fbpx

Krupa i Rzeszutko – cztery pokolenia krawieckiego rzemiosła

33 komentarze

Karola Rzeszutko znam od kilku lat, obserwujemy się wzajemnie w internecie na portalach społecznościowych, ale dotychczas nie mieliśmy okazji poznać się osobiście. Takie to czasy. Dlatego gdy pojawił się pomysł realizacji cyklu o młodych polskich rzemieślnikach, to koniecznie chciałem wreszcie odwiedzić jego poznańską pracownię krawiecką Krupa i Rzeszutko, która działa nieprzerwanie od roku 1926. Jest to typowy zakład rzemieślniczy, więc idealnie pasujący do cyklu „Młode polskie rzemiosło”, którego partnerem jest marka Maker’s Mark (pisałem o niej w poprzednim wpisie z tej serii).

Karol Rzeszutko i Henryk Krupa

Pracownia Krupa i Rzeszutko specjalizuje się w tradycyjnym krawiectwie miarowym (ang. bespoke), czyli tym najbardziej pracochłonnym i dającym największe możliwości personalizacji odzieży. W takiej usłudze dla każdego klienta powstaje indywidualny szablon, który później pozostaje w archiwum pracowni w postaci kartonowych wykrojników (tzw. mustro). Niewiele jest w Polsce firm, które nadal pracują w taki sposób. Co prawda szycie miarowe w ostatnich dziesięciu latach przeżywa w Polsce renesans, ale w większości przypadków jest to tzw. szycie pasowane (ang. made to measure), które jest prostsze, tańsze, znacznie szybsze w realizacji (szablon tworzy program komputerowy) i z mniejszym nakładem pracy po stronie pracowni przyjmującej zamówienie (cały proces szycia realizuje szwalnia przemysłowa). Absolutnie nie deprecjonuję tej usługi, bo jak mówi porzekadło, „dobre MTM jest lepsze niż słabe bespoke”, ale chciałem tylko podkreślić, że w Poznaniu przy Łąkowej 20 szyje się wyłącznie w sposób tradycyjny, czyli garnitur, marynarka czy spodnie od początku do końca powstają pod tym jednym adresem. To jest prawdziwe rzemiosło.

No ale poza tymi walorami o których wspomniałem, pracownia przy Łąkowej to po prostu piękna historia rodzinna o której opowiedział mi Karol. Zobaczcie wideo relację z mojej wizyty w Poznaniu, a w dalszej części możecie przeczytać zapis mojej rozmowy z Karolem.

MRV: W logotypie twojej pracowni jest data 1926, czyli za pięć lat będziecie świętować stulecie powstania. Kto rozpoczął tę krawiecką sagę w twojej rodzinie i jak ona się rozwijała przez kolejne dekady?

Karol Rzeszutko: Narodziny krawiectwa miarowego pod nazwiskiem Krupa, sięgają początku XX wieku. Mój pradziadek i założyciel pracowni Antoni Krupa od najmłodszych lat wykazywał zainteresowanie krawiectwem i już jako nastolatek rozpoczął praktyki w znanej poznańskiej pracowni krawiectwa miarowego, u Mistrza Kaczmarka. Po kilku latach praktyki, Antoni postanowił wrócić w rodzinne strony (wieś Zemsko koło Buku), by rozpocząć działalność pod własnym nazwiskiem. Swoje usługi zaczął świadczyć w 1926 r. w miejscowości Buk, około 30 kilometrów od Poznania. Mimo, iż w tamtych czasach Buk był niewielkim miastem, to działało w nim wtedy aż dwunastu krawców. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale kiedyś konfekcja była praktycznie niedostępna, a ubrania zdobywało się głównie u krawca, w związku z czym był to dość popularny i pożądany fach. Tkaniny do pracowni były dostarczane przez pewnego Żyda, który co jakiś czas objeżdżał powozem okolicznych krawców. Zamówień było wtedy tak dużo, że często 7-dniowy tydzień pracy nie wystarczał by odpowiedzieć na potrzeby klientów. Zdarzało się, że pracy nie przerywano nawet w nocy z soboty na niedzielę. Gdy Bukowianie wracali już z Kościoła, pracownię dopiero zamykano. 

MRV: Kolejnym pokoleniem był twój dziadek Henryk Krupa, którego miałem dzisiaj zaszczyt poznać

Tak, dziadek urodził się w 1930 roku i już jako dziecko z zapałem pomagał ojcu w krawieckim „laboratorium”. Nic dziwnego, że też został krawcem. Tytuł krawieckiego mistrza obronił w 1955 roku. Jako młodzian, czuł słabość do większego miasta. Postanowił więc iść za głosem serca… W 1963 roku przeniósł się do Poznania i tu otworzył własną pracownię przy ul. Wielkiej, w samym centrum, w bliskim sąsiedztwie Starego Rynku. Później działalność przeniosła się na ulicę Kwiatową i tam działała przez ponad czterdzieści lat. W międzyczasie w interesie pojawiło się kolejne pokolenie rodziny, z którego największą pasją do krawieckiego rzemiosła zapałała córka, Elżbieta Rzeszutko. Jak widać historia lubi się powtarzać, ponieważ do zawodu została przygotowana pod uważnym okiem swojego ojca. Aktualnie Elżbieta Rzeszutko spełnia się w roli mistrzyni krawiectwa miarowego damskiego, tworząc odzież na miarę, której odbiorcą jest płeć piękna.

