fbpx

Polskie marki, które zniknęły z rynku. Pamiętasz je?

116 komentarzy

Nie wiem czy wiecie, ale nasz rynek odzieżowo-obuwniczy zdominowany jest przez polskie marki. Przy okazji jednego z najpopularniejszych wpisów w historii bloga („50 polskich marek, które powinieneś znać”), pisałem, że poza wyjątkami w kilku kategoriach (np. obuwie sportowe), nasze marki z powodzeniem walczą z wielkimi światowymi gigantami, a wiele z nich ma pozycje dominujące na rynku (np. obuwie budżetowe, garnitury, biżuteria). Ale są też marki, które kiedyś były na szczycie, a dzisiaj ich już nie ma. Postanowiłem przypomnieć te najciekawsze historie firm, które splajtowały lub decyzją właścicieli zostały zlikwidowane. Ciekawe czy jeszcze je pamiętacie…


SUNSET SUITS


Ach, co to była za marka… Każdy ich znał, każdy chciał nosić ich garnitury. Symbol elegancji lat 90. Byli dostępni w dużych i małych miastach, byli w telewizji… Bardzo przyzwoita jakość, choć wiele osób kojarzy ich z poliestrowymi garniturami (te pojawiły się później). Sunset Suits był jakimś powiewem świeżości po smutnych latach komunizmu. Ich kolekcje wyróżniały się na tle dość konserwatywnej stylistyki Vistuli i Bytomia. Zresztą pod koniec lat 90 Bytom i Vistula były w bardzo trudnej sytuacji finansowej i zaglądało im widmo bankructwa. To Sunset Suits był wtedy królem rodzimego rynku garniturów.

Ich dużym plusem było też to, że każdy sklep firmowy miał na zapleczu maszynę do szycia i poprawki krawieckie były wykonywane od ręki. Trochę mi tego brakuje w popularnych sklepach z garniturami, które działają obecnie w galeriach handlowych. Myślę, że byłby to bardzo istotny argument sprzedażowy dla mężczyzn – kupić coś i od ręki dopasować, bez konieczności jeżdżenia do krawca. Faceci lubią taki szybki serwis. Co ciekawe, poprawki krawieckie w trybie ekspresowym ma w swoich wszystkich salonach holenderska marka Suitsupply i jest to bardzo wysoko oceniane przez klientów.

Sunset Suits w czasach świetności zatrudniał blisko trzy tysiące osób. Pod koniec lat 90. z linii produkcyjnej schodziło dwa tysiące garniturów dziennie. Jak to się stało, że tak potężna firma upadła? W jednym z wywiadów założyciel marki mówił, że w kłopoty wpędziła go strategia zakładająca samowystarczalność. Sunset Suits miał sam robić wszystko: produkować tkaniny, szyć garnitury, sprzedawać je we własnych sklepach, a nawet produkować meble sklepowe. W tamtych czasach rynek odzieżowy już odchodził od takiego modelu biznesowego, bo były to ogromne koszty stałe i inwestycyjne dla firm. To położyło jego firmę, upadłość ogłoszono w roku 2012. Tutaj możecie zobaczyć fotoreportaż z opuszczonej fabryki Sunset Suits.

W zeszłym roku pojawiła się w mediach informacja, że Sunset Suits powróci na polski rynek. Okazało się, że prawa do znaku towarowego kupili właściciele marki Giacomo Conti, którzy postanowili wykorzystać jej potencjał i dołączyć do swojego portfolio kolejną markę. Pierwsze produkty z logo Sunset Suits miały się pojawić jesienią 2020 roku, ale przypuszczam, że epidemia mocno pokrzyżowała te plany. Jakiś czas temu linkowałem tu wywiad z założycielem Giacomo Conti, który mówił o trudnej sytuacji finansowej jego firmy, więc w najbliższym czasie chyba jednak nie zobaczymy reaktywacji Sunset Suits.

