Ceny po polsku

15 komentarzy
Każdy z nas zapewne ma swoje ulubione zachodnie marki ubrań, butow czy kosmetyków ze średniej lub wyższej półki, które są dostępne w Polsce ale do ich zakupu niejednokrotnie zniechęca cena, która jest sporo wyższa od cen tych samych rzeczy sprzedawanych w innych krajach, czy też poprzez sklepy internetowe.

Próbując dociekać w sklepie uzasadnienia takich cen, najczęściej słyszymy o wysokich kosztach transportu towaru, o różnicach kursowych, o różnych stawkach podatków itp. My natomiast najczęściej obwiniamy lokalne przedstawicielstwa o kosmiczne marże i nie uczciwe zawyżanie cen. Postanowiłem zagłębić się w ten temat aby znaleźć faktyczne powody takiej polityki cenowej wielu marek działających na polskim rynku.

Zacznijmy zatem od argumentów najczęściej podawanych przez przedstawicieli zachodnich marek w Polsce. Podatek VAT jest zawsze wliczany w finalną cenę produktu, zatem jego wysokość ma znaczenie dla finalnej ceny produktu. Pytanie tylko czy faktycznie nasza stawka VAT na ubrania i buty jest dużo wyższa od podatku VAT w innych krajach?
Jak wiadomo w Polsce podatek VAT wynosi 22%. W wybranych krajach Unii Europejskiej wynosi on odpowiednio: Wielka Brytania 17,5%, Niemcy 19%, Francja 19,6%, Włochy 20%, Szwecja 25%. Jak widać, różnice w stawkach są, ale wcale nie są aż tak duże na naszą niekorzyść. Biorąc pod uwagę tylko to, można zrozumieć cenę końcową produktu wyższą o ok. 2-3 %.

Kolejny argument to wysokie koszty transportu towaru do Polski. Koszty transportu, podobnie jak podatek VAT powinny być wliczone w finalną cenę produktu, którą ponosi klient i jest to oczywiste. Pytanie tylko czy koszt transportu do Polski jest faktycznie wyższy od kosztów transportu do innych krajów UE? Raczej nie, bo firmy logistyczne stosują cenniki uzależnione od ilości kilometrów, zatem jeśli magazyn główny danej marki znajduje się np. w Niemczech, to koszt dostarczenia towaru do Polski będzie niższy niż np. do Włoch czy Hiszpanii.

Jeszcze jeden argument to różnice kursowe, ponieważ większość transakcji zakupu towaru opłacana jest w Euro, a przychody firmy te uzyskują w złotówkach. Jest to logiczny argument, jednak należy pamiętać o ty, ze różnice kursowe działają również na korzyść polskich przedstawicielstw, bo umacniająca się złotówka powoduje, że towar kupowany jest “taniej” niż pierwotnie zakładano. Zatem argument o różnicach kursowych też nie uzasadnia tak dużej różnicy w cenie finalnej ubrań czy butów.

Realnych argumentów uzasadniających tak duże różnice cenowe jest kilka. Moim zdaniem, największy wpływ na wyższe ceny w Polsce ma paradoksalnie niższa siła nabywcza, czyli fakt że po prostu zarabiamy mniej niż nabywcy w Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii.

Pozornie mogłoby się wydawać, że skoro zarabiamy mniej, to ceny również powinny być dostosowane do lokalnych zarobków. Niestety z drugiej strony są warunki biznesowe, które na to nie pozwalają: ceny najmu powierzchni są porównywalne do europejskich, podobnie koszty marketingowe. Oznacza to, że przy mniejszej ilości nabywców a tym samym przy niższych obrotach, polscy dystrybutorzy chcąc osiągnąć rentowność zbliżoną do dystrybutorów z innych krajów muszą podwyższyć swoje marże, co bezpośrednio wpływa na finalną cenę produktu.

