięga 1888 r., a w latach 70. XX wieku tkalnia stworzyła pierwszy japoński dżins. Była pionierem w stosowaniu unikalnych sposobów przędzenia i barwienia błękitnej tkaniny, które używane są powszechnie do dziś. Na uwagę zasługuje też prężnie rozwijająca się Kaihara. Jej udział w japońskim rynku dżinsowym wynosi co najmniej 50%. Dostarczają dżins do ponad 20 krajów na całym świecie, a z ich surowców korzystają zarówno marki premium, jak i te tańsze. Do ich klientów należy Gap, Lee, J. Crew, Uniqlo, Evisu, czy Tom Ford. Kaihara może się pochwalić całkowicie zintegrowanym procesem produkcyjnym, złożonym z przędzenia, barwienia, tkania oraz operacji wykończeniowych denimu.


Japonia skupia wiele fabryk produkujących dżins. Źródło: pinterest.com


Kaihara to najprężniej działająca fabryka denimu w Japonii. Źródło: hello.jcrew.com

Współcześnie japoński dżins uchodzi za najlepszy na świecie. W stosunkowo krótkim czasie Azjaci wynieśli błękitny denim do poziomu legendy i narodowego dziedzictwa. Sekret tej wyjątkowej jakości tkwi w latach doświadczeń, rzemieślniczym podejściu, tradycyjnych technikach oraz bezkompromisowym dążeniu do perfekcji. Wiele procesów produkcyjnych zależy od wykwalifikowanej siły roboczej, a nie sterowanych komputerowo maszyn. Japoński dżins w odróżnieniu od pozostałej większości, powstaje w sposób unikalny z doskonałych surowców. Na jego wyjątkowość składa się przede wszystkim kilka podstawowych elementów.

Fundamentalne znaczenie dla jakości denimu ma bawełna. Początkowo stosowano głównie amerykańskie odmiany, lecz po wielu eksperymentach największe uznanie wśród Japończyków zdobyła afrykańska bawełna z Zimbabwe. Jej włókna są wyjątkowo mocne i długie, a co najważniejsze w pełni organiczne. Pączki zbiera się ręcznie bez użycia maszyn. Po raz pierwszy została sprowadzona i przerobiona na denim w 1994 r. przez właściciela marki Full Count. Dzisiaj nie jest jedyną wykorzystywaną odmianą, ale bazują na niej najlepsze marki z Kraju Wschodzącego Słońca. Inna afrykańska bawełna z Wybrzeża Kości Słoniowej podbiła serce marki Blue Japan.


Afrykańska bawełna z Wybrzeża Kości Słoniowej też zyskała uznanie wśród producentów denimu z Azji. Źródło: denimhead.ru

Rodzaj przędzy to kolejny element uzasadniający wyjątkowość japońskiego dżinsu. Obecnie większość przemysłowych wytwórców denimu na świecie stosuje głównie przędzę typu open-end, która jest tańsza, znacznie szybsza w produkcji, ale też dużo gorsza jakościowo. Do późnych lat 70. produkcja dżinsu opierała się na tradycyjnie wytwarzanej przędzy typu ring spun. Proces przędzenia tą metodą wymaga lepszej klasy, dłuższych włókien bawełnianych. Dzięki temu pozyskiwane nici są silniejsze i bardziej miękkie. Odpowiedzialne są także za niespójną powierzchnię tkaniny, dodającą dżinsom charakteru. Szczególnie popularne w stylu vintage tworzą tzw. tate-ochi, czyli pionowe, wyblakłe linie. Japończycy docenili walory przędzy ring spun bardzo wcześnie, ponieważ idealnie pasuje do ich konwencji i tradycyjnych metod.


Przędza ring spun to jeden ze wskaźników jakości japońskiego denimu. Źródło: nomanwalksalone.com