Z kolejną zmianą adresu wiąże się dość ciekawa historia, ponieważ gdyby nie przypadek, dziś prawdopodobnie nie świadczylibyśmy usług na ulicy Łąkowej pod numerem 20.

MRV: No właśnie, ta secesyjna kamienica robi niesamowite wrażenie i idealnie pasuje do tak wiekowej pracowni krawieckiej. Jak to się stało, że się tu przenieśliście?

Pewnego dnia dziadek spotkał swojego kolegę po fachu, pana Sakowskiego, krawca który po sąsiedzku, bo zaledwie 200 metrów od pracowni na Kwiatowej, prowadził swój warsztat, świadcząc podobne usługi do naszych. Podczas rozmowy padły oto takie słowa: Henryk, wiesz co, ja już swoje przepracowałem! Będę zamykał działalność. Może chciałbyś po mnie przejąć jakieś maszyny, materiały lub inne przydatne w naszym zawodzie rzeczy?. Dziadek odpowiedział, że wszystko ma, ale chętnie przejąłby po nim Łąkową 20… i tak się stało.

To piękna secesyjna kamienica czynszowa z 1905 roku. Jeszcze na długo zanim powstała tu pracownia krawiecka, na pewno było to przytulne mieszkanie, na co wskazuje ciekawy układ pomieszczeń. Krupa i Rzeszutko działa tu od 2005 roku. Kilka tygodni temu zakończyliśmy gruntowny remont i teraz jest tak, jak się dziadkowi i nam wszystkim marzyło – przestronnie i elegancko, gdzie każdy ma swój kąt do pracy.

MRV: Jako esteta potwierdzam – pięknie zrobiliście ten remont. Rzadko spotyka się w Polsce tak dopracowane lokale pod działalność usługową/rzemieślniczą. Ale powiedz jak to się stało, że ty również postanowiłeś kontynuować te rodzinne tradycje, bo przecież dla naszego pokolenia zawód krawca nie kojarzył się z czymś przyszłościowym i zapewniającym stabilność finansową.

Jak sięgam pamięcią, stało się to dość spontanicznie. Moja rodzina nigdy nie wywierała na mnie presji bym pracował w zawodzie krawca. Chciałem robić coś innego, ponieważ krawiectwo, właśnie ze względu na tradycje rodzinne, wydawało mi się zbyt oczywistą ścieżką zawodową. Dopiero wtedy, gdy posmakowałem czym jest to „nieoczywiste” przekonałem się, że jednak nie daje mi to satysfakcji jakiej oczekiwałem, przez co inaczej spojrzałem na to, co miałem przed oczami od zawsze.

Pewnego razu przyszedłem do pracowni by wnikliwiej przyjrzeć się pracy moich bliskich… zobaczyłem jak duże zadowolenie i spokój czerpie z tej pracy mój dziadek oraz mama. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że to może być  „to”, że ja też chcę odczuwać właśnie taką satysfakcję z codziennej pracy.

Początkowo, nie wierząc w swoje rzemieślnicze możliwości chciałem się zaangażować w prace niezwiązane bezpośrednio z tworzeniem odzieży. Zacząłem od wdrażania pewnych rozwiązań marketingowych, zagadnień z zakresu organizacją pracy oraz zarządzania, wyniesionych ze studiów.

Bardzo szybko zauważyłem jednak (zresztą załoga również), że bardziej niż do biurka, ciągnie mnie w stronę warsztatu. Interesowały mnie zagadnienia związane z krojem, materiałoznawstwem, technikami szycia opartymi na  autentycznej sztuce krawieckiego rzemiosła oraz detalami wykończenia, na punkcie których mam małą obsesję. Krótko mówiąc pociągało mnie tworzenie ubrań na miarę – niepowtarzalnych, jedynych w swoim rodzaju.

MRV: Czyli postanowiłeś, że chcesz być prawdziwym krawcem, a nie tylko właścicielem pracowni...

Tak. Swoją krawiecką przygodę zacząłem od spodni. Później była kamizelka i marynarka – wszystko pod dokładnym i uważnym okiem dziadka. Pewnego dnia powiedział: Nadajesz się, ale to czy zostaniesz tu na dłużej, musi być twoją i  tylko twoją decyzją. Albo idziesz na całość albo szukaj dla siebie czegoś innego, bo zwyczajnie życie ci ucieka!. Podjąłem decyzję i uwierzyłem w to, że wszystko jest możliwe, a jaka myśl – taki czyn! – będę krawcem!

MRV: A jak długo zajęło ci nabycie takich umiejętności i precyzji, że faktycznie byłeś ze swoich realizacji w pełni zadowolony? Bo przecież wcześniej nie miałeś z tym żadnej styczności i uczyłeś się od zera, a tę naukę zacząłeś znacznie później niż twój pradziadek i dziadek.

