fbpx

Pokażemy wam „Młode polskie rzemiosło” – zapowiedź nowego cyklu

43 komentarze

Stali czytelnicy zapewne wiedzą, że od początku istnienia bloga chętnie promuję tutaj polskie marki i to nie tylko te odzieżowe, ale także z innych branż. Przypomnę chociażby bardzo popularne artykuły o polskiej porcelanie i ceramice (tu część 1, a tu część 2), natomiast dzisiaj chciałbym zapowiedzieć cykl, który chodził mi po głowie od dłuższego czasu i cieszę się, że udało mi się znaleźć mecenasa tego projektu. Otóż od dawna chciałem pokazać nie tylko małe i średnie marki, ale także prawdziwych rzemieślników, czyli malutkie pracownie w których powstają produkty w bardzo małych ilościach, z dużym nakładem pracy ręcznej, a każdy z tych produktów jest inny. Cieszę się, że w ostatnich latach powstaje coraz więcej takich pracowni, bo to oznacza, że rodzimy klient docenia produkty tworzone w ten sposób.

Co warte podkreślenia, w tym projekcie chcemy się skupić nie na pracowniach, które prowadzą fachowcy w sile wieku, ale młode osoby, które widzą dla siebie szansę w tych nieco zapomnianych zawodach. Pokażemy ludzi, którzy robią nowe rzemiosło po swojemu. 

Ale w pierwszym odcinku chcielibyśmy wam przybliżyć partnera tego cyklu, czyli amerykańską markę Maker’s Mark, której bourbon wpisuje się w ideę handmade, a opowie o tym Janusz Trendewicz – ambasador Maker’s Mark. Zachęcamy do przeczytania naszej rozmowy, ale też do obejrzenia skróconej wersji w formie wideo.

Mr. Vintage: Janusz, wspólnie z marką Maker’s Mark chcemy pokazać młodych polskich rzemieślników, którzy w czasach zdominowanych przez masową produkcję, tworzą produkty po swojemu – ręcznie, powoli, z użyciem dawnych technologii. Ale z tego co wiem, to marka Maker’s Mark, choć nie należy do małych, to też do tego tradycyjnego rzemiosła się odwołuje i nie są to wcale hasła marketingowe, lecz fakty. Jakbyś mógł mi powiedzieć które etapy produkcji nie obejdą się u nich bez ręcznej pracy prawdziwych rzemieślników.

Janusz Trendewicz: Maker’s Mark jest produktem bardzo wizjonerskim, bo choć marka ta powstała stosunkowo niedawno, były to lata 50. ubiegłego wieku, to od samego początku jej założyciele wierzyli, że craft będzie kiedyś modny (a teraz bez wątpienia jest) lub po prostu byli takimi pionierami swoich czasów i trochę nieświadomie wyprzedzili trendy, robiąc po prostu swoje. Bardzo mocno chcieli odwoływać się do tradycji tej branży, od początku chcieli tworzyć produkt premium i tak pozostało do dzisiaj. W zasadzie na każdym etapie produkcji można u nich wskazać typowo rzemieślnicze metody, co z punktu widzenia ekonomii nie ma większego sensu, ale oni to robią, bo szanują rodzinne tradycje i wierzą, że idzie za tym jakość.

A co nadal jest tam robione ręcznie? Zacznę od beczek, bo jest to jedna z niewielu destylarni w Stanach, która ma własną manufakturę bednarską. Obecnie większość firm z tej branży kupuje beczki od zewnętrznych dostawców, a tutaj zatrudnieni są prawdziwi rzemieślnicy, którzy te beczki wykonują na miejscu.

Druga rzecz – charakterystyczny czerwony wosk, czyli chyba najpiękniejszy element całej butelki. Wyobraź sobie, że mimo iż produkujemy całkiem sporo tych butelek, to nadal każda sztuka jest ręcznie zanurzana w czerwonym wosku (23 sztuki na minutę). Dzięki temu każda butelka Maker’s Mark wygląda nieco inaczej, nie ma dwóch takich samych na świecie.

Trzecia rzecz – etykiety. Jeśli się im przyjrzysz, to nie ma na nich nic nowoczesnego – nie ma złotych liter, nie ma błyszczącej powierzchni i wielokolorowych grafik. Jest prostota – kremowy papier i czarny nadruk. Dlaczego tak wyglądają? Bo nadal są drukowane i wycinane na starej maszynie drukarskiej Chandler & Price z roku 1935. Oczywiście obsługuje ją człowiek.

