fbpx

Ponidzie. Poznaj polską Toskanię [część 1]

22 komentarze

Czy słyszeliście kiedyś określenie „polska Toskania”? Co prawda kilka zakątków Polski przypisuje sobie tę nieoficjalną nazwę, ale muszę to napisać jasno – polska Toskania jest tylko jedna i dzisiaj was tam zabiorę. Na Ponidzie. To nieduży, niezwykle malowniczy i wciąż mało znany region położony w województwie świętokrzyskim, mniej więcej pomiędzy Sandomierzem a Krakowem.

Ale muszę też uczciwie dodać, że to moje przekonanie o tym, że tylko Ponidzie zasługuje na porównanie z cudowną Toskanią wynika z tego, że tu się urodziłem i wychowywałem, więc mogę być lekko nieobiektywny ;) Ale tylko lekko, bo liczę na to, że po przeczytaniu i obejrzeniu tego wpisu przyznacie mi rację i jeśli jeszcze tu nie byliście, to będziecie chcieli tu przyjechać, ponieważ Ponidzie zachwyca od pierwszego spotkania i zostaje w sercu na długo. A wspólnych mianowników z Włochami też się kilka znajdzie, ale o tym w dalszej części.

Zapraszam zatem na subiektywny przewodnik po regionie, który jest szczególnie bliski mojemu sercu i mam nadzieję, że po jego przeczytaniu wam również serce zabije mocniej. Materiał powstał w ramach współpracy komercyjnej z Hotelem Bristol Art & Medical SPA.

W niniejszym wpisie zabiorę was do następujących miejsc i atrakcji:


Wspomniałem o tym, że Ponidzie nadal jest regionem mało znanym i niedocenianym. Widać to także po dość skromnej bazie noclegowej na tym terenie, ale i w tej kategorii można tu znaleźć prawdziwe perełki. Takim obiektem jest bez wątpienia Hotel Bristol Art & Medical SPA z Buska-Zdroju, który mnie zachwycił od pierwszej wizyty i cieszę się, że wspólnie udało nam się wymyślić projekt, który pozwoli pokazać piękno regionu z którym tak wiele mnie łączy. A sam hotel Bristol jest doskonałą bazą wypadową do odkrywania uroków Ponidzia, bo stąd wszędzie jest blisko. To zresztą jeden z wielu atutów tej krainy, więc bez wielkiego wysiłku można go zwiedzać także na rowerze, a na upartego także pieszo.

Hotel Bristol Art & Medical SPA położony w samym sercu Buska-Zdroju, tuż przy wejściu do Parku Zdrojowego oraz przy miejskim deptaku, czyli Alei Mickiewicza. Pięknie zatopiony w zieleni, co możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu.

Buski Bristol to połączenie klasyki i nowoczesności, bowiem część budynku od strony parku zdrojowego, to historyczna willa z końca XIX wieku z charakterystyczną wieżyczką na rogu, która znajduje się także w logotypie tego hotelu. Już w roku 1905 działał tam hotel uzdrowiskowy, a później budynek ten wielokrotnie zmieniał właścicieli i przeznaczenie. W roku 2014, po generalnym remoncie i dobudowaniu nowego skrzydła północnego, otwarto tu jeden z najładniejszych hoteli w tej części kraju, czyli czterogwiazdkowy Bristol Art & Medical SPA.

Przyznam szczerze, że już kilka lat temu słyszałem o tym obiekcie, ale dopiero kilka miesięcy temu, gdy byłem tam po raz pierwszy, przekonałem się, że jest to prawdziwa hotelowa perełka na mapie Ponidzia. Jak sama nazwa wskazuje, można tu liczyć na doznania artystyczne i uzdrowiskowe. Obydwa podane w nowoczesny i luksusowy sposób. Ja, jako esteta i początkujący kolekcjoner sztuki oczywiście zanurzyłem się w odkrywanie sztuki w tej przestrzeni. A otacza ona gości w zasadzie w każdym zakątku hotelu.

We wnętrzach są to obrazy i grafiki takich artystów jak Antoni Fałat, Maurycy Gomulicki, a także grupy Łódź Kaliska. Z kolei na zewnątrz można się zachwycić kapitalnymi rzeźbami takich artystów jak: Zbigniew Frąckiewicz i jego „Ludzie z żelaza”, Jędrzej Kędziora (niestety nie rodzina), znany na całym świecie artysta i jego balansująca rzeźba, czy Sylwester Ambroziak i jego owieczki na dachu parkingu podziemnego. To tylko część nazwisk, bo lista artystów, których prace możecie zobaczyć w hotelu Bristol jest naprawdę imponująca. Rozglądajcie się zatem wokół i szukajcie dobrej sztuki, bo jest to unikalna kolekcja jeśli chodzi o obiekty hotelowe w Polsce.