Mniejsza ilość klientów wpływa także na wyższą cenę zakupu towaru, bowiem rabaty na zakup towaru przyznawane są w zależności od zamawianych ilości. Przykładowo, jeśli niemieckie przedstawicielstwo marki Tommy Hilfiger kupuje towar dla 25 sklepów a polskie przedstawicielstwo kupuje towar dla 5 sklepów, to ci pierwsi dostaną wyższy rabat, dzięki czemu finalna cena produktu będzie mogła być niższa. Wiele znanych marek ma w Polsce zaledwie kilka sklepów co znacząco wpływa na mniejsze możliwości negocjacji cen zakupu.

Niestety o wysokiej cenie produktu w wielu przypadkach decyduje także niedojrzałość konsumencka polskich klientów, dla których cena jest bardzo często wyznacznikiem jakości produktu. Im coś jest droższe, tym wielu konsumentom wydaje się lepsze. Przez takie zachowania konsumenckie, wiele marek zachodnich ze średniej półki w Polsce jest postrzegana jako marki z wysokiej półki (np. Tommy Hilfiger, Ralph Lauren, Pierre Cardin), a te zachodnie z wyższej półki w Polsce mają status luksusowych (np. Burberry, Hugo Boss).

Na koniec warto też wspomnieć o tym, że polski rynek ubrań i butów ze średniej i wyższej półki jest ubogi a konkurencja znikoma. Jeśli konkurencji nie ma, to lokalni dystrybutorzy mogą sobie pozwolić na wyższe marże.

Podsumowując, polscy dystrybutorzy wielu zachodnich marek ze średniej i wyższej półki wolą mieć mniej klientów, za to takich, którzy zapłacą za produkt 30-50% więcej niż nabywcy w Niemczech czy we Włoszech. To daje gwarancję wysokiej marży i w miarę przewidywalnych obrotów. Z drugiej strony, ze strony lokalnych dystrybutorów brak jest odwagi, by cenę obniżyć a tym samym pozyskać większą ilość klientów ? obniżenie ceny zazwyczaj powoduje wzrost obrotów. Nie zapominajmy też o tym, że dopóki polscy klienci będą świadomie płacić za produkty 30-50% więcej niż w krajach zachodnich, to nie mamy co liczyć na ich obniżenie.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

15 komentarzy do "Ceny po polsku"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anonymous
Gość

Niestety jesteśmy społeczeństwem na dorobku. I trzeba w nas budować poczucie, że kupując np polo za x-set złotych nabywamy coś wyjątkowego.
Wyjątkowość szybko pryska gdy jedzie się właśnie za granicę co sam naocznie przeżyłem będąc w Londynie i kupując sobie przypadkowo kilka ciuchów od Tommiego i Laurena (za ok pół max 3/4 ceny tego co w Polsce, bo na czymś mi zależało oraz przede wszystkim na prawdziwych wyprzedażach). Zgadzam się z ostatnim akapitem, że wg polskich dystrybutorów\sprzedawców lepiej sprzedać mniej ale drożej, ale sprzedając więcej a taniej trafia się do szerszej liczby klientów, więcej ludzi może też starać się wskoczyć na ten poziom cenowy co zwiększa ostatecznie sprzedaż (przynajmniej tak mi się wydaje).
Dlatego wyleczyłem się z kupowania w Polsce produktów ww marek, chociaż ostatnio widziałem pierwsze oznaki, że coś normalnieje cenowo.

Anonymous
Gość

Bardzo dobrze, że poruszyłeś ten temat.

Ja dodam jeszcze, że brak konkurencji dotyczy także działań wokół tej samej marki. Za granicą jest tak, że nie ma czegoś takiego jak “wyłącznośc na sprzedaż marki”, którą otrzymuje tylko jedna firma. Tam np. firmowe sklepy wspomnianego Hilfigera ma 3-4 firmy a nie jedna. To wymusza na nich wzajemne konkurowanie również ceną. W Polsce tego nie ma. Nie kupisz Burberry u Mazgaja, to nie kupisz nigdzie indziej (legalnie). Jest mnóstwo firm, które mają monopol na konkreten marki w Polsce. Jedyne wyjście to takie firmy olewac.

