Rowerowy klasyk

38 komentarzy

W ostatnim tekście napisałem, że zegarki w stylu Bauhaus mają w sobie nieprzemijające piękno i to na pewno jest jeden z głównych powodów dla których wiele z nich tak mocno trafia w mój gust. Niby niczym specjalnym się nie wyróżniają, ale to właśnie to jest ich największym atutem. Zresztą muszę przyznać, że nie tylko w zegarkach lubię rzeczy, które są bardzo proste i ponadczasowe, bo to sprawia, że trudno się nimi znudzić. Oczywiście czasem fajnie jest mieć produkty zupełnie inne (i takich też mam sporo), o unikalnym wzornictwie lub kolorze, ale w dzisiejszych czasach często jest tak, że to właśnie taka klasyka wyróżnia się najbardziej, bo po prostu jest jej stosunkowo mało wokół nas. Pewnie niektórzy z was znają to z własnego doświadczenia – wystarczy, że założysz do pracy klasyczną białą koszulę i już będą cię pytać coś się tak odstrzelił, a przecież to zwykła biała koszula. Ale wyróżnia się na tyle, że każdy zwraca na nią uwagę. To właśnie cały urok ubrań o prostych i ponadczasowych formach. Podobnie jest z meblami, budynkami, zegarkami, samochodami czy motocyklami w takiej stylistyce – upływ czasu im nie szkodzi, bo prosty design przez dziesięciolecia nie starzeje się i wciąż wygląda „świeżo”.

Ten ponadczasowy design lubię także w rowerach, no bo to zakup na co najmniej kilkanaście lat, a w przypadku jakościowych jednośladów, nawet na całe życie, zatem dobrze by było, by przez ten czas rower wciąż nam się podobał. Jednym z moich ulubionych przedstawicieli takiej nieśmiertelnej stylistyki jest brytyjska marka Pashley, która już kilka razy pojawiała się na blogu, bowiem od kilku lat jestem szczęśliwym posiadaczem ich najbardziej klasycznego modelu – Roadstera. Niby zwykły czarny rower, a nieskromnie przyznam, że wciąż przyciąga uwagę na każdym kroku, tak samo jak dobre klasyczne auto. To jest właśnie siła produktów, które na pozór są do bólu zwyczajne, ale w wielu przypadkach to właśnie ta zwyczajność okazuje się najatrakcyjniejsza. Zresztą możecie to zobaczyć również w dzisiejszej sesji. Marka Pashley poprosiła mnie o wykonanie sesji z jednym z najnowszych modeli, ale nawiązującym zdecydowanie do klasyków z początku ubiegłego wieku. To miejski model Briton, który jest inspirowany flagowym rowerem tej marki, czyli Roadsterem. Różnica jest taka, że jest sporo lżejszy wagowo i wizualnie (m.in. brak bagażnika, kremowe opony, brak osłony tylnego koła, inna kolorystyka ramy). Cała reszta bez zmian: ręcznie produkowany w Anglii, z topowymi podzespołami, w tym z pięknym skórzanym siedzeniem marki Brooks. Całość wygląda rasowo i ponadczasowo, a jednocześnie trochę „młodziej” niż Roadster. Briton dostępny jest w dwóch bardzo klasycznych kolorach – Oxblood oraz Oxford Blue. Który byście wybrali dla siebie? Więcej o marce Pashley możecie przeczytać w moim artykule sprzed 5 lat.

SESJA SPONSOROWANA

Autorem zdjęć jest Adrian Hołda

Marynarka – Lancerto & Mr. Vintage
Koszula – Lancerto & Mr. Vintage
Spodnie – Pepe Jeans
Poszetka – Poszetka.com
Mokasyny – Tod’s
Rower – Pashley Briton

Podobne wpisy

38
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
24 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
27 Comment authors
JakubMr. VintageAlexMucorMaciej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michał
Gość
Michał

Panie Michale, świetna sesja. Mój ojciec kilka lat temu wyłowił w Biebrzy rower z podobnego okresu czasowego co te zaprezentowane we wpisie i oddał do renowacji, wyszło niesamowicie. Mam jednak pytanie na inny temat. Wiem, że nie jest Pan dermatologiem, ale co doardza Pan, żeby obecnie po 5 minutach spędzonych na zewnątrz nie być całym mokrym? Miałem na sobie wszystko z lnu, pomijając espadryle, i niestety wilgoć czułem niedługo po wyjściu. Pozdrawiam.