Ale wracajmy do zwiedzania Ponidzia. Pokażę wam moje ulubione miejsca z tej pięknej krainy, część z nich jest dość dobrze znana i opisana w przewodnikach po tym regionie, ale będą też perełki o których mało kto wie. Dodam tylko, że mój przewodnik będzie podzielony na dwa artykuły, bo w trakcie pisania uzbierało się tego materiału bardzo dużo jak na dzisiejsze standardy internetowe, więc na drugą część zapraszam za kilka dni. Dzisiaj będzie o zachodniej części Ponidzia, a w kolejnym artykule o części wschodniej. Oczywiście jest to podział umowny, bo jak wspominałem, na Ponidziu wszędzie jest blisko, więc kolejność zwiedzania można sobie dowolnie konfigurować po swojemu i w dużym stopniu nie zmieni to pokonywanych odległości.

Rozpisałem się z tym wstępem, a tymczasem „w Pińczowie dnieje”. Jeśli zastanawialiście się skąd się wzięło to powiedzenie brydżowe, gdy któryś z graczy ociąga się z decyzją, to właśnie z serca Ponidzia – z Pińczowa, blisko sześciuset letniego miasta w którym się urodziłem i mieszkałem do czasu rozpoczęcia studiów. Sami zatem rozumiecie, że nie mógłbym zacząć tego przewodnika od innego miasteczka :)

PIŃCZÓW


Podobno w XVII wieku Pińczów był uznawany za jedno z pięciu najpiękniejszych miast Polski. Ja mogę być nieobiektywny, bo stąd pochodzę, ale niewątpliwie warto poznać to miasteczko, bo Pińczów to serce Ponidzia. Był też taki czas, gdy moje miasto nazywano „polskimi Atenami”, choć akurat tu bardziej chodziło nie o walory architektoniczne, lecz fakt, że Ateny i Pińczów były ośrodkami reformatorów w swoich krajach.

Ale muszę też dodać, że od lat ubolewam nad tym, że Pińczów nie wykorzystuje swojego ogromnego potencjału. Moim zdaniem mógłby on być turystyczną perełką południowej Polski, a niestety nie jest. Słabo tu z bazą noclegową, słabo z ofertą gastronomiczną, a unikalne atrakcje turystyczne są niedoinwestowane i słabo promowane. Pińczów nie dostosował się do współczesnych czasów i zdecydowanie przegrywa z sąsiednim Buskiem, które wspaniale się rozwinęło w ostatnich kilkunastu latach, choć nie ma tylu walorów historyczno-krajobrazowo-architektonicznych. Ale ma to też swoje plusy, bo dzięki takiemu marazmowi jest to region w którym znajdziecie ciszę, spokój i małomiasteczkowy charakter. Taki jest właśnie Pińczów, więc jeśli takie klimaty są wam bliskie, to wpadajcie w moje rodzinne strony.

WZGÓRZE ŚW. ANNY

Subiektywna ocena: 10/10
Pinezka do mapy Google

Jeśli miałbym wybrać tylko jedno ulubione miejsce, które kojarzy mi się z Ponidziem, to bez wątpienia byłoby to wzgórze św. Anny w Pińczowie. Mam z tym miejscem wiele sentymentalnych wspomnień (plenery kółka plastycznego, randki, wagary) i pewnie z tego to wynika, ale to miejsce samo w sobie jest po prostu piękne. Ze wzgórza roztacza się fantastyczny widok na cały Pińczów i dolinę Nidy, a na jego szczycie od ponad czterystu lat dumnie stoi kaplica św. Anny.

Zaprojektowana przez włoskiego architekta Santi Gucci, który osiadł tutaj około 1568 roku i stworzył tzw. pińczowską szkołę kamieniarstwa. Wcześniej był on nadwornym projektantem Zygmunta Augusta i Stefana Batorego, więc pewnie prowadził iście królewskie życie, ale chyba kiedyś przyszła mu do głowy myśl a może by tak rzucić to wszystko i pojechać do Pińczowa? No i przyjechał :)

Nie wiem czy kolejne pokolenia tego Florentczyka mają coś wspólnego z domem mody Gucci, ale niewątpliwie był to wszechstronnie uzdolniony rzemieślnik światowej klasy, więc nie zdziwiłbym się gdyby tak było, bo przecież marka Gucci też od wielu dekad tworzy piękne rzeczy, a ponadto też wywodzi się z Florencji. Santi Gucci wypuścił w świat wielu cenionych rzemieślników. Podobno nazwa pobliskiej wsi Włochy (2 km od Pińczowa) wzięła się stąd, że swoje warsztaty kamieniarskie mieli tam właśnie Włosi, którzy przybyli na te tereny kilka wieków temu.