MRV: Chciałbym jeszcze wrócić do najbardziej charakterystycznego detalu butelki Maker’s Mark, czyli czerwonego wosku. Powiem ci szczerze, że gdy kilka lat temu po raz pierwszy zobaczyłem butelkę Maker’s Mark na półce sklepowej, to byłem przekonany, że to jest jakaś plastikowa nakładka na nakrętkę, jednakowa na każdym egzemplarzu. Dopiero gdy się bliżej przyjrzałem, to okazało się, że każda sztuka jest inna. Skąd ten pomysł i kto to wymyślił?

Wymyśliła to Margie Samuels, żona Billa Samuelsa Seniora, który był założycielem destylarni. To kobieta wizjonerka tamtych czasów. Ja się śmieję, że gdyby dzisiaj ktoś wpadł na pomysł stworzenia od podstaw tak dopracowanego produktu, to wielu marketingowców musiałoby się na tym głowić i nie wiem czy zrobiliby to tak dobrze jak Margie. Jednym z elementów, którym Margie chciała wyróżnić ten produkt, był właśnie czerwony wosk na szyjce butelki. Podobno zainspirowała ją wizyta we francuskiej knajpce, gdzie jako świeczniki wykorzystywano butelki po koniakach. Niby prowizorka, ale bardzo urocza. Od góry wkładano świecę, a spływający wosk tworzył takie jakby zastygające krople na szyjce butelki.

Margie postanowiła to wykorzystać na linii produkcyjnej w destylarnii. Jako biochemiczka, stworzyła recepturę specjalnej substancji (wosk zmieszany z polimerem), która jest podgrzewana w specjalnych kotłach i która zastyga po kilkunastu sekundach od nałożenia na szyjkę butelki. Doświadczeni pracownicy maczają każdą butelkę schodzącą z linii produkcyjnej w tempie mniej więcej 23 sztuk na minutę. Oczywiście każdy egzemplarz wygląda inaczej, bo nie da się tego wosku nałożyć jednakowo.

MRV: Ten wosk zawsze jest czerwony?

Zazwyczaj tak, ale nie zawsze. Ta czerwień stała się znakiem rozpoznawczym Maker’s Mark i ona odnosi się do czerwonej pszenicy ozimej, czyli tego drugiego zboża w mieszance Maker’s Mark. Ale od czasu do czasu pojawiają się także edycje limitowane w innym kolorze (np. niebieskim, złotym, srebrnym), a nawet edycje wielokolorowe np. biało-niebiesko-czerwona, wypuszczona na 4 lipca.

MRV: A to maczanie butelek to prosta operacja? Próbowałeś to zrobić będąc w ich destylarni?

Rzeczywiście miałem okazję być w destylarni Maker’s Mark również na stanowiskach, gdzie pracownicy maczają butelki i odpowiem tak – wszystko jest trudne gdy robisz to pierwszy raz. To musi być wprawny ruch dłonią i za pierwszym razem rzadko to się udaje, ale sądzę, że gdybym dłużej poćwiczył, to też byłbym w stanie robić te 23 sztuki na minutę, więc nie jest to aż tak trudne.

MRV: W naszej rozmowie wspomniałeś o roli Margie Samuels, a zazwyczaj trochę stereotypowo myśli się, że ten świat whisky tworzą mężczyźni. Jak rozumiem w przypadku Maker’s Mark było inaczej?

Jeśli chodzi o Maker’s Mark, to w zasadzie był to tandem, czyli Margie i Bill Samuels, ale bez wątpienia rola Margie była ogromna, szczególnie ta wizerunkowa. To ona zaprojektowała butelkę, to ona wymyśliła maczanie w wosku i wiele innych pomysłów, które zbudowały pozycję marki. Jest w ogóle takie fajne powiedzenie w Maker’s Mark, że to Margie powoduje, że sięga się po pierwszą butelkę, a Bill Samuels Senior powoduje, że wybiera się kolejne. Czyli w domyśle – pierwszą butelkę kupujemy oczami, ale po kolejne wracamy, bo doceniamy kunszt smaku.

Ale swoją drogą ten męski świat whisky to stereotyp, bo może faktycznie przez wiele lat nie mówiło się o roli kobiet w tej branży, ale prawda jest taka, że one z sukcesem realizowały się w świecie whisky od dawna.