Prawdę mówiąc w stosunku do owoców swojej pracy jestem bardzo krytyczny. Po prostu tak już mam, że wiem, iż zawsze można zrobić coś lepiej. Choć zajmuję się tym już kilkanaście lat, wciąż jestem przekonany, że z każdym kolejnym wykonaniem z sukcesem lub nie, moja praca będzie jeszcze lepsza. To jednak cecha, z której staram się wyleczyć (śmiech), gdyż przeszkadza mi to w czerpaniu 100% satysfakcji z naprawdę dobrych realizacji. Moja mama ma podobnie, więc może to rodzinne (śmiech).

Można jednak przyjąć, że z całościowego efektu końcowego jestem z reguły bardzo zadowolony. 

Niemniej jednak, odpowiadając na twoje pytanie, pamiętam, że gdy w 2008 roku, kiedy zaczynałem tę pracę traktować coraz poważniej, dziadek mówił Trzy latka wnuczek popracujesz i dopiero wtedy poczujesz czym jest to krawiectwo – dopiero wtedy ręce oswoją ci się z rzemiosłem!. Niestety z perspektywy czasu nie mogę się z tym zgodzić, chyba że dziadek miał na myśli, że dopiero po trzech latach będę w stanie określić czy „te ręce” do takiej pracy w ogóle się nadają. Według mnie to był dopiero początek zdobywania krawieckich umiejętności… Codziennie uczę się czegoś nowego, a patrząc na swojego, teraz 91-letniego mistrza, wiem, że jeszcze wiele dni nauki przede mną!

MRV: Na miejscu miałeś świetnego nauczyciela – dziadka Henryka, ale ty postanowiłeś jeszcze zdobyć dyplom mistrza, który przecież w dzisiejszych czasach nie jest do niczego potrzebny, bo można prowadzić pracownię krawiecką nie mając takiego branżowego dokumentu. To była chęć udowodnienia sobie i dziadkowi tych umiejętności, czy jeszcze inny powód?

Myślę, że chodziło właśnie o to. Chciałem to udowodnić sobie, rodzinie i reszcie świata.

MRV: Miałem okazję poprzyglądać się pracy twojego dziadka i podejrzewam, że jakość oraz skrupulatność zawsze była w tej pracowni priorytetem i zapewne ty uczyłeś się tego od dziadka, natomiast ciekawi mnie to czy twój dziadek uczy się czegoś od ciebie? Pytam, bo to jednak rzadka sytuacja, gdy w jednej firmie spotykają się dwa pokolenia i to nie te „sąsiadujące”, czyli nie ojciec i syn, lecz dziadek i wnuk.

Pierwsze co przychodzi mi na myśl to to, że będąc dla dziadka łącznikiem między starym a nowym, Henryk Krupa uwierzył, że w dzisiejszym świecie, wiele możliwości jest w zasięgu naszej ręki – mam tu na myśli nie tylko wszelkiego rodzaju tkaniny, dodatki, narzędzia czy akcesoria, ale też klientelę, która dzięki współczesnym instrumentom komunikacji, codziennie dowiaduje się o nas czegoś nowego. Dawne ograniczenia już w zasadzie odeszły w niepamięć.

W kwestii pracy miarowej natomiast, bardzo się kochamy, szanujemy i przeważnie mamy podobne zdanie w sprawach, jednak muszę przyznać, że nasze wzajemne relacje bywały niekiedy sporne i dyskusyjne… Dziadek bywa uparty – uparty bywam i ja (śmiech). Kiedy po kilku latach wspólnej pracy, poczułem się już zdecydowanie pewniej w tym, czego nauczył mnie dziadek, zacząłem aktywnie przemycać do naszych realizacji rozwiązania, których on do tej pory raczej nie stosował, a które w Anglii czy we Włoszech stosowane są jako pewne znaki rozpoznawcze danego regionu. Inspirujący świat krawiectwa miarowego dziś jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko wiedzieć gdzie i czego szukać. Dzięki temu w naszym krawiectwie na dobre zagościła lekka konstrukcja marynarki, bez sztywników, wypełnień w ramionach czy w kuli rękawa oraz z minimalną ilością podszewki. Dowodem na pełną akceptację ze strony dziadka na sartorialne novum w naszej pracowni, niech będzie fakt, iż sam dla siebie nie widzi już innej konstrukcji marynarki jak tylko ta bliska włoskiej koncepcji „Giacca Napoletana”.

Na przestrzeni tych kilkunastu lat, utwierdziłem go też w przekonaniu, że ręczna praca ma nadal bardzo istotne znaczenie i z roku na rok zyskuje na szacunku oraz wartości.

MRV: A czy dziadek nadal jest codziennie w pracy i każda realizacja przechodzi przez ręce twoje i pana Henryka?

Oczywiście. Dziadek ma już 91 lat, ale nie wyobraża sobie dnia bez krawiectwa. On bez tego więdnie. Oczywiście zdarzają się dni, że nie ma go w pracowni (w tym wieku jest to zrozumiałe), ale wtedy tych kilka dni spędzonych w domu sprawia, że on staje się o wiele starszy. Gdy tylko wraca do pracowni, odzyskuje witalność jak kwiat, którego się podleje i wystawi do słońca.