Unikalny jest przede wszystkim proces tkania, który odbywa się na starych krosnach wahadłowych. Są one znacznie wolniejsze od nowoczesnych maszyn, a utkany materiał jest dużo węższy. Jednak mają też swoje zalety. Tkanina ma bardziej zwarty i gęstszy splot, przez co jest cięższa i wytrzymalsza. Ograniczona prędkość powoduje mniejszy nacisk na przędzę, co finalnie oznacza zwiększoną miękkość. W odróżnieniu od wydajnych, zautomatyzowanych urządzeń, stare krosna powodują powstawanie drobnych nieregularności i zgrubień nadając dżinsom często pożądany charakter vintage. Zdarza się również, że denim jest bardziej szorstki i włochaty. Wśród entuzjastów niebieskiej tkaniny różnorodność i unikatowość tekstury zdecydowanie przedkłada się nad jednolitą i spójną powierzchnię. Wiele japońskich zakładów produkujących dżins korzysta z ojczystych krosien Toyoda. Ciekawostką jest fakt, że to prekursor znanej wszystkim firmy Toyota. Potentat motoryzacyjny zaczynał właśnie od wytwarzania krosien, które współcześnie przyczyniają się do produkcji najlepszego dżinsu na świecie.


Tkanie na krosnach wahadłowych odróżnia japoński denim od większości pozostałych. Źródło: denimhunters.com

Krosna wahadłowe pozwalają tworzyć denim selvedge, który jest wykończony charakterystyczną krajką na końcach rolki. Wewnętrzne szwy biegnące wzdłuż nogawek posiadają specjalny, utkany biały pasek ozdobiony zazwyczaj czerwoną linią (zdarzają się też w innych kolorach). Oprócz wartości estetycznych ten typ wykończenia dodatkowo wzmacnia szwy, chroni je przed rozpruwaniem i zapobiega strzępieniu. Selvedge stanowi nieodłączny element japońskiego denimu wysokiej jakości.


Wykończenie selvedge to nieodłączny element dżinsów wysokiej jakości z Japonii. Źródło: americanclassicslondon.com

Jeszcze rzadszy i absolutnie wyjątkowy, japoński denim powstaje na archaicznej, drewnianej maszynie tkackiej. Jedno z takich krosien znajduje się w Denim House – Shiroshita. Tkanie na nim wiąże się z dużym nakładem ręcznej pracy wykonywanej przez doświadczonego rzemieślnika. Cały proces jest bardzo żmudny i czasochłonny. W ciągu ośmiu godzin produkuje się zaledwie jeden metr tkaniny, podczas gdy jedna para dżinsów wymaga około dwóch i pół metra. Z oczywistych powodów ręcznie tkany denim jest nadzwyczajnie drogi i stanowi tylko symboliczną namiastkę całej japońskiej produkcji. Pojawia się m.in. w najbardziej ekskluzywnej linii dżinsów Momotaro.


Zabytkowe ręczne krosno, na którym powstaje bardzo rzadki denim. Źródło: hiveminer.com

Kolejny bardzo ważny wskaźnik jakości stanowi ai-zome, czyli proces farbowania z udziałem naturalnego barwnika indygo. Dzisiaj większość producentów dżinsu używa syntetycznych barwników, ponieważ jest to tańsze rozwiązanie, a uzyskiwane odcienie są łatwiejsze do opanowania. Na przekór standardom Japończycy postanowili wrócić do źródła. Ich bogate doświadczenie i tradycyjne metody w stosowaniu indygo sięgają XVII w. Pod tym względem szczególną sławą owiane jest miasto Tokushima na wyspie Sikoku, które od dawna stanowi narodowe centrum pozyskiwania i obróbki błękitnego barwnika. Obszar skupia niewielkie uprawy indygowca barwierskiego, tak więc nawet półprodukty w pewnym stopniu pochodzą z japońskiej ziemi. Cały proces produkcji indygo jest bardzo długotrwały. Począwszy od sadzenia nasion do otrzymania przydatnego surowca mija zazwyczaj około roku. Sama fermentacja trwa sto dni. Dzięki kompleksowym działaniom, na terenie Tokushimy odbywa się uprawa, produkcja i farbowanie za pomocą starych technik.


Naturalny barwnik indygo to podstawowy składnik japońskiego denimu. Źródło: thechromologist.com

Zastosowanie naturalnego barwnika to nie wszystko. Ważne są także metody farbowania przędzy. Najczęściej wykorzystywany jest sposób “barwienia linowego” (ang. rope dyeing), gdzie pęczki przędzy skręca się w kształt liny i moczy w zbiornikach z indygo. Następnie suszą się i utleniają na specjalnych bębnach. Cały proces farbowania odbywa się na przystosowanej maszynie. Zanurzenia są krótkotrwałe i powtarza się je wielokrotnie. Dzięki temu barwnik nie przenika w pełni włókien, a kolor pokrywa głównie zewnętrzną warstwę. W przypadku denimu jest to wyjątkowo pożądane. Częstotliwość kąpieli i utleniania warunkuje finalny odcień denimu. Im więcej zanurzeń, tym będzie ciemniejszy.


