Mój rower

219 komentarzy

Przez kilka ostatnich lat nie miałem roweru. Z różnych powodów – brak czasu, brak miejsca, a przede wszystkim pewnie z lenistwa. Nadszedł moment, że postanowiłem to zmienić tym bardziej, że nadal nie czuję potrzeby posiadania samochodu, a rowerzyści w Kielcach mają coraz lepsze warunki do jazdy rekreacyjnej. Oczywiście wybór padł na miejskiego klasyka, bo do takiego użytku zamierzam go wykorzystywać. Akurat w czasie gdy zastanawiałem się nad konkretną marką i modelem, z propozycja współpracy zgłosiła się do mnie firma będąca polskim przedstawicielem brytyjskiej legendy rynku rowerowego – Pashley. Ich produkty od kilku lat budziły mój zachwyt, więc szybko doszliśmy do porozumienia w sprawie współpracy i od kilku tygodni jestem szczęśliwym posiadaczem ich najpopularniejszego męskiego modelu – Roadster, który jest bohaterem dzisiejszej sesji.

MrVintage pl Rower w stylu vintage 11


MrVintage pl Rower w stylu vintage 7 MrVintage pl Rower w stylu vintage 12
MrVintage pl Rower w stylu vintage 13

Firma Pashley od ponad 80 lat produkuje klasyczne jednoślady miejskie, które budzą pożądanie na całym świecie. Ponadczasowy styl, wysoka jakość, ręczna produkcja, historia, prestiż – to cechy, które od lat przyciągają kolejne pokolenia sympatyków marki. Historia firmy zaczęła się w roku 1926. Założyciel, William Rathbone “Rath” Pashley postanowił produkować rowery turystyczne i wyścigowe, ale konkurencja okazała się bardzo mocna. Strzałem w dziesiątkę okazało się przebranżowienie na rowery specjalistyczne, głównie trójkołowce ze specjalnymi platformami wykorzystywane do rozwożenia poczty, mleka i innych drobnych towarów. Rowery te słynęły z wyjątkowej solidności, były wręcz niezniszczalne. Dużą popularnością cieszyły się także rowery gastronomiczne, które chętnie kupowali sprzedawcy lodów. W czasie II wojny światowej moce produkcyjne fabryki Pashley były wykorzystywane przez przemysł zbrojeniowy – powstawały tam części do karabinów maszynowych, a samochody cywilne przerabiano na karetki.

Po zakończeniu wojny firma powoli odchodziła od rowerów transportowych, a rozwijała produkcję niewielkich pojazdów motorowych wykorzystywanych przez policję i drobnych przedsiębiorców. Niestety w kolejnych latach niewielkie samochody osobowe stawały się coraz tańsze i zaczęły wypierać rowery i pojazdy motorowe. Pashely wycofał się z tej branży i wrócił do swoich korzeni, czyli rowerów. Pomocny okazał się kontrakt na dostawę floty rowerowej dla Royal Mail – było to zamówienie na kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy. Obecnie poczta brytyjska nadal korzysta z rowerów Pashley, ale jest ich znacznie mniej niż kilkadziesiąt lat temu. Trudnym okresem dla firmy był przełom XX i XXI wieku. Tanie rowery z marketów wypierały te droższe rodzimej produkcji. Kilka dużych firm z brytyjskiej branży rowerowej przestało istnieć, a część przeniosła produkcję do krajów azjatyckich. Pashley tego nie zrobił i postanowił powrócić do klasycznych modeli retro z lat 30, które stawały się coraz popularniejsze na całym świecie. Klasyczne wzornictwo, ręczna produkcja i najwyższa jakość okazały się strzałem w dziesiątkę. Dzisiaj marka Pashley dostarcza swoje produkty do 50 krajów na całym świecie i  jest ikoną rynku rowerowego.

MrVintage pl Rower w stylu vintage 8 MrVintage pl Rower w stylu vintage 10 MrVintage pl Rower w stylu vintage 6 MrVintage pl Rower w stylu vintage 5 MrVintage pl Rower w stylu vintage 1 MrVintage pl Rower w stylu vintage 4

Od początku istnienia firmy, rowery produkowane są w Anglii. W fabryce w Statford-upon-Avon większość etapów produkcji nadal wykonywana jest technikami sprzed kilkudziesięciu lat, z użyciem ludzkich rąk. Firma zatrudnia około 50 osób, więc zdecydowanie bardziej pasuje do nich określenie “manufaktura” niż “fabryka rowerów”. Nie jest to produkt masowy i ma to również odzwierciedlenie w cenie – te zaczynają się od 2500 zł, a kończą na 8500 zł za najdroższe modele. W zamian otrzymujemy produkt unikalny, z charakterem, z historią, wykonany ludzkimi rękami, a nie przez maszyny CNC. To taki Rollce Royce wśród rowerów, któremu poza walorami wizualnymi nie można odmówić walorów technicznych. Mój Roadster ma pięć biegów w tylnej piaściem które dają wysoki komfort jazdy w różnych warunkach, a hamulce bębnowe gwarantują bezpieczne hamowanie.

MrVintage pl Rower w stylu vintage 15 MrVintage pl Rower w stylu vintage 17

W ofercie Pashley jest kilkanaście klasycznych i ponadczasowych modeli męskich. Dużą zaletą i jednocześnie cechą charakterystyczną marek manufakturowych jest możliwość personalizacji. Można wybrać model, rozmiar ramy, kół, kolor ramy, rodzaj siodła i kilka innych detali. Na takie indywidualne zamówienia trzeba poczekać do 6 tygodni. Modele gotowe można kupić w kilkunastu sklepach stacjonarnych i internetowych w Polsce.

Detale, które na mnie zrobiły największe wrażenie, to siodła i skórzane chwyty kierownicy brytyjskiej marki Brooks.  To jedna z najstarszych na świecie firm, które specjalizują się w produkcji tradycyjnych siodełek rowerowych; robią to od 1866 roku. Większość modeli wykonana jest z naturalnej skóry i chromowanych części metalowych.  Ich siodła to małe dzieła sztuki wykonywane ręcznie według wzorów sprzed ponad stu lat. Polecam krótki film o tej marce. Wszystkie damskie i męskie modele Pashley wyposażone są w siodła Brooks. Oryginalna wersja modelu Roadster Sovereign (to ten mój) ma czarne siodło i uchwyty kierownicy, ale ja poprosiłem o wymianę na brązowe i według mnie wygląda to znacznie lepiej.

MrVintage pl Rower w stylu vintage 2 MrVintage pl Rower w stylu vintage 3

Wspominałem już, że dla siebie wybrałem najbardziej klasyczny model miejski, ale w ofercie Pashley są także piękne modele ‘z pazurem” inspirowane rowerami z lat 30 ubiegłego wieku: Speed 5, Guv’nor 3, Guv’nor, Clubman Country, Countryman.

MrVintage pl Rower w stylu vintage 21  Model Speed 5 – tego roweru nie sposób przeoczyć na ulicy, fot. pashley.plMrVintage pl Rower w stylu vintage 22 MrVintage pl Rower w stylu vintage 23  Model Guv’nor, inspirowany rowerami wyścigowymi z lat 30, fot. pashley.plOLYMPUS DIGITAL CAMERA Model Clubman Urban, fot. pashley.pl

Strona www: pashley.pl
Katalog PDF: Pashley
Sklep internetowy: wygodnyrower.pl

Zdjęcia do sesji: Piotr Polak

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

219 komentarzy do "Mój rower"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jasiu
Gość

Panie Michale, nie ma temat, ale proszę powiedzieć skąd jest ta koszulka w paski:)

Pozdrawiam

jarek
Gość

Panie Michale ładna reklama

Poohutch
Gość

Zobaczyłem nagłówek wpisu i wiedziałem, że to musi być ta marka :)

dejko
Gość

Dobrze, że nie wzorem lemingów korporacyjnych “góral za cztery tysiące”. ;)

Z jednym się nie zgodzę: komfort w porównaniu z tanimi rowerami jest bardzo zauważalny. Lepsza geometria ramy, lepsze materiały, bardziej trwałe wyposażenie. Sam jeżdżę rowerem holenderskim i bardzo podobają mi się indywidualne rozwiązania w nim zastosowane. Każdy element markowy i każdy wygląda tak jakby był specjalnie wyprodukowany i przystosowany do tego modelu.

Poohutch
Gość

Z całym szacunkiem, ale w warszawskich zagłębiach biurowych, gdzie udałbym się na poszukiwanie korporacyjnych lemingów, bynajmniej nie królują górale z 4k pln. Co innego w czasie wolnym za miastem, każdy jeździ na czym lubi i w góry zabieram górala a nie mieszczucha na którym dojeżdżam do pracy w garniturze.

softshell
Gość

dejko, mam trochę inne zdanie – zważ na to, że obecnie panuje moda na wszystko co niszowe – niszowe ubrania, brody, fryzury, rowery? Nie wiem skąd u Ciebie myślenie “korporacyjne lemingi z góralem za 4 tys.”, bo sam mam górala i używam go do konkretnych warunków jezdnych. W ciągu kilku ostatnich lat pojawiła się właśnie moda na tzw. holenderki i to właśnie wygląda na owczy pęd do “ładnych klasycznych rowerów” (bez urazy Michał). Jak dla mnie na miasto prawdziwym oldschoolem i niszą jest kolarka z ostrym hamulcem w stylu vintage i z taką samą ceną niż rower za min. 2,5 tys. A szczytem lansu beach crusier.
Pahley’a znam i cenię, ale komfort? cóż nie łudźmy się, że jadąc nim będziemy jak w pierwszej klasie. To ładne i solidne rowery, ale cena jednak mnie nie przekonuje; polecam bajkijakzbajki – tanio, stylowo i przede wszystkim unikatowo.
Michał – sesja fajna, widać że długo nie jeździłeś, ale kondycja szybko wraca – oby się długo użytkowało. Pozdrawia zapalony cyklista.

dejko
Gość

Ale dlaczego rozpatrujesz to w kategoriach “musi być niszowe i hipsterskie”?! Chodzi o odpowiedni dobór sprzętu do sytuacji. Tu w dodatku jest elegancko i stylowo.
Różnicę pomiędzy kolarzówką, a rowerem miejskim można poczuć gdy stoi się przed sygnalizacją świetlną. Dalej – jazda np. po deszczu gdy woda z nieosłoniętych kół tryska na wszystkie strony + brak możliwości transportowych. Osobiście cenię sobie również zamontowane na kierownicy lusterko, które poprawia bezpieczeństwo, a do kolarzówki niespecjalnie jakoś pasuje.