MRV: Powiedz mi co sprawia, że w tych zabieganych czasach, gdzie wszystko chcemy mieć „na już”, klienci jednak chcą wracać do tradycyjnego rzemiosła, za które trzeba jednak więcej zapłacić i na które trzeba dłużej poczekać?

Myślę, że podstawowym powodem, dla którego klienci decydują się na krawiectwo miarowe jest fakt, że w usłudze tego rodzaju otrzymują bardzo szerokie możliwości personalizacji tworzonej dla nich odzieży. W wyniku relacji klient – krawiec, powstaje jedyna w swoim rodzaju sztuka, której autorem po części staje się sam klient. Wybiera tkaninę, dodatki i wiele innych detali, a podczas przymiarek utrzymuje stały kontakt z wykonawcą, przez co wszelkie uwagi czy sugestie dotyczące kroju, nie zostają pominięte. Klienci potrafią docenić również to, że większość pracy nad ubraniem szytym w pracowni jest wykonywanych ręcznie i opiera się na starych sprawdzonych sposobach, na prawidłach autentycznego krawiectwa miarowego, praktykowanego w naszej rodzinie od prawie 100 lat.

Do tego dochodzi świadomość, iż cały proces, od początku do końca odbywa się pod jednym dachem, w jednej pracowni, pod czujnym okiem prawdziwych rzemieślników. A tych na świecie jest coraz mniej, podobnie jak miejsc takich jak to. To wszystko sprawia też, że autentyczne krawiectwo miarowe jest obecnie postrzegane jako wyrób luksusowy i to też pociąga niektórych klientów, którzy odwiedzają naszą pracownię.

MRV: Ile roboczogodzin zajmuje wam uszycie jednego garnituru i ile jesteście w stanie zrealizować takich zamówień w skali miesiąca?

W zależności od kroju i figury jest to z reguły od 75 do 85 godzin. Przy naszych aktualnych mocach przerobowych jesteśmy w stanie  wykonać około 8 – 10 garniturów w ciągu miesiąca.

A które etapy powstawania garnituru czy marynarki są najbardziej czasochłonne?

Wszystko zależy od kroju, stylu i konstrukcji marynarki oraz materiału z którego ją wykonujemy. Odzież z tkaniny gładkiej szyje się znacznie łatwiej niż tę z tkaniny z widocznym wzorem. Dobrym przykładem niech będzie tu marynarka z tkaniny w wyraźny deseń kraty Księcia Walii. Jest to jeden z najtrudniejszych i najbardziej wymagających wzorów, względem wyobraźni oraz umiejętności technicznych krawca. Sztuka polega na tym, aby cały wzór kraty dokładnie licował się na wszystkich długościach i szerokościach ubrania. Poza odpowiednim dopasowaniem kroju do figury tak aby odzież leżała bezbłędnie, należy jeszcze odpowiednio dopasować wykrój, a więc cięcia tkaniny, tak aby geometria wzoru stykała się na wszystkich szwach i miejscach gdzie tkanina przylega do tkaniny.

Generalizując nieco odpowiedź na twoje pytanie, dużo czasu poświęcam na dokładną analizę figury oraz wykrój tkaniny, ponieważ on jest podstawą do reszty procesu tworzenia odzieży na miarę. Wszelkie prace ręczne, takie jak formowanie ściegiem krzyżykowym wkładów piersiowych, rewersów (klap marynarki), kołnierza, fastrygowanie (łączenie) tkaniny zasadniczej z waterunkiem (wewnętrznym mięśniem marynarki), wszywanie rękawów, zeszywanie i zapodszywanie (przyczepianie) podszewki, mocowanie kieszeni, wszycie rękawów, ręcznie wyszywane dziurki, przyszywanie guzików i wiele innym czynności, to działania, które w naszym procesie tworzenia odzieży na miarę nie podlegają maszynowej  automatyzacji. Jest tylko człowiek, tkanina, nożyce, nici igła i naparstek, co bezwzględnie wpływa na czasochłonności wykonania całej sztuki.

MRV: Wiem, że masz dość bogate archiwum starych czasopism krawieckich, no ale masz przede wszystkim możliwość rozmowy z dziadkiem, który ma kontakt z modą męską od wielu dekad. Co się zmieniło w największym stopniu jeśli chodzi o odzież szytą na miarę w latach przedwojennych, a obecnie?