AMERICANOS

Gdy po roku 1989 zaczęły do Polski oficjalnie wchodzić duże, międzynarodowe marki odzieżowe, to wydawało się, że polskie firmy nie mają szans w tym starciu, bo przecież Polacy byli spragnieni produktów zagranicznych. Tymczasem okazało się, że przez wiele lat równą walkę z takimi gigantami jak Levi’s, Lee czy Wrangler toczyła marka założona przez Andrzeja Pacanowskiego – Americanos. Historia tej marki zaczęła się na przełomie lat 80. i 90. Andrzej Pacanowski otworzył wtedy mały sklepik z odzieżą importowaną przy warszawskim Dworcu Centralnym. Później pojawiły się własne spodnie z logo Americanos. Ciekawa jest historia tej nazwy, bo „zapożyczono” ją z hitu z lat 80. w wykonaniu Holly Johnsona.

Americanos z powodzeniem konkurował z amerykańskimi gigantami. Była to marka bardzo wyrazista, która już w latach 90. zaskakiwała odważnymi kampaniami reklamowymi oraz innowacyjnymi produktami (np. dwustronne dżinsy). Jeden z najbardziej znanych sloganów w historii współczesnej reklamy branży odzieżowej, to „Wyzwanie to ubranie”. Było to hasło promujące Americanosa w latach 90. Zobaczcie koniecznie ich spoty reklamowe z tego okresu – tu.

Przez ponad dwadzieścia lat marka radziła sobie bardzo dobrze, miała szeroką sieć dystrybucji. Gorsze czasy przyszły kilka lat temu. Mam wrażenie, że Americanos przespał czas, gdy trzeba było się skupić nie tylko na produkcie i sklepach stacjonarnych, ale także na internecie (głównie social mediach i sklepie online). Marka zniknęła z rynku w roku 2017, choć niedawno czytałem, że jest szansa na jej powrót. Podobno prawa do znaku towarowego chce kupić grupa CCC, która nie tak dawno kupiła także Rage Age.

LETTFIELD

Marka Lettfield należała do Wólczanki, jeszcze zanim ta firma połączyła się z Vistulą. Stworzoną ją po to, by do sklepów Wólczanki wprowadzić inny asortyment niż tylko koszule (np. marynarki, garnitury, płaszcze). Jeszcze wtedy było takie myślenie, że skoro przez wiele lat Wólczanka produkowała tylko koszule, to ich logotypem nie powinno się oznaczać innego asortymentu. Dzisiaj wydaje się to dziwne, ale wtedy wiele marek tak robiło (np. w sklepach Bytomia sprzedawano koszule Otto Hauptman, skarpety Wola, płaszcze Warmia).

Jeśli dobrze pamiętam, to po połączeniu Vistuli i Wólczanki, marka Lettfield została dość szybko zlikwidowana, wprowadzając na jej miejsce linię Vistula Red, która była kontynuacją awandardowej stylistyki Lettfielda. W mojej szafie jest jeszcze płaszcz tej marki i bardzo go lubię.


REPORTER

Jedna z najbardziej znanych marek lat 90. i początku tego wieku. Przyznam szczerze, że ja przez wiele lat myślałem, że to zagraniczny brand. Reporter rozpoczął swoją działalność w roku 1994 i przez wiele lat nieźle sobie radził, działając w segmencie mody casualowej.

W roku 2009 firma ogłosiła upadłość, zamknięto jej salony i zaprzestano normalnej działalności. Próbę wskrzeszenia Reportera podjął w roku 2011 Krzysztof Bajołek, doświadczony przedsiębiorca z branży odzieżowej, który był współzałożycielem znanej krakowskiej spółki Artman, która stworzyła markę House (początkowo funkcjonująca jako House Of Colours) i Mohito.

W roku 2009 Artman został wykupiony przez spółkę LPP (właściciela Reserved) za kwotę blisko 400 mln zł. Po dwuletniej karencji, która była wpisana w umowie z LPP, Krzysztof Bajołek postanowił oficjalnie wrócić do do biznesu odzieżowego i stworzył sklep internetowy answear.com. Mniej więcej w tym samym czasie wykupił także od syndyka prawa do marki Reporter. Wkrótce pojawiło się nowe logo, nowy wystrój sklepów, kolekcje były przemyślane, spójne i zgodne z aktualnymi trendami. Dwa lata później okazało się, że w tej transakcji prawdopodobnie nie chodziło o ratowanie marki, lecz przejęcie kilkudziesięciu atrakcyjnych lokalizacji w centrach handlowych, bowiem 30 sierpnia 2013 roku większość salonów Reportera zostało przekształconych w salony medicine. Tak narodziła się nowa marka, a produkty z logo Reporter były stopniowo wycofywane ze sprzedaży.

