Lubię ładne rzeczy i dotyczy to nie tylko ubrań i dodatków. Kilka miesięcy temu stwierdziłem, że chcę mieć ładne wizytówki: coraz częściej bywam na różnego rodzaju spotkaniach i konferencjach i brak wizytówek stał się uciążliwy, bo musiałem zapisywać dane kontaktowe na skrawku papieru. Oczywiście część z tych spotkań była wcześniej inicjowana mailem, więc rozmówca wiedział, z kim się spotyka i miał moje dane kontaktowe. Uznałem jednak, że wizytówka może być miłym gadżetem, już trochę w stylu retro, bo w dobie komunikacji elektronicznej coraz częściej rezygnujemy z biletu wizytowego.
Dzisiaj wizytówka to zwykle kawałek kartonika, na którym zamieszczamy dane osobowe i kontaktowe. Personalizowanie wizytówki zdarza się coraz rzadziej. W dużych firmach wizytówki drukowane są z jednego szablonu i różnią się jedynie danymi, forma jest zazwyczaj jednakowa zarówno dla pracowników niższego szczebla, jak i dla menedżerów. Ja chciałem, by wizytówka nie była tylko kartonikiem z nazwiskiem, lecz czymś wyjątkowym, jednym z elementów budowania wizerunku. Stylowym dodatkiem, takim jak krawat, poszetka albo buty. To wysokie wymagania, ale jak już wspomniałem, lubię ładne przedmioty.
Ponieważ wiedzę o technikach druku miałem mizerną, zacząłem przeszukiwać zasoby internetowe w poszukiwaniu inspiracji. Po wpisaniu haseł w rodzaju „ekskluzywne wizytówki” trafiłem na kilka stron z ofertami, które od razu zwróciły moją uwagę. Okazało się że to, czego szukałem, to druk typograficzny (ang. letterpress) na papierze bawełnianym. Obecnie jest to niezwykle rzadka usługa, wykonywana według technik drukarskich sprzed ponad stu lat. W sam raz coś dla Mr. Vintage.

Różnica pomiędzy drukiem typograficznym a współczesnymi metodami druku z tłoczeniem polega głównie na stosowaniu głębokiego reliefu (tłoczenia) i druku na najbardziej ekskluzywnym papierze bezdrzewnym, wykonanym z reguły w 100% z bawełny. W dodatku prace w znacznej części wykonywane są ręcznie, zupełnie tak, jak sto lat temu. Proces drukowania przebiega na specjalnych prasach o ogromnej sile nacisku, przy wykorzystaniu różnorodnych matryc drukarskich. Kiedyś wykonywano je z ołowiu, obecnie powstają ze stopów magnezowych.
Na dłuższy czas zatrzymałem się na stronie pracowni poligraficznej LetterArt. Nie mogłem oderwać wzroku od ich portfolio ? przepiękne wizytówki, zaproszenia ślubne i pozostałe druki w pełni prezentowały kunszt tej metody druku. W wyobraźni zacząłem już projektować własną wizytówkę, a w przełożeniu tej wizji na grafikę pomógł mi Kuba.
Zależało mi na wykorzystaniu kolorystyki bloga (granat), ale także na tłoczeniach bez koloru, bo to właśnie one oddają piękno druku typograficznego. Dzięki nim wizytówka staje się trójwymiarowa. Wymyśliłem sobie, że tłem wizytówki będzie tłoczenie nawiązujące do tematyki bloga. Miałem trzy pomysły: wzór pikowania wzorowany na kurtce husky, prążki kredowe z tkaniny garniturowej i prążki z koszulowej tkaniny oxford. Wybrałem pierwszą opcję. Kolor i krój czcionek powtórzyliśmy z bloga, by zachować spójność graficzną.
Wybrałem kremowy, w 100% bawełniany papier z włóknami long grain (wzdłuż arkusza) o gramaturze 550 gram na metr kwadratowy i grubości około 1 milimetra. To papier mniej więcej trzykrotnie grubszy niż wykorzystywany w standardowych wizytówkach. Papier ten nie posiada żadnych chemicznych wybielaczy, a farby, z których korzysta firma LetterArt, to mieszanki na bazie składników mineralnych, produkowane (podobnie jak papier) zaledwie w kilku miejscach na świecie.