To dobrze, że robi się moda na holenderki. Ja kupiłem swoją gdy te nie były jeszcze modne, natomiast wokół mnie każdy kupował górala za 3-5 tyś, żeby dojeżdżać nim z plecaczkiem 5 km do pracy betonową ścieżką rowerową. Każdy oczywiście z zamiarem jeżdżenia tym po górach, choć przeważnie nigdy nie wjeżdżał na coś bardziej wymagającego niż ubita ścieżka w lesie.

softshell
Gość

Już odpowiadam – rozpatrywanie tego w tej kwestii wynika z faktu, iż hipster kupi rower “vintage”, a lansiarz “w stylu vintage” (chyba nie trzeba tłumaczyć, że nie chodzi mi tylko o cenę).
Co do błotników i deszczu – kiedy pada – holenderka, kolarka czy wspominany Pashley nie ma znaczenia bo w najlepszej stylówce typu cycle chic i tak będziesz przemoczony i brudny.
Co do wspominanych górali – te rowery mają amortyzację, która poprawia komfort jazdy (widelec z przodu bardzo pomaga nawet w jeździe chodnikowej) i to zawsze wygra ze sztywną ramą roweru takiego jak w poście.
Lusterko można zawsze zamontować i nie ważne co to za typ roweru – jeśli ktoś używa roweru do komunikacji jak dla mnie zawsze wygląda spoko – liczy się bezpieczeństwo a nie tylko wygląd.
Konstrukcja rowerów nowych jest lżejsza – ramy są z aluminium i to też zapewnia lepszy komfort niż stalowa Pashleya.
I na koniec dodam, że ja rower uważam za środek transportu i formę rekreacji – jeśli ktoś chce tylko fajnie wyglądać jego sprawa, ale i bez roweru można osiągnąć ten cel (tak mi się nasunęła ta myśl bo zauważyłem, że dziś mieć stylowy rower po prostu trzeba) – Michale nie piję do Ciebie.
P.S. Przepraszam, że post długi, ale pytałeś o kilka kwestii.

Olgierd
Gość

> ramy są z aluminium i to też zapewnia lepszy komfort niż stalowa Pashleya

Takie stwierdzenia sprostować: żadna, nawet najlepsza rama aluminiowa nie jest bardziej komfortowa od średniej klasy ramy stalowej. Pashley na pewno nie produkuje swoich ram z rurek kanalizacyjnych (częściowo jest to Reynolds), więc o to akurat głowa by mnie nie bolała (hamulec rolkowy czy inne cudo prędzej by mnie ostudziło…)

softshell
Gość

@Olgierd odpowiem tutaj bo nie wyświetla mi się opcja “odpowiedz”. Zapomniałem dodać właśnie info o hamulcach. Co do ramy – mea culpa – mi chodziło o sam ciężar roweru (stąd odniesienie do ramy aluminiowej) – kiedy chcę go podnieść, przenieść, wnieść? po prostu wolę by był lżejszy. Oczywiście niekoniecznie odnosi się to do jazdy – dzięki, że mnie sprostowałeś:)

softshell
Gość

@Michale – nie myśl proszę, że to jakiś przytyk do Ciebie. Jesteś blogerem, a co za tym idzie też swego rodzaju billboardem (nie gniewaj się, że dokonuję takiego urzeczowienia Ciebie) i to rządzi się swymi prawami. Ja rozumiem tę konwencję i cenię ludzi ceniących i promujących estetykę.
Chodzi mi o to, że Twoje zdjęcia przedstawiają ładne karty i obrazy, ale widać jak jadąc na kocich łbach się męczysz – to nie tylko wynik kondycji czy ujęcia – po prostu tak jeździ się takim rowerem w takich warunkach; i w takich wypadkach włącza się pragmatyzm – co wybrać – stylówę czy użytkowość? lub też jak to pogodzić?
Porównanie do mebli IMO jest zgoła nie do końca trafne, gdyż meble użytkujesz non stop – rower zaś sytuacyjnie.

Tomasz
Gość

Napiszę tak…
ja do jazdy po mieście mam wysłużonego holendra, klasyczny model Amsterdam. Kosztował mnie około 1000 zł z pełnym serwisem. I kupiłem go nie dlatego, żeby “ładnie wyglądać”, tylko dlatego, że to jest rower miejski, a swojego XC zostawiam do jazdy w terenie. :)

Olgierd
Gość

> Co do ramy ? mea culpa ? mi chodziło o sam ciężar roweru (stąd odniesienie do ramy aluminiowej) ? kiedy chcę go podnieść, przenieść, wnieść?

Ten egzemplarz na pewno swoje waży, ale jego masę robi przede wszystkim osprzęt (Brooks, hamulce, piasta, nie mówiąc o bajerkach).
Sama w sobie rama MTB na rurach Reynoldsa może ważyć w granicach 2 kg, czyli pół browara więcej, niż średniej klasy aluminiowa rama Treka, por.:

http://ritcheylogic.com/frames/mountain/p-29er-mountain-frame.html (4.47 funtów = 2.02 kg)

Wokół rowerów z ramą stalową narosło mnóstwo przesądów. Sam pamiętam ten zachłyst sprzed lat, ale uwierz: taki rower może być naprawdę lekki, natomiast nic nie zapewni lepszego tłumienia, niż dobrze pracująca rura stalowa.

PS oczywiście widelec stalowy, który kosztuje tyle co podły amortyzowany, też spisuje się nie gorzej, a waży znacznie mniej, no i odpada koszt serwisu… ;-)

PPS co powiesz na to? https://flic.kr/p/cSpQE1 ;-)

dejko
Gość

@Tomasz
Zależy jak bardzo wysłużony (czytaj: jak stary). Mój kosztował mnie nawet trochę mniej niż tysiąc (używany), ale w tej cenie mam już aluminiową ramę, hamulce rolkowe i 7 biegów w piaście. Do tego wszystkie duperele jak regulowana kierownica z szerokimi uchwytami, żelowe siodełko, blokada tylnego koła, pełna osłona łańcucha i przedniej części tylnego koła, duży bagażnik z pasami mocującymi.
Nie było wtedy mody na holendry, więc było ich mało i były stosunkowo drogie. Dziś szukałbym dodatkowo amortyzacji przynajmniej przodu i prądnicy w piaście.
Każdy z takich detali podnosi wartość użytkową roweru miejskiego, a im rower bardziej klasyczny tym ma ich mniej.

Kasia
Gość

Zgadzam się w 100%… miałam Pashleya i… sprzedałam koleżance. Ciężki i niewygodny. Na Powiślu w Wawie wysiadał na tych pagórkach i wzniesieniach. Pokonanie na nim mostu Poniatowskiego to była katorga. Z tymi wszystkimi wysokimi krawężnikami. Koszmar. Poprzedniego “górala” z aluminium mi ukradli, więc pomyślałam: teraz czas na klasykę! Guzik prawda! Teraz znowu szuka lekkiego i wygodnego roweru. Pashley pięknie wyglądał w moim białym mieszkaniu, siodełko pasowało do parkietu, no ale umówmy się, rower nie jest rekwizytem tylko ma mieć funkcje użytkowe. Być może na płaskim terenie się sprawdza, ale w Wawie nie…

dominik
Gość

nie wiem skad wy wiecie czym rozni sie hipster z rowerem vintage od lansiarza z rowerem w stylu vintage. co to znaczy w ogole?! :o ja widze ze im wiecej postow na tym forum tym ciezej niektore zrozumiec. ide tez o zaklad ze dopoki nie polozycie ramy na wage nie odroznicie czy jest ze stali czy aluminium, ale napewno odroznicie widelec z amo od najlepiej pracujacej stali bo ta nigdy nie bedzie miala takiego tlumienia jak sprezyna.
generalnie przychylam sie do postu kaski, ze te rowerki to fajnie wygladaja, ale po wawie tym jezdzic to kaszana….

softshell
Gość

Witajcie – nie wiem czy odpowiem na wszystkie zagadnienia każdego, więc postaram się najogólniej by nie spamować postem. @Olgierd – widziałem to cudo jak wrzucałeś zdjęcia na forum BwB :) Chętnie wypróbowałbym kiedyś Twój dwuślad bo jak dla mnie robi wrażenie. Co do pozostałych warunków technicznych chodziło mi przede wszystkim o komfort, zwrotność, ciężar (tak jeżdżę trochę enduro, downhill) i patrzę na wagę bo czasem lubię wrzucić rower na plecy i podbiec pod górkę w ramach relaksu. Zapewne zaraz dostanę etykietę korposzczura bo nie trenuję z Włoszczowską ale cóż – jak kto woli. W ujęciu górala w mieście – nie oszukujmy się – nie wszędzie są ścieżki rowerowe. Krawężniki, kostka brukowa, nierówności terenu i dziury w jezdni czuć po rękach i w 4 literach, więc jak Kasia pisze – przejechanie kilometra czy dwóch w stylowym czołgu jest średnio przyjemne. Nie twierdzę, że jestem w swej ocenie kategoryczny ograniczając się do wyboru “albo…,albo…”- twierdzę jedynie, że Pashley ładnie wygląda, ale nie jest tak praktyczny jak tańsze, równie stylowe holendry z lepszym rozwiązaniem technicznym. Jak dla mnie rower może pełnić funkcję estetyczną, ale przede wszystkim ma wymiar praktyczny bo do tego został stworzony; w domu mogę patrzeć na niego jak na rzeźbę, ale na drodze liczy się mój komfort i niezawodność.
@dominik – widzę, że odniosłeś się do mnie. Chyba nie do końca mnie zrozumiałeś – ja nie dokonuję płaskiego etykietowania – przedstawiłem dwie postawy skrajne dla kontrastu i zasygnalizowania samego zjawiska jakim jest lans na rowerowego hipstera. Po raz kolejny – Michał nie piję do Ciebie:).

Maciek Rutecki
Gość

@Softshell

“Co do błotników i deszczu ? kiedy pada ? holenderka, kolarka czy wspominany Pashley nie ma znaczenia bo w najlepszej stylówce typu cycle chic i tak będziesz przemoczony i brudny.”

No patrz, tle lat jeżdzę na miejskiej gazelli i nigdy nie byłem brudy.

“Co do wspominanych górali ? te rowery mają amortyzację, która poprawia komfort jazdy (widelec z przodu bardzo pomaga nawet w jeździe chodnikowej) i to zawsze wygra ze sztywną ramą roweru takiego jak w poście.”

Fałsz. Przy okazji zauważ, że w miejskim 90% ciężaru spoczywa na tylnym kole. Brooks na sprężynach jest bardziej trwały i lepiej amortyzuje od sztycy amortyzowanej. Wiem, bo teraz używam siodełka żelowego z sztycą amortyzowaną i miałem okazję używać Brooksa. Z przodu mam amortyzację, IMO zbędna przy tej geometrii ramy.

Przy wyprostowanej pozycji lusterko jest mało konieczne, ale jak komuś dzięki temu wygodniej to czemu nie.

“Konstrukcja rowerów nowych jest lżejsza ? ramy są z aluminium i to też zapewnia lepszy komfort niż stalowa Pashleya.”

Hmm mam mieszczucha który waży 16kg kompletnie wyposażony (łącznie z sakwą). “Ubierz” MTB itp. i go zważ czy będziesz miał mniej.

softshell
Gość

@Maciek Rutecki
Witaj. Ciesze się, że odpisujesz na mojego posta.
Co do deszczu – w moim przekonaniu ubrania przemoczone powinno się prać bo są brudne i żaden rower jeszcze przed deszczem nie chroni.
Co do pozostałych odnośników – zważ proszę, że wybrałeś zdania bez kontekstu – porównywałem konstrukcję wymienionego Pashleya do innych jak to ująłeś “mieszczuchów” jeszcze w innych postach. Konstrukcja popularnych i zwykłych górali ma ramy aluminiowe co nie jest żadnym odkryciem. Konstrukcja rowerów miejskich ma inne założenia i cieszę się, że zwracasz na to uwagę. Uważam jednak, że lepszy komfort można osiągnąć na znacznie tańszym rowerze miejskim co wcześniej już pisałem. Już wspominałem, że nie stosuję podziału na “albo góral”, “albo mieszczuch” w mieście i nie stoję po żadnej ze stron. Powtórzę po raz kolejny – to czym z osobna każdy jeździ jego sprawa. Dodam tylko, że i mieszczuchem jeżdżę i góralem a moje wrażenia wynikają z własnego doświadczenia.

joz
Gość

Rama aluminiowa zawsze będzie waliła po kręgosłupie, stalowa lepiej amortyzuje. Świat rowerowy powinien ze stalowych ram przerzucić się od razu na karbon omijając aluminium.pozdr

Remik
Gość

A co kolega ma do gorali za 4k?