Santi Gucci zauroczył się pińczowskim kamieniem – miękkim wapieniem o kremowej barwie, który z czasem ulega utwardzeniu. W Pińczowie zobaczycie ten kamień w wielu miejscach: na elewacjach bloków mieszkalnych i budynków usługowych, na ogrodzeniach, na pomnikach, na grobowcach i oczywiście na najważniejszych zabytkach. Ale wykorzystywano go nie tylko na Ponidziu, lecz również przy budowie i wykańczaniu znanych obiektów w Polsce. Pińczak – bo pod taką nazwą znany jest kamień pińczowski – został użyty między innymi w takich budynkach: Sukiennice w Krakowie, zamek w Baranowie Sandomierskim, Zamek Królewski w Warszawie, a z bardziej współczesnych Pałac Kultury i Nauki w Warszawie i budynek ZUS w Gdyni – ikona polskiego modernizmu.

Kaplica św. Anny to bardzo charakterystyczny budynek na planie kwadratu nakryty kopułą z latarnią. Mniejsza bryła, czyli kruchta jest niejako miniaturą głównej bryły. To jedna z pierwszych w Polsce kaplic o konstrukcji kopułowej, która nie jest połączona z inną budowlą sakralną. Od lat zachwycam się nią, bo ma idealne proporcje.

Ubolewam nad tym, że kapliczka nie jest wykorzystywana np. na uroczystości ślubne, bo z pewnością byłoby to jedno z najpopularniejszych miejsc w tej części Polski na tego typu wydarzenia. Zresztą nawet zwiedzanie kaplicy też w zasadzie nie jest możliwe, bowiem z tego co wiem, jest ona otwierana tylko raz w roku, a szkoda, bo to jeden z najpiękniejszych zabytków województwa świętokrzyskiego.

Na wzgórze św. Anny najłatwiej dostać się ścieżką od strony ulicy Grodziskowej. Ścieżka zaczyna się na parkingu przed cmentarzem, tam można zostawić bezpłatnie auto. Kilka minut spaceru i będziecie w jednym z najpiękniejszych punktów widokowych Ponidzia. Polecam przybyć tutaj na zachód słońca. Z kocykiem, z napojami, z przekąskami. Nie pożałujecie :)


PAŁAC WIELOPOLSKICH

Subiektywna ocena: 8/10
Pinezka do mapy Google

Pińczów miał kiedyś jeden z najpiękniejszych zamków w tej części Europy – Zamek Myszkowskich. Niestety został on rozebrany w połowie XVIII wieku i dzisiaj na jego miejscu w zasadzie nie pozostały żadne ślady tej wspaniałej budowli. Ale pozostał za to kamień, bowiem z materiału rozbiórkowego wybudowano inne budynki na terenie Pińczowa. Ten najbardziej znany to Pałac Wielopolskich, który położony jest u podnóża góry zamkowej na terenie przylegającym obecnie do liceum ogólnokształcącego. 

Pałac Wielopolskich to budowla klasycystyczna wzniesiona ok. 1780 roku. Obecnie mieści się w nim internat szkoły specjalnej. Budynek i najbliższe otoczenie przeszły kilka lat temu renowację i rzeczywiście jest to miejsce, które cieszy oko.

A jak już będziecie na terenie mini ogrodu przed pałacem, to zwróćcie uwagę na mały budynek w kształcie pięciokątnej wieżyczki położonej w południowej części ogrodu. To tzw. baszta ogrodowa, która prawdopodobnie była narożnym elementem obmurowania terenu należącego do zamku.

A niedaleko jest jeszcze jeden element ze słynnego zamku Myszkowskich, który warto zobaczyć. Po wyjściu z terenu liceum musicie cofnąć się do ulicy Piłsudskiego i przejść kilkadziesiąt metrów w dół. Po prawej stronie zobaczycie zaniedbaną kamienicę dwukondygnacyjną, a w jej centralnej części ozdobny portal, który podobno był częścią zamku Myszkowskich, a dokładniej słynnych łaźni pińczowskich, które w kronikach były opisywane jako najwytworniejsze w tej części Europy. Niestety kamienica i samo otoczenie portalu (skrzynka elektryczna) kompletnie nie pasują do tego historycznego detalu architektonicznego.

MIRÓW

Subiektywna ocena: 9/10
Pinezka do mapy Google

Mirów był kiedyś samodzielnym miastem założonym w roku 1592, ale od wielu lat jest po prostu nieoficjalną dzielnicą Pińczowa położoną na wschód od rynku. Nad dachami Mirowa góruje bryła późnorenesansowego kościoła reformatów, przez miejscowych zwanego po prostu klasztorem. Kościół ten znany jest z obrazu Matki Boskiej Mirowskiej.

A jeśli chcielibyście poczuć przedwojenny klimat Pińczowa, to koniecznie przespacerujcie się ulicą Bednarską i Górną. Tam nadal można zobaczyć niskie domy z Pińczaka, które nie były remontowane od kilkudziesięciu lat.