Na pewno zmieniła się linia kroju oraz konstrukcja, zarówno marynarki, jak i spodni. Widać także, że historia mody męskiej zatacza koło. To, co jakiś czas temu było nieakceptowalne przez większość klientów, dziś jest wręcz pożądane. Ponadto zmieniła się dostępność tkanin – obecnie mamy ich tysiące, wręcz za dużo, dlatego podczas spotkań i rozmów z klientami, gdy już ustalimy czego dokładnie szukamy, staram się prezentować co najwyżej kilka próbników. Kiedyś nie było takiego wyboru. Zmieniła się także gramatura materiałów. Obecnie tkaniny garniturowe są znacznie lżejsze i cieńsze niż kiedyś. Niegdyś mężczyźnie, garnitur szyty na miarę towarzyszył przez całe życie. Na szczęście ówczesne tkaniny można było nosić latami, ponieważ nie wykazywały one widocznych śladów zużycia. Jako ciekawostkę dodam, że ze względu na bardzo trudny dostęp do materiałów, kiedyś praktykowano tzw. nicowanie, czyli rozpruwanie i rozkładanie garnituru na czynniki pierwsze,  po to, by tkaninę odwrócić na lewą stronę i uszyć z niej jeszcze raz garnitur.

MRV: Naprawdę?! Słyszałem o nicowaniu, ale nie sądziłem, że dotyczyło to także marynarek i garniturów. To było technicznie wykonalne (nie było śladów po igle) i opłacalne?

Jeśli na rynku trudno było kupić jakikolwiek materiał, to często było to po prostu jedyne rozwiązanie. A technicznie – tak, było to wykonalne, ponieważ kiedyś tkaniny przypominały współczesne lekkie sukna lub flanele, więc były to materiały ciężkie i zbite. Nawet jeśli po rozpruciu ślady po igle były widoczne, wystarczyło taki materiał starannie odparować aby ślady te znikły w wełnianej gęstwinie splotu.


MRV: Czy w dzisiejszych czasach łatwo jest znaleźć pracowników w tym zawodzie, czy raczej jest to zawód skazany na wymarcie i pozostanie wam wyszukiwanie na rynku igły w stogu siana, czyli prawdziwych pasjonatów, którzy chcieliby się w takiej pracowni realizować?

Niestety w dzisiejszych czasach znalezienie pracowników to duży problem, a znalezienie tych dobrze wykwalifikowanych wydaje się wręcz niemożliwe. Nasza załoga to, poza mną, osoby w wieku 55+. Z chęcią zatrudniłbym młodszych, ale do tej pory nie pojawił się w pracowni nikt, kto chciałby poświęcić swoje młode lata na praktykę w zawodzie, dłuższą niż kilka miesięcy. Większość młodszego pokolenia, z którymi współpracowaliśmy  była pewna tego, że bardzo szybko wchłoną najważniejszą wiedzę i umiejętności, a później pójdą dalej w świat. W pełni to rozumiem, nie ma w tym nic złego, ale krawiectwa po prostu nie da się nauczyć w trybie ekspresowym. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Niestety nie raz już zdarzyło się tak, że gdy przyjęliśmy praktykanta pod swoje skrzydła, ofiarowaliśmy mu swój czas i uwagę, nauczyliśmy go podstaw  i kiedy wydawało się, że zostanie z nami na dłużej, on odchodził i już nie wracał. Fakt, iż takiej osobie należy poświęcić naprawdę dużo czasu, czasu, którego i tak nam brakuje biorąc pod uwagę potrzeby naszych klientów, niestety nie napawa optymizmem. 

Mam jednak świadomość, że dla ciągłości zachowania zawodu i działalności naszej pracowni coś należy z tym zrobić. Podczas mojej ostatniej rozmowy z kolegą krawcem, Sebastianem Żukowskim z Warszawy, wspólnie zastanawialiśmy się nad tym jak będą funkcjonowały nasze pracownie za 10, 30, 50 lat. Sebastian zwrócił moją uwagę na metody szkolenia i tym samym wychowywania potencjalnych krawców w Anglii, we Włoszech czy w Hiszpanii.

Naszym zdaniem,  metody te mogą się z powodzeniem sprawdzić również u nas. Odpłatne kursy, szkolenia oraz praktyki pod okiem mistrzów, a dla najzdolniejszych  gwarancja zatrudnienia i dalszego treningu sztuki krawieckiego rzemiosła, dalej pod okiem mistrza. Głównie chodzi o to aby zapraszać do współpracy tylko te osoby, którym faktycznie zależy na pogłębianiu wiedzy i powiększaniu zakresu umiejętności ? osoby, które z krawiectwem miarowym wiązałyby swoją przyszłość, które mogłyby w przyszłości zasilić szeregi naszych pracowni.

MRV: Osobom, które nie miały doświadczeń z takimi zakładami krawieckimi może się wydawać, że mogą tu zamówić co tylko im się podoba, co poniekąd jest prawdą, natomiast każda pracownia krawiectwa miarowego ma swój styl i rozpoznawalne detale, które mogą być widoczne w każdym projekcie opuszczającym pracownię. Oczywiście nie każdy to dostrzeże, bo czasem to takie drobnostki jak kształt klap, rygielki czy proporcje, ale niewątpliwie tak jest. Jaki jest styl pracowni Krupa i Rzeszutko i czy macie takie detale, które pozwalają rozpoznać z daleka wasze realizacje?