PRÓCHNIK

W dzisiejszym zestawieniu nie mogło zabraknął Próchnika – jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek odzieżowych, która niestety zakończyła swoją działalność w roku 2018, a zaczęła… w 1948 roku, więc to kawał historii polskiego sektora odzieżowego. Firma ta przez wiele dekad specjalizowała się w męskich płaszczach i kurtkach. Ostatnio udało mi się kupić katalog płaszczy Próchnika z roku 1960 i rzeczywiście były to udane i bardzo męskie fasony, które nie zestarzały się mimo upływu lat.

W latach 70. Próchnik był największym polskim producentem okryć wierzchnich (mieli kilka zakładów produkcyjnych) i tak było aż do lat 90, gdy do Polski zaczęły wchodzić zachodnie marki. Wiele polskich firm nie miało pomysłu na rywalizację z nimi, skupiali się wyłącznie na produkcie, który nadal był dobry jakościowo, ale brakowało mu otoczki, która w tej branży jest niezbędna. Próchnik nadal chciał sprzedawać dobre płaszcze, a nie modę i styl. Moim zdaniem za późno zrozumieli, że z samych płaszczy nie będę w stanie się utrzymać. Później co prawda pojawił się asortyment komplementarny, ale był już za późno, rynek tego nie kupił. Było to słabe, nijakie. Tak zaczęły się kłopoty, które niemal doprowadziły do bankructwa.

Markę postanowił uratować Rafał Bauer (były prezes Wólczanki i Vistuli), który w roku 2013 wykupił pakiet większościowy akcji Próchnika i dość szybko wdrożył plan odbudowy potęgi tej marki.

Początkowo wszystko wskazywało na to, że idzie to w dobrym kierunku (ciekawe kolekcje autorstwa Rafała Czapula, spektakularne kampanie zdjęciowe, nowe salony sprzedaży), ale po kilku latach coś siadło. Nastąpiła kumulacja błędów, która ostatecznie doprowadziła do zmian w akcjonariacie i bankructwa. Czy Próchnik jeszcze powróci? Myślę, że tak, bo jest to bardzo mocna i rozpoznawalna marka, która nadal ma duży potencjał.


RAVEL

Ta krakowska marka powstała na przełomie lat 80 i 90. W ciągu kilkunastu lat zbudowali szeroką sieć sprzedaży i rozpoznawalność. W mojej ocenie była to marka, która niczym specjalnym się nie wyróżniała, choć przypominam sobie pewną współpracę, która w tamtych czasach była bardzo pionierskim projektem na rodzimym rynku. Chodzi o sytuację w której popularna marka zaprasza do stworzenia limitowanej kolekcji znanego projektanta. Dzisiaj takie współprace są bardzo popularne, ale kilkanaście lat temu to była kompletna nowość na naszym rynku.

W roku 2004 Ravel zaprezentował kolekcję stworzoną z Arkadiusem – polskim projektantem, który w tamtym czasie był bardzo wyrazistą i rozpoznawalną postacią na rodzimym rynku modowym. Nie było to może nic wielkiego (ubrania przyozdobione nadrukami twarzy Arkadiusa, wzorowanymi na słynnych pop-artowych portretach Andy’ego Warhola), ale głośno było o tej kolekcji.

Ravel radził sobie całkiem nieźle do czasu aż dynamicznie nie zaczęli się rozwijać na polskim rynku najwięksi konkurenci z tej półki cenowej, czyli H&M, Reserved, Top Secret, Cropp, House, Cubus. Marki te zaczęły wchodzić do średnich i małych miast, a także do mniejszych galerii handlowych, a to właśnie te miejsca były głównym rynkiem Ravela. W wyniku problemów finansowych, marka ta ogłosiła upadłość w roku 2013.


WARMIA

Kętrzyńska Warmia ogłosiła upadłość w roku 2019. Specjalizowali się w krawiectwie cięższym, czyli głównie płaszczach i kurtkach z tkanin wełnianych. Można je było kupić w całej Polsce, gdy jeszcze nie było galerii handlowych i marek sieciowych. W latach świetności firma ta zatrudniała nawet tysiąc osób. O jakości ich produktów może świadczyć fakt, że Warmia od lat szyła płaszcze dla takich marek jak Hugo Boss, Bugatti, Eduard Dressler, Burberry, Daks. Zamówienia zagraniczne stanowiły 70% produkcji. Jeśli chodzi o polskie firmy, to byli podwykonawcą między innymi Vistuli i Bytomia.