Atmosferę dawnego Mirowa możecie też zobaczyć spacerując uliczką Mirowską za klasztorem. To bardzo klimatyczny zaułek Pińczowa. A jak pójdziecie kilkadziesiąt metrów dalej, to dojdziecie do jednego z najbardziej charakterystycznych budynków Pińczowa, potocznie nazywanego drukarnią ariańską, choć niesłusznie, bo prawdopodobnie nigdy nie było w tym miejscu drukarni, ale sam Pińczów faktycznie był ośrodkiem w którym wydawano ważne książki.

Jest to dom z przełomu XVI i XVII wieku z charakterystycznymi dekoracyjnymi licami na frontowej ścianie (tzw. rustyka). To jedyna renesansowa kamienica mieszczańska, jaka przetrwała w Pińczowie do dnia dzisiejszego. Kiedyś przylegała do rynku mirowskiego, po którym w zasadzie nic nie zostało. Prawdopodobnie był to dom wójta Mirowa, choć w literaturze można też znaleźć informację o tym, że były tu kiedyś łaźnie. Warto dodać, że Pińczów, a Mirów szczególnie, były wielokulturowe. W Mirowie mieszkali kiedyś Włosi, Francuzi, Żydzi, Szkoci, Niemcy, Węgrzy, Czesi, Rosjanie i Turcy.


LAPIDARIUM PIŃCZOWSKIE

Subiektywna ocena: 8/10
Pinezka do mapy Google

Ja wiem, że nie każdy przepada za zwiedzaniem cmentarzy, ale ten pińczowski ma jeden bardzo ciekawy fragment, który warto zobaczyć idąc na górę św. Anny. Chodzi o najstarszą część, która obecnie jest lapidarium z kilkudziesięcioma zabytkowymi rzeźbami nagrobkowymi, które imponują kunsztem rzeźbiarskim. Większość wykonana jest oczywiscie z Pińczaka, ale jest też bardzo ciekawy nagrobek wykonany w całości z żeliwa. Lapidarium znajduje się w zachodniej części cmentarza na lekkim wzniesieniu, gdzie zostało jeszcze kilka starych drzew, które widocznie chroni konserwator zabytków, bo niestety dziesiątki innych drzew z terenu cmentarza masowo wycięto w ciągu kilkunastu ostatnich lat. Podobno ludzie narzekali, że liście z drzew brudzą im nagrobki, choć oficjalna wersja jest taka, że łamały się gałęzie i zagrażały ludziom i grobowcom.

LOT NAD PONIDZIEM

Subiektywna ocena: 10/10
Pinezka do mapy Google

Mało kto o tym wie, ale malutki Pińczów ma wspaniałe tradycje lotnicze. Już w latach 30. ubiegłego wieku działała tutaj elitarna szkoła szybowcowa „Polichno-Pińczów”, która wykształciła wielu pilotów biorących udział w II wojnie światowej. Tradycje tej szkoły od lat kontynuuje Aeroklub Regionalny w Pińczowie, który przyciąga pasjonatów ultralekkiego lotnictwa z całej Polski. Ale wcale nie trzeba być związanym z tym środowiskiem, by skorzystać z jednej z największych atrakcji Ponidzia, o której niewiele osób wie. Mam tu na myśli lot widokowy nad Ponidziem motolotnią lub samolotem z otwartą kabiną. Jest to absolutnie niezapomniane przeżycie, szczególnie przed zachodem słońca.

Pińczów z wysokości 150 metrów
Pod nami zbiorniki wodne po starej kopalni gipsu w Gackach

Jeśli chcielibyście się umówić na taki lot, to vouchery można wykupić na popularnych stronach z voucherami prezentowymi, ale najlepiej umówić się bezpośrednio z kimś z aeroklubu. Ja mogę wam polecić Mariusza Jędrucha  (tel. 661 833 569) z którym miałem okazję polecieć nad Ponidziem samolotem Bailey-Moyes Dragonfly, czyli takim amerykańskim „samolotowym kabrioletem”. Koszt 10-minutowego lotu to ok. 150 zł. Można się też umówić na dłuższy lot.

PS. Ja opisałem tylko te moim zdaniem najciekawsze atrakcje Pińczowa, ale jest ich więcej. Jeśli chcielibyście spędzić więcej czasu w tym miasteczku, to namawiam by zobaczyć także synagogę (na zwiedzanie trzeba się umówić z pracownikiem muzeum), pińczowski rynek, zalew i jego okolice (można go obejść lub objechać rowerem wokół), górę zamkową, a także pobliski rezerwat przyrody Skowronno.

MŁODZAWY


Młodzawy i ich najbliższe okolice, to moim zdaniem to jeden z najpiękniejszych i chyba trochę niedocenianych fragmentów Ponidzia. A szkoda, bo są to bardzo ładne tereny, które mnie zawsze zachwycają, a czas tutaj zwalnia. Jak tylko jestem na Ponidziu, to chętnie tu przyjeżdżam.