Anonymous
Gość

Co do Tommiego to chyba nie do końca tak jest. Przynajmniej patrząc na ceny w sklepie internetowym – są jednakowe dla wszystkich krajów europejskich. Podobają mi się spodnie, które kosztują tam 120 euro. Ten model w Warszawie można kupić bodajże za 449 zł. Niestety u nas są tylko zielone i różowe, a mnie spodobały się takie ciemnoniebieskie, więc pozostaje tylko internet. Co ciekawe, dla zamówień powyżej 200 euro – transport gratis.
Z RL nie jest już tak różowo, bo po pierwsze nie wiem czy wysyłają do Polski, a jeśli tak to trzeba jeszcze doliczyć cło i wtedy ceny są już zbliżone do warszawskich.
Tak więc w takich krajach jak Niemcy czy UK, gdzie więcej się tego sprzedaje, być może łatwiej jest coś znaleźć taniej, na wyprzedażach, zapewne jest też większy wybór. Natomiast regularne ceny nowych kolekcji chyba już tak bardzo nie odbiegają od polskich.

Anonymous
Gość

Ciekawy tekst ale ja nie obwiniałbym wyłącznie dystrybutorów.
Pierwsza rzecz to wspomniany wyżej monopol na dystrybucję danej marki w kraju, o tym często decyduje producent. Druga to negocjacje cen nabywania u producentów. Jeśli producent by chciał to mógłby narzucić pewne pułapy cenowe dystrybutorom lub na początek w dać im większe rabaty, tak aby marka szybko umocniła się na nowym rynku. Prawda jest jednak taka, że producenci też najczęściej wykorzystują nowe rynki, gdzie nie ma ukształtowanych odpowiednich nawyków konsumenckich ani nie konkurencji, do łatwego i szybkiego zysku.

Nie jest tak, że dystrybutorzy są bez winy, bo jakby chcieli to też mogą walczyć o niżesz ceny. Ale tutaj obowiązuje często dawna mentalność: skoro mogę mieć taki sam zysk sprzedając mniej towaru po wyższych cenach to po co mam się męczyć. Większa sprzedaż i sieć dystrybucji to większe nakłady (sklepy, personel, magazyny), trudniejsza logistyka, organizacja i ogólnie więcej zachodu. A po co się męczyć skoro klient i tak kupi po wyższych cenach…

Anonymous
Gość

Czyli morał z tego taki, że mam nie kupować Tommy’ego? To w takim razie w czym mam chodzić? :)

Obawiam się, że jeszcze trochę czasu minie zanim nasze ceny będą takie jak na zachodzie. A osobom chcącym oszczędzać pozostają przeceny, albo outlety (Hilfiger ma outlet w CH Factory Warszawa-Ursus, niedługo będzie albo już jest outlet Lacoste).

Pozdr.
PWG

Anonymous
Gość

Sama prawda :/
Pamiętam jak moi znajomi opowiadali że ich rodzina przywoziła do Polski perfumy znanych marek o 20-30 % niższych cenach niż w Polsce :P

Michał

ted
Gość

Od dawna wiem jedno- oplaca sie skorzystac z tanich lotow i spedzic weekend w UK, Hiszpanii czy Portugalii raz na pare miesiecy i kupic troche ciuszkow przy okazji zwiedzania- ceny u nas powalaja w porownaniu.
Przy okazji- moze cos o modzie dla puchatych- sa opisy jak sie ubierac ale fotek jak na lekarstwo- wiadomo- modele to wieszaki…

Mr. Vintage
Gość

PWG, kupować Tommy’ego ale rozsądnie – wyprzedaże, outlety, sklepy internetowe.

Ja od kilku lat nie kupuję ubrań w tzw. “pierwszej cenie”, czekam na wyprzedaże, szukam na Allegro, wybieram sklepy internetowe i secondhandy.

Ted, postaram się o wpis dla “puchatych”.

Anonymous
Gość

Outlet Lacoste w Factory jest, polówki od 230 zł. Dla mnie ciągle drogo.