MRV: Na podstawie moich wieloletnich doświadczeń z branży odzieżowej mogę potwierdzić, że największy wpływ na jakość produktu finalnego ma jakość tkaniny, dzianiny i skóry, jeśli mowa o butach. A jak to jest w przypadku whisky – które składowe i które etapy produkcji w największym stopniu decydują o jakości tego trunku?

Michał, powiem ci, że jest dokładnie tak samo jak w twojej branży. Dobry alkohol musi być stworzony z dobrych produktów i tu nie ma żadnych półśrodków. W przypadku Maker’s Mark możemy mówić o kilku kluczowych półproduktach.

Po pierwsze beczki, o których już wspominałem, bo to im zawdzięczamy 70% smaku i aromatu whisky. Maker’s Mark ma jedne z najlepszych beczek w Kentucky i nie jest to tylko moja opinia.

Po drugie wyselekcjonowane zboże.

Po trzecie woda z własnych źródeł. Połączenie tego wszystkiego daje nam bardzo dopracowany i jakościowy produkt, czyli jak widzisz, jest dokładnie tak jak z ubraniami – podstawą jest dobra tkanina, ale inne składowe też muszą być na wysokim poziomie.

MRV: Muszę ci się przyznać, że prywatnie jestem wielkim fanem naturalnego drewna w moim otoczeniu, a szczególnie dębu (meble, podłogi, przedmioty codziennego użytku), więc skoro po raz kolejny pojawia się wątek beczek, to chciałbym cię zapytać o jedną rzecz. Dąb jest podstawowym materiałem z którego robi się beczki na whisky na całym świecie, więc skoro wszyscy korzystają z tego samego surowca, to co sprawia, że beczki Maker’s Mark są inne?

Rzeczywiście jest tak, że jeśli chodzi o beczki na whisky, to niemal wszyscy korzystają z tego samego gatunku – białego dębu amerykańskiego. Ale tym, co wyróżnia surowiec z którego korzystają bednarze Maker’s Mark jest fakt, że u nas dąb jest sezonowany tak jak kiedyś, czyli suszony wyłącznie na świeżym powietrzu, a nie w suszarni. Ten proces trwa prawie rok (czyli kilkanaście razy dłużej niż w komorach suszarni), więc z punktu widzenia ekonomii jest to mało racjonalne przedsięwzięcie, ale ma to sens z innego punktu widzenia. Drewno, które przez wiele miesięcy schnie na powietrzu, nabiera smaku i aromatu Kentucky i później oddaje to trunkom, które leżakują w dębowych beczkach.

MRV: Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale mam wrażenie, że w ostatnich latach trochę zmieniło się podejście do picia whisky. Nie ma już takich kategorycznych zasad jak ją pić i z czym mieszać, a w zasadzie z czym nie mieszać. Ja tutaj widzę pewne podobieństwo z klasyczną modą męską, która też w ostatnich latach przechodzi ewolucję, a może nawet rewolucję. Ona przez dekady bazowała na takich sprawdzonych, niezmiennych zasadach ubioru i uważam, że te reguły nadal warto znać, ale jeśli ktoś je świadomie łamie, dostosowuje je do własnej osobowości (np. zakłada bordowy garnitur na własny ślub) i stylu życia, to nie krytykowałbym tego. Czy uważasz, że taka zasada sprawdza się w przypadku whisky?

Ja myślę, że dotknąłeś sedna sprawy, bo rzeczywiście można się dopatrzeć takich podobieństw. Formy picia whisky też ewoluowały w ostatnich dekadach. Nie każdy o tym wie, że whisky od samego początku swojego istnienia była mieszana na różne sposoby, głównie dlatego, że kiedyś jej jakość była średnia. Później dopiero, gdy jakość whisky się poprawiła, to ludzie zaczęli ja pić na czysto.

W tej chwili znowu mamy powrót de facto do korzeni, czyli zaczynamy pić whisky tak jak lubimy i tu zgadzam się z tym, co powiedziałeś. Czyli, że nie ma obecnie jednej uniwersalnej reguły picia whisky, której należy się trzymać, tak jak nie ma jednej uniwersalnej zasady ubioru na daną okazję. Bo jeśli mamy ochotę rzeczywiście poznać daną whisky, chcemy się tym delektować, to pijmy ją saute.