OGRÓD NA ROZSTAJACH

Subiektywna ocena: 10/10
Pinezka do mapy Google

Zacznę od najbardziej znanej atrakcji dla której turyści przyjeżdżają tu z całej Polski. Chodzi o „Ogród na rozstajach”, prywatny ogród botaniczno-ornitologiczny, który zachwyci nie tylko sympatyków roślin. Uwierzcie mi, że na zdjęciach trudno oddać klimat i piękno tego miejsca. Ogród ten od ponad trzydziestu lat tworzy pan Tadeusz Kurczyna wraz z żoną Zofią, a od ponad dwudziestu lat udostępniają ten teren również turystom. Pamiętam jak byłem tam po raz pierwszy jakieś dwadzieścia lat temu, to był to stosunkowo nieduży ogród przy prywatnym domu, a obecnie to teren o powierzchni hektara, a na nim kilka tysięcy gatunków roślin, oczka wodne, wodospady, mostki, klatki z ptactwem ozdobnym. Jest się czym zachwycać. Fajne jest też to, że ogród jest ułożony kaskadowo na trzech poziomach i każdy znajdzie tam dla siebie jakiś zakątek. Można tu pospacerować, a można też po prostu usiąść na ławce lub na trawie i zachwycać się przyrodą. W weekendy bywa tu tłoczno, więc jeśli wolicie ciszę i spokój, to najlepiej przyjechać tu do południa lub bliżej wieczora.

„Ogród na rozstajach” czynny jest tylko w weekendy i święta w okresie od kwietnia do października w godzinach 9-19. Bilet normalny kosztuje 10 zł, a ulgowy 6 zł.

KOŚCIÓŁ W MŁODZAWACH

Subiektywna ocena: 9/10
Pinezka do mapy Google

Drugą atrakcją Młodzaw Małych jest pięknie położony kościół parafialny. Moim zdaniem to jeden z najładniejszych zabytków architektury sakralnej na Ponidziu (niektórzy uważają, że nawet w skali kraju), więc warto odwiedzić, chociażby dla walorów estetycznych. Duże wrażenie robi szczególnie monumentalna fasada, która jest niemal identyczna jak fasada znanego sanktuarium z włoskiego miasteczka Loreto, więc mamy tutaj kolejne włoskie akcenty :)


Kościół położony jest na lekkim wzniesieniu i dość nietypowo, bo na obrzeżach wsi. Za jego południowym murem rozciąga się widok na pola i Górę Byczowską, o której za chwilę. Budynek kościoła wybudowano oczywiście z kamienia pińczowskiego, a o jego miękkości możecie się przekonać przyglądając się podpisom wyrytym przez setki lat na wschodniej elewacji. Późnobarokowy kościół w Młodzawach powstał prawdopodobnie w latach 1716-1720, czyli niedawno skończył trzysta lat.

Warto go obejrzeć i sfotografować także z dalsza – od strony polnej drogi, którą z kolei możecie dojść lub dojechać do wsi Mozgawa.  Droga prowadzi przez wąwóz lessowy. Niestety od kilkunastu lat wyłożony jest płytami betonowymi, co trochę odbiera mu naturalnego uroku. Młodzawy to także piękne tereny do wycieczek rowerowych.

Polna droga od Mozgawy w stronę Młodzaw
Figura przy wjeździe w wąwóz lessowy w Mozgawie

FIGURY BAROKOWE W MŁODZAWACH

Subiektywna ocena: 8/10
Pinezka do mapy Google

Skoro już wspomniałem o polnej drodze, to będąc w Młodzawach musicie koniecznie zobaczyć dróżkę przy której stoją trzy barokowe figury przydrożne z XVIII wieku – bez wątpienia jedne z najpiękniejszych na Ponidziu, a warto dodać, że figurek przydrożnych jest w tym regionie podobno ponad tysiąc, więc konkurencja jest spora. Przydrożne świątki to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu Ponidzia. Zobaczycie je niemal wszędzie.

Do tych młodzawskich można dojść pieszo z parkingu przy „Ogrodzie na Rozstajach” lub z parkingu przy kościele (ok. 10 min pieszo), ale jeśli wolicie dojechać tam bezpośrednio autem, to też jest taka możliwość od strony drogi na Kozubów (tak was też poprowadzi nawigacja Google Maps).


GÓRA BYCZOWSKA

Subiektywna ocena: 9/10
Pinezka do mapy Google

A dosłownie kilkaset metrów od drogi z figurami barokowymi wyrasta z ziemi Góra Byczowska – jeden z najlepszych punktów widokowych w tej części Ponidzia. Nie jest to może jakieś imponujące wzniesienie, bo to zaledwie 250 metrów n.p.m. ale jak na Ponidzie to całkiem sporo i jest to wysokość pozwalająca na piękną panoramę ze szczytu. Patrząc na północ na pierwszym planie zobaczycie pofalowane pola wsi Mozgawa, a za nimi kościół w Młodzawach Małych. Na dalszym planie Pińczów z górującą nad nim kaplicą św. Anny. Po lewej stronie jest wieś Kozubów, a po prawej Gacki z charakterystycznymi kominami kopalni gipsu.