W taki sposób odbywa się barwienie linowe. Źródło: denimlaboratory.tumblr.com

Bardzo rzadką metodą jest ręczne farbowanie przędzy zebranej w motki (ang. hank dyeing). Ten tradycyjny japoński sposób odbywa się głównie w Tokushimie, gdzie wykwalifikowany rzemieślnik wielokrotnie zanurza przędzę w kadzi z indygo. Robi tak do momentu, aż barwnik całkowicie przeniknie rdzeń włókien. Doświadczenie i odpowiednie wyszkolenie pracownika jest w tym przypadku nieocenione. Materiał z ufarbowanej w ten sposób przędzy ma zupełnie inne parametry blaknięcia.

Ręczne barwienie przędzy to rzadko stosowana metoda. Źródło: visvim.tv

Duży nacisk kładzie się na detale i procesy wykończeniowe. W Japonii można się spotkać z praniem tkanin przy użyciu kamieni lub pumeksu oraz ręcznym szczotkowaniem, podczas gdy nowoczesne metody bazują na enzymach i kwasach. W rezultacie materiał ulega zmiękczeniu oraz zyskuje naturalne wytarcia, a co najważniejsze jest bardziej ekologiczny. Malowanie białych pasów na niektórych modelach Momotaro, czy ozdabianie spodni Evisu też należy do ręcznych czynności. Podobne nowinki zawiera szycie. Dżinsy zazwyczaj są opatrzone ściegami łańcuszkowymi, które powstają na starych amerykańskich maszynach Union Special. Tego typu szwy są szczególnie charakterystyczne na zakończeniach nogawek japońskich spodni. Większość producentów używa w tym miejscu zwykłego szycia. Podane przykłady to oczywiście nie wszystko.


Wiele japońskich szwalni używa starych maszyn Union Special. Źródło: pinterest.com

Tkaniny dżinsowe podlegają zazwyczaj różnym sposobom obróbki i uszlachetniania, takim jak sanforyzacja, opalanie, czy merceryzacja. Japońskie tkalnie również korzystają z tych procesów, ale niektóre marki, jak Strike Gold, czy Studio D’Artisan potrafią całkowicie z nich zrezygnować. W ten sposób oferują czysty, surowy denim o bardziej szorstkim, niespójnym wyglądzie. Oznacza to, że w Japonii można znaleźć nawet niszowe modele.


Japońscy mistrzowie produkują dżinsy m.in. z kompletnie surowego denimu. Źródło: pinterest.com

Z japońskiego denimu korzystają liczne marki na całym świecie. Z uwagi na spory koszt tego surowca, stosują go głównie firmy z wyższej półki. Jednak wśród dżinsów z sieciówek też zdarzają się tkaniny z Kraju Kwitnącej Wiśni. Co prawda ceny są wówczas odpowiednio wyższe, a materiał pojawia się w ograniczonych kolekcjach. Dobrym przykładem są niektóre modele firmy Gap, gdzie stosuje się denim z Kaihary. Japońskich tkanin można również szukać w asortymencie Lee (linia 101), Uniqlo, Allsaints, J.Crew, Carhartt, APC, Nudie Jeans, Naked & Famous. Oczywiście nie mogło ich zabraknąć w droższych, często luksusowych markach jak: Diesel, Jacob Cohen, Paul Smith, Balmain, Ermenegildo Zegna, Tom Ford, Gucci, Prada, Louis Vuitton, Ralph Lauren (Purple Label).


Japoński denim można spotkać w produktach z sieciówek. Źródło: imgur.com


Tom Ford to jedna z luksusowych marek, która korzysta z japońskiego denimu. Źródło: gq.com

Japończycy udostępniają swoje tkaniny nabywcom spoza kraju, lecz ich prawdziwą dumą są rodzime marki, obejmujące całościową produkcję dżinsowej odzieży. Marka Big John uchodzi w tej kwestii za pioniera i nadal świetnie prosperuje. Edwin również może pochwalić się długą historią i wyrobioną renomą. W Japonii można natrafić na mnóstwo różnych producentów. Jedne z bardziej znanych to: Iron Heart, Sugar Cane, Real McCoy’s, ONI, Needles, 45RPM, Eternal, Chimala, Blue Japan, Kapital, Johnbull, OrSlow, Visvim, Neighborhood.