Odnoszę wrażenie, że jako pracownia nie mamy jakiegoś zdefiniowanego stylu. Odpowiem ci dość przewrotnie – nam na tym nie zależy. Nie mamy parcia na to, by tworzyć jakiś rozpoznawalny kanon i narzucać go każdemu, kto zechce skorzystać z naszych usług. Staramy się realizować zamówienia naszych klientów dopasowując je do osobowości i okoliczności, w których zamierzają wykorzystać wytworzone przez nas ubranie. To jest dla nas podstawa. Oczywiście jest kilka linii kroju, których zasadniczo się trzymamy i są pracownie, którymi się inspirujemy. Jeżeli szyjemy odzież wizytową, bliżej jest nam do stylu brytyjskiego. Jeżeli natomiast szyjemy odzież codzienną i mniej formalną, wówczas nasze realizację bardziej nawiązują do charakteru południa, czyli do stylu włoskiego. Odpowiadając zatem na twoje pytanie – styl pracowni Krupa i Rzeszutko, to styl naszych klientów.


MRV: Bardzo często mówi się o tym, że klasyczne krawiectwo bespoke wyróżniają ręczne szwy, co nie do końca jest prawdą. Bo teoretycznie można niemal wszystko wykonać ręcznym ściegiem, ale nie ma to sensu. Powiesz naszym czytelnikom co rzeczywiście jest u was szyte ręcznie, a co maszynowo i dlaczego? Bo to taki mit, który moim zdaniem warto obalić.

Współczesne maszyny potrafią rozwinąć prędkość 1300 ściegów na minutę, podczas gdy najszybszy krawiec osiągnie maksymalnie kilkadziesiąt ściegów na minutę. Wydajność pracy ręcznej jest więc nieporównywalnie niższa do pracy maszynowej. Mimo to jednak krawiectwo miarowe to kunszt i sztuka, a nie wyścigi kto pierwszy ten lepszy! Ściegi ręczne w naszej pracowni są wykorzystywane na dwa sposoby.

Z jednej strony techniczne, których nie widać na zewnątrz ubrania ale które bezpośrednio wpływają na ułożenie tkaniny na figurze oraz komfort noszenia np. marynarki. Z drugiej zaś estetyczne, które mają wyraźnie podkreślić fakt, iż to krawiec ze wszystkimi swoimi przemyśleniami na tamtą chwilę, tworzył daną garderobę swoimi rękoma. O tym za jaką część pracy odpowiadają nasze ręce, dokładniej opowiedziałem już przy okazji odpowiedzi na Twoje pytanie dotyczące etapów powstawania garnituru i tego co w tym procesie jest najbardziej czasochłonne. Maszyna asystuje nam przy takich czynnościach jak zeszycie linii pleców, bocznych szwów rękawa, ramion, brzegów marynarki, paska od spodni czy bocznych szwów w nogawkach – generalnie do wykonania większości prostych, długich ściegów, które wymagają bardzo równej i czystej linii prowadzenia ściegu. Cała reszta to praca ręczna!



MRV: No właśnie, największym wyzwaniem takich pracowni jak twoja jest fakt, że macie ograniczone moce przerobowe. Wspominałeś o tym, że jesteście w stanie szyć nie więcej niż dziesięć garniturów miesięcznie. Wiele podobnych pracowni na świecie chcąc dywersyfikować swoje przychody idzie w kierunku uproszczonego szycia miarowego, czyli Made To Measure, a także w kierunku własnych linii odzieży gotowej. Czy dla ciebie też jest to kuszący kierunek w którym chciałbyś rozwijać biznes?

Na tę chwilę, w ofercie akcesoriów i dodatków mamy kilka produktów sygnowanych naszą krawiecką marką. W przyszłości, rzeczy z zakresu męskiej i damskiej garderoby będzie coraz więcej. Mimo wszystko jednak, pracownia zawsze pozostanie pracownią, nie sklepem czy butikiem! Misją naszego rodzinnego warsztatu jest szycie na miarę – reszta jest wyłącznie dodatkiem!

Cieszę się widząc jak historia i rozwój firmy szyje się równym i prostym ściegiem, jak to wszystko dobrze się spina. Oczywiście nie mam nic przeciwko dalszym postępom, ale mówiąc szczerze, nie odczuwam też w sobie jakiegoś extremalnie wysokiego ciśnienia, parcia czy presji aby robić więcej i jeszcze więcej i otwarcie przyznam, że  wcale mi to nie przeszkadza. Po reszcie załogi widać, że im też to pasuje. Nam wszystkim dobrze pracuje się w takim rzemieślniczym tempie.

Na marginesie dodam, że warsztat pracuje obecnie nad nową, niedostępną u nas wcześniej  usługą „semi bespoke”, której jedną z zalet będzie krótszy okres oczekiwania na odbiór odzieży szytej na miarę. Będzie to alternatywa do usługi „full bespoke”, którą pracownia oferuje od samego początku jej istnienia. Przyznam, że wspólnie z dziadkiem już od dawna pracujemy nad tym tematem.  Nie chcę na ten moment zdradzać nic więcej (śmiech). Jak już wcześniej wspominałem, mam „bzika” na punkcie detali. Jak tylko wszystko będzie już „dopięte na ostatni guzik”, świat się o tym dowie!