Orion
Gość

Rower wyglada ladnie, niestety jego walory uzytkowe sa minimalne jesli wogole takie posiada. Obecnie nie wyobrazam sobie kupowac roweru za ponad 3000zl tylko po to aby ladnie wygladal, zwlaszcza ze jego uzytkowanie sprowadza sie chyba tylko do jazdy po miescie bez zsiadania ze strachu o kradziez, bo brak przerzutek, stalowa rama i widelec (wiec waga okolo 20kg) wykluczaja go z jazdy w trasach. A jesli ktos chce rower ktory wyglada wrecz identycznie to i za okolo 500zl znajdzie…

Poohutch
Gość

Proponuję porównać rower za 500 PLN, niech będzie, za 1500 pln, z tym ze zdjęć. Na żywo. A potem pojeździć nimi do pracy 3000km rocznie przez parę lat :) a potem wygłaszać radykalne sądy.

Orion
Gość

Jezdzilem do pracy 35km w obie strony dziennie przez 4 lata i nie wyobrazam sobie zmieniac mojego roweru corssowego wazacego wg instrukcji 8kg posiadajacego wiele udogodnien trasowych na takiego kloca wazacego 20kg nie posiadajacego zadnych biegow czy chociazby siodelka przepuszczajacego powietrze. Uprzedzajac – tak, jezdzilem kiedys wrecz identycznym rowerem mojego dziadka i sie bardzo ciesze z tego ze zamienilem go kilka lat temu na mtb, ktory ustapil potem miejsce crossowi.

softshell
Gość

Orion podzielam Twoją opinię – i właśnie o to chodzi – po co sobie pogarszać komfort i wydawać na to znacznie większe kwoty skoro obecna technologia i design dają lepsze rezultaty? Idąc tym tropem można cofnąć się do kamienia łupanego i powiedzieć, że idzie się w kierunku klasyki – po ca nam komputer skoro mamy liczydło…

Poohutch
Gość

Poproszę specyfikację tego roweru krosowego, który nowy kosztuje 500 pln i waży 8 kg. Najlepiej z linkiem do sklepu gdzie go można kupić. Myślę, że warto od razu kupić w ilości hurtowej i zacząć sprzedawać na allegro po 2500 – będą schodzić jak świeże bułeczki, bo to będzie i tak połowa ceny sklepowej.

Dodam, że dla mnie w mieście od przerzutek i wagi ważniejsze są błotniki, bagażnik i oświetlenie, ale co kto lubi.

Poohutch
Gość

ok, ten za 500 miał być “podobnie wygladający” do prezenowanego we wpisie, ten argument wycofuję. Podtrzymuję natomiast, że rower krosowy który waży 8 kg to jest raczej najwyższa półka cenowa.

softshell
Gość

Witam – owszem polecam wypróbować rowery tańsze nim wyda się 3,5 tys – choćby te z pchlich targów lub umówić się z kimś kto ma np. holenderkę gazelle i z pewnością dojdzie do wniosku, że różnicy nie czuć, chyba że po kieszeni. Starsze siodełko zawsze można zastąpić tym z Brooksa.

Olgierd
Gość

> bo brak przerzutek, stalowa rama i widelec (wiec waga okolo 20kg) wykluczaja go z jazdy w trasach

Akurat ani brak przerzutek, ani użycie stali nie dyskwalifikuje roweru jako “trasowego” (powiedziałbym, że wręcz przeciwnie ;-) Cechy te nie muszą także wiązać się z wysoką masą sprzętu (zdziwiłbyś się ponosząc mojego Inbreda

comment image

albo jadąc nim w konkretniejszą traskę…)

Natomiast oczywiście nie wierzę w unikalność sprzętu za 3-4 tys. złotych (zwłaszcza, jeśli ma zamontowane siodło Brooksa). Wiem ile kosztuje porządna stalowa rama (nie mówiąc o Reynoldsie), wiem ile kosztuje taki osprzęt.

Olgierd
Gość

PS może warto dodać, bo widzę, że ten wątek przewija się tutaj zdumiewająco często: ten rower JEST WYPOSAŻONY W PRZERZUTKI. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia by zobaczyć mechanizm.

kag
Gość

Cieszy mnie, że w Polsce wraca moda na rowery. Nie rozumiem jednak całej otoczki: markowe rowery, stylizacje na rower, itd. Takie to… sztuczne, wydumane.

Mieszkam w Holandii, na rowerze jeżdżę codziennie, sporo (praca, uczelnia, miasto, impreza, zakupy w spożywczaku). Przez pięć lat miałam 4 rowery, żaden nie kosztował więcej niż 90 euro (używane). Wszyscy tak jeżdżą. Nie strach, że ukradną, że się siodełko zepsuje na deszczu/mrozie. Dobieram ładne torby i koszyk, żeby podwyższyć estetykę i jest fajnie ;)

Żeby nie było – zawsze marzyłam o pięknej damce z czarną ramą, dodatki z brązowej skóry, wielki wiklinowy kosz. Eh… Ale z poprzedniego roweru taki kosz znikł po kilku tygodniach, a siodełko po zimie byłoby do wymiany (tak, używam roweru przez cały rok, w śniegu też. Taki holenderski nawyk ;). Więc względy praktyczne jednak przeważają. Natomiast jeśli chodzi o ubranie, to estetyka górą (spódnice, buty na obcasie, torebki, parasolki, torby z zakupami – nie ma żadnych ograniczeń związanych z praktycznością).

Maciey
Gość

Szacuneczek Za Detale Brooks’a (siodełko + chwyty)! Rower Idealnie Do Pana Pasuje… Jestem Jednak Ciekaw Czy Dałby Pan Zamienić Ten Klasyczny Rower Na Coś Bardziej Nietypowego, Tj. Cruiser Lub Custom ;)

looney91
Gość

Panie Michale kurtka w którą jest Pan ubrany jest jakiej marki?Gdzie ją szukać?

Hrabicz
Gość

Zacznę od tego, że cenię Pana bloga i szczerze wierzę w misję niesienia kaganka oświaty w nasze słabo ubrane społeczeństwo :) Nie chcę być poczytany za “hejtera” bo to modne słowo ostatnio ale ten artykuł nosi wszelkie znamiona mocno sponsorowanego.

Jeśli chodzi o sesję to naprawdę wyszła fajna, zresztą to jedno z moich ulubionych miejsc w Kielcach, ale już przechodząc do merytorycznej kwestii jest gorzej. Przedstawiany rower ma wg mnie tylko jedną zaletę – ładnie się prezentuje na sesji fotograficznej. Waga jednośladu pozostawia wiele do życzenia, brak przerzutek również – proszę mi opowiedzieć jak się wjeżdżało Zamkową pod górkę :) a to mała góreczka tylko.
Ktoś wcześniej napisał “rower nie ma żadnych walorów użytkowych” i ja się podpisuję pod tym oboma rekami. Jeśli mówimy o walorach estetycznych to oprawmy sobie jego zdjęcie w ramki bo jest naprawdę ładny a jeśli chcemy pojeżdzić to za te same pieniądze można kupić rower do jazdy a nie tylko do zdjęć.
Pozdrawiam

Hrabicz
Gość

Pozwolę sobie zacytować i się nie zgodzić:
Jeden kupi używanego Opla, inny nowego Mercedesa z salonu. Obaj będą wykorzystywać samochód do tego samego celu.
Jeden kupi zegarek Timexa za 300 zł, a inny zegarek IWC za 15 tys. Oba będą wskazywać tę samą godzinę.
Jeden kupi dezodorant w markecie, inny perfumy w drogerii. Oba produkty służą temu samemu.

Trochę to pachnie demagogią:
– wyższośc nowego Mercedesa nad używanym Oplem czy innym samochodem nie podlega dyskusji, Nowy Mercedes jest droższy i w zamian oferuje więcej. W sprawie z rowerem problem polega na tym, że jest droższy niż inne rowery w tej cenie i oferuje mniej.
– zegarki to osobna kwestia.Moim zdniaem rola zegarka jako mechanizmu wskazujacego godzinę kończy sie na zegarkach za 500 zł, powyżej to już biżuteria. Ja sam nosze zegarki za 2-3 tys i wiem że wskazują taka samą godzinę jak ten za 50 zł
– co do perfum i dezodorantów – wiadomo że służą temu samemu ale czy z tym samy skutkiem?
Pozdrawiam

Olgierd
Gość

> brak przerzutek również ? proszę mi opowiedzieć jak się wjeżdżało Zamkową pod górkę :) a to mała góreczka tylko.

A ja widzę dwie linewki odchodzące od prawego chwytu, tudzież podejrzanie napuchniętą piastę tylną. Więc sięgam do specyfikacji i czytam “5 biegów w tylnej piaście Sturmey Archer”. Klasyczna planetarka.

Rozumiem, że dziś takie czasy, że jeśli nie ma napisu SHIMANO, to nie da się jeździć, ale warto sprawdzać fakty:

https://en.wikipedia.org/wiki/Sturmey-Archer

Hrabicz
Gość

Mój błąd odnośnie przerzutek, chylę czoło

Tomek
Gość

Panowie, brak przerzutek w tym rowerze????? Gdzie niby ten brak????? 5 przełożeń Sturmey Archer na miasto jest w sam raz. To jest rower miejski do jazdy po mieście. Góral służy do jazdy w górach, kolarzówka do jazdy na dystansach, krosowy i trekingowy do jazdy mieszanej a bmx do ekwilibrystyki. Każdym rowerem można jeździć po mieście ale jak ktoś ma górala to proponuję inwestycję w drugi komplet kół do miejskiej jazdy.

softshell
Gość

@Tomku skąd ten puryzm co jest do czego? To, że coś wymyślono i zrobiono z myślą “o” nie znaczy, ze jest “jedynie do”

Tomek
Gość

Dlatego napisałem, że każdym rowerem można po mieście jeździć i ostre koło daje radę i góral da radę i Ukraina oraz Pelikan albo Wigry jednak nie na darmo są różne modele (tak jak w motoryzacji). Do górala zalecam drugi komplet kół do jazdy miejskiej, będzie wygodniej i szybciej. A teraz Wojtku w odpowiedzi na “To, że coś wymyślono i zrobiono z myślą “o” nie znaczy, ze jest “jedynie do” Wyobraź sobie gościa na składaku w Downhillu albo downhillowca na szosie albo górala na torze a torowca na miejskim bruku. Da się owszem ale w imię czego?

pedro
Gość

HIPSTERSTWA!

dejko
Gość

Nie wiem co “gorsze”… hipster na klasycznym rowerze miejskim, wolno sunący ścieżkami rowerowymi w centrum, czy leming na swoim nowiutkim rowerze do downhillu, gwiżdżący terenowymi oponami po płaskich jak stół ścieżkach rowerowych, w pełnym stroju cyklisty, z garniturem w plecaku – a to wszystko, żeby pokonać dystans paru kilometrów z domu do pracy.