Iron Heart należy do czołówki japońskiego dżinsu. Źródło: clutchmagjapan.com


Edwin to jedna z najstarszych japońskich marek w przemyśle dżinsowym. Źródło: americanclassicslondon.com

Światową fascynację japońskie dżinsy zawdzięczają między innymi pięciu firmom z Osaki: Studio D’Artisan, Evisu, Full Count, Denime i Warehouse. Twórcy tych marek, znani jako Osaka 5, współpracują ze sobą dzieląc się doświadczeniami i dążąc do wspólnego rozwoju. Za najbardziej wpływową i rozpoznawalną markę z całej piątki uchodzi Evisu. Jej znakiem rozpoznawczym są ręcznie malowane “mewy” na tylnych kieszeniach, nawiązujące do przeszyć Levisa. Nowsze kolekcje mają znacznie bardziej ekstrawaganckie malowidła, często wykraczające poza obrys kieszeni, a według mnie również poza ramy dobrego stylu.


Osaka 5, czyli Studio D’Artisan, Evisu, Full Count, Denime i Warehouse. Źródło: grailed.com


Ręcznie malowane mewy to znak rozpoznawczy marki Evisu. Źródło: harveynichols.com

Wśród zacnego, japońskiego grona znajdują się producenci, którzy podchodzą do dżinsu z nadzwyczajnym, wręcz obsesyjnym pietyzmem. Stawiają na wyrafinowanie i unikalność, a ich praca polega na dążeniu do bezwzględnej perfekcji. Tworzenie dżinsów wynieśli do poziomu rzemiosła połączonego z artyzmem. Stosują niekonwencjonalne techniki, najwyższej klasy materiały, a to wszystko okraszone dużymi nakładami ręcznej pracy. Szczytową jakość i kwintesencję prawdziwego, japońskiego dżinsu można odkryć wśród takich marek jak: Momotaro, Samurai, The Flat Head, Strike Gold, Studio D’Artisan, Pure Blue Japan, Full Count.


Marka Momotaro to bardzo wysoka jakość i kwintesencja japońskiego dżinsu. Źródło: clutchmagjapan.com

Doskonałym przykładem mistrzowskiego rzemiosła wycenionego na ok. 2000 $ są dżinsy Momotaro z limitowanej serii G001-T Gold Label. Każda para tych spodni jest unikalna. Powstają z bawełny Zimbabwe, ręcznie utkanej na starodawnym, drewnianym krośnie w Denim House Shiroshita. Materiał jest ręcznie barwiony przy użyciu tradycyjnej techniki, gdzie naturalne indygo przenika rdzeń włókien. Dzięki temu nie blaknie, a często z czasem staje się nawet ciemniejszy. Na koniec jest prany w wodzie z Wewnętrznego Morza Japońskiego, co ma również znaczenie mistyczne. Ekskluzywności spodniom dodają guziki i nity wykonane ze srebra oraz tylna naszywka ze skóry jelenia z napisami platerowanymi złotem lub z ręcznie dzierganego jedwabiu.


Dżinsy Momotaro Gold Label G001-T kosztują ok. 2000$. Źródło: heddels.com

Etykieta “made in Japan” zobowiązuje, ale pełną gwarancję, że trafimy na dżinsy wysokiej jakości dają w szczególności sprawdzone, renomowane marki. Absolutnie nie można w jednym rzędzie stawiać spodni Gap z japońskiego denimu oraz dżinsów Samurai, ponieważ różnice klas będą bardzo znaczące. Nawet między krajowymi producentami może występować odmienna jakość. Mimo iż japoński denim nie jest do końca zdefiniowany, to powinniśmy oczekiwać od niego pewnego, złotego standardu. Obejmuje on tkanie na krosnach wahadłowych z wykończeniem selvedge oraz stosowanie naturalnego barwnika indygo. To podstawowe minimum, na którym Japończycy zbudowali sławę swoich dżinsów.