Na szczyt Góry Byczowskiej można się dostać na dwa sposoby: od dołu i od góry. W tej pierwszej wersji należy zaparkować auto obok pomnika Partyzanckiej Republiki Pińczowskiej i pieszo wspiąć się na górę jedną ze ścieżek. Można też podjechać od góry, wtedy należy się kierować do wsi Byczów, czyli trzeba objechać górę od zachodniej strony i będąc już na górze skręcić na skrzyżowaniu w lewo i pojechać aż do końca drogi z zabudowaniami jednorodzinnymi. Auto można zostawić na poboczu i później trzeba przejść kilkanaście metrów do końca asfaltu i skręcić w lewo w taką dziką i zarośniętą ścieżkę. Po lewej stronie miniecie zabudowania gospodarcze, a po prawej będą krzaki przez które należy się „przebić”, by znaleźć się na zboczu Góry Byczowskiej i to stamtąd wykonane są powyższe zdjęcia.

A gdy już będziecie w Byczowie, to zachęcam by przejechać na drugi koniec tej wsi, czyli trzeba wrócić do skrzyżowania i pojechać dalej prosto aż do zakończenia asfaltu (tu pinezka). Tam wejdźcie kilkadziesiąt metrów w głąb pola i waszym oczom ukaże się taki widok.


STADNINA KONI W MICHAŁOWIE


Subiektywna ocena: 9/10
Pinezka do mapy Google


W Polsce mamy dwie bardzo cenione stadniny koni arabskich. Ta najbardziej znana znajduje się w Janowie Podlaskim, a ta trochę mniej znana w Michałowie, oddalonym od Pińczowa o kilka kilometrów. Będąc na Ponidziu warto tam podjechać, bo renoma tej stadniny znana jest na całym świecie. Jako ciekawostkę dodam, że od wielu lat jednym z klientów i częstych gości stadniny jest Shirley Watts, żona perkusisty The Rolling Stones. Stadnina została założona w roku 1953, czyli w przyszłym roku będzie świętować okrągłe urodziny. W michałowskiej stadninie na stałe mieszka kilkaset koni.

Oficjalnie stadninę można zwiedzać od maja do września w godzinach 9-12 i 14-16. Konieczna jest wcześniejsza rezerwacja telefoniczna lub mailowa. Cennik znajdziecie tutaj, jest od zależny od liczby osób. Ale jeśli nie uda wam się umówić na oficjalne zwiedzanie albo po prostu nie macie ochoty zwiedzać zabudowań stadniny, to namawiam by podjechać na taką wewnętrzną drogę dzielącą pastwiska należące do stadniny (zaparkować można w zatoczce przy drodze asfaltowej – tu pinezka). Raczej na pewno uda wam się tam zobaczyć co najmniej kilkadziesiąt koni, które chętnie podchodzą do ogrodzenia. Z tego miejsca roztacza się też ładny widok na Garb Pińczowski.

STARY MOST WĄSKOTORÓWKI W SKRZYPIOWIE


Subiektywna ocena: 6/10
Pinezka do mapy Google


Jeszcze kilkanaście lat temu jedną z największych atrakcji Pińczowa była turystyczna kolejka wąskotorowa, która regularnie kursowała do Jędrzejowa. Niestety obecnie to połączenie już nie funkcjonuje i nie wiadomo czy kiedykolwiek zostanie przywrócone, a  szkoda, bo gdyby udało się odtworzyć jej pierwotny przebieg, to bez wątpienia byłaby to jedna z najładniejszych tras turystycznych kolejki wąskotorowej w Polsce. Mam tu na myśli głównie południowy fragment tej trasy od Pińczowa do Wiślicy. Został on uruchomiony w roku 1925 i przez wiele dekad wykorzystywano go do przewozu węgla, drewna, kamienia budowlanego i innych surowców. W późniejszych latach na linii Pińczów – Wiślica funkcjonował także regularny przewóz osób. Kolejka zatrzymywała się na stacjach: Pińczów, Młodzawy, Mozgawa, Chroberz, Nieprowice, Złota Pińczowska, Jurków oraz Wiślica.

Ostatni przejazd na tej niezwykle malowniczej trasie nastąpił w roku 1997. To wtedy powódź tysiąclecia uszkodziła most kolejki we wsi Skrzypiów na obrzeżach Pińczowa. To był gwóźdź do trumny kolejki wąskotorowej na tej trasie, nie widziano wtedy sensu remontu mostu. Jego pozostałości nadal można zobaczyć w Skrzypiowie i jest to bardzo klimatyczne miejsce przy starorzeczu Nidy, z fajnym widokiem na górę św. Anny. Nie jest to może atrakcja do której specjalnie warto jechać, ale gdy będziecie przejeżdżać obok (np. z Pińczowa w stronę Młodzaw lub Michałowa), to warto się zatrzymać.