Ale jeśli chcemy miło spędzić czas ze znajomymi, czy zrobić sobie na koniec dnia taką małą przyjemność, a tą przyjemnością będzie mieszanka z piwem imbirowym czy wodą gazowaną z cytryną, to nie odmawiajmy sobie tego. To jest nasze pięć minut i róbmy to na swoich zasadach. Alkohol ma nam sprawiać przyjemność.

MRV: OK, a gdybyś miał mi polecić jakieś takie niestandardowe połączenie, o którym raczej bym nie pomyślał, a które może mi dać przyjemne doznania smakowe i nowe spojrzenie na whisky, to co by to było?

Podpowiem ci pomysł najprostszy z możliwych, zresztą coraz popularniejszy w Polsce, czyli połączenie whisky z piwem imbirowym.

MRV: Z piwem imbirowym?

Tak, ale nie chodzi o piwo alkoholowe, lecz o stary napój gazowany, którego receptura ma już ponad sto lat. Do tego dodaj lód, trochę cytrusa i otrzymasz bardzo orzeźwiającą mieszankę. Piwo imbirowe jest lekko pikantne, trochę cytrusowe i naprawdę świetnie łączy się z alkoholami o takich nutach waniliowo-karmelowych (czyli jak Maker’s Mark). Polecam ci to szczególnie na letnie upały. I co ważne – to połączenie nie tłamsi i pozwala nam zachować smak whisky.

MRV: A czy w ogóle wypada wysokogatunkowe whisky spożywać w formie koktajli, czy to jednak profanacja i lepiej wybrać coś tańszego?

To kwestia zasobności naszego portfela. Jeżeli łączymy ze sobą smaki, to rzeczywiście każda whisky może dać nam inne doznania smakowe w teoretycznie tym samym koktajlu czy drinku. Pytanie czy chcemy za to dopłacać? Jeśli my dostrzegamy te różnice i ta droższa whisky daje nam lepsze doznania smakowe, to nikomu nic do tego, róbmy to na swoich zasadach.

MRV: W sklepach mamy obecnie ogromny wybór whisky. Dla znawców tematu jest to świetna sprawa, bo można wciąż poznawać nowe smaki, ale dla początkujących jest to ogromny ból głowy (bynajmniej nie z powodu spożycia), bo nie wiadomo od czego zacząć. Czy poza próbowaniem kolejnych marek i gatunków, jest jakiś patent na to by taki „świeżak” mógł sobie zrobić wstępną selekcję tego, co z dużym prawdopodobieństwem trafi w jego gust?

Fajnie jest sobie to zakreślić geograficznie, bo każdy region, czy każdy kraj mają zupełnie różne style whisky. Oczywiście w obrębie jednego kraju też możemy spotkać dużą różnorodność, ale jako wstępna selekcja jest to rozsądna rada. Czym innym charakteryzują się whisky szkockie, czym innym amerykańskie, a jeszcze czym innym japońskie.

MRV: OK, to spróbujmy na przykładzie naszego bohatera rozwinąć ten wątek. Jak wiadomo Maker’s Mark jest przedstawicielem amerykańskiej whisky. Czym charakteryzuje się ten gatunek i komu może on przypaść do gustu?

Bourbon – bo o tej kategorii mówimy, to whisky, która opiera się na kukurydzy i to ona w dużym stopniu wyznacza walory smakowe. Tej kukurydzy musi być przynajmniej 51%. Obok kukurydzy, drugim składnikiem jest najczęściej żyto – pikantne, ostre, wyraziste. Tworzy nam to interesujący balans pomiędzy słodyczą kukurydzy i pikantnością żyta. To są cechy charakterystyczne klasycznego amerykańskiego bourbona, ale mamy też Maker’s Mark, gdzie żyto zostało zastąpione czerwoną pszenicą ozimą. To tworzy zupełnie inne profile smakowe, wystarczy sobie przypomnieć jak smakuje chleb żytni, a jak pszenny.

Bourbon Maker’s Mark jest dużo delikatniejszy, dlatego z pewnością przypadnie do gustu osobom, które lubią whisky łagodną, słodszą, a przecież większość Polaków lubi rzeczy słodkie. Stąd stale rosnąca popularność whisky ze Stanów Zjednoczonych na naszym rynku.

MRV: To teraz hasło „trendy”. Powiedz mi czy w przypadku whisky, a więc zacnego trunku o długiej historii, można mówić o sezonowości i zmieniających się trendach, tak jak w modzie?