Wojtek
Gość

Ciekawe zestawienie butów (czy to Sperry?) i skarpet ( jaka to marka, panie Michale?).
Zawsze myślałem, że buty żeglarskie będą dobre jedynie z gołą stopą, ten zestaw jest indywidualną manifestacją :)

Daniel
Gość

Panie Michale, piękny rower, gratuluję! Mając holenderkę już 3 lata, nie wyobrażam sobie jeżdżenia po mieście bez niej. Kupiłem swoją za 8 euro na Ebay’u niemieckim (praktycznie w nowym stanie), jestem nią zachwycony i wiem, że będzie mi służyć jeszcze długie lata. Tak jak wyżej napisano, są to rowery do jazdy typowo po mieście, w formie relaksu. Do celów sportowych są inne typy dwukołowców.
Pozdrawiam!

pedro
Gość

Jak widzę w miescie rower z geometria górala to śmiać mi sie chce.. Jak jeszcze widze jak ktoś nim w marynarce pomyka… ;) Ok bez zlośliwości, ale poważnie lepszym wyborem byłoby coś w stylu amerykanskim co by siedzieć jak panisko a nie leżeć :) Jedno jednak trzeba przyznać rower jest bardzo stylowy.

Falk
Gość

Gratuluję zakupu. Sam się przymierzam do zakupu roweru (póki co, korzystam z miejskich), ale mnie po głowie chodzi kolarzówka.
Przypomniało mi to jednak, że miałem sprawę do specjalistów, czyli do Ciebie i Szarmanta – jak być eleganckim na rowerze? Ewentualnie, czy da się uszyć funkcjonalny garnitur na miarę do jazd na rowerze, a zwłaszcza na kolarce? Widziałem sporo zdjęć pod hasłem “classy commuter”, ale zastanawia mnie, na co zwrócić uwagę, żeby było wygodnie i z klasą.

dominik
Gość

nie no blagam!!!! “””funkcjonalny garnitur na miarę do jazd na rowerze””” ?! czy wyscie poszaleli!?!?! to mial byc blog dla MEZCZYZN a od dluzszego czasu obserwuje szczyt snobstwa, buractwa, lalusiostwa i narcyzmu polaczonego z pedantyzmem?! jeden bedzie impregnowal rekawiczki zimowe przez lato, inny bedzie szyl garnitur na miare do jazdy rowerem…. ;o

ludzie czy wyscie powariowali…..? :-/

Falk
Gość

Jestem zachwycony. Nie dość, że można poczytać ciekawe rzeczy, to jeszcze diagnoza psychiatryczna za darmo. Dzięki! :)

softshell
Gość

@dominik – dałbym łapkę w górę ale takiej opcji nie ma :)

doors58
Gość

Tak Dominik, powariowali.

Dr Q
Gość

A ja też się chętnie podpiszę … to co prezentuje MrV należy traktować jako modowy dodatek do ubioru … a nie przedmiot użytkowy. Jazda w garniturze na rowerze do pracy …. kto wytrzyma z takim “intensywnie rozsiewającym swoją aurę’ gentlemanem przez 8-mio godzinny dzień pracy?

NOL
Gość

“Kto wytrzyma z takim ?intensywnie rozsiewającym swoją aurę? gentlemanem przez 8-mio godzinny dzień pracy?”
Ja chociażby. Znam kilku takich gentlemanów, i nie zorumiem jaki problem chcesz zasugerować, co sobie wyobraziłeś?

Mariusz
Gość

Polecam wycieczkę do UK. Tam co drugi mężczyzna jadący do pracy na rowerze jest w garniturze…

dominik
Gość

specjalnie nie masz sie co dziwic, bo w UK co drugi mezczyzna jezdzacy do pracy w garniturze rowerem to arab albo hindus…

Dr Q
Gość

Nic nie musiałem sobie wyobrażać. Mam to na co dzień. Jeden z “fabrycznych” kolegów przyjeżdża do pracy rowerem (ostre koło więc modnie). W tak ciepły dzień jak dzisiaj, gdy wchodzi do biura, najpierw go czuć później dopiero widać. A w ciągu dnia efekt się tylko nasila. Jemu oczywiście to nie przeszkadza.

Josh
Gość

Tez mnie to smieszy i zniesmacza zarazem. Typowe nadecie aspirujacych i nowobogackich. Wydali wiecej niz mogli i powinni zeby sie pokazac, doszlusowac do smietanki i byc trendy, a teraz celebruja, kadza sie tymi rzeczami i drza ze strachu, zeby tego nie stracic. Albo zarobili swoje pierwsze przyzwoite pieniadze i zrobia wszystko, zeby wygladac jak elita elity. Oczywiscie brak lub sztuczna nonszalancja od razu ich zdradza…
Ech, Polacy, Polacy… smiesznie wygladacie z oddali.

Ps. ladny rower.

Rafał
Gość

Jak ja nie lubię ortodoksów.
Panowie jeśli macie taką ochotę to śmiało, śmigajcie do pracy na crosach, kolarzówkach, góralach, czy na innych cudach techniki. Zamontujcie sobie pedały SPD licznik kadencji oraz Garmina na kierownicy, żeby mierzył wam wszystkie osiągi. Zakladajcie do tego lajkry, koszulki CCC team i kurtki z softschelu na chłodniejsze dni i jarajcie się, że w tym tygodniu uzyskaliście lepszą średnią prędkość o 0.3 km/h. Proszę bardzo.
Ale nie czepiacie się tego, że ktoś chce na luzie przejechać sobie 5 km do pracy w marynarce, krawacie i na pięknym, nie sportowym rowerze.

Tomasz
Gość

Czekam teraz na artykuł o tym jak się ubrać na rower, by było schludnie i wygodnie…

kag
Gość

Dokładnie tak samo jakby pan jechał samochodem/komunikacją miejską/szedł pieszo.

Adam
Gość

Ot to.

Birton
Gość

Mnie z kolei zastanawia jak Ty sobie radzisz bez samochodu oraz to jaki model byś wybrał gdybyś miał zamiar nabyć?

dejko
Gość

Mnie też to zastanawia. Szczerze mówiąc myślałem, że Michał jeździ jakimś starym Oplem Astrą Classic, dlatego nie wypowiada się na temat motoryzacji do momentu, aż Aston Martin podpisze z nim współpracę. A tu się okazuje, że w ogóle. Przecież to już nie tyle wygoda w jeździe po mieście, co w jeździe między miastami. Zamiast kisić się w komunikacji publicznej, zawsze lepiej i wygodniej pojechać swoim. A jeszcze jak się działalność gospodarczą prowadzi…

Birton
Gość

Za to jakie oszczędności… Nic tak nie drenuje budżetu osobistego jak samochód używany w celach konsumpcyjnych.

trochira
Gość

Michale,

bardzo ciekawy temat wykraczający poza główny nurt Twojego bloga tj. mody męskiej. Sam jeżdżę do pracy na rowerze i marki które kojarzę to np. Kross, Scott i parę innych. Marka którą promujesz pojawiła się w mojej świadomości dopiero po przejrzeniu Twojego wpisu i zdjęć.

Napisałem przejrzeniu, ponieważ treść którą dostarczyłeś jest mało dopracowana i słabo przemyślana. Jako uznany i szanowany blogger masz na pewno swoje zdanie na temat rzeczy które opisujesz. Najbardziej w Twoich wpisach cenię to że piszesz prezentując swoją opinię i dodajesz “personal touch”, dzięki temu Twój blog ma wyjątkową wartość.

W tym wpisie tego elementu zabrakło, a tak naprawdę schowałeś się za tekstem reklamowym w którym kopiujesz zamiast opisać to co czujesz, co myślisz i czego doświadczasz jeżdżąc, dotykając i stojąc obok prezentowanego roweru.

Czy naprawdę jeździsz na rowerze i możesz z całą pewnością powiedzieć że jest to przedmiot który służy Ci na co dzień? Czytając komentarze odniosłem wrażenie że największym walorem jaki w nim cenisz jest to że jest ładny.

Tak czy inaczej jestem pełen podziwu tego co osiągnąłeś i że dzięki takim Twórcom treści jak Ty mężczyźni w Polsce mają szansę dowiedzieć się że można wyglądać i czuć się lepiej poprzez zadbanie o swój wizerunek.

Czekam na niecierpliwością na Twój następny wpis!

Marcin
Gość

Miałem dokładnie takie same odczucia czytając ten wpis.

NOL
Gość

“Czy naprawdę jeździsz na rowerze i możesz z całą pewnością powiedzieć że jest to przedmiot który służy Ci na co dzień? Czytając komentarze odniosłem wrażenie że największym walorem jaki w nim cenisz jest to że jest ładny.”

Obie te rzeczy przecież się nie wykluczają.

J. Gambardella
Gość

Przede wszystkim od zaawansowania danego środowiska rowerowego zależą i dane poglądy czy są średniowieczne czy postępowe i adekwatne do sytuacji :) Bo rower górski jak sama nazwa wskazuje służy do jeżdżenia po górach. Dlaczego nie chodzicie na wesele w butach do chodzenia po górach?
Rower do jazdy po mieście to rower miejski.
Wiele osób już się doedukowało i w temacie kultury rowerowej, która u nas zaczęła raczkować.
Tak np. w Kielcach, mentalnej dziurze na masach krytycznych 95% rowerów to rowery górskie.
Np. w Krakowie czy w Warszawie 95% na masie krytycznej to rowery miejskie a 5% to górskie jakichś niedobitków ;)
Swoją drogą polecam holenderskie Batavusy. Swojego kupiłem używanego za 450 zł i nie musicie wydawać jakieś kolosalne pieniądze, że by mieć porządny rower miejski dobrej marki.
Co do korpo-szczurów no to fakt królują tandetne garniturki i buty z rolowanym czubem to tak samo i górale bo skąd korpo mają wiedzieć, że rower górski jest do jazdy po górach.. Nie znają się na ubieraniu to i na kulturze rowerowej też się znać nie będą.

softshell
Gość

nie pracuję w corpo, ale jak czytam jak ludzie określają ludzi w nich pracujących to ręce opadają…

dominik
Gość

Gambardella

opowiadasz banialuki bo to ze rower gorski albo miejski nie znaczy ze faktycznie sprawdza sie TYLKO w warunkach wskazanych przez producenta. to jest tak samo jak z motocyklami, sa scigacze na tor, streety na miasto, turystyki do turysyki, czopery sam nie wiem do czego…. :P;) no i co? ja od 12 roku zycia jezdze na moto i najlepiej jezdzi mi sie zyletka…. :) no i coz poradzisz? ze instrukcji nie przeczytal i nie wie ze po miescie powinno sie jezdzic czyms innym? :D
smiechu warte po prostu.
moze sami zacznijmy decydowac w czym czujemy sie najlepiej a nie slepo patrzec co powiedza w telewizji…

Kamil
Gość

Po prostu nie mogę gdy czytam wypowiedzi przypuszczalnie wielkiego warszawiaka, którego przodkowie kosili trawę na wsi. I co z tego że na że na masie krytycznej pojade na góralu? Mam jeden rower, jeżdże codziennie i wszędzie, góral najbardziej mi odpowiada, i co z tego? Nie muszę zachwalać sprzętu jak Mr V , z który mi zapłacono. To jak z reklamą Delmy:) Do niczego, ale i tak kupią…

Paweł
Gość

Ja tylko mam małe wtrącenie co do podanej wartości procentowej rowerów w warszawie. Mieszkam tu i jeżdżę dużo rekreacyjnie i z moich obserwacji wynikło by, że raczej te 95% to rowery górskie.