Sprawdzone marki to gwarancja wysokiej jakości. Źródło: heddels.com

Paradoksalnie dżins – symbol buntu i swobody pojawił się w kraju zdyscyplinowanych perfekcjonistów. Efekt tego zderzenia był zaskakujący, ale też niezwykle imponujący. Japończycy zamiast szukać drogi na skróty, postanowili cofnąć się w przeszłość, zachowując stare metody produkcyjne. To rozwiązanie stało się kluczem do sukcesu i międzynarodowego uznania.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

42 komentarzy do "Fenomen japońskiego dżinsu"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotr
Gość

Świetny tekst. Miło poczytać coś tak merytorycznego i interesującego zarazem. Pasuje też do tego bloga, takie teksty zachęcały do czytania Mr. Vintage kilka lat temu. Szkoda, że ostatnio jest ich mniej, ale rozumiem, że zmienił się model biznesowy. Dobrze jednak, że Pan Michał udostępnia na swoich łamach miejsce dla innych, wartościowych autorów.

czytelnik
Gość

Interesujący wpis. Od pewnego czasu zagadnienie japońskiego denimu mnie interesowało, ale nigdy nie było czasu by je zgłębić. Gratuluję współpracownika, bo tak to chyba trzeba nazwać.

Marcin
Gość

Tekst malo merytoryczny bardziej marketingowy belkot. Na fotce japonski denim z streatchem, a w tekscie o afrykanskiej bawelnie, naturalnych barwnikach i niewolnikach artystach. Kuriozum i kolorowanie ala Vega. Japonski denim, rozni sie tylko tym ze jest z Japonii, metody produkcji sa globalne, ba wiele mniej znanych firm w Europie tez stosuje stare metody, ale nie dlatego ze byly lepsze tylko, bo ich nie stac. Utarg na hipsterskich jeansach jest wiekszy niz na masowce. Cena nijak sie ma do jakosci, cena wynika z zasobnosci portfela klienta. Natomiast jakość niezaprzeczalnie wynika z ilosci(np SPC – statystyczna kontrola procesu), co do perfekcji opanowaly takie marki jak QandQ, Toyota.

Zbig
Gość

To dziwne, ze na masowce powstają fortuny, a nie na hipsterskich dżinsach, prawda?

Marcin
Gość

Rozchodzi sie o efekt skali. Hipsterskie przy mniejszych nakladach produkcyjnych maja wiekszy zysk per sztuka.

Jan
Gość

A ja mam pytanie:
Poleci mi ktoś jakiś dobry impregnator do kurtek przeciwdeszczowych? Używa ktoś? Bo zauważyłem, że moja poliamidowa kurtka po praniu inaczej reaguje na deszcz.

Marcin
Gość

w kazdym jest to samo, ja kupuje kiwi za 15 zl pryskam nim kurtki po praniu i buty przed sezonem

Elex
Gość

Nikwax TX.Direct

Jan
Gość

A słynne Tarrago nano protector? Czy kurtka nie będzie brzydko pachnieć?

NOL
Gość

Będzie wręcz śmierdzieć. Doświadczone empirycznie.

Tomek
Gość

Kiedy jakieś 14-15 lat temu uczestniczyłem w budowie fabryki koncernu VF w Łodzi (Lee, Wrangler, Maverick, HIS), projektowaliśmy i instalowaliśmy wielkie maszyny pralnicze, które również prały jeansy z pumeksem, a przetarcia na udach robiono za pomocą szybkoobrotowych szczotek. Wąskie przepalenia na udach robiono laserem. Niestety ta fabryka już nie istnieje. Być może teraz robi się to przy pomocy enzymów lub kwasów.
Tutaj macie fajny film sponsorowany przez markę Edwin, przyjemnie się to ogląda:
https://vimeo.com/49445992

Atanazy
Gość

A mnie zastanawia “fenomen” udziwnianych dżinsów, np. fabryczne przetarcia, dziury, jakieś przebarwienia, niejednorodny kolor, itp.

The Sartorius
Gość

Przebarwienia i niejednolity kolor w masowo produkowanych dżinsach powstają za sprawą enzymów i kwasów. Stosuje się też piaskowanie (sandblasting), aby stworzyć wytarcia i wygląd vintage. To często procesy i substancje szkodliwe dla środowiska i samych pracowników. W Japonii stosuje się bardziej ekologiczne metody, aby uzyskać podobne efekty. Na przykład pranie dżinsu z kamieniami, tarcie pumeksem, ręczne szczotkowanie.