Ja również kupuję głównie w outletach i Internecie. Regularne sklepy odwiedzam tylko w poszukiwaniu nadzwyczajnych promocji (typu X lecie istnienia firmy) – i zdarza się, że wtedy jest taniej, niż w outlecie. W każdym razie porządna, męska koszula z czystej bawełny w outlecie w Warszawie kosztuje w granicach 49-99 zł, a zdarza się i taniej (powtarzam: modna, porządna, dobrej jakości, w sam raz pod marynarkę i krawat, nie chodzi o jakieś “spady” w fasonie i kolorystyce dla pradziadka na bezludnej wyspie). Dawno już nie zapłaciłem więcej, niż stówę.

Co do cen za granicą i w Polsce – jakoś tak jest, że biedny zawsze płaci więcej. Część argumentów padła powyżej. Ja chciałbym podkreślić wysokie marże – w sumie firmy do outletów nie dopłacają.

mosze

Anonymous
Gość

Fakt, byłem dziś w Factory i Lacoste już działa, ale nic specjalnego nie ma. Za to w Tommy’m są swetry przecenione na 240 zł, czyli naprawdę sympatycznie (wyjściowo ponad 400). :)

Pozdr.
PWG

Anonymous
Gość

Jeśli o fajnych rzeczach za rozsądne ceny to może ktoś zna jakieś ciekawe secondhandy z dobrą modą męską? Najlepiej w Warszawie.

Mr. Vintage
Gość

Z secondhandami nie jest tak jak z normalnymi sklepami, gdzie idziesz i wiesz czego możesz spodziewac, więc tutaj trudno będzie zaproponowac konkretne adresy.

W secondhandzie nigdy nie wiesz na co trafisz. Są gorsze i lepsze dostawy, dlatego najlepsza wskazówka to częste odwiedziny takich punktów i cierpliwośc. Czasem obok zwykłych szmat czają się prawdziwe rarytasy.

Anonymous
Gość

“Przez takie zachowania konsumenckie, wiele marek zachodnich ze średniej półki w Polsce jest postrzegana jako marki z wysokiej półki (np. Tommy Hilfiger, Ralph Lauren, Pierre Cardin), a te zachodnie z wyższej półki w Polsce mają status luksusowych (np. Burberry, Hugo Boss).”

Czy można prosić o jakiś wpis/zestawienie firm i zajmowanych przez nie “półek”? Oraz kryteria klasyfikacji – cena? jakość? tradycja? tak, bo tak? Powiem szczerze, nie wiem, jak to jest z ciuchami – w końcu to jednak towar mniej wyszukany od samochodów i pola do popisu jest jednak mniej. Myślę, że to byłby wartościowy wpis, np. dla tych, co grzebią w outletach – po metce mogliby od razu poznać, z czym mają do czynienia (zakładając, oczywiście, oryginał). Firm jest dużo, chodzi o te stosunkowo dobrze znane (czy też – najwyższa półka – dla nas, Polaków, egzotyczne).

mosze

Facet w szafie
Gość

Trafne uwagi.

Johnny_Przystojniak
Gość

Czasem zdarzy mi się zaszaleć i kupić coś w pierwszej cenie ( ach te emocje ), ale najczęściej czekam na wyprzedaże. Polecam sierpień w Złotych Tarasach i wyprzedaże kolekcji zeszłorocznych. Takim oto sposobem udało mi się kupić naprawdę ładną bluzę TH przecenioną z 499 za 199 zł, sweter Boss’a przeceniony z 549 na 199 zł . Dodatkowo warty odwiedzenia jest ebay w którym to można nabyć oryginalne koszule Ralpha Laurena za ok 220 zł ( te same w Peeku po 449 zł, a w przecenie 299-329 zł ) jak i wiele innych ubrań tej marki, które w USA są dużo dużo tańsze. Bluzę, którą widziałem w kolekcji jesień 2013 w Peek kosztującą 749 zł ( dystrybutorzy to mają fantazję ) kupiłem z przesyłką z USA za ok 240 zł. Dodatkowo warto zapisywać się do list mailingowych sklepów internetowych dzięki czemu można uzyskać dodatkowy rabat. Takim też sposobem koszulę Marco Polo, która w sklepie stacjonarnym kosztowała 299 zł po przecenie kupiłem za 229 zł ( cena w sklepie internetowym 279 i rabat 50 zł ).

wpDiscuz