Piotr
Gość
Piotr

Przy obecnych temperaturach, ponad 30 stopni w cieniu, pocenie się nie omija raczej nikogo. Koszule lniane pomagają ale nie posiadają funkcji klimatyzacji ;) jeśli chodzi o farmakologię, od siebie polecam antidral do stosowania miejscowego. Ziołowym tabletkom, dostępnym bez recepty, mającym na celu ograniczenie wydzielania potu na całym ciele, nie ufam.

Filip
Gość
Filip

Fajna sesja i kolorystka zdjęć bardzo ciepła.
Ładne spodnie, to zwykłe chino czy dżinsowe?

Przemek
Gość
Przemek

Rowerowa klasyka… z lat 80-tych XX w. pamiętam taki wierszyk (dziś można by rzec – haiku): „zamiast wódki zamiast wina – kup se rower Ukraina” ;) pamiętam kolega z klasy taki miał, dziś chyba można by nazwać taki rower „klasycznym” ;) Pozdrawiam

Bonawentura
Gość
Bonawentura

Mam te spodnie. Kupiłem w TK Maxx i bardzo polecam. Jak na pepe, taki klasyczny krój to rzadkość a tkanina też świetna jakościowo, choć nie na obecne temperatury.

tam
Gość
tam

Bardzo ładny rower. Ale w tej cenie miejski, tzn do jeżdżenia, a nie stania w garażu i sporadycznych przejażdżek, jest kompletnie niefunkcjonalny – dużo tańsze kradną spod sklepów/pracy/z piwnicy. Chyba, że ktoś porusza się samochodem, ma na rower bezpieczne miejsce, a raz na jakiś czas lubi się karnąć do warzywniaka i z powrotem.

Beforemodernman
Gość
Beforemodernman

Daj spokój, fabryka snobów. Tu się liczy cena…

Damian
Gość
Damian

Nie sądziłem że kiedyś w ten sposób się wypowiem na temat jednoślada, ale to jest piękny rower; )

gadget
Gość
gadget

Bardzo fajny wpis, łączący dwie sprawy , które bardzo lubię- elegancje i rower. W wielu krajach są organizowane spotkania osób, które lubią w czasie jazdy chcą wyglądać z klasą, a sformułowanie „cycle chic ” nie jest im obce. W Londynie jest organizowany chyba największy tego typu zjazd pod nazwą London Tweed Run. Jest to po prostu nieskończone źródło inspiracji dla mnie. Ze swej strony mogę dodać, że widok faceta w garniturze, kierującego rowerem, często wywołuje uśmiech u płci przeciwnej i nie jest to uśmiech politowania ( mam nadzieje :). Być może mam trochę łatwiej, bo mieszkam w małym mieście i… Czytaj więcej »

David
Gość
David

Nie ma to jak się porządnie spocić na rowerze i później siedzieć np. w pracy cały dzień w przepoconym garniturze…

gadget
Gość
gadget

No to już zależy od Pana- ja jeżdżę elektrycznym vanmoofem, co pozwala mnie się nie nadwyrężać zbytnio, plus pozwoliłem sobie przekształcić 3 pomieszczenia w firmie na zaplecze sanitarne z prysznicami dla mnie i załogi. Gdy rzeczywiście jest problem, po prostu biorę prysznic. Ale równie dobrze można stać w korku w aucie bez klimatyzacji i zapiekać się na „tych z przodu, że jadą jak fajtłapy”, a potem w dzikim szale szukać miejsca do parkowania- to napewno nie poci.. :D Mijam dziesiątki takich ludzi, ja, uśmiechnięty, zrelaskowany, NIEspocony, i zawsze na czas. Polecam szukać rozwiązania, a nie pustą nabijkę, bo „napewno siedzi… Czytaj więcej »

gaq
Gość
gaq

A co w sytuacji kiedy rano jest ładna pogoda, a jak trzeba po południu jechać do domu zaczyna lać? :)

gadget
Gość
gadget

W tem przepadku niestety pozostaje tylko peleryna, która , ani do konca nie chroni, ani nie jest stylowa..:))

Pelson
Gość
Pelson

Kupić sakwy, do i -z pracy jechać ubranym na sportowo, a wyjściowe ciuchy złożyć i przewozić. Testuję to rozwiązanie już od pewnego czasu w klimacie miasta mającego „nieco” bardziej deszczową aurę niż jakiekolwiek znana mi miejscówka w Polsce i sprawdza się znakomicie.