Przemysław
Gość

Wydaje mi się że pytanie dotyczyło nie tyle procesu produkcji, co sensu tych operacji. Dla mnie dziurawe jeansy to jedna z najbardziej niezrozumiałych rzeczy w modzie. Pojawiły się w latach 90 kojarzone z Kurtem Cobainem, po czym szybko zniknęły, wydawałoby się na dobre. A tu nagle hyc!, wróciły ni wiedzieć po co i zniknąć nie chcą.

jerzy-emerytowany-denimhead
Gość

Podobnie jak ze skórą, ewolucja denimu jest procesem unikatowym. Przetarcia na spodniach dodają im charakteru a także ożywiają całą kompozycję. Proste, skórzane trampki, koszulka bez nadruków, zegarek oraz przetarte spodnie są prostym codziennym zestawem. Zamiana spodni na te wykonane z surowego jeansu w kolorze indygo sprawi, że zestaw będzie… nudny i mdły. Do tego dochodzi aspekt kulturowo-historyczny, trendy w modzie męskiej są silnie inspirowane kulturą masową, szczególnie kinem oraz muzyką. Przetarte spodnie kojarzą się z bad-boyami w klimacie rockowym. Tak samo skórzana, znoszona kurtka potrafi wyglądać lepiej niż nowa, błyszcząca prosto ze sklepowego wieszaka. A ani jedna, ani druga nie wpisuje się w klasykę męskiej elegancji. Osobną kwestią jest źródło przetarć czy dziur, te powstałe w wyniku użytkowania odzieży mają zdecydowanie bardziej naturalny i wyjątkowy charakter niż pre-produkowane, ale umówmy się – kto w dzisiejszych czasach może sobie pozwolić na chodzenie w jednej parze spodni przez dwa, trzy lata dzień w dzień, jeszcze przy minimalnym praniu tychże? (najlepsze przetarcia powstają na surowych spodniach, które nie mają kontaktu z wodą). Koniec końców… to tylko ubranie a branża modowa sprawiła, że ubiór przestał być uniformem kojarzonym z grupą społeczną a stał się jedynie trendem. W tym momencie mamy tylko dwa rodzaje uniformów po których można zweryfikować człowieka – drogie i tanie.

rumcajs 43
Gość

Wyczytałem gdzieś, że Japończycy kupili stare krosna od Amerykanów i dlatego ich jeans jest taki wyjątkowy. W artykule czytam, że … Toyota

The Sartorius
Gość

Po części to prawda. Gdy Amerykanie zaczęli przestawiać się na nowsze i wydajniejsze urządzenia, niektóre japońskie fabryki rzeczywiście wykupiły od nich stare krosna wahadłowe. Jednak wiele tkalni od początku korzysta z rodzimych krosien Toyoda. Co innego maszyny do szycia, które w dużej mierze stanowią ściągane masowo z USA Union Special.

Siemak
Gość

Panie Michale,
kiedy pokaze Pan jakies klasyczne casualowe inspiracje na rozpoczynajacy sie sezon wiosenny? Przydałoby sie wprowadzic odrobine swiezego powietrza do istniejacej garderoby!

Kurtki, bezrekawniki, spodnie inne niz chino i jeans? Interesujace koszule w nowych kolorach lub z nowych materialow…

Worker
Gość

Bardzo dobry artykuł, każdy kto choćby miał w rękach oryginalny japoński denim wie o co chodzi ;)
Brakuje jedynie wzmianki o modzie na raw denim, która w dużej mierze przyczyniła się do popularności denimu z japonii.

The Sartorius
Gość

Rzeczywiście popularność surowego dżinsu stała się jednym z powodów wejścia japońskiego denimu do globalnej mody. Większość japońskich marek ma w ofercie raw denim.

Dominik
Gość

Czytałem ostatnio post o łączeniu lnu i pisałeś tam, że nie powinno się łączyć kilka warstw ubrań właśnie z tej tkaniny. Interesuje mnie, jak to wygląda z założeniem lnianej koszuli i kamizelki.

Railroad
Gość

A dlaczego niby ?nie powinno się? łączyć kilku elementów z tego samego materiału?

Velahrn
Gość

Niestety, amerykański denim nie jest już konkurentem dla japońskiego. Po tym jak Cone Mills zamknęły White Oak Plant, w USA nie produkuje się już selvedge denimu…

The Sartorius
Gość

To prawda. Z końcem 2017 roku został zamknięty ostatni bastion amerykańskiego selvedge denimu. White Oak Plant prosperował ponad 100 lat i aż trudno uwierzyć, że tak potężna fabryka przestała działać. Tellason – dżinsowa marka premium z USA, która całą swoją produkcję opierała na tkaninach z Cone Mills już zapowiedziała, że w tej sytuacji przestawia się na japoński denim.