Druk moich wizytówek był wykonywany z dwóch oddzielnych matryc magnezowych: jednej z tzw. blind print (ślepym drukiem bez farby), a drugiej z tłoczeniem i kolorem granatowym (PMS 539 U). Firma LetterArt ma do dyspozycji kilka pras typograficznych, ale najstarsza i najbardziej oblegana to maszyna Dietrich Engelhardt z 1905 roku. Moje wizytówki również były na niej drukowane.
Podczas korespondencji mailowej udało mi się wyciągnąć od właściciela firmy kilka ciekawych informacji na temat działalności jego pracowni. Firma LetterArt, choć założona w 2009 roku, jest dziełem trzeciego pokolenia ludzi związanych z drukiem typograficznym. Pierwsze pokolenie miało styczność z tą metodą druku w latach 50. ubiegłego wieku, podczas pracy w drukarni „Dziennika Kujawskiego”.
Pracownia wykonuje usługi dla kontrahentów z około dwudziestu państw ze wszystkich kontynentów świata. Mimo tak dużego zasięgu pozostała firmą rodzinną, a czas płynie tam podobnie jak w dawnych warsztatach rzemieślniczych. Jakość ponad ilość – taką mają dewizę. A ponieważ proces produkcji w dużej części wykonywany jest ręcznie, to trzeba uzbroić się w cierpliwość – realizacja zlecenia trwa około trzech tygodni. Sytuacja jest więc podobna do szycia miarowego ? od ręki nikt tego nie robi, ale też żaden klient na to nie narzeka. Różnica jest taka, że w niektórych pracowniach krawieckich można za dopłatą zamówić usługę ekspresową, a tutaj nie ma takiej możliwości. Trzeba czekać.
Magia druku typograficznego to w dużej mierze zasługa papieru bawełnianego. Pracownia LetterArt sprowadza go z kilku papierni, których historie sięgają nawet XVII wieku. Stosowane tam techniki produkcji papieru czerpanego nawet dzisiaj niewiele odbiegają od pierwowzoru i oryginalnych metod jego wytwarzania.
W Polsce istnieją prawdopodobnie tylko trzy pracownie wykonujące druki typograficzne. Każda z nich ma inne maszyny i papier, a zatem każda ma inny styl – podobnie jest z pracowniami krawieckimi i szewskimi. Ale według właściciela pracowni LetterArt, tylko oni dysponują prasami i papierem gwarantującymi najwyższy na świecie poziom druku typograficznego. Na forach internetowych również spotkałem się z opinią, że są bezkonkurencyjni.
Moje wizytówki dotarły po trzech tygodniach w estetycznym pudełku z surowej tektury. Efekt końcowy możecie zobaczyć na zdjęciach:
Papier jest niesamowity. Na pierwszy rzut oka wygląda na gruby i sztywny, ale jego faktura jest miękka i przyjemna w dotyku, bardziej przypomina nubuk niż papier o gładkiej fakturze. Początkowo byłem trochę zawiedziony tłoczeniem bez koloru – pikowanie i adres bloga wyszły grubsze niż przypuszczałem. Nie przewidziałem, że brak koloru zmniejszy czytelność tłoczenia, a tak się właśnie stało. Mogliśmy zaprojektować cieńszy wzór pikowania , a adres bloga napisać inną czcionką. Ale po kilku dniach przyzwyczaiłem się do tych szczegółów i obecnie mi nie przeszkadzają, a na same wizytówki ciągle nie mogę się napatrzeć. Mała rzecz, a cieszy.
Druk typograficzny polecam osobom, które z tak drobnej rzeczy jak wizytówka chcą uczynić piękny przedmiot, nie będący tylko płaskim kawałkiem kartonika z danymi osobowymi. To produkt z wysokiej półki, ale bez wątpienia wart swej ceny. Mimo że letterpress jest wiekową techniką, to efekty jej wykorzystania są niesamowite. Polecam obejrzeć portfolio firmy LetterArt – znajdą się tam prawdziwe perełki.











Wspaniała rzecz. Coś pięknego. Zazdroszczę :)
Niesamowite, że na tak wiekowych urządzeniach można robić takie cuda.