Jak najbardziej, pewne trendy przychodzą i odchodzą, jak w każdej innej branży, choć teoretycznie whisky kojarzy nam się z takim konserwatywnym światem, który zamknięty jest na nowości. Ale to często powtarzany mit i stereotyp. Klienci lubią nowości, lubią próbować nowych smaków. Przez długi czas mieliśmy dominację whisky szkockiej, ale od kilkunastu lat obserwujemy ogromną ekspansję whisky amerykańskiej, swoich sympatyków mają też bardziej niszowe odmiany jak whisky japońska. Te trendy dotyczą także łączenia whisky, o czym już wspominałem. Są pewne sprawdzone połączenia znane i lubiane od lat, ale ciągle pojawiają się nowe koktajle i drinki, a i sam fakt wykorzystywania whisky w taki sposób nikogo już nie dziwi.

MRV: To na koniec zapytam o jeszcze jedno porównanie z „moją” branżą. Kiedyś była taka niepisana zasada, że jak się za ubranie czy buty zapłaciło więcej, to zazwyczaj otrzymywaliśmy lepszą jakość. Dzisiaj nie zawsze ta zasada się sprawdza, a jak to jest z whisky? Czy sięgając po droższą whisky rzeczywiście możemy mieć pewność, że otrzymamy produkt lepszy?

Słowo „lepszy” i „gorszy” jest bardzo subiektywne, ja bym to zamienił na słowo „ciekawszy”, czyli im droższa whisky, tym ciekawsze doznania smakowe otrzymujemy i ta zasada jest celna. Ale z alkoholami jest tak, że nawet jeśli jest to produkt bardzo wysokiej klasy, ale jego profil smakowy zupełnie nam nie pasuje, to możemy czuć zawód i mieć poczucie źle wydanych pieniędzy. W przypadku whisky jedno jest pewne – im produkt droższy, tym więcej czasu spędził w beczce i większego nakładu pracy wymagał.

W kolejnych odcinkach przedstawimy wam sylwetki i pracownie bohaterów tego cyklu – młodych polskich rzemieślników, którzy robią to po swojemu.

Strona zawiera treści reklamowe dotyczące napojów alkoholowych i jest przeznaczona wyłącznie dla osób pełnoletnich. Aby z niej korzystać, musisz mieć ukończone 18 lat. Prosimy o nieudostępnianie i nieprzekazywanie prezentowanych na niniejszej stronie treści osobom niepełnoletnim, jak również o niezapraszanie osób niepełnoletnich do odwiedzania niniejszej strony. Stock Polska Sp. z o.o. wspiera politykę odpowiedzialnego spożywania alkoholu. Więcej informacji na: www.pijodpowiedzialnie.pl

PARTNER CYKLU

Podobne wpisy

Subscribe
Powiadom o
43 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Dino Botta
21 dni temu

Gratuluję pomysłu – szczerze, ale … pod względem rodzaju alkoholu, nie moja bajka.

wole herbate
21 dni temu

Czy ktos moze mi powiedziec na czym polega fenomen whisky w ostatnich latach w Polsce? Czy jest to jedyny „prawilny” trunek faceta? Czy to moze taki odpowiednik diety weganskiej i crossfitu w kregach alkoholowych? A moze faktycznie jest to temat w ktory warto sie zaglebic?
Jako w miare staly czytelnik mr vintage czuje sie jednak niewyedukowany w tym temacie i jedyne co zauwazylem w tym artykule to po raz kolejny zdjecia w zielonej marynarce :)

Last edited 21 dni temu by wole herbate
wole herbate
21 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Ale co decyduje o tym ze to wlasnie whisky jest postrzegane jako trunek „premium”?

Dino Botta
20 dni temu
Reply to  wole herbate

A czy ten trunek jest faktycznie klasy premium czy może tak chciałby być postrzegany? Sprawa dość dyskusyjna, indywidualna, a w mojej ocenie oparta jedynie na kwestiach smakowych i cenią, a przez to dostępności. Niewątpliwie na rozprzestrzenienie na świecie whisky miały kraje anglosaskie. Te z racji własnej historii i stref wpływów, w tym działań militarnych przeniosły ten element popkultury poza swoje granice. Jeśli przeanalizowało by się raporty spożycia i wielkość sprzedaży tego destylatu w poszczególnych krajach „Starej Europy” w wyłączeniem GB nie byłbym zaskoczony, gdyby wśród używek alkoholowych whisky rozpoczynałaby drugą piątkę, będąc daleko poza podium. A to że nasz Szanowny… Czytaj więcej »