Warmia była zatem przede wszystkim szwalnią, a to niestety nie gwarantuje wysokiej marży. Jak wiele polskich firm odzieżowych wywodzących się z poprzedniego ustroju, Warmia również przespała okres w którym trzeba było postawić na własną markę i rozwój innych linii produktowych. Czyli po prostu stać się marką modową, a nie firmą produkującą płaszcze. Niestety Warmia nie miała tak mocnej marki jak Vistula, Bytom czy Próchnik, więc chyba nikt nawet o tym nie myślał. Co ciekawe, do roku 2013 Zakłady Przemysłu Odzieżowego Warmia były spółką państwową i to może uzasadniać tak archaiczne podejście i słabe zarządzanie. Prywatyzacja spółki była bardzo kontrowersyjna i niestety jak pokazał czas – nieskuteczna.


TALLINDER

Tallinder miał być takim polskim Massimo Dutti, czyli droższą i bardziej elegancką marką popularnej sieciówki. W przypadku przywołanego Massimo, właścicielem jest hiszpański Inditex/Zara, a u nas była to spółka LPP do której należy marka Reserved. W realizację tego projektu zaangażowano duże środki i zasoby ludzkie, ale nie udało się. Marka została zlikwidowana zaledwie po kilku miesiącach działalności, a wiązano z nią duże nadzieje. W tym czasie udało się otworzyć osiem salonów firmowych i wypuścić dwie kolekcje. W komunikacie prasowym można było przeczytać, że „Osiągane wyniki finansowe tej marki były znacząco poniżej przyjętego budżetu. Poziom sprzedaży okazał się być trzykrotnie niższy od początkowych planów”.

Porażka Tallindera była zaskakująca, bo stała za nią spółka, która dotychczas wszystko za co się brała, zamieniała w złoto i to nie tylko na polskim rynku. Marka Reserved od wielu lat świetnie radzi sobie już nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale także coraz śmielej poczyna sobie w Europie Zachodniej i na Bliskim Wschodzie. LPP przez wiele lat było pewniakiem warszawskiej giełdy, bo niemal zawsze przekraczali założone cele i w ciągu kilkunastu lat zbudowali potężną spółkę, która stała się liderem rodzimego rynku odzieżowego. Szkoda, że Tallinder pojawił się w nie najlepszym momencie dla spółki (koń pociągowy spółki, czyli marka Reserved złapała wtedy zadyszkę) i nie dostał więcej czasu na rozruch, bo moim zdaniem marka ta miała potencjał.

Pamiętacie jeszcze jakieś inne polskie marki, których już nie ma? Tęsknicie za którąś?

PS. Za kilka dni Walentynki. Jeśli szukacie sprawdzonego prezentu dla osób mniej lub bardziej zainteresowanych modą męską, to nieskromnie polecam się z książką „Jak się ubrać”. Do 15 lutego oferujemy darmową dostawę – tu link. Jeśli kupicie książkę teraz, to otrzymacie również darmowy dostęp do czterech webinarów (pierwszy już za kilka dni).

Podobne wpisy

Subscribe
Powiadom o
116 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Dawid
5 lat temu

W SS kupiłem garnitur „maturalny” i płaszcz, czarny, reglanowe rękawy, długość do kostek :-)

Piotr
5 lat temu

Bardzo ciekawy, nostalgiczny wpis.

Szkoda Próchnika i Warmii. Kojarzyli mi się z dobrą jakością i klasycznym wzornictwem. Do tego podobają mi się polskie nazwy marek.

Jak już jesteśmy przy wspominkach, to ja pamiętam z połowy lat dziewięćdziesiątych marę Alpinus. Ubrania były głównie ” outdoorowe”, ale firma miała też markę „Alpinus Classic” — weekendowy casual.

A jeszcze z wcześniejszej historii to szkoda mi też trochę Hofflandu. W końcówce PRLu i na początku trzeciej RP to było coś interesującego.