WINNICA „ZŁOTA WIEŚ” W ZŁOTEJ PIŃCZOWSKIEJ


Subiektywna ocena: 10/10
Pinezka do mapy Google

Większość najciekawszych atrakcji Ponidzia jest mi znana od lat, ale są też takie, które powstały niedawno i nawet mnie potrafią totalnie zaskoczyć i zauroczyć. Tak było z winnicą położoną we wsi Złota Pińczowska (20 km od Pińczowa i Buska), której zdjęcia zobaczyłem w zeszłym roku na Instagramie i od razu zapragnąłem tam pojechać. Okazało się, że to przedsięwzięcie dwójki młodych ludzi. Ewelina i Marcin Ptak pochodzą z tych stron i mimo, że od lat mieszkają w dużym mieście, to postanowili spróbować swoich sił w winiarstwie, w stronach gdzie spędzili dzieciństwo. Z pomocą najbliższej rodziny założyli winnicę Złota Wieś i w roku 2020 zabutelkowali pierwsze wina. Przygotowania do tego trwały sześć lat.

Obecnie na zboczu winnicy rośnie siedem szczepów winogron. Wina można kupić na miejscu, ale także przez sklep internetowy. Mnie bardzo posmakowały, ale nie tylko to powinno was tam skierować :)

Winnica Złota Wieś położona jest na dość stromym wzgórzu z którego roztacza się fantastyczny widok na pobliskie pola, pofalowane pagórki i oczywiście samą winnicę. To esencja Ponidzia i miejsce, które totalnie zachwyca. Na szczycie winnicy niedawno wybudowano bardzo prostą i nowoczesną altanę z tarasem widokowym, gdzie odbywają się degustacje. Po uzgodnieniu z właścicielami można tam też zostać na noc (w namiocie lub kamperze), na miejscu jest łazienka z prysznicem.

Winnica Złota Wieś działa w zasadzie pod dwoma adresami. Na ulicy Łąkowej 21 w Złotej jest część produkcyjna (winiarnia) i to właśnie tam zaczyna się zwiedzanie (pod tym samym adresem działa sklep z winami), natomiast później uczestnicy jadą do winnicy widocznej na zdjęciach, gdzie w pięknych okolicznościach przyrody odbywa się degustacja win i lokalnych produktów (sery, olej, chleb). Zwiedzanie połączone z degustacją odbywa się w każdą sobotę i niedzielę od maja do listopada w godzinach 13:00, 15:00 i 17:00. Konieczna jest wcześniejsza rezerwacja telefoniczna. Dane kontaktowe znajdziecie na ich stronie internetowej. Koszt zwiedzania i degustacji to 50 zł za osobę.


GRODZISKO STRADÓW


Subiektywna ocena: 10/10
Pinezka do mapy Google


Grodzisko Stradów w ostatnich latach stało się jednym z najpopularniejszych foto punktów w południowej Polsce do którego przyjeżdżają pasjonaci fotografii krajobrazowej z całego kraju, a nawet i z zagranicy. Nie dziwię się, bo jest to miejsce zapierające dech w piersiach, szczególnie o zachodzie słońca, więc zapiszcie je sobie jako punkt obowiązkowy podczas wizyty na Ponidziu. Miejsce to imponuje skalą (wały grodziska mają nawet 18 metrów wysokości), widokami i kojącą ciszą.

Grodzisko w Stradowie jest pozostałością wielkiego grodu średniowiecznego datowanego na VIII-X wiek. Szacuje się, że grodzisko miało powierzchnię kilkudziesięciu hektarów i mieszkało tam kilka tysięcy mieszkańców. Bez wątpienia był to jeden z największych grodów znajdujących się na obecnych ziemiach polskich. Niektórzy twierdzą że to właśnie Stradów mógł być stolicą państwa Wiślan. Najlepszy widok jest na słynną krętą dróżkę, która wygląda kapitalnie o każdej porze roku i mnóstwo jej zdjęć znajdziecie na Instagramie, ale warto też przejść się wokół grodziska po jego wałach. Tam też są piękne widoki, a poza tym przekonacie się o skali tego średniowiecznego grodu.

W Stradowie w weekendy bywa tłoczno, szczególnie w godzinach popołudniowych, bo wszyscy chcą mieć zdjęcie z tym imponującym zachodem słońca. Najlepiej przyjechać tu w tygodniu. Bezpłatny parking jest dobrze oznaczony. Później pieszo jest do pokonania jakieś 200 metrów pod górę. Idąc od parkingu drogą asfaltową należy skręcić lekko prawo w pierwszą polną drogę.