Jacek.K.
19 dni temu
Reply to  Dino Botta

Prawda Mądrze napisane

k.
18 dni temu
Reply to  Dino Botta

No to właśnie byłbyś zaskoczony, największym konsumentem szkockiej whisky jest Francja.

harvester
20 dni temu
Reply to  wole herbate

A dlaczego zakładasz, że to zawsze trunek premium? Istnieje np. Johnny Walker Red Label, co do którego nawet producent przyznaje, że „najlepiej smakuje w koktajlach” (bo w wersji saute jest w zasadzie niepijalny), ale są też np. wódki premium (np. Bieluga, Belvedere itp) czy rumy (mnóstwo, np. Plantation, Don Papa, Dictador itp), które cenowo nie odbiegają od niezłej whisky. Wydaje mi się, że to postrzeganie whisky w naszym kraju może wynikać z faktu, że za komuny jeśli gdzieś (Pewex, Baltona) pojawiały się zagraniczne marki alkoholowe, to były to whisky właśnie.

Bozydar
20 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Ależ fenomen whisky da się łatwo wytłumaczyć, tyle że to tłumaczenie zapewne nie spodoba się czytelnikom:) Otóż klasa „aspirująca” koniecznie chciała odciąć się od Januszy łojących rodzimą wódę jednocześnie zachowując stosowne procenty w trunku. Whisky idealnie wypełniło tę potrzebę. Dzisiaj „rudą wódę na myszach” można kupić za grosze w każdym dyskoncie, więc doszedł do tego kolejny „level”: kraftowość . Nie wspominając już o klasycznym „zagraniczne lepsze”. Jako ciekawostkę dodam, iż będąc swego czasu w USA prowadziłem równie ciekawe rozważania o rosyjskich i polskich wódkach, bo oczywiście tamtejsi „aspirujący” nie zniżają się do rednecków z Kentucky… Na koniec, sam pijam whisky,… Czytaj więcej »

Marketingowiec na kolarce
20 dni temu
Reply to  Bozydar

Co do kraftowosci… Szczytem sa lody „rzemieslnicze” sprzedawane we wladyslawowie na straganie… Tak jak i wszystko, wyrabiane od pokolen na starych maszynach i przez ludzi, ktorzy umiejetnosci nabyli z dziada pradziada :D

Jacek.K.
19 dni temu

He he te wszystkie lody rzemieślnicze ,to robi kilku wytwórców i takie to rzemieślnicze oby z naturalnych produktów

Bartosz
20 dni temu
Reply to  wole herbate

Fenomen whisky(ey)/burbonu polega na tym, że żaden mocny alkohol starzony w cenie whisky/burbonu nie oferuje w podobnych pieniądzach porównywalnych doznań smakowych. Mówię tutaj o destylatach np. do 200 zł. Dobre koniaki i calvadosy są cholernie drogie, rumów jest relatywnie mniej. Whisky też dobrze odnajduje się w koktajlach, dużo lepiej niż winiaki. Do tego dochodzi oczywiście spopularyzowanie napoju we wszelkiego rodzaju mediach od naprawdę wielu lat, bardzo duża regionalizacja, możliwość zwiedzania destylarni, fajna historia produkcji, której my możemy wyłącznie Szkotom pozazdrościć. Mieliśmy/mamy Starkę zdaje się, mamy śliwowicę. I co wiecie na ich temat? Jajco, a śliwowica nie jest nawet legalna.

Bozydar
20 dni temu
Reply to  Bartosz

Marketing… a potem długo nic.

Walory smakowe dla większości osób raczej są drugorzędne.
Grono ludzi albo zalewa w/w trunek toną coli czy jakiegoś soku albo zawala go garścią lodu i czeka aż ten się roztopi. Po takich zabiegach „wyczucie” starzenia w beczce dębowej z dodatkiem zdechłego szopa pracza można sobie między bajki włożyć.
Oczywiście nie zmienia to faktu, iż trunki whisky’o-podobne świetnie nadają się do wszelkiej maści mixów. Tyle, że do takich zastosowań nie potrzeba butelki za 550 zł.
Potrzeba natomiast całej tej otoczki dębowo-szopowej, by takową cenę uzasadnić… i wracamy do marketingu.