Mateusz
Gość

Panie Michale, mam problem ze znalezieniem czarnego gładkiego swetra v-neck? Wszystkie swetry ze sklepów w galeriach handlowych są bardzo cienkie, delikatne i elastyczne, mi chodzi o coś z bawełny przypominającej materiał cienkiej bluzy. Jak coś takiego można wyszukać, ma to jakieś inne nazwy? Mam taki stary sweter z Brooks Brothers(na metce jest dopisek ?346?, ponoć to jakaś budżetowa seria do outletów), ale obecnie szukam czegoś w budżecie 200-300zl.

Sławomir
Gość

Bardzo ciekawy tekst. Nie wiedziałem, że taki japoński dżins w ogóle istnieje :)
Zabrakło mi jednak jednej, istotnej informacji – czy i gdzie w Polsce można kupić japońskie dżinsy? Tj. japońskiej marki lub “zachodniej” używającej japońskiego denimu?

The Sartorius
Gość

Dziękuję. W Polsce większość typowo japońskich marek jest niedostępna. Na Zalando.pl widziałem dżinsy Edwina, choć niekoniecznie z najlepszych kolekcji selvedge. Mają też Nudie Jeans, które często są szyte z japońskiego denimu. W salonach Emanuela Berga można kupić włoskie dżinsy Jacoba Cohena, które powstają z dżinsu z Kurabo, ale są bardzo drogie. Chyba najłatwiejsze do nabycia na polskim rynku są Lee 101, choć nie jestem pewien czy każdą parę z tej kolekcji produkuje się z japońskiego denimu.

Worker
Gość

Stacjonarnie Faster Dog w Wwa, TK Maxx czasem ma Edwina. Netowo polecam A.P.C i ich słynne Petit Standard no i Unbranded Brand – mimo wysyłki z USA ceny są dobre a często mają newsletter promo -wysyłkę gratis.

jerzy-emerytowany-denimhead
Gość

Unbranded to najlepsze spodnie dla chcącego rozpocząć przygodę z japońskim denimem (chociaż produkowane na… Makau, czyli w Chinach ; ). Niebieski selvedge, najbardziej optymalna gramatura 14.5oz. Zastrzeżenia można mieć do procesu ewolucji (czyli powstawania przetarć z biegiem czasu), tutaj bliżej im do amerykańskich marek, struktura przetarć jest chropowata i nieco… tekturowa a kolor nawet po kilku praniach (nie samych soakach czyli namaczaniu) pozostaje w odcieniu granatowego tuszu do długopisu. A.P.C zdecydowanie piękniej ewoluują, są także nieco cieńsze przez co wygodniejsze w codziennym użytkowaniu, ale też cena – dwu lub trzykrotnie wyższa. Co do innych marek: Naked and Famous, Pure Blue Japan, Evisu, 3sixteen, Iron Heart – te testowałem, ale są też inne marki. Za to odradzam linię Lee 101, to kiepskie propozycje pod każdym względem.

Mikołaj
Gość

Ciekawy artykuł.

The Sartorius
Gość

Dziękuję bardzo.

Jacek
Gość

Fajny merytoryczny artykuł plus kilka ciekawostek o dżinsach. Ps.czy to prawda Panie Michale że kiedyś Turcja przodowała w produkcji denimu?

paero123
Gość

Kaihara Denim – since 1893? !

Daria
Gość

muszę przyznać, że pierwszy raz czytam o japońskim denimie i zaciekawił mnie ten temat. Będę musiała się zagłębić. Chociaż w twoim genialnym tekście jest już wszytsko co najważniejsze :)

Pawel
Gość

Jeśli chodzi o dżinsy to mam pytanie o jakość Levisow, zwłaszcza linii 511 i 512 czy sa warte swoje ceny czy w w przedziale 350-400 zl szukać czegoś innego?
Druga sprawa to buty, szukam brązowych zamszowych derbow typu brogsy do 700 zl, mozecie cos polecić? Przejrzałem już sklep klasycznebuty.pl i Partenope , niestety nic nie znalazłem

Janusz
Gość

Noszę levisa 512 i spoko. 511 zbyt szybko się przecierają w newralgicznym punkcie każdego faceta. Takie moje doświadczenie.