No i jak? Mam nadzieję, że zachęciłem was do przyjazdu na Ponidzie, ale to jeszcze nie wszystko, bo będzie jeszcze druga część tego przewodnika, a w nim równie piękne miejsca i atrakcje.

Mecenasem tego projektu jest Hotel Bristol Art & Medical SPA z Buska-Zdroju
Autorem zdjęć jest Michał Janyst


Podziękowania dla MINI Polska za użyczenie auta MINI Countryman John Cooper Works

Podobne wpisy

Subscribe
Powiadom o
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ultra
4 miesięcy temu

Znakomity material, brawo. „Cudze chwalicie, swego nie znacie”.

Janusz
4 miesięcy temu

Fajny letni temat. Ja z kolei śmiało polecam południowych sąsiadów – Morawy Południowe w Republice Czeskiej. To nie tylko tranzyt do Austrii i Chorwacji, ale piękne miejsca i też nazywane „Toskanią” tyle że morawską. Okolice Kyjova (nie mylić z Kijowem) oferują najpiękniejsze toskańskie klimaty i widoki. Pozdro Michale z Czech.

Mr.Regeneris
4 miesięcy temu

Michal wykonales duzo pracy z tym wpisem. Bardzo udanyartykul i czekam na druga czesc. Pozdrawiam Krzysztof

Krzysztof
4 miesięcy temu

A recenzja pięknego Mini Countrymana JCW też będzie? ;)

GS
4 miesięcy temu
Reply to  Mr. Vintage

Na Instagramie nikogo, chyba że Twoim targetem są nastolatkowie ;)

Maciej
4 miesięcy temu

Od kilku lat jeździłem w okolice Skarżyska do rodziny żony. Ale dopiero od dwóch lat odkrywam tamte rejony.
Sabat Krajno. Ślady dinozaurów, Chęciny, piekielna brama w blizynie, pałac Odrowążów. Zalew w Wąchocku. Oceanarium W Zagnańsku. Jest jeszcze dużo miejsc przede mną a region nie jest oblegany tak bardzo.
Super przewodnik panie Michale. Jak pan ma miejsca do polecenia w tamtym rejonie chętnie skorzystam

Jonson
4 miesięcy temu

Świetny materiał, jak zwykle. Gratuluję.
Sam, chociaż jestem z Dolnego Śląska, znam tamte tereny dość dobrze, ale od strony Chmielnika, Szyszczyc, Kotek.
Być może zajrzę tam i w tym roku tak więc ściąga się przyda :)

Nebelwerfer
4 miesięcy temu

Tak na marginesie: zdaje się, że wapień pińczak i wapień pińczowski to dwa zupełnie różne rodzaje kamienia, co może być źródłem nieporozumień (delikatnie mowiąc.

k.
4 miesięcy temu
Reply to  Nebelwerfer

„Pińczak” (ale nie „wapień pińczak”) to po prostu potoczna nazwa wapienia pińczowskiego, i tyle.

Albert
4 miesięcy temu

Czy możesz uzupełnić wpis o rzeczy które miałeś na sobie? Głównie zainteresował mnie kapelusz i ta żółta kurtka. Materiał bardzo ciekawy. Pozdrawiam Serdecznie

Michał
4 miesięcy temu

Michale, a czy Ponidzie nie może być po prostu Ponidziem? ;-) Musi być czymś co udaje jakiś kawałek Włoch, skoro samo w sobie jest wystarczająco urokliwe?

Gisch
4 miesięcy temu
Reply to  Mr. Vintage

Przydałaby się część 2 opisująca Toskanię jako włoskie Ponidzie ;)

Wiol
4 miesięcy temu

To ja ze swojej strony polecę jeszcze na Ponidziu podjechać do wsi Pełczyska i wspiąć się na górę Zawiennicę. Nie dość że wczesnośredniowieczne grodzisko to i piękny widok.

maaagic_boy
4 miesięcy temu

Ponidzie staje sie ostatnio medialne (vlogi turystyczne, np. Kolem sie toczy, materialy na Onecie, itd.).

Beti
4 miesięcy temu

Niefajnie, jak na pierwszym zdjęciu, przez czerwone spodnie prześwituje komórka w kieszeni, od tego są torby

Yeti
4 miesięcy temu
Reply to  Beti

A na pierwszym zdj. na wzgórzu św. Anny widać wielkie klejnoty. Też je powinien w torbie nosić =D

Ponidzie. Poznaj polską Toskanię [część 2] | Mr Vintage - rzeczowo o modzie męskiej - Porady i Blog
4 miesięcy temu

[…] nadzieję, że taka myśl pojawiła się w waszej głowie po przeczytaniu pierwszej części mojego przewodnika po Ponidziu (jeśli przeoczyliście, to tutaj zapraszam). […]

Justyna
4 miesięcy temu

Pięknie pokazałeś Ponidzie w obu częściach wpisu. Każde z miejsc uwielbiam i wracam do nich z sentymentem ?!!!