Kot_Schrodinger
Gość

Korpo-szczury, niedobitki na góralach. To naprawdę żenujące pisać tylko po to żeby kogoś po obrażać. Nie przyszło Panu do głowy że niektórzy używają rowerów nie tylko do transportu ale także w celach sportowych i rekreacyjnych. Ja mieszkam w mieście i nie mam miejsca na kilka rowerów dla mnie i żony tak aby rower zawsze pasował idealnie do okazji. Używam najbardziej dla mnie funkcjonalnego roweru górskiego bo po mieście jeździ się nim z pewnością dużo lepiej niż miejskim po bezdrożach, a błotniki czy bagażnik i sakwy zakładam kiedy potrzebuję. Po płaskiej jak stolnica Holandii wszędzie się dojedzie drogami rowerowymi więc mieszczuchy świetnie się tam nadają nawet do rekreacji u nas sprawa wygląda trochę inaczej, więc poco na silę się wzorować i wymyślać ludziom którzy mają porostu większe wymagania odnośnie roweru niż podążanie za chwilową modą na retro.

Hanys
Gość

Trzeba przyznać, że jest bardzo, bardzo ładny, ale aż strach pomyśleć ile waży. Ostatni też zastanawiam się nad kupnem nowego roweru i do gustu przypadły mi modle Krossa z linii Urban, lekka budowa, minimalistyczna stylistyka, 28 calowe koła. Tak właśnie myślałem, że to rower dla Mr Vintage, ale widać, że Mr Vintage poszedł bardziej w vintage.

doors58
Gość

Poszedł w vintage, bo mu zapłacili. Money, money, money.

Kejzi
Gość

Michale – kolejnym artykułem niech będzie moda rowerowa ….. Tak żeby było ładnie, schludnie , ale z uwzględnieniem tego , że to jednak sport i człowiek się poci ….

gaq
Gość

Zależy jaki rower i do jakich celów się go używa. Niektórzy jeżdżą rowerem codziennie do pracy i na zakupy. Nie dla sportu, a na pewno nie dla potu tylko do codziennego uzytku.

Ale zgadzam się, że moda rowerowa na wycieczkę weekendową i generalnie dla celów sportowych to mógłby byc ciekawy temat.

Borewicz - 07
Gość

Jak jest się spokojną i szczupłą osobą na sprawnym rowerze to się człowiek nie poci na tyle żeby było to uciązliwe

Sławek
Gość

Gratuluje wpisu i gustu. Nie jest to rower dla praktyków pokonujących codziennie dziesiątki kilometrów. Z tym dziełem rowerowym jest jak z dobrym rocznikiem koniaku – nie pije się go codziennie tylko delektuje smakiem, kolorem i innymi detalami znanymi tylko koneserom. Podobnie jest z Pashleyem – to marka stanowiąca kwintesencję klasyki – marka z duszą i historią gdzie szczegóły i klasyka grają jak w żadnym innym modelu. I wish I had this one!:)

gaq
Gość

Na początku żałowałem, że zdjęcia nie są kolorowe, bo choć wprowadzają w klimat początków firmy Pashley to mało co na nich widać. Cieszę się, ż e wdalszej części wpisu się one pojawiły. Zwłaszcza piękne są detale. Widać, że wkładają serce w produkcję tych rowerów.
Gratuluję panu posiadanego roweru.

Hoon
Gość

Co komu do tego czym czym jezdzi pan X? – samochodem, rowerem, deskorolka, czy czym tak jeszcze…
Co komu do tego, co sie komu podoba…? – biale, czarne, czy czerwone…
Michal wybral jakis produkt i podzielil sie z nami wrazeniami. Dzieki Michal.
A jak ktos ma ochote podebatowac nad wyzszoscia malej kulki nad duza…. – to chyba lepiej poszukac odpowiedniego do tego forum…
Mi sie akurat ten rower nie podoba…, ale co to ma do rzeczy….
A co do tych co tak zachwalaja korzystanie z samochodow i koszty z tym zwiazane….
no coz:
kto moze niech stara sie nawet jezdzic za 1 zl miesiecznie, kto komu tego zabroni…. bogatemu wszystko wolno…
ale jakim trzeba byc idiota zeby twierdzic ze posiadanie i uzytkowanie auta jest tansze niz korzystanie z komunikacji miejskiej.., czy tam wiejskiej…
kazdy robi to co i jak lubi.
koniec kropka… ;-)
Hoon

dejko
Gość

Widzę kolego, że pijesz do mnie i wyzywasz mnie od idiotów. Zwykle nie odpowiadam na zaczepki pieniaczy, którzy zaczynają wypowiedź od “niech każdy uważa jak chce”, a kończą na “jakim trzeba być idiotą by uważać inaczej niż ja”, ale myślę, że kilka suchych faktów być może wpłyną na to, że jak następnym razem kogoś zaczniesz obrażać, to wcześniej zastanowisz się chociaż przez chwilę, czy przypadkiem ty sam nie robisz z siebie idioty. Więc proszę bardzo…

Proste wyliczenie przykład pierwszy:
4 osobowa rodzina, musi pokonać trasę z punktu A do punktu B. Punkt A jest niewielką miejscowością, punkt B wsią oddaloną o 50 km. Koszt przejazdu samochodem wyniesie około 0,33 zł za kilometr – czyli tam i z powrotem 33 zł.
Nie ma autobusu który dojedzie bezpośrednio z punktu A do B. Więc 4 osobowa rodzina musi jechać z małego miasta A do większego miasta, tam zrobić przesiadkę w kolejny autobus do innego większego miasta i z tego kolejnego, większego miasta zrobić przesiadkę by dojechać do wsi B. Bilet do z małego miasta do dużego kosztuje 4 zł, z dużego do dużego 6 zł i z dużego na wieś 3 zł. To daje 13 zł na jedną osobę x 4 (bo osób jest 4) i to razy dwa – bo tam i z powrotem. To łącznie daje 104 zł. Dla mnie to jest 71 zł oszczędności.
Nawet gdyby wliczyć wszystkie koszty z naprawami, ubezpieczeniem i całą resztą, to nie będzie to więcej niż 0,70 zł za km czyli 70 zł, a więc nadal 34 zł taniej niż komunikacją publiczną.

Proste wyliczenie, przykład drugi:
Z małego miasta A do dużego miasta B, użytkownik X musi dojeżdżać codziennie do pracy 30 km. Jadąc samochodem oznacza to koszty 0,33 zł za km czyli 20 zł w dwie strony. Autobus kosztuje 4 zł + 3,20 zł bilet miejski. To daje 14,4 zł. teoretycznie mniej, ale użytkownik X za cenę biletu zabiera ze sobą do tego miasta dwie inne osoby. Te dwie osoby płacą mu łącznie 28,8 zł – czyli zarabia na tym codziennie 8,80 zł. Nawet licząc wszelkie możliwe koszty (naprawy i ubezpieczenie) taka trasa kosztuje go 42 zł. 42 – 28,8 = 13,2 zł, czyli mniej o ponad złotówkę niż dojazdy autobusem. A jak wiadomo miejsc w samochodzie jest 5, a nie 3 – dwóch dodatkowych znajomych daje kolejne 28,8 zł zysku czyli ZARABIA na tym 15,6 zł.

Przykład trzeci:
Użytkownik X z małego miasta A musi dojechać do małego miasta B. Musi to zrobić w niedzielę, ale autobusy wtedy nie kursują. Jest tam jakieś 15 km. Może to przejechać własnym autem, lub taksówką. To już chyba sam sobie wyliczysz jak jest taniej.

Przykład czwarty:
Większe zakupy w hipermarkecie. Choć do hipermarketu użytkownik X ma tylko 2 km, to jednak zakupy potrafią ważyć dobre 20 kg. Sam tego nie doniesie, a najbliższy przystanek jest w odległości 400 metrów od hipermarketu, natomiast z przystanku do domu ma kolejne 200 metrów. Musi angażować innych członków rodziny – powiedzmy czterech, bo wtedy każdy niesie po 5 kg. Kupić im najpierw bilety w jedną stronę (powiedzmy 1,5 zł x 4 = 6 zł) następnie w drugą stronę to razem daje 12 zł. 4 km autem to koszt od 1,32 zł licząc samo paliwo do 2,8 zł licząc wszystkie koszty dodatkowe. Nie mówiąc już o zysku na czasie.

Do tego dziesiątki sytuacji gdy np. trzeba pojechać w środku nocy przywieźć córkę z koncertu, w 35 stopniowym upale dojechać na spotkanie z klientem/kontrahentem lub przewieźć 48 calową plazmę na wieczór kawalerski do kolegi. Do tego wszelkie względy prestiżowe, gdy np. nie wypada podjechać autobusem.
A wyliczenia dotyczą mojego dwulitrowego diesla, zadbanego i doinwestowanego – gdzie napraw nie załatwiam drutem i taśmą klejącą, i nie czekam aż stanie w szczerym polu aby go naprawić. Użytkownik tańszego samochodu z instalacją LPG wyda jeszcze mniej.

Nie trzeba być idiotą, wystarczy wziąć kalkulator i policzyć. Dodatkowo wyobrazić sobie, że nie każdy żyje na poziomie studenta dojeżdżającego na zniżkowym bilecie 3 km na uczelnię.
Nie rozumiesz zalet korzystania z samochodu? Moja rada: jak czegoś nie rozumiesz, to się nie wypowiadaj, a jak już to raczej tonem pytającym, a nie oceniającym. Ja nie rozumiem działania wielkiego zderzacza hadronów, ale nie wyzywam od idiotów inżynierów którzy go zaprojektowali.

dejko
Gość

A i jeszcze jedno, gdybyś zastanawiał się skąd te kwoty za kilometr. Ewidencjonuję wszystkie wydatki związane z moim samochodem. Wszystkie koszty z nim związane odkąd go używam (włącznie z ceną zakupu 21 500 zł), podzieliłem przez ilośc przejechanych w tym czasie km i wyszło 0,64 zł za km.
0,33 zł za kilometr to koszty samego spalonego paliwa… wyliczenie: sumaryczne koszty tankowania podzielone przez ilość przejechanych kilometrów.

Teraz poproszę o porady, jakbyś to załatwił taniej, wygodniej, mniejszym nakładem czasu oraz energii.

Andrzej
Gość

Dejko, ale przykłady, które opisujesz to już “kombinowanie”: tu wezmę 3 dodatkowe osoby, tu wezmę rodzinę, a przecież nie zawsze tak się jeździ.

Jeśli ktoś pokonuje duże odległości sam, to nie ma możliwości by podróż samochodem była tańsza. Wiem co piszę, bo sam mam dwulitrowego diesla, nie narzekam na sytuację finansową, a mimo tego dłuższe trasy wolę pokonywać Polskim Busem, o którym Michał wspomina. I nie chodzi tutaj wyłącznie o oszczędność pieniędzy, ale oszczędność czasu. Często jeżdżę na trasie Łódź-Katowice i pokonanie tej trasy samochodem zajmuje 3 godziny z hakiem. Polski Bus jedzie 3:40. Ten czas mam dla siebie: odpisuję na maile, czytam gazetę, czasem się prześpię. Jako kierowca mogę co najwyżej posłuchać radia, a 6 godzin za kółkiem to żadna przyjemność. Podróż samochodem na tej trasie kosztuje mnie ok. 110 zł, Polskim Busem zazwyczaj 30 zł.