MRV: Ty jesteś czwartym pokoleniem tej wspaniałej historii. Czy marzysz o tym, że kolejne generacje twojej rodziny będą kontynuować ten biznes i tradycje krawieckie?

Zachwycająca wizja! Mam dwie córki, które ponad wszystko uwielbiają swoją babcię, Elę Rzeszutko – mistrzyni damskiego krawiectwa miarowego.  Myślę że,  jeżeli tylko zechcą kontynuować nasze rodzinne tradycje, to zapewne w ścisłym związku z Elżbietą i jej krawieckim światem. U starszej córki – Zofii, wyraźnie widać, że ten kierunek naprawdę ją fascynuje. Ma już nawet swoją maszynę, podkrada więc z pracowni babci tkaniny i dodatki (śmiech).Wcale jednak nie jest powiedziane, że kolejne pokolenie lub pokolenie po nim, nie zechce zająć się krawiectwem męskim. Jeśli tak się stanie, będzie mi niezwykle miło. To byłaby arcypiękna kontynuacja rodzinnego rzemiosła – od Antoniego Krupy, poprzez Henryka Krupę, Elżbietę Rzeszutko, mnie – Karola Rzeszutko i dalej, dalej po nas…

Jestem bardzo ciekawy co jeszcze przyszłość ma dla nas w zanadrzu…

Karol, to jest piękne miejsce, wspaniała historia i życzę ci by następne pokolenia twojej rodziny pisały tu kolejne karty tej krawieckiej sagi. Dziękuję, że nam to pokazałeś i opowiedziałeś.

PARTNER CYKLU:

Strona zawiera treści reklamowe dotyczące napojów alkoholowych i jest przeznaczona wyłącznie dla osób pełnoletnich. Aby z niej korzystać, musisz mieć ukończone 18 lat. Prosimy o nieudostępnianie i nieprzekazywanie prezentowanych na niniejszej stronie treści osobom niepełnoletnim, jak również o niezapraszanie osób niepełnoletnich do odwiedzania niniejszej strony. Stock Polska Sp. z o.o. wspiera politykę odpowiedzialnego spożywania alkoholu. Więcej informacji na: www.pijodpowiedzialnie.pl

Podobne wpisy

Subscribe
Powiadom o
33 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bartek
8 dni temu

Świętnie się czytało. Dzięki! Mam w planie kiedyś odwiedzić pracownię przy realizacji pierwszego garnituru na miarę ?

Krupa i Rzeszutko
8 dni temu
Reply to  Bartek

Do usług Panie Bartku!

Pozdrawiamy i przy okazji życzymy eleganckiego wieczoru!

Krawiectwo Miarowe
Krupa i Rzeszutko

Zegar Mistrz
8 dni temu

Super materiał, ciekawe pytania i piękna historia. Słyszałem kiedyś o tej firmie, ale nie miałem świadomości, że to taka prawdziwa pracownia bespoke z produktem z najwyższej półki (podejrzałem sobie ich Instagrama). Super, że mamy jeszcze takie miejsca i oby więcej młodych osób kultywowało takie tradycje, bo za 30 lat pozostaną nam produkty z wieszaka albo takie trochę udawane szycie na miarę, czyli MTM.

Gratulacje za takie projekty dla ciebie i dla sponsora tego pomysłu.

Hubert
8 dni temu

To pewnie trudne pytanie, bo zależy od wielu czynników, ale można chyba jakoś uśrednić – ile kosztuje uszycie w takiej pracowni sportowej marynarki z wełny 120s czy flaneli? A garnituru?

Gisch
6 dni temu
Reply to  Hubert

Raczej nie ma co liczyć na odpowiedź, ceny szycia to raczej temat tabu u krawców (chyba nawet bardziej niż u innych rzemieślników).
Moim zdaniem jeśli praca broni się sama jakością to nie ma co ukrywać poziomów cen, a nie liczyć że jak już ktoś się trafi to nie będzie mu się chciało dalej szukać mimo budżetu wyższego niż pierwotnie pomyślany.

harvester
5 dni temu
Reply to  Gisch

To raczej dziwny zwyczaj (ukrywanie cen) – wiadomo, że to droga impreza, ale Mercedesy też nie są tanie, a nikt cennika nie ukrywa.

Dino Botta
4 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Czyli z wydatkiem rzędu od 7,5 tyś. wzwyż złotych PLN trzeba się liczyć. Optymalnie trzeba wydać „dychę”, bo wtedy można po grymasić czy znacząco spersonalizować pod swój styl. Pytanie czy warto?
Z pewnością tak!
Ale bądźmy jednak realistami – bo ile procent z czytających tutejszego bloga na taki wydatek stać?
Optymistycznie uważam, że może jest to 10%, ale realnie oceniam na 4-5%.