Zdziwko
5 lat temu
Reply to  Mr. Vintage

Że co? Alpinus też był polski? Przez całe lata żyłem w przekonaniu, że właśnie takie marki jak Alpinus, Americanos, Reporter, Big Star przyszły z zagranicy :)

ORRO
5 lat temu
Reply to  Zdziwko

Big Star przyszedł z zagranicy — tam była taka zabawna wolta, że polski oddział wykupił centralę i ze szwajcarskiej firmy zrobiła się… polska ;-)

Przemek
5 lat temu
Reply to  Zdziwko

Alpinus był ze Świętochłowic, a to chyba Polska :-) Co ciekawe A. na początku praktycznie wszystko robił w Polsce, w Swiętochłowicach właśnie. Po przekształceniach, jak firma nazywała się już Alpin’s cała firma ograniczała się do biurowca – wszysto fizycznie było robione i w dużej mierze projektowane w Chinach. Buty były robione w Czechach.

ORRO
5 lat temu
Reply to  Przemek

Buty były robione w Słowenii, ale to tylko dlatego, że Alpinus buty sprzedawał na doczepkę (mieli, żeby mieć).
A zaczynali w Chorzowie (w parku) od produkcji dla niemieckiego VauDe, początkowo nie tylko na polskim rynku sprzedawali z metkami VauDe, ale też produkty były kropka-w-kropkę takie same.
Do Świętochłowic (pięknego „schroniska górskiego”) przenieśli się po paru latach.

Marcin
5 lat temu
Reply to  ORRO

To prawda … pamiętam, jak moją pierwszą kurtkę z SympaTex’u kupowałem schodzącą z „maszyny” w Chorzowie …. Kurka przeżyła kilkanaście lat , a potem została rozpruta na wzór :). Potem w Świętochłowicach były szyte na pewno plecaki …

Last edited 5 lat temu by Marcin
Bartek
5 lat temu
Reply to  Marcin

Do tej pory nie mogę odżałować tego że komuś pożyczyłem i zaginął plecak Alpinus Woodpacker 70/75l. Kurtkę z goretexu mam gdzieś do tej pory tylko taka workowata ;)

Mieli podejście do klienta bo w innej suwak wymienili gratis, już po gwarancji. No ale coś za coś…

ORRO
5 lat temu
Reply to  Bartek

> Kurtkę z goretexu mam gdzieś do tej pory tylko taka workowata

„M jak Majer”, zawsze mawiałem ;-)

Dino Botta
5 lat temu
Reply to  Przemek

Dokładnie rzecz ujmując w dzielnicy Świętochłowic, Zgodzie.

ORRO
5 lat temu
Reply to  Dino Botta

Na YT jest piękny filmik — jaki to był jubel z okazji otwarcia nowego biura w 1997 r.

Daniel
5 lat temu
Reply to  Przemek

Rok temu szukałem krawcowej do uszycia zadaszenia od pergoli, która robiłem. Pani opowiedziała mi jak pracowała w alpinusie. Mówiła, że był to najlepszy zakład w jakim pracowała. Super atmosfera, warunki itd. Ale wszystko się popsuło, gdy założyciel zmarł (jak dobrze pamiętam). On był pasjonatem gór i stąd taki nacisk na jakość. Wiedział, czego oczekuje klient. Po tym jak przejęli kontrolę nad firmą inni członkowie rodziny firma już chyliła się ku upadkowi. Fajnie było posłuchać. To dzięki niej dowiedziałem się że Alpinus był polski. Krawcowa wysokich lotów. Kunsztu i jakości wykonania nauczyła się właśnie tam. Mnie jeszcze brakuje wzmianki o OTL… Czytaj więcej »

ORRO
5 lat temu
Reply to  Mr. Vintage

Logo (znak towarowy) Alpinusa odkupił Euromark (produkujący pod znakiem Campus) marka miała być takim „Campusem dla bogatych”. Ekipa dawnego Alpinusa krótko pracowała jako Alpin’s, a później jako HiMountain. Niestety, to też się skończyło, ale głównie z powodów losowych.

ORRO
5 lat temu
Reply to  ORRO

Aha, dla jasności: Euromark też upadł, dziś już nie ma ani Alpinusa, ani Campusa.