Wow ! wow, wow. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Wizytówki wyglądają świetnie.
Projekt wizytówki bez rewelacji, ale sama technika wspaniała. Jak sam napisałeś „mała rzecz, a cieszy”.
Bez wątpienia widziałem wiele innych lepszych projektów, więc tutaj pełna zgoda. Ta technika wymaga doświadczenia w projektowaniu pod druk typograficzny.
Jakość, styl, elegancja, na takie wizytówki aż miło popatrzeć.
Piękne Michał.
Mam pytanie: czy na takim papierze wygodnie się pisze?
taki papier jest idealny do pisania, ale trzeba brać poprawkę na to, że lubi bardzo chłonąć tusz, więc np. przy pisaniu piórem wymaga wprawy
Długopisem tak, piórem nie próbowałem.
Czy to jest artykuł sponsorowany?
Nie.
Dziękuję za odpowiedź, jestem przeczulony na tym punkcie. :)
Mógłbyś jeszcze pokazać, jak te wizytówki wyglądają z tyłu, tj. na rewersie?
Nie mam akurat takiego zdjęcia, ale jest to zupełnie gładka powierzchnia bez śladów tłoczenia z awersu.
ok, dziękuję :)
Piękne, a jestem grafikiem warsztatowym i na druku co nieco się znam. Firmy jak wspomniana wyżej zasługują na pochwały, zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach z racji wszechobecnej grafiki, ta na wysokim poziomie zdaje się zanikać, zamierać. Przykre to dla ludzi, którzy pamiętają czym grafika była te (choćby) 30-50 lat temu… Z racji zboczenia zawodowego i miłości do dobrych gatunkowo papierów, Twoje wizytówki są dla mnie małym dziełem sztuki. Z resztą, jak większość projektów z portfolio LetterArt ;)
Dzięki. Komplementy tym bardziej cenne, że od osoby zawodowo związanej z tą branżą.
A co do projektów LetterArt, to potwierdzam – jak trafiłem na ich stronę, to zaglądałem tam chyba trzy dni pod rząd, bo nie mogłem się napatrzeć :)
Witam, ciekawy blog i wizytowki naprawde eleganckie. Czy moze orientujecie sie czy ceny takich wizytowek beda w granicach 500zl za 250szt? Dziekuje
W firmie, która robiła moje zlecenie będzie to mniej więcej taka kwota.
Wybacz, ale skoro się znasz, to powinnaś dostrzec, jak paę innych osób, miałkość projektu.
Z trzeciego od dołu zdjęcia da się odczytać „zamazane” ostatnie cyfry numeru telefonu ;)
Piękne są te wizytówki, przydałby się do kompletu jakiś stylowy wizytownik.
Już zamówiłem. Będzie piękny. Pokażę oczywiście na blogu.
Czy ja dobrze widzę, że za jedną sztukę wizytówki wychodzi ok. 2 zł?!
Przy grubszym papierze (czyli takim jak u mnie) i dwóch matrycach, nawet trochę więcej, ale moim zdaniem jest to warte takiej ceny.
Jeśli ktoś rozdaje codziennie kilkanaście wizytówek, to nie polecam, ale jeśli jest to kilka-kilkanaście wizytówek w skali miesiąca, to warto.
Oczywiście w offsecie można zamówić wizytówki 10 razy taniej, ale to sytuacja jak z produktem z sieciówki i szyciem miarowym. Garnitur można kupić za 400 zł, a można też zamówić miarowy za 4000 zł.
Powtórzę tekst z FB – ale „boli mnie” ta wizytówka, więc muszę :) . Panie Michale – w wielu tematach jest Pan niekwestionowanym „guru”, również konwencje „zaszalejmy złammy styl i nudne stereotypy” nie są mi obce, ale tu… boski papier, misterna robota drukarska, jednak wizytówki są małym koszmarem. Kiedy zobaczyłem je kilka dni temu po raz pierwszy z adnotacją, że to „półprodukt” sądziłem, że będą to „metki-przywieszki” do jakiegoś produktu przez Pana firmowanego. jako wizytówki te kartoniki są koszmarne. To nie jest ani łamanie zasad, ani indywidualne podejście do mody tylko po prostu obciach. Ani format, ani układ (pionowy) ani… Czytaj więcej »