Bartosz
20 dni temu
Reply to  Bozydar

Spoko whisky do koktajli można kupić za circa 60 zł. Rum podobnie. Tequille podobnie. Z jakiegoś powodu Jack Daniels przez rozbuchany marketing jest o te 20 zł droższy. Przytłaczająca większość osób jest świadoma tych cen. Singlemaltów za 550 zł raczej nikt colą nie zalewa, chyba że nie wie co pije albo ma to w poważaniu (podejrzewam, że to mniejszość pijących takie trunki), to samo można powiedzieć o pułapie cenowym 400, 300, 200…, przy stówie już nie byłbym taki pewny, bo nie są to jakieś szczególnie wyrafinowane smaki (trudno utrzymać wyższą jakość przy zapewnieniu dostępności w każdej żabce i biedronce), ale… Czytaj więcej »

Bozydar
19 dni temu
Reply to  Bartosz

Jedni macho piją czerwonego walkera z lodem a inni single-malta za 550 zł z taką samą ilością lodu. Smakosze whisky to naprawdę niewielki wycinek konsumentów tego trunku.

Oczywiście każdy dżentelmen wyraża święte oburzenie taką uwagą, bo przecież tona lodu nie psuje smaku…

k.
18 dni temu
Reply to  Bozydar

A jakim wycinkiem rynku są single malty po 550 zł, jakimś promilem? Ok, coś takiego pewnie często kupuje się na kosztowny prezent, i taki może się trafić komuś, kto za whisky nie przepada, ale z kolei sugerowanie, że cały rynek single maltów to wyłącznie lans ludzi, którzy ich tak naprawdę nie lubią, to jakiś nonsens. Jeśli uważasz, że żołądkowa jest smaczniejsza i zapewnia głębsze doznania niż Lagavulin to twoje prawo, ale dostosowywanie do tego faktu całej wizji świata jest dość śmieszne. Z drugiej strony ? ja lubię whisky, wódki nie cierpię, tańsza (w tym żołądkowa) to obrzydliwość, od Baczewskiego wzwyż… Czytaj więcej »

Gisch
20 dni temu
Reply to  Bartosz

Trudno porównywać doznania smakowe whisky/ey do rumu czy nawet brandy, to mocno odmienne rodzaje alkoholi. Stosunkowo niskie ceny i wybór tych pierwszych to pokłosie ich popularności i popytu na nie – gdyby rum sprzedawał się równie dobrze to z pewnością w dyskontach też byłyby dziesiątki rodzajów w cenach od 20-30 zł za 0,5 l jak whisky (bo raczej produkcja rumu droższa nie jest). Moim zdaniem popularność wynika w sporej mierze z pozasmakowych cech – podświadomego doceniania brytyjskości czy amerykańskości od końca ostatniej wojny światowej (natomiast rum kojarzy się niemal wyłącznie z piratami, a boom na nich już raczej minął; dominacja… Czytaj więcej »

Filip
20 dni temu

Przyjemnie się czytało, czekam na kontynuację

Artur
20 dni temu

Fuj! Łycha… To moim zdaniem najbardziej „przepromowany” alkohol w naszej części świata. Janusz level 2.0. Cytując klasyka: Murzyńskość.

Aleksander
20 dni temu
Reply to  Artur

„Janusz level 2.0.”, bo Arturowi nie smakuje… Dosyć to niesmaczne!

J.
19 dni temu

Dobrze, skoro wytwórca alkoholu podjął się mecenatu promocji polskich marek rzemieślniczych – to dam mu szansę w ramach podziękowania. Przy najbliższym czasie zamiast pitego zwykle Bushmillsa kupię i spróbuję Maker?s Mark.
Z czystej ciekawości.

Last edited 19 dni temu by J.
maagic_boy
19 dni temu

Mlode, polskie rzemioslo sponsorowane za amerykanskie pieniadze. Ale rozumiem ze za darmo nic sie nie zrobi:) Ciekawa marka i historia, przyznam ze nie znalem. W kwestii premium…to chyba nie tutaj. Wedlug roznych zrodel, wolumen prokucji to 3 miliony litrow. Wiec o jakim rzemieslnictwie mowa? Rzemieslnictwa beczek, etykiety i wosku nie licze bo to dodatki. Cena trunku, skadinad powszechnie dostepnego, tez nie sugeruje premium. Jesli ktos lubi podobne, tzn rude, trunki to polecam whisky Edradour. Produkcja na poziomie niecalych 20 bezczek tygodniowo (zrodla mowia o ponad 110,000 litrow rocznie; a wiec jak to zestawic z 3 milionami??), a produkcja samego trunku… Czytaj więcej »