Oczywiście w codziennym życiu (zakupy, szpital, nocne przejazdy) samochód daje ogromną wygodę, ale sądzę, że byłbym w stanie bez niego żyć.

dejko
Gość

A jazda komunikacją publiczną (zwłaszcza w sytuacji gdy wiezie się więcej niż własne 4-litery) to nie jest kombinowanie? Wyjazdy z rodziną (o ile takową się posiada), to nie żadne dziwo, tylko naturalna rzecz. Chciałem pokazać, że są scenariusze gdy jazda samochodem wychodzi taniej niż komunikacją publiczną i to pokazałem. Oczywiście można założyć, że jest się wielkim paniskiem, każdy w rodzinie ma swoje auto i do cioci na imieniny jeździ każdy swoim – ale chyba nie chodzi o prezentowanie skrajności. Dogadanie się z kumplami z pracy to również nie jest zbyt duży wysiłek.

Wszystko zależy od konkretnej sytuacji i wymagań. Ja wybieram zawsze najrozsądniejszy środek transportu (co nie zawsze oznacza, że najtańszy). Do centrum po drobne zakupy jeżdżę rowerem lub urządzam sobie spacer. Szkoda mi wyprowadzać samochód i marnować czas na parking. Jeśli mam pojechać do kogoś w odwiedziny na drugi koniec miasta wybieram autobus, bo jest tańszy. Jeśli jadę w trasę 800 km, jadę pociągiem lub autokarem.

Koszt przejazdu samochodem z Lublina do Warszawy to 120 zł. Jeśli jadę sam, to faktycznie mi się to nie opłaca, bo pociągiem będzie taniej (chyba, ze planuję jakieś większe zakupy, albo załatwienie kilku spraw na miejscu i czas gra główną rolę). Ale już gdy jedziemy w trzy osoby, koszt przejazdu tam i z powrotem to 40 zł. To taniej niż przejazd tej samej trasy pociągiem lub busem – w dodatku nieraz większy komfort (szczególnie jeśli chodzi o busy na tej linii, gdzie czasem mimo zarezerwowanego miejsca musiałem całą drogę stać, bo miejsc siedzących nie było).
Do tego są inne czynniki, jak np. stracony czas. Gdy dojeżdżałem codziennie do pracy, przejazd samochodem zajmował mi 40 minut. Kończyłem pracę o 16:00 i o 16:40 byłem pod domem. Jadąc autobusem miałem tak, że miejski był o 16:00, następny o 16:20. Miejskim jechałem na dworzec 20 min. To już jest 16:40, a ja jeszcze nie złapałem autobusu do domu. Następnie musiałem przepuścić trzy kolejne autobusy jadące w moim kierunku, bo kolejka na nie była gigantyczna. Autobusy odjeżdżały co 15 minut, więc 17:25 dopiero wyjeżdżałem do domu. Godzina drogi = 18:25 byłem na miejscu. To jest 2 godziny 25 minut – dojazd był którzy o 45 minut, bo wsiadałem na początkowym i autobus był pusty. To jest ponad cztery godziny poświęcone na dojazdy. To już lepiej pokombinować i znaleźć sobie kogoś na dojazdy, niż poświęcać 8 godzin na pracę i 4 na dojazdy z niej i do niej.

Oczywiście samochód ma sens wtedy kiedy jest potrzebny i ja nigdy nikogo nie namawiałem na zakup takowego. Sam kupiłem dopiero wtedy jak był mi niezbędny. Ale twierdzenie, że idiotą jest ten kto mówi, że samochodem można jeździć taniej niż komunikacją publiczną (notabene wcale tak nie powiedziałem – tylko, że koszt użytkowania jest niewiele większy niż miesięczny bilet) wynika albo ze złośliwości, albo głupoty, albo braku wyobraźni.

doors58
Gość

Dejko, i tak nie wygrasz. Ta cała hipsteria i tak wszystko wie najlepiej. Przypomina mi to faceta od ekonomii politycznej socjalizmu (studia, lata 80-te), który całą godzinę przekonywał nas o wyższości komunikacji publicznej nad prywatnym samochodem. A my oglądaliśmy pod ławką rocznik Auto Motor Sport z samochodami z całego świata, marząc o przejażdżce ze swoją dziewczyną czerwonym kabrioletem. Nie tylko rowery bywają piękne, Mr Vintage. Notabene, nie pisał pan kiedyś o Fordach na tym blogu?

softshell
Gość

@Hoon – nie będę przekonywał Cię liczbami, ale powiem CI tylko tyle, że uzależnienie od komunikacji miejskiej, która w różnych miastach/wsiach w PL działa to przede wszystkim strata czasu. Samochód to nie majątek – każdego dziś stać na auto bo to nie jest towar luksusowy (pomijam model Jaguara XJ). Jeśli ktoś musi dojechać do urzędu PKS-em bo innego połączenia nie ma to musi brać dzień wolnego. Gdy masz auto nie jesteś zależny od rozpiski przyjazdów i odjazdów – licz nie tylko cenę za km ale tez czas, jaki poświęcasz na dojazdy.
Co do Michała wyliczeń kosztów za auto – Wiesz Michał – jak trzeba to za 2 tys kupisz auto z dobrym silnikiem i na części nie wydasz kroci, a jak dobrze pomyślisz jak wliczyć auto do kosztów firmy to na tym jeszcze wyjdziesz całkiem ok.

Krzysztof
Gość

Dobrze, że podjąłeś rowerowy temat. Można go dalej rozwijać, pisząc np. o tym, czy na rowerowy przejazd do biura ubierać garnitur, czy coś innego oraz o rozwiązania w zakresie eleganckiego i praktycznego sposobu przewożenia bagażu (teczek, toreb) na rowerze (np. haki na bagażnik – patrz duńska marka Velorbis – rozwiązanie tak genialnie proste, że aż prosi się o kopiowanie). Taka tematyka to także duże pole do popisu do współpracy z ewentualnymi sponsorami.

Pozdrawiam,
Krzysztof

Marcin
Gość

Panie Krzysztofie. W co Pan ten ten garnitur chce ubrac? :-)
BTW – dyskusja zaczęła przypominać komentarze na pudelku :-)
Czekam aż ktoś wreszcie napisze – Wszystkiemu są winni Masoni i Cykliści :-)

adam
Gość

Rower bardzo ładny.
Gdyby jednać kupować – 3000zł za rower to kwota absurdalnie wysoka.
Osobiście posiadam pięknego, stylowego i klasycznego holenderskiego Batavusa o identycznych “funkcjach” co powyższy i nieustępującego mu stylistyką – kupiłem go za 200zł na Allegro. Do tego kolejne 2 stówki na podmianę części. i mam rower jak marzenie ;)

Hoon
Gość

dejko hmmm.. ok za idiote przepraszam….ale teraz czas na moje wyliczenia jak tak chcesz…:

Przyklad 1
poruszam sie w miescie z punktu A do B – trasa okolo 10 km. Bilet okolo 3,50zl , moje auto: 2300 benzyna po miescie pali okolo 13l/100km (nie tak bardzo duzo jak dla mnie) czyli spali okolo 1,3 litra x 5,30 = okolo 7zl nie liczac kosztow amortyzacji, olejow, parkingow itp…

Przyklad 2
dzisiaj jechalem akurat z Kielc do Warszawy auto spalilo okolo 9l/100km, czyli trasa okolo 200km = 9 x 2 = 18 litrow paliwa x 5.30zl = okolo 95zl i dalej nie licze innych kosztow…
Polskibus wypada raczej taniej…

Dochodzi jeszcze np. zima jesli ci tak bardzo na wyliczaniu zalezy…: odpalenie samochodu, zeby pochodzil z 5 minut na postoju , bo za darmo nie chodzi… i zwykle awarie ktorych nie jestesmy w stanie przewidziec, a dotykaja nas raczej czesto…

Jesli bede chial zarabiac na wozeniu innych osob, powinienem przyjac sie na taxi…

Łukasz
Gość

Nie sluzy silnikowi odpalanie na mrozi i zostawianie go na kilka minut – silnik zuzywa i niszczy sie wlasnie wtedy kiedy jest zimny – najlepiej odpalic i delikatnie od razu wyruszyc w droge.

Birton
Gość

Na koszt użytkowania samochodu składa się to wszystko co wypływa z naszego portfela fizycznie plus utrata jego wartości i koszt alternatywny w postaci inwestycji tych pieniędzy w lokatę bankową.

Podsumowywałem nie tak dawno koszty użytkowania przez 3 lata Toyoty Corolli z oszczędnym silnikiem diesla i przebiegiem rocznym 24 000 km. Wyszło mi ponad 1 PLN za 1 km.

dejko
Gość

Albo za koszt użytkowania uważasz koszt zakupu auta, albo koszt jego utraty wartości. Nie możesz używać obu na raz, bo dojdziesz do absurdalnego wniosku, ze nie sprzedając go w ogóle zapłaciłeś za niego podwójnie (co jest przecież bzdurą). Mocno naciągany jest też alternatywny zysk z lokaty. Tak gdybając można by wciągnąć w koszty hipotetyczną szóstkę w totka, której się nie trafiło, bo pieniądze zamiast na kupony poszły na zakup samochodu. Znowu rozwijając to, okazałoby się, że osoby trzymające pieniądze w skarpecie tracą – a przecież pomijając inflację (z tego co słyszałem, obecnie mamy deflację), żadnej straty fizycznie nie ponoszą.

Za to z punktu widzenia fiskusa, można dojść do śmiesznych wniosków, że skoro używałeś samochodu klasy typowej taksówki, którego koszt użytkowania wyniósł 1 zł za kilometr (czyli duuuużo mniej niż taksówki), to osiągnąłeś z tego tytułu przychód równy różnicy średniej ceny za kilometr pokonany taksówką i ceny za kilometr który pokonałeś swoją Toyotą. ;)

dominik
Gość

w kontekscie lokaty i fiskusa sie mylisz. zawsze przy inwestycjach (juz nie mowie o aucie za kilkanascie tysi) liczy sie altarnatywe, ktora zwykle sa “bezpieczne” obligacje skarbowe. innymi slowy kupujesz auto, ktore kosztuje np 30 kola i chesz robic nim na taksowce, co ci rocznie da np X zl, to sprawdzasz czy gdybys nie kupowal auta i kasa lezala na bonach nie zarobilbys lepiej “bez” ryzyka.

w kontekscie fiskusa rowniez nie masz racji bo gdybys np mial spolke z o o ktorej najmujesz bez oplat wlasna nieruchomosc, to firma uzyskala przychod ktorego nie opodatkowala, a ty uzyskalbys przychod ktory rowniez powinienes opodoatkowac. innymi slowy i ty i firma powinniscie zaplacic podatek od przychodu, ktory w normalnych warunkach rynkowych u ciebie bylby przychodem a w firmie bylby kosztem….. ;)

dejko
Gość

Wszystko masz rację, o ile kupuje się samochód na firmę, gdzie ma on zarabiać pieniądze. Wtedy jeśli lokata przynosi większe i pewniejsze zyski niż zysk z użytkowania samochodu, to różnica faktycznie może być traktowana jako koszt dla firmy.
Nie wiem dlaczego niektórzy uważają, że jak pan Janusz kupuje sobie Cinquecento, żeby miał czym jeździć na działkę, to od razu po to, żeby w arkuszu kalkulacyjnym wyliczać ile straci na utracie wartości, na tym, że kupił bez kratki i jakby te pieniądze zainwestował w loterię dla emerytów. Prosta sprawa: pan Janusz stracił tyle co na zakup samochodu, jego rejestrację, naprawy, przeglądy oraz paliwo – a skoro nigdy nie miał zamiaru uczestniczyć w loterii, to nie można powiedzieć, że stracił również główną wygraną. Kiedy sprzedał samochód osiągnął jakiś przychód. Odejmuje go od kosztów i wtedy ma ile faktycznie kosztowało go auto.
O stracie możesz powiedzieć jeśli masz złotówkę i ją zgubisz, ale nie w sytuacji gdy mogłeś mieć złotówkę, ale nigdy jej nie otrzymałeś. Brak zysku, to nie strata.