Mikołaj
Gość
Mikołaj

Proponuję sprawdzić opcję z elektryczną deskorolką. Na skejtów w gajerach też lecą laski.

michal
Gość
michal

a od kiedy skejci jezdza na elektrycznych deskorolkach? i do tego w gajerach?

gadget
Gość
gadget

Nie do końca rozumiem, te nabijki.- Muszę jeździć do pracy w gangu bo taka praca, moge jeździć rowerem i w mej mieścinie to opcja bardziej ekonomiczna, wiec jeżdżę. Zainteresowanie płci przeciwnej to wśrod wielu innych zalet, mało znaczący dodatek. Jak widzę, przeświadczenie , że tylko samochod pasuje do majestatu i splendoru garnituru-jest dość powszechne. Mam inne zdanie.

Bartek
Gość
Bartek

Rower jest przepiękny. Co myślicie o wyborze hulajnogi elektrycznej jako środka transportu dla modnego dandysa 40+? Dojazdy do pracy itp. Jaki model polecacie?

40
Gość
40

Tesla S

Jakub
Gość
Jakub

Ja zmienilem rower na elektrohulajnoge,bo zaczalem jezdzic do pracy w garniturze ( w poprzedniej mialem przebieralnie ) i bardzo polecam. Mozna dojechac rownie szybko co rowerem ale nie spoconym.

Jarek
Gość
Jarek

Czy będą jeszcze w tym sezonie letnim dostępne rozmiary koszuli button-down Driveaway (biała; len z soroną)? Jeśli tak to kiedy?
Mam jedną (zresztą jak każdej z tej serii), ale ona taka dobra na upały, że chcę dokupić :),

Gosc
Gość
Gosc

bardzo ladne spodnie

niko
Gość
niko

Rower ładny ale… jaj nie urywa! Od prawie 3 lat mam model Pashley Guv’nor … to jest rower! Jeśli chodzi o design moim zdaniem najladniejszy na swiecie! Mieszkam w Holandii stolicy rowerow i jak jade robi wrazenie i sie wyróżnia spośrod nudnych Holenrów a kto sie zna podchodzi oglada pyta itd. tylko nie kazdemu pasuje bo to model ekstrawagancki! Marka angielska luksusowa wykonanie ideał kazdy szczegół perfect Pashley to Bentley wsrod rowerow napewno wart swojej ceny moj kosztował ok 1200 jurków! Polecam!!!

Mariusz
Gość
Mariusz

Potwierdzam, mam tez Guv’nora, rowerowe dzielo sztuki :)

Kacper
Gość
Kacper

Panie Michale, czy zakłada Pan jakieś skarpety do mokasynów? Zastanawiam się ponieważ ja jestem zwolennikiem noszenia ich na stopę bosą, tym niemniej rozważam zmianę tego podejścia, wiadomo, kwestie higieniczne.

Maciej
Gość
Maciej

Rower jest uroczy i wpisuje się w stylizację na młodego doktoranta przemieszczającego się sprawnie i z gracją w obrębie uniwersyteckiego kampusu. Niemniej, trudno wyobrazić sobie najbardziej choćby skromnego doktoranta, nawet pozbawionego stypendium, grantów i możliwości udzielania korepetycji, który nosiłby wciąż jedne buty, koszulę czy marynarkię. Dlaczego więc poprzestać na jednym, dobrym i stylowym rowerze, gdy dla świadomego swych potrzeb cyklisty jest to ocean form i możliwości? Nie chodzi wszak wyłącznie o kolory i ich korespondencję ze strojem. Mam na myśli styl i wartości, odwołanie do pewnych, niekiedy dość elitarnych tradycji. Pamiętajmy, że męska moda to nie tylko Anglia, ale także… Czytaj więcej »

Mucor
Gość
Mucor

Panie Macieju,

Może doktorant „humanista” tak wygląda…. Doktoranci z innych naukach (tech/biol/chem/rol etc.) jak „ogarną” tzw. kuwetę związaną ze stypendiami, „pro-rozwojówkami”, dotacjami, subwencjami, środkami na BW + ewentualne granty to zarabiają na tyle godnie, że nie „bawią” się w „korki”… :P:P

Dzięki temu jest to z reguły najlepiej (gustowo) ubrana grupa z tzw. „społeczności akademickiej” . Tym bardziej, że wzorce z „korpo” przechodzą i to szybko także do „academic” zone ;-)

Alex
Gość
Alex

Tak odbiegając od tematu, to trochę tęsknię za propozycjami z wyprzedaży letnich/zimowych.
Niby jest zakładka „polecam”, ale jakoś mam wrażenie że to nie do końca to.
A pamiętam, że zawsze te artykuły cieszyły się sporym zainteresowaniem. Jakieś szanse na przywrócenie? ;)