Janek
19 dni temu

Whiski to nie moja bajka. Próbowałem się do niej przekonać ale pomimo 35 lat na karku nadal bardziej smakują mi słodsze trunki (wina, wermuty, miody czy o zgrozo radlery). BTW w paczkomacie czeka już na mnie Reunion, której ostatni (!) egzemplarz zgarnąłem wczoraj ze strony Lancerto :D

Gisch
19 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Chyba najlepiej sprzedawalny model ze wszystkich kolekcji i to mimo, że najbardziej podstawowy :p
Szalenie przydałyby się osobno sprzedawane spodnie z tej samej tkaniny – Lancerto miałoby wtedy absolutnie topowy mix and match ze wszystkich krajowych RTW.

Janek
18 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Whoa, dzięki za sygnał. Taka kolekcja to byłoby samo złoto! Reunion robi jeszcze lepsze wrażenie na żywo. Czekam na spodnie do kompletu!

Bebek
18 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Dobre wieści :) A czy jest szansa na zajawkę materiałów, z jakich będą te wyczekane longi w nowej kolekcji?

Bebek
18 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Doskonale, w takim razie czekam cierpliwie :)

harvester
18 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

A nie mówiłem, że ciągle tylko kraty to zło?! ;-)

Marcin
19 dni temu

Brawo Panie Michale! Chyba dawno już się Panu nie udało tak skutecznie utoczyć polskiego jadu i uruchomić polskich kompleksów (pozdrowienia dla komentujących). Przynajmniej ja nie pamiętam. A tak poważnie – ciekawy wpis. Co prawda bourbony są trochę za słodkie, a piwo imbirowe najlepiej smakuje z dymem z Islay, ale myślę, że sięgnę po Maker’s Mark przy najbliższej okazji, szczególnie, że pomagają wspierać młode polskie rzemiosło (ciekawe, swoją drogą, co Pan nam o nim opowie). A wszystkich krytykujących osiągnięcia marketingowe producentów whisky zapytam tylko – umielibyście tak? To pokażcie!

Bozydar
19 dni temu
Reply to  Marcin

Przezabawny komentarz:)

Nie wiem gdzie szanowny Pan widzi krytykę osiągnięć marketingowych producentów whisky. Jest raczej odwrotnie. Z komentarzy bije podziw.

Polski jad? Bua ha ha ha… i jeszcze polskie kompleksy?
To już bliżej polskich kompleksów jest „jaranie się whisky”, bo przecież co polskie to gorsze.

Marcin
19 dni temu
Reply to  Bozydar

„uderz w stół” mówią; pozdrawiam

Bozydar
19 dni temu
Reply to  Marcin

Cóż… pozostaje mi pogratulować Panu merytorycznej odpowiedzi. Chapeau bas!

Last edited 19 dni temu by Bozydar
Michał
18 dni temu
Reply to  Bozydar

Pijam whisky i koniaki, za to wódki nie tknąłem chyba z 10 lat. Czy to już mi daje odpowiednie kwalifikacje do posiadania polskich kompleksów? Proszę tylko o poważne odpowiedzi ;-)

ondo
19 dni temu

Zasadniczym problemem z whisky jest to, że nie da rady jej kupić w Pepco :(

profondo
18 dni temu
Reply to  ondo

Szanowny gospodarzu bloga, ponownie proszę o weryfikowanie nicka, pod którym umieszczane są komentarze. Podszywanie się pod czyjś nick to kradzież tożsamości.

Krupa i Rzeszutko – cztery pokolenia krawieckiego rzemiosła | Mr Vintage - rzeczowo o modzie męskiej - Porady i Blog
9 dni temu

[…] Pokażemy wam „Młode polskie rzemiosło” – zapowiedź nowego cyklu 24 sierpnia 2021 40 […]

Krupa i Rzeszutko ? cztery pokolenia krawieckiego rzemiosła – Nowości technologiczne
7 dni temu

[…] ?Młode polskie rzemiosło?, którego partnerem jest marka Maker?s Mark (pisałem o niej w poprzednim wpisie z tej […]

Krupa i Rzeszutko ? cztery pokolenia krawieckiego rzemiosła – Modny Ojciec
6 dni temu

[…] ?Młode polskie rzemiosło?, którego partnerem jest marka Maker?s Mark (pisałem o niej w poprzednim wpisie z tej […]