Co do fiskusa to oczywiście żartowałem, bo chyba nigdy taka interpretacja nie powstała. Ale gdy jesteś zaproszony na imprezę firmową, również osiągasz zysk, choć dla firmy która cię zaprosiła jest to strata – i zgodnie z pewną interpretacją powinieneś zapłacić od tego dochodu podatek. Fiskus to też taki twór który uważa, że gdy nie zarobił to stracił, a gdy inni potencjalnie nie stracili, to znaczy, że zarobili.

Hoon
Gość

Wyglada na to ze Michal zrobil zloty interes… ;-)
Gratulacje…!

FashandRoll
Gość

Facet na rowerze. +miliard do atrakcyjności.
Chwyty i siodełko Brooks – klasa!

Mariusz
Gość

Co do samochodu , gdybyś kiedyś zmienił zdanie to zapraszam dostaniesz mega rabat :)
Ja posiadam klasyczną holenderską Spartę de luxe.
Nigdy nie odważyłem się pojechać do pracy / bo garnitur / choć w Holandii widziałem facetów w garniturach na rowerze ..

Mariusz
Gość

W Anglii faceci w garniturze na rowerze to norma

softshell
Gość

? bez względu czy jedzie na holendrze czy na góralu.

Matt
Gość

Ja polecę od siebie rowery marki Creme cycles. Nie tylko są to piękne, wytrzymałe, ręcznie wykonane rowery, to jeszcze jest to nasz rodzimy produkt. Firma ta jest bowiem z Gdańska.

Posiadam taki model: http://cremecycles.com/caferacer-solo-men,36,pl.html

Szkoda, że w Polsce są prawie nieobecni na rynku :(

Myślę, że może konkurować z rowerem ze wpisu :)

blek
Gość

no nie. Gdzie Cream ręcznie robiony? Rama z Chin, reszta składana jak w każdej innej marce, a trwałość wychodzi po sezonie i niestety, ale bardzo szybko się zużywa ;/ Zatem każdy rower jest ręcznie robiony czy to romet czy to giant.

arek
Gość

witam serdecznie Pana , mam pytanko z innej beczki , pracuje Pan z kompem, jakiego uzywa ko,putera ? Co mysli Pan o imacu i kompach tej firmy ?

softshell
Gość

Imac to komputer przewidziany do domu. Proponuję prześledzić fora fanbojów apple’a i wybrać się do salonu sprzedającego te produkty. Z pełnym szacunkiem ale ten blog (z pewnością ten temat) jest trochę inny niż aplowski:)

dejko
Gość

Przecież było. Pracuje na laptopie marki Toshiba (chyba), który dostał (czy nabył ze zniżką) w ramach współpracy z kimś tam. Z tego co pamiętam Michał o Mac-ach ma takie zdanie, że ładne, ale szkoda mu kasy.
Mogłem coś pomylić, w każdym razie na bogu czy na fanpage była dyskusja na ten temat. Jak poszukasz znajdziesz szczegóły.

softshell
Gość

po prostu szukasz odpowiedzi nie pod tym adresem

Customized
Gość

Fajny wpis, czekałem własnie na cos o zegrakach i rowerach :o) . Jesli chodzi o Pashley’a to jest to swietna marka, tradycja, jakos materiałów, teraz to rzadkosc. Guv’nor to moim zdaniem ich flagowy model. Ja jestem fanem pewnej dunskiej marki, mam 3 maszyny od nich , m.in. tę – le Papa http://www.weelz.fr/fr/velo-urbain/2009/09/30/viva-bikes-le-velo-passionnement/
Ma naped na wał kardana co jest swietna rzecza, nie ma mowy o brudzeniu czy wciaganiu nogawki od spodni :o). No i jakosc wykonania… Ta firma to jak Maserati na rynku samochodów :o). Do minusów, ktore mozna postrzegac tez jako i plusy jest to, ze mnóstwo osob zagaduje o rower widzac go, robia zdjecia itd . ;o) . Polecam te marke.

Olgierd
Gość

> Ma naped na wał kardana co jest swietna rzecza, nie ma mowy o brudzeniu czy wciaganiu nogawki od spodni

Z tym, że wał kardana równa się pewność kłopotów przy serwisie (nawet nie bardzo wiadomo: czym smarować? jak smarować? czy w ogóle smarować?), bo brak doświadczenia oraz części zamiennych może być brzemienny w skutki.

Odpowiedzią na brudzenie nogawek miały być karbonowe paski (np. Gates http://www.carbondrivesystems.com/ ) — i co? i nico. Nie ma głupich, nawet producenci, którzy parę lat temu szli w ten interes, już wyrzucili ostatnie modele napędzane paskami z oferty (vide Trek:

Trek District 2010: https://tinyurl.com/k789z5v

Trek District S 2014: http://www.trekbikes.com/us/en/bikes/town/urban_utility/district/district_s/#

dejko
Gość

A czy nie wystarczy zwykła, pełna osłona łańcucha? U mnie łańcuch jest całkowicie zabudowany – nie ma mowy o brudzeniu czegokolwiek czy wciągnięciu nogawki. http://www.rowerystylowe.pl/c-66/pelne-oslony-lancucha

Olgierd
Gość

> A czy nie wystarczy zwykła, pełna osłona łańcucha?

Pewnie, że wystarczy, pod warunkiem, że łańcuszek nie spada. Widuję czasem biedaków męczących się z założeniem łańcucha poprowadzonego w takiej skrzynce.

Osobiście po mieście (do pracy) pedałuję zurbanizowanym MTB — stalowa rama o górskiej geometrii, kierownica typu “wąsatego”, napęd pojedynczy (36:16 więc całkiem łagodny dla kolan) ale w stroju jak najbardziej rowerowym (po prostu w pracy się przebieram praktycznie w całości), więc łańcuch nie jest dla mnie problemem, dlatego też stosuję — bardziej dla ochrony przed spadaniem — najzwyklejszy rockring, o dokładnie taki:

http://rowerowy.interbikes.eu/file/5682/truvativ-rockring-rock-guard.jpg

Customized
Gość

wał kardana równa się pewność kłopotów przy serwisie (nawet nie bardzo wiadomo: czym smarować? jak smarować? czy w ogóle smarować?), bo brak doświadczenia oraz części zamiennych może być brzemienny w skutki.

Pewnosc kłopotów przy serwisie ale chyba jesli sie go odda w rece partacza lub probuje samemu kombinowac nie majac wiedzy i odrobiny praktyki. Ja mam 2 rowery na kardanie, jeden od 11 lat, drugi od 4. Oba serwisuje co 2 lata (chodzi o wał ) bo taki okres przeglądu zalecono. Nigdy nie bylo zadnych problemow. Wału sie nie smaruje a uzywa oleju. Czesci nie musialem wymieniac ale z tym tez nie ma problemu raczej – z tego co mi wspominali goscie w serwisie to zebatki w wale sa ogolnodostepne i uzywane w wielu innych maszynach, nie jest to nic unikalnego. Gdybym mial porownywac wal do lancucha to w ciagu 11 lat uzywania kardana nie mialem zadnej awarii, natomiast mam tez rower z lancuchem i temu sie zdarzylo spasc kilka razy a i smarowanie odbywa sie czesciej niz oliwienie wału. Ale co kto lubi, wolny kraj i dostepny asortyment maszyn daje nam tyle swobody :o).

Kolano
Gość

Bardzo dobry wpis. Gratuluję fajnej współpracy i roweru, wzorcowy przykład firmy do współpracy. Poza tym dobra sesja i tradycyjnie marudzący czytelnicy.

Maciek Rutecki
Gość

Generalnie dyskusja wybiegła daleko poza modę i styl, ale podsumowując z mojej strony: rower klasyczny, co bardzo lubię. Co prawda wolę współczesnego “holendra” na codzienne, regularne dojazdy do pracy, ale uwzględniając charakter pracy Autora bloga i cel, to ten model Pashley’a jest naprawdę dobrze dobrany, także stylem.

Tak z ciekawości, bo nie znalazłem w Sieci: z przodu jest oświetlenie (bateria czy dynamo w piaście?), ale z tyłu tylko odblask zauważyłem. Radziłbym pomyśleć o jakimś z tyłu, pomijam przepisy, ale widoczność. Bez problemu można wybrać coś pasującego do tego roweru, szczególnie, że bagażnik ma chyba standardowe mocowanie.

A i odnośnie paru próśb o napisanie artykułu o modzie rowerowej, czy jak się ubierać na rower. Ja wyznaję zasadę, że ubieram się w dokładnie to co noszę idąc pieszo, czy jadąc samochodem. Jedynie od kiedy używam roweru, to bardziej zwracam uwagę, żeby ubrania miały jak najmniej sztucznych materiałów. Specjalne “strojenie się” na rower jakoś nie pasuje mi.

Slawek
Gość

Zajebisty rower!

kobieta
Gość

Panowie, nie wczytywałam się już we wszystkie Wasze komentarze, za co przepraszam, ale rzuciła mi się w oczy zażarta dyskusja o samochodach i o tym czy warto wydać 3,5k zł na rower. Jeżdżę rowerem, samochodem i skuterem więc rozumiem argumenty, że utrzymanie auta kosztuje w związku z czym jazda rowerem bardziej się opłaca. Rozumiem też, że jazda autem jest często wygodniejsza, cieplejsza, szybsza i przyjemniejsza. Nie ma co dyskutować. Jedno lubią to drudzy co innego, dla jednego rower crossowy będzie idealny do miasta, dla innego – szosa, a dla Mr Vintage’a – mieszczuch. Nie rozumiem tylko, jak możecie porównywać taki rower jak Pashley do “holenderki” za 500 zł! To trochę jak jeździć Skodą i jeździć Mercedesem ( jak ktoś zamierza napisać, że nie ma różnicy, to lepiej niech zamilknie na zawsze ). Są ludzie, którzy wymagają więcej od samochodu niż tylko tego, aby jeździł. Są ludzie, którzy wymagają więcej od roweru niż tylko ładnego wyglądu i wygody i mam nadzieję, że właśnie z powodu tego “więcej” Mr Vintage zdecydował się na Pashleya.

@donsteffano
Gość

Michal,

dobry wpis, dobre zdjecia.