Mikołaj
8 dni temu

Stary dobry Mr.Vintage… Brawo Ty! ;)

Czytelnik
8 dni temu
Reply to  Mikołaj

Wlasnie mialem napisac taki sam komentarz. Ciesze sie ze po serii artykulow o gumowych klapkach, whisky czy ceramice udalo sie cos wykrzesac w startm dobrym stylu

Filip
8 dni temu

Świetny wpis! Zachować taką jasność umysłu w wieku 91 lat, szacunek.

profondo
7 dni temu
Reply to  Filip

Filip „17 sekund temu”. Spóźniłem się, ale i tak napiszę. „Szacunek” to właściwe słowo. Szacunek dla obu stron tego wpisu.

wersetto
7 dni temu

Panie Michale, to nie krytyka żadna, bo jestem tutaj od ponad dekady i lubię, szanuję oraz wspieram także swoim groszem. Proszę zainwestować w kogoś od wywiadów, bo materiał bardzo fajny, ale czyta się strasznie. Teresa Torańska niestety nie żyje, ale wywiad to nie rozmowa ani skrypt marketingowy…

Iwona
3 dni temu
Reply to  Mr. Vintage

Oj tam, oj tam takie narzekania. Uważam że styl wywiadu jest „przezroczysty” – czyta się dobrze, nic nie irytuje. Temat i bohaterowie natomiast – miodzio. Dziękuję i pozdrawiam.

Ed
7 dni temu
Reply to  wersetto

Nie no, bez przesady. Czyta się bardzo dobrze. Poza tym chyba nie oczekujesz, że właściciel bloga – nie tylko tego, ale jakiegokolwiek innego – będzie kogoś zatrudniał do przeprowadzenia wywiadu? Blogi to autorskie i samodzielne twory. Jeśli nie będą prowadzone przez autora, to tracą swój urok, mimo pewnych niedociągnięć, które od czasu do czasu się na nich pojawiają (patrz blog Szarmanta na którym Roman pozwolił innym publikować teksty). Poza tym nie oczekujmy od blogera piszącego o modzie męskiej, że będzie mistrzem pisania i prowadzenia wywiadów. Zresztą ja i tak uważam, że Michał świetnie sobie radzi z jednym i drugim, a… Czytaj więcej »

Jan
7 dni temu

Kiedy jakaś casualowa stylizacja?

Tylko Crocsy
7 dni temu
Reply to  Jan

W sensie ze w gumowych butach ;)?

Jan
3 dni temu
Reply to  Tylko Crocsy

Spodnie i np. polówka. Byle nie znowu koszula i marynarka bo prawie nikt w wolnych chwilach tak nie chodzi.

17 mgnień wiosny
3 dni temu
Reply to  Jan

Niestety, ale muszę się zgodzić, że stylizacja marynarka i koszula to u nas wciąż jakieś kuriozum. Ja akurat lubię i nie unikam, czym regularnie narażam się na pytania bądź mniej lub bardziej kąśliwe komentarze, co jest dla mnie niezmiennie szokujące, gdyż ze strony aspirującej klasy średniej czy ukontentowanej klasy średniej zamieszkującej największe obszary metropolitalne oczekiwałbym reakcji zgoła odmiennej, a może nawet braku jakiejkolwiek reakcji, tak jak nikt nie reaguje, gdy założę nieco lepsze dżinsy. Nie bywam za to ostatnio w ogóle w Warszawie, może w Warszawie marynarki nie wzbudzają już niezdrowego zainteresowania? W każdym razie, ja bym się nie obraził,… Czytaj więcej »

Kazimierz M.
5 minut temu

Ludzie aspirują do Amerykanów -> polówka, drogi zegarek i drogie auto . To są współczesne oznaki statusu .

Tylko Crocsy
7 dni temu

W sumie to zabraklo mi w tym artykule kilku zdjec gotowych garniturow z pracowni. Tak niby fajnie ale nie do konca wiadomo jak ich relizacje wygladaja

Paweł
5 dni temu

Świetnie się to czytało. Poruszające. Przypomina czasy kiedy pod tym adresem był świetny blog.

Darek
2 dni temu

Patrząc na te zdjęcia aż muszę zapytać – czy w przyszłej kolekcji, jeśli takowa będzie (bo czasy niepewne i nic nie wiadomo) pojawi się bordowa marynarka? Jakaś taka w miarę uniwersalna a nie np. flanelowa. Nie chodzi mi o to żeby była gładka jak garnitorowa tylko z taką ciekawą fakturką, która sprawdza się przez cały rok a nie np. tylko w okresie jesienno-zimowym.  Oczywiście to tylko pytanie, nie stawianie wymagań.  Ale będzie jeszcze jedno pytanie – będzie można liczyć na jakieś obniżki cen marynarek z Pana poprzedniej zimowej kolekcji? Są niesamowicie wygodne i bardzo mi się podobają i bardzo chciałbym… Czytaj więcej »

Darek
2 dni temu

Panie Michale, czy jest szansa na uzupełnienie rozmiarów marynarki Reunion ? i co z kolekcją jesienną, będzie?

kiper
1 dzień temu

Panie Michale, proszę o pomoc, co to za rodzaj marynarki (kurtki?) –comment image.html

kiper
7 godzin temu
Reply to  Mr. Vintage

Dziękuję.
Da się Pana zdaniem coś takiego nosić na co dzień w warunkach miejskich?

PS. Link się chyba zepsuł :/