Aby nieco poglebic temat, proponowalbym osobny tekst o miejskich klasykach. Az sie prosi o wzmianke o holenderskiej marce Vanmoof, a przede wszystkim rodzimej firmie z Gdanska – Creme Cycles, ktora produkuje piekne rowery (cremecycles.com).

Warto promowac swoje, bo rowniez mamy sie czym pochwalic.

Z pozdrowieniami,
Andrzej

k.
Gość

Co klasycznego ma w sobie Vamoff? Jeżeli mówimy o klasykach, to chyba trzeba napisać o Batavusie, Sparcie i Gazelli? A Cream? Spoko, fajnie wygląda, ale na wystawie. Niestety rower po dwóch sezonach użytkowania wygląda jak Tico po 10 latach eksploatacji i przejechanych 200 tysiącach km. ;-(Jakość wykonania zupełnie nie odbiega od tych średniej jakości Krossów i Rometów, nadrabia natomiast wyglądem.

QF
Gość

produkty Apple są najlepsze pod wieloma względami. Stosunek jakości do ceny jest ok. Od dwóch lat wymieniam wszelkie nokie samsungi sony itp, a zacząłem od iPhona.
a co do rowerów, Bianchi są ok. pashley ok, creme spoko.

Monika Stankiewicz
Gość

Rower bardzo mi się podoba i z przyjemnością bym takim jeździła po moim pięknym mieście. Tak to widzę: zwiewna spódnica, balerinki, białe rękawiczki, kapelusz i szal poruszany wiatrem, a w koszyczku torebka i sezonowe kwiaty… Niestety. Krótka historia moich dojazdów do pracy rowerem to dżinsy, kurtka przeciwdeszczowa, kask, gogle i trekkingowy rower (choć na te trasy rowerowe przydałby się jakiś bardziej solidny, terenowy model).

Dudi
Gość

,,ale jeśli będę miał nadmiar gotówki..”

Oj tam Michał nie przesadzaj, kroisz teraz swoich reklamodawców aż miło.:)

Maciek Rutecki
Gość

@softshell (odpowiedź na post z 27/04/2014 o 21:16)

“Co do deszczu ? w moim przekonaniu ubrania przemoczone powinno się prać bo są brudne i żaden rower jeszcze przed deszczem nie chroni.”

A to prawda, trochę patrzyliśmy na to z innej strony. Przed deszczem to chyba tylko uchroni w 100% samochód. Na rowerze warto mieć ze sobą małą paczuszkę z ponczo + ewentualne ochraniacze na buty. Sprawdza się to przez cały rok i pozwala na komfortową jazdę (o ile można tak mówić w kontekście poncza i silnego wiatru, ale w mieście nie uprawia się wyścigów) w dowolnym ubraniu.

“Co do pozostałych odnośników ? zważ proszę, że wybrałeś zdania bez kontekstu ”

Nie było to moim zamiarem jeśli tak to postrzegasz, za co przepraszam.

“Uważam jednak, że lepszy komfort można osiągnąć na znacznie tańszym rowerze miejskim co wcześniej już pisałem.”

A to też prawda, ale Autor bloga stawia też mocno na styl i wybór roweru mnie nie dziwi. Do zastosowań, które opisał nadaje się wyśmielicie. Sam bym takiego nie kupił (mimo że mam droższy, ale nie o cenę tutaj chodzi), ale widok takich rowerów na ulicach cieszy — co jak co, ale to jest rower z “charakterem”.

“Już wspominałem, że nie stosuję podziału na ?albo góral?, ?albo mieszczuch? w mieście i nie stoję po żadnej ze stron. Powtórzę po raz kolejny ? to czym z osobna każdy jeździ jego sprawa.”

Podpisuję się pod tym. Zauważ, że mamy tutaj inny problem: podziały w samym środowisku rowerowym. Głupie, ale co poradzisz. To że używam “mieszczucha”, to nie uważam, że inne są gorsze. Z drugiej strony nie rozumiem osób, które męczą się MTB z grubym bieżnikiem w mieście. Dla mnie to bez sensu; niczym użycie roweru miejskiego w rajdzie terenowym — może i się da, ale by to komicznie wyglądało.

@ Mr Vintage:

Pomyśl o jakimś solidnym (nie linka) zabezpieczeniu, ten rower może kusić złodzieja.

softshell
Gość

@Maciek Rutecki – w żadnym wypadku się nie gniewam – mam nadzieję, że i ja Ciebie nie uraziłem. Cieszę się, że podjąłeś temat. Szczególnie chodzi mi o podziały wśród cyklistów, co sam zauważyłeś – dziwi mnie to bo niby każdy rowerzysta chce dobra dla całej wspólnoty,a le podziały widać choćby tutaj (ale najgorzej jest na drodze). Ja sam wymieniam oponę na slima i nie żyłuję “terenowego bieżnika”. Chyba wycisze temat bo od paru dni puszczam tu posty. Pozdrawiam:)
@Michale – zdrowia i niech się użytkuje:)

Martin
Gość

Jeden rower,a tyle dyskusji, którą można zamknąć w kilku zdaniach. Michał zachwala ten rower, ponieważ jest ładny, a nie dobry do jazdy. jak sam przyznał, do tej pory rowerem raczej nie jeździł, więc będzie miał teraz ładny rekwizyt do postawienia w salonie lub wykorzystania w sesji i o to właśnie chodziło. A wy tak zaraz na poważnie o wyższości górala nad rowerem miejskim i vice versa ;-)
Natomiast twierdzenie, że samochód jest niepotrzebny i zasłanianie się ekologią jest niestety naiwnym dorabianiem ideologi do stanu rzeczywistego. Samochody też mogą być stylowe, nawet bardziej niż rowery. Jak się zgłosi do Michała odpowiedni ich producent, to może zmieni zdanie;-) No jeszcze będzie musiał wcześniej tylko prawo jazdy zrobić;-)
Wiecie co jest tutaj straszne? Pustota. Najpierw trzeba być interesującym i wartościowym człowiekiem/mężczyzną, a potem to uzewnętrzniać ładnym strojem itd. Inaczej jest się pustą wydmuszką, która po odarciu z fatałaszków niewiele sobą reprezentuje.

Olgierd
Gość

> Najpierw trzeba być interesującym i wartościowym człowiekiem/mężczyzną, a potem to uzewnętrzniać ładnym strojem itd. Inaczej jest się pustą wydmuszką, która po odarciu z fatałaszków niewiele sobą reprezentuje.

Ponieważ czuję się wywołany do tablicy (albowiem jestem interesującym i wartościowym człowiekiem), muszę Ci powiedzieć, że mam wrażenie, że te stroje to nie są chyba takie najgorsze — pewnie głównie przez to, że nie jest to takie częste ani nachalne.

Natomiast są gorsze “wzwody”: pojazdy mechaniczne (“ja mam V8 więc jestem lepszy od R4 8V, ale jak podjedzie gość z V12, to się schowam”) czy np. wypijalność (“wypiłem 8 piw i było świetnie, ale Ziutek wypił 7 i umarł… a rano tak mnie łeb na****ł, że strach!”).

PS każde hobby można traktować jako przedłużaczkę penisa — jestem pewien, że na zjazdach filatelistów też dochodzi do gorszących scen, już nie mówiąc o wędkarzach, którzy zazdroszczą sobie taaaaaaaaaaaaaaaaaaakiej ryby. To też jest cholernie “puste” ;-)

Martin
Gość

Pustota ma różne oblicza;-) Jest też trudna do ukrycia i niestety coraz bardziej rozpowszechniona w raz z dominacją szeroko rozumianej popkultury.

Monika Stankiewicz
Gość

A miłośnicy kawy tuningujacy ekspresy? To jest dopiero banda pieniaczy! :-P

Michał
Gość

Gratuluję świetnego roweru! Sam mam 2 i gdyby nie brak miejsca/pieniędzy/sponsora ;) to z chęcią przygarnąłbym sobie również takiego klasyka. Ilość komentarzy powala, na ostatnich dwóch stronach tylko artykuł o sneakersach ma większą ich liczbę, myślałem że będzie wręcz odwrotnie. Może to zachęci Pana do jeszcze kilku rowerowych sesji, tym bardziej że pogoda będzie tylko lepsza!

Schlüsseldienst in Köln
Gość

Ja też od niedawna zakupiłem rower (retro maszynę) i od wiosny staram się nim codziennie dojeżdżać do pracy

Dawid
Gość

Strasznie lubię blog Michała, ale im dłużej tu “jestem” tym bardziej przekonuję się,że albo nie mam gustu albo zwyczajnie mam inny. Rower może i ładny, ale nie z mojej bajki (dlatego może, a nie na pewno)

Storm
Gość

a wydawało się ze to TYLKO rower, a tu tyle GORĄCYCH komentarzy ;) Więcej luzu wszystkim życzę :) !

Dr Q
Gość

@ Mariusz
Co do UK to zdarza mi się bywać zawodowo … ulice angielskich miast nie są dla mnie żadnym wzorcem ani modowego smaku ani tym bardziej schludności. Co innego Włochy … tam się można zainspirować .. tylko “garniturowych” rowerzystów tam jak na lekarstwo .. co innego oczywiście skuter :) styl i klasa.

bobiko
Gość

Cieszę się, że osoba taka jak Michał poruszył kwestię roweru na swoim blogu, który z pewnością nie tylko jest modnym ale i bardzo przydatnym gadżetem. Blog Michała to zbiór przemyśleń na konkretne zagadnienia, w większości trafne i to trzeba uszanować.

Mógłbym zaczać pisać obelgi pod adresem osób, którzy kupują tego typu rowery czy też big cruisery ale to jest kwestia gustu a o tym po prostu nie dyskutuje. Osobiście nie przepadam za takimi rowerami, gdyż dla mnie sa niefunkcjonalne i niewygodne. Wynika to z mojego sportowo-turystycznego spojrzenia na rower, który ma byc przede wszystkim sprawny, solidny, odpowiedni do trudności tras, jakie przyjdzie pokonać w przyszlości. Oczywiście, ze sportowy rower typu MTB moze być na swój sposób wygodny ale wymaga to odpowiednio nakładu finansowego (nie każdemu może pasować rama, którą proponuje sprzedawca czy też grupa osprzętu).

Ale nawet i mi, amatorowi outdoorowych wycieczek i wyzwań w terenie, przyszło do głowy kiedyś, zeby odszukać starą niemkę dziadka, którą dostał od Niemca tuz po zakończeniu II WŚ. niestety żaden z starszych członków rodziny nie wie, co śp. Dziadek zrobił z tym rowerem.

Widzę, ze trwa dyskusja samochód vs rower bądz MPK vs rower i to mnie bardzo śmieszy. mam to szczęście ze mieszkam w otoczeniu niewielkich wielkopolskich miasteczek i do pracy mam jakieś 32km w jedną stronę. Przeważnie jezdzę autem ale w okresie wiosenno-letnio-jesiennym, jesli sa warunki odpowiednie, to bardzo chętnie korzystam z jednośladu. Nie dlatego ze oszczędne jest (auto mam na LPG) ale tylko dlatego, ze po takim porannym treningu czuję się naprawdę dobrze, obudzony. Zaś po pracy, majać wolne popołudnie wyskakuję nad jeziorko by w ciszy odpocząć od monitora. To jest ten luksus, na ktorego nie stać przeciętnego Polaka.